Komiksy, które trzeba przeczytać przed śmiercią – Część 14

Nadszedł czas na kolejną część z zestawem komiksów, które trzeba przeczytać przed śmiercią. Czyją, to jest już kwestią dyskusyjną. Tak czy inaczej prezentuję pięć pozycji, po które warto sięgnąć. Tam warto, trzeba.

Jak zwykle nim zajmiemy się nową piątką czeka nas przypomnienie poprzedniej piątki. W części trzynastej cyklu pojawiły się:

  • Osiedle Swoboda,
  • Szninkiel,
  • Stitches,
  • Transmetropolitan,
  • WE3,

Jak już wszystko wiecie, to teraz sięgajcie po notatniki i notujcie – bo przecież do tego służy notatnik – kolejne tytuły wjeżdżają na salony. W glorii i chwale.

“Życie i czasy Sknerusa McKwacza” – Don Rosa (scenariusz i rysunki)

Don Rosa wielkim artystą jest. Koniec kropka. On i fantastyczny Carl Barks zbudowali “mit” Kaczogrodu. Ze wszystkimi bohaterami, których znamy i kochamy. Jednym z tych, którzy w moim sercu mają specjalne, bardzo wygodne, miejsce jest Sknerus McKwacz. Najbogatszy kaczor na świecie. Sknera o złotym sercu. O tej postaci można napisać naprawdę dużo, ale nie bardzo ma to teraz sens. Głównie dlatego, że jest komiks, który o Sknerusie opowiada tak, jak ja nigdy nie napiszę. I tak jak Michał Anioł ma sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej, tak Don Rosa ma “Życie i czasu Sknerusa McKwacza”. Magnum opus. Komiks ostateczny. Pozycja, która przyniosła Rosie nagrodę Eisnera, a czytelnikom historię, którą bez względu na wiek czyta się z taką samą przyjemnością. Dlaczego warto po niego sięgnąć? Przede wszystkim dlatego, że to ponadczasowa opowieść o przyjaźni, spełnianiu marzeń, ale i o zdradzie czy zawodzie, jaki często spotyka każdego z nas. Ten komiks z jednej strony wspaniale bawi, a z drugiej uczy i wzrusza. Jest to nie tylko najważniejszy komiks dla mieszkańców Kaczogrodu, ale i jeden z najlepszych jakie powstały w historii medium.

“Transformers: More than Meets the Eye” – James Roberts (scenariusz), artyści różni (rysunki)

Jeżeli kochacie wielkie roboty, a macie dość filmów reżyserowanych przez Michała Zatokę, gdzie wybuchają nawet wiadra z wodą, to bez wahania sięgajcie po “More than Meets the Eye”. To nie jest jeden komiks, a cała seria, która opowiada o grupie Autobotów, które ruszają na poszukiwania legendarnych Rycerzy Cybertronu. Ruszają pod wodzą Rodimusa, który wydaje się być zupełnym przeciwieństwem Optimusa Prime’a. Przez kolejne numery przeżywają przygody, które śledzę od dłuższego czasu z wypiekami na twarzy. To jak James Roberts prowadzi narrację, jak nie boi się podejmować niepopularnych decyzji zasługuje na nagrodę. Jest w tej serii wszystko. Od starć z Deceptikonami przez przyjaźń, masę humoru, śmierć postaci, które zdążycie pokochać i wielowymiarową fabułę. Ach, gdyby filmy kinowe były choć w połowie tak dobre jak cała seria komiksów Robertsa. Świat byłby lepszym miejscem. Poważnie, to jest jedno z moich najlepszych komiksowych odkryć. Nie spodziewałem się, że opowieść o wielkich robotach może być aż tak dobra. To co się odjaniepawla przez kolejne numery jest piękne. Wyobraźcie sobie po prostu połączenie “Star Treka”, “Doktora Who” i kilku innych kultowych pozycji z gatunku szeroko pojętej fantastyki, a dostaniecie serię wydawaną przez IDW. Cudo.

“Podróż Smokiem Diplodokiem” – Tadeusz Baranowski (scenariusz i rysunki)

O komiksie Baranowskiego pisałem już przy okazji tekstu o komiksach dla dzieci. Zdania nie zmieniam. Komiksy Tadeusza Baranowskiego powinny się pojawić w tej serii bez wyjątków. Postawiłem na “Podróż smokiem Diplodokiem”, bo to z jednej strony pozycja pełna absurdalnego humoru, nawiązań do popkultury z szalonym scenariuszem, a z drugiej coś, co można przeczytać dziecku, dziadkowi, babci, prababci, psu, kotu, chomikowi, dosłownie każdemu. I ten dosłownie każdy znajdzie w tym komiksie coś innego, co mu się szczególnie podoba. Naprawdę. No dobrze, ale o czym ten komiks w skrócie w ogóle jest? O tym:

Gdy czarnoksiężnik Lord Hokus Pokus spotyka dinozaura o imieniu Diplodok, szybko przekonuje się, że nowy przyjaciel jest żywym wehikułem czasu. Razem odwiedzą prehistoryczny świat dinozaurów, zajrzą do starożytnego Egiptu, a także wybiorą się do Krainy Figlów Miglów, w którym spłatają im niejednego figla. – opis wydawcy

Wszystko jasne prawda? I tak jak pisałem już na blogu, ten tytuł to – wybaczcie mój niemiecki – absolutne kurwa mistrzostwo świata i okolic. Dziękuję. Pozdrawiam.

