Komiksy, które musisz przeczytać przed śmiercią – Część 8

Wszyscy spragnieni komiksów, które powinni przeczytać, ale nie bardzo wiedzą za co się zabrać powinni być zadowoleni. Jak zwykle prezentuję pięć komiksów, ale nim to się stanie przypominam poprzednią piątkę. Linki do wcześniejszych odsłon serii znajdziecie na końcu tekstu.

  • Marvels,
  • Scott Pilgrim,
  • Strangers in Paradise,
  • Samotny wilki i szczenię,
  • Green Arrow: The Longbow Hunters.

Jeżeli jakimś cudem trafiacie na ten tekst nie wiedząc kompletnie z czym się “je” komiksy, to polecam poradnik jak zacząć przygodę z komiksami. Tam znajdziecie wskazówki i będziecie mogli z czystym sumieniem wrócić do tekstów na temat 100 komiksów, które należy przeczytać przed śmiercią. Waszą lub moją. Co przygotowałem w tej piątce? Samo dobro. Jak zwykle.

Rycerze świętego Wita – Pierre-François Beauchard (David B.)

Rycerze Świętego Wita/Fot. Kultura Gniewu
Rycerze Świętego Wita/Fot. Kultura Gniewu

W 2012 roku za sprawą Kultury Gniewu pojawiło się w Polsce zbiorcze wydanie historii spisanej przez twórcę ukrywającego się pod pseudonimem David B. Historii wyjątkowej, bo po opublikowaniu całości okrzykniętej wzorcowym komiksem autobiograficznym. Beauchard kolejne tomy publikował w latach 1996 – 2003. Polski tytuł tylko pozornie nie zdradza zbyt wiele, jeżeli chodzi o temat komiksu i przy okazji wprowadza też trochę zamętu. Choroba świętego Wita to inna nazwa dla Pląsawicy Huntingtona. Schorzenie atakuje układ nerwowy chorego i jednym z objawów są mimowolne ruchy, które niektórzy przyrównują do tańca. W czym zatem tkwi problem? W tym, że komiks nie dotyczy konkretnie pląsawicy, a epilepsji, na którą w wieku siedmiu lat zapadł starszy brat autora, Jean-Christophe. Komiks skupia się na wspomnieniach autora dotyczących życia z osobą chorą. Stan jego brata stale się pogarsza. Atmosfera w domu robi się coraz gorsza, co z miejsca odbija się na charakterze rysunków, które tworzy Pierre-Francois. “Rycerze świętego Wita” są zapisem walki z chorobą, emocji jakie jej towarzyszą i dowodem na to, jak trudna sytuacja wpływa na ludzi. To nie jest komiks dla każdego. Za to na pewno jest to komiks, który zmusza do myślenia, refleksji i choćby dlatego warto go przeczytać.

Drastyczne przypadki – Neil Gaiman (scenariusz), Dave McKean (rysunki)

Drastyczne przypadki
Drastyczne Przypadki/Fot. Egmont

Kochacie “Sandmana”? Jeżeli tak, to w zasadzie już możecie przestać czytać i odpalić serwis aukcyjny lub księgarnię internetową. Jeżeli nie wiecie o co chodzi, to śpieszę z wyjaśnieniem. Para autorów znana z tej legendarnej już serii postanowiła zrobić “coś na boku”. Tak powstały “Drastyczne przypadki”, czyli historia chłopca, który żyje w Anglii w latach 60. XX wieku. Co ciekawego sobą prezentuje? To, że kiedy w dzieciństwie trafił do rehabilitanta okazało się, że ma on sporo do opowiedzenia. Wyobraźcie sobie, że spotykacie starszego mężczyznę, którego szefem w USA był sam Al Capone. Tym samym staruszek sporo wie na temat najsłynniejszego gangstera w historii i tak z sesji na sesję opowiada o nim coraz więcej. Fani talentu Neila Gaimana powinni być usatysfakcjonowani, bo komiks ma podobny do Sandmana oniryczny klimat. Wraz z kolejnymi opowieściami przeszłość i teraźniejszość zaczynają się ze sobą stapiać, a my urzeczeni rysunkami McKeana chłoniemy historię. Dlaczego warto sięgnąć? Czytając odnosimy wrażenie, że słuchamy opowieści dziecka, które dzieli się z nami tym, co usłyszało i zobaczyło. Jak wiecie, kiedy dziecko coś opowiada, to często fakty wymieszane są z fikcją. I tak też jest w “Drastycznych przypadkach”. To trochę jak destylat talentu Gaimana i McKeana. Pozycja obowiązkowa nawet bardziej od innych, które polecam. Poważnie.