“Doom Patrol” – Grant Morrison (scenariusz), Richard Case (rysunki)

W pewnym sensie DC też ma swoich mutantów. Z tym, że grupa wyrzutków i dziwaków, oczywiście z nadprzyrodzonymi zdolnościami, na której czele stoi geniusz poruszający się na wózku inwalidzkim, powstała kilka miesięcy przed tymi obdarzonymi genem X. Dziecko Arnolda Drake’a, Boba Haney’a i Brunona Premiana na początku swojego żywota nie potrafiło oczarować czytelników. Koncept był interesujący, ale niestety same historie już takie nie były. Co zrobić, gdy idzie źle? Gdy wydaje się, że wszyscy zginiemy? Wezwać na pomoc Batmana lub w tym wypadku Granta Morrisona i Richarda Case’a. Para po przejęciu serii zrobiła z niej coś wyjątkowo. Mianowicie zafundowali czytelnikom porcję komiksowych dziwów. Surrealistyczny paczwork łączący w sobie filozofię, sztukę, psychologię, religię, no wszystko tu jest. Pomysły Morrisona i rysunki Case’a złożone razem dały zaskakujący efekt. Dziwnie przypominający narkotyczne wizje. Zresztą nie zdziwiłbym się, gdyby Morrison podczas prac nad “Doom Patrolem” nie wspomagał się substancjami uznanymi za niedozwolone. Ma w tym wprawę. Jednak bez względu na to, jak było jedno jest pewne. “Doom Patrol” pokazuje czytelnikom bohaterów, którzy owszem, sporo potrafią, ale ich moc okupiona jest potwornymi skutkami ubocznymi. W tej serii nawet wrogowie superbohaterów są nieszablonowi. Weźmy takiego Red Jacka, istotę, która myśli, że jest jednocześnie Bogiem i Kubą Rozpruwaczem. Mieszka w domu bez okien, a w wolnych chwilach torturuje motyle, bo potrzebuje cierpienia innych istot, aby przetrwać. Chcecie więcej? To sięgnijcie po run Morrisona. Gwarantuję wyjątkowe doznania.

“Blacksad” – Juan Diaz Canales (scenariusz), Juanjo Guarnido (rysunki)

Na koniec zostawiłem graficzną perełkę. Komiks, który kocham całym sobą. Opowieść o najbardziej chandlerowskim kocie w historii. “Blacksad” to dzieło podlane dużą ilością sosu noir. Dla fanów starych kryminałów, ale nie tylko. To pięknie narysowany i napisany komiks. Głównym bohaterem jest prywatny detektyw o ciętym języku. Nie dajcie się jednak zwieść pięknym rysunkom i postaciom zwierząt. To zdecydowanie nie jest pozycja skierowana dla młodych czytelników. Akcja komiksu rozgrywa się w latach 50. Z tego powodu twórcy postanowili garściami czerpać z historii USA nawiązując w kolejnych zeszytach do wydarzeń, które bardzo dobrze znamy. Segregacja rasowa, Holokaust czy kwestie Zimnej Wojny i polowania na komunistów to tematy przewijające się w kolejnych tomach. Świetna gra stereotypami na temat zwierząt, fantastyczne rysunki oraz ujmujący scenariusz. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, to “Blacksad” pojawił się na blogu w osobnym tekście. Tam wyjaśniam wszystko, co tych wyjaśnień wymaga.

Tymczasem na tym kończę. Kolejna odsłona pewnie się pojawi wkrótce, choć nie potrafię powiedzieć, kiedy to wkrótce nastąpi, dlatego czekając nadróbcie poprzednie:

Najlepsze komiksy - Cześć 1 Najlepsze komiksy - Cześć 2 Najlepsze komiksy - Cześć 3 Najlepsze komiksy - Cześć 4 Najlepsze komiksy - Cześć 5 Najlepsze komiksy - Cześć 6 Najlepsze komiksy - Cześć 7 Najlepsze komiksy - Cześć 8 Najlepsze komiksy - Cześć 9 Najlepsze komiksy - Cześć 10 Najlepsze komiksy - Cześć 11 Najlepsze komiksy - Cześć 12 Najlepsze komiksy - Cześć 13
Total
33
Shares