Jimmy Corrigan: The Smartest Kid On Earth – Chris Ware

W zasadzie, dlaczego ten komiks pojawił się liście uzasadniła już Kaja Szafrańska z kanału jakbyniepaczeć, więc na chwilę oddam jej głos:

Moim absolutnie ukochanym komiksem jest „Jimmy Corrigan. The Smartest Kid on Earth” autorstwa Chrisa Ware’a, genialnego scenarzysty i rysownika, którego prace wiszą też na wszystkich ścianach w moim mieszkaniu 🙂 Ten komiks wykracza poza ramy swojego gatunku. New Yorker nazwał go pierwszym arcydziełem komiksowym w historii, a sama opowieść, która jest wielowątkową, nieprawdopodobnie drobiazgowo opisaną sagą o rodzinie tytułowego bohatera, nagrodzona została m.in. prestiżową nagrodą Eisnera.

Jimmy Corrigan
Jimmy Corrigan

Co zrobić w momencie, gdy chcecie się wyrwać z domu, ale Wasza mama jest nadopiekuńcza, Wasze życie towarzyskie nie istnieje i nic nie wskazuje na to, że to się zmieni? Uciekacie w świat wyobraźni. Tak jak Jimmy Corrigan. Nie ma innego wyjścia, więc oddaje się swoim imaginacjom, które dodatkowo są odpowiedzialne za liczne absurdalne sytuacje, w których przychodzi mu się znaleźć. Komiks Ware’a jest wyjątkowy i nie ma nawet krzty przesady w tym stwierdzeniu. Wynika to z fascynacji samego Ware’a, który w dzieciństwie czytał bardzo dużo komiksów. Wśród tytułów, po które sięgał znaleźć można “Fistaszki”, dzieła Arta Spiegelmana i Charlesa Burnsa. Z czasem sam zaczął rysować, a że robił to naprawdę dobrze, to zwrócił uwagę uznanych rysowników. Tak się złożyło, że to właśnie Spiegelman pomógł Chrisowi wypłynąć na szersze wody po tym, jak zobaczył jego rysunki przy okazji recenzji “Maus”. Od tej pory Ware to gwiazda. Nie działa na wyobraźnię młodych czytelników tak jak Miller czy Moore, ale to nic nie znaczy, bo prędzej czy później wchodząc w świat komiksu sięgniecie po to, co stworzył. Zresztą Ware jeszcze się pojawi. W kolejnych częściach.

Town of Evening Calm, Country of Cherry Blossoms – Fumiyo Kouno

Town of Evening Calm
Town of Evening Calm

Rzadko czytam mangi, ale jak już czytam, to tylko te najlepsze. W tej kategorii mieści się “Town of Evening Calm, Country of Cherry Blossoms”. II wojna światowa choć dla mnie tak odległa dla wielu osób jest ciągle żywym wspomnieniem. Nie może być inaczej skoro mówimy o tragicznym w skutkach konflikcie. Japonia, która nie miała szczęścia do swoich sojuszników i walczyła nie po tej stronie konfliktu, co trzeba, została dotknięta podwójnie. Zrzucenie na jej obszar bomb atomowych stało się symbolem, który zostawił w całym pokoleniu ziejącą dziurę. Kouno w swoim komiksie pokazuje jak wojna i bomby zmieniły społeczeństwo. Nie władzę, czy żołnierzy, ale zwykłych ludzi, którzy o wojnie wiedzieli tyle, że jest. Z perspektywy zupełnie przeciętnej kobiety patrzymy na te zmiany i w pewnym sensie stajemy się tymi, których dotyczą. “Town of Evening Calm, Country of Cherry Blossoms” to z jednej strony analiza człowieka, a z drugiej strony zwykła opowieść o codzienności. Bez popadania w melodramatyzm czy ubarwiania na siłę. Wydaje mi się, że właśnie to jest jego największą siłą, że Kouno nie starał się pokazać nam tak ważnych dla niego wydarzeń z przesadnymi emocjami, które sprawiają, że łatwo stracić sens całej opowieści. To zwykła historia, w której ładunek emocjonalny eksploduje dopiero po jakimś czasie, gdy już przetrawimy to, co przeczytaliśmy.

Mother, Come Home – Paul Hornschemeier

Mother, Come Home
Mother, Come Home

Jak sobie radzić po śmierci bliskiej osoby? Każdy zadaje sobie to pytanie, ale z reguły już po fakcie. Po stracie. Paul Hornschemeier w swoim debiucie rozbił bank. Zaprezentował historię małego chłopca, który razem z ojcem musi sobie radzić po śmierci mamy. To, co zrobił na poszczególnych kadrach, to absolutne mistrzostwo świata przelewania emocji na papier. Nie jest to łatwa lektura, a tym bardziej nie jest przyjemna. Daje w zęby tak bardzo, że zaczynamy współodczuwać ból jego bohaterów. Rysunki, gra kolorem, warstwa psychologiczna. Jeden z najsmutniejszych komiksów jakie przeczytacie. Hornschemeier przeszywa człowieka na wskroś. Obserwuje jego reakcje, a następnie ubiera je w rysunki. Na rynku jest wiele komiksów, które w mniejszym lub większym stopniu potrafią mocno wpłynąć na czytelnika. Rzecz jednak w tym, że to “Mother, Come Home” kasuje większość z nich i gwarantuję, że po przeczytaniu będziecie się czuć nieswojo. W takim razie dlaczego po niego sięgać? Właśnie z powodu pytania, które przytoczyłem na początku. Śmierć nie jest łatwym tematem. Unikamy go, bo choć wiemy, że prędzej czy później nas dotknie, to wydaje się nam, że w ten sposób odwrócimy jej uwagę. A przecież można o niej mówić, można mówić mądrze. I to właśnie robi Hornschemeier. Perła.

Wydaje mi się, że wyszła mi z tego dobra, a nawet bardzo dobra piątka komiksów. Kolejna za jakiś czas. Tymczasem łapcie poprzednie odsłony. Przydadzą się.

Najlepsze komiksy - Cześć 1 Najlepsze komiksy - Cześć 2 Najlepsze komiksy - Cześć 3 Najlepsze komiksy - Cześć 4 Najlepsze komiksy - Cześć 5 Najlepsze komiksy - Cześć 6 Najlepsze komiksy - Cześć 7 Najlepsze komiksy - Cześć 9 Najlepsze komiksy - Cześć 10 Najlepsze komiksy - Cześć 11 Najlepsze komiksy - Cześć 12 Najlepsze komiksy - Cześć 13
  • Tyle rzeczy do przeczytania, tak mało życia… :<

    • Dlatego dzięki mnie przeczytacie tylko te komiksy, które naprawdę warto znać. Taki jestem dobry 🙂

  • Nox

    Kolejna ciekawa 5. Chociaż nie każda z wymienionych pozycji mnie interesuje, może się przełamię i dam im szansę, skoro znalazły się na takiej liście.

    P.S. Wkradł się babol: “Nie ma innego wyjścia, więc oddaje się swoim imaginacją” – imaginacjom, cel. l. mn. 😉

    • Babol poprawiony 🙂

      A co do komiksów, to cóż mogę dodać. Sprawdzaj, po to jest ta lista 🙂

  • Pobiegłam na Comixology z nadzieją, że może jakimś cudownym sposobem dzięki Twojej notce Violent Cases będzie dostępny w cyfrze. Znowu się zawiodłam.

    • Lepiej po prostu poszukaj w księgarniach internetowych. Będzie szybciej 🙂