Najlepsze horrory
Image Comics

Komiksy, które trzeba przeczytać przed śmiercią – Część 15

Szok, niedowierzanie, kiszona kapusta. Po prawie roku, ROKU, oddaję w Wasze ręce, dłonie, kolejną odsłonę serii o komiksach, które należy przeczytać przed śmiercią. Tym razem będzie tematycznie, czyli skupimy się na horrorze, bo data zobowiązuje. Nim to jednak nastąpi szybkie przypomnienie tytułów z poprzedniej odsłony. Wtedy polecałem:

  • “Życie i czasy Sknerusa McKwacza”,
  • “Transformers: More than Meets the Eye”,
  • “Doom Patrol”
  • “Blacksad”,
  • “Podróż Smokiem Diplodokiem”.

Nadal je polecam. To co teraz? Teraz moi drodzy przygotujcie swoje umysły na zestaw pięciu tytułów, które są warte Waszej uwagi, a przy okazji krążą wokół tematu grozy. Nim jednak zaciukacie mnie za brak np. takich tytułów jak “Prosto z piekła” czy “Cokolwiek innego czego tutaj nie ma, ale według Was powinno tu być, a ja jestem głupi, bo tego tutaj nie umieściłem, ale powinienem i w ogóle się nie znam, więc sobie idziecie”, to polecam przejrzeć poprzednie odsłony cyklu. W tej pojawiają się tylko takie, których nie polecałem wcześniej. Chyba że się pomylę…

“Locke & Key” – Joe Hill (scenariusz), Gabriel Rodriguez (rysunki)

Co byście zrobili, gdybym powiedział Wam, że Joe Hill to tak naprawdę nie jest żaden Joe Hill. To znaczy jest, ale nie urodził się jako Joe Hill. Pewnie nic z tym nie zrobicie, ale i tak Wam powiem. Joe Hill to syn Stephena Kinga. Tego Kinga. Tego Stephena. Choć uważam, że nie ma potrzeby, aby ukrywał się pod innym nazwiskiem, to z tego ukrywania już zrobił konkretną markę, a przy okazji udowodnił, że ma talent do opowiadań grozy. Jedną z rzeczy, która mu naprawdę wyszła jest komiks. W zasadzie cała seria. “Lock & Key” to historia o trójce dzieciaków (Tyler, Kinsey i Bode Locke), które są dozorcami w tajemniczej – bo jak inaczej – rezydencji Keyhouse. Co w tej rezydencji takiego niezwykłego? Fakt, że poszczególne drzwi mają moc. Moc do zmieniania tożsamości człowieka, który przez nie przechodzi. Niektóre zmieniają Was w duchy, inne wymazują pamięć. Zasadniczo wszystko i tak sprowadza się do tego, że jak jest miejsce o dużej mocy, to zawsze jest ktoś, kto chce tą moc zdobyć. Tak jest też w tym wypadku. Dom i klucze są przepustką do piekła. Szok. Niektórzy się sprzeczają, że jednak za mało tutaj horroru. Według mnie jednak jest tutaj odpowiednia ilość grozy, a atmosfera i scenariusz naprawdę mogą się podobać. Po polsku ukazały się wszystkie wydane przez IDW tomy.

“30 dni nocy” – Steve Niles (scenariusz), Ben Templesmith (rysunki)

Od razu ostrzegam, to nie jest wybitny komiks. To znaczy kontynuacje miniserii, którą polecam z czystym sumieniem nie są wybitne. Dlaczego w takim razie pojawia się w całym cyklu? Bo mimo wszystko ta oryginalna miniseria ma coś, co sprawiło, że po prostu dobrze się cała historię czytało. Jest brudna, krwawa i w pewnym sensie jej sukces otworzył drzwi serii “Lock & Key”. Tak, dobrze widzicie. IDW trzy lata po powstaniu (powstali w 1999 roku) miała w rękach tytuł, który został dobrze przyjęty, a w 2007 roku trafił na ekrany kin za sprawą Davida Slade’a. Film jest taki sobie, ale gra tam Danny Huston jako Marlow, więc mimo wszystko polecam sprawdzić. Wracając jednak do komiksu. Oryginalna seria to raptem trzy numery opowiadające o tym, jak grupa wampirów postanawia urządzić sobie krwawy bufet w miasteczku Barrow na Alasce. Bez zwracania uwagi na potencjalne konsekwencje. Wszystko przez to, że czeka ich 30 dni mroku. Hulaj dusza, piekła nie ma.

“Przez las” – Emily Carroll (scenariusz i rysunki)

Tutaj mam dla Was coś innego. Komiks Carroll to zbiór opowiadań, które garściami czerpią na przykład z Tima Burtona, ale to nie jest wszystko. Znajdziecie tutaj Edgara Allana Poego, braci Grimm przed cenzurą. Będą dziecięce traumy, strachy i las. Dużo lasu. Bo jak wszystko i to przyszło z lasu. Pomijając naprawdę intrygujące opowieści, to co rzuca się od razu w oczy to fantastyczna oprawa graficzna. Świetnie budująca, podbijająca klimat mroku.

Kanadyjska autorka komiksów, Emily Carroll, zadebiutowała opowieścią graficzną, która łączy gotycką osobliwość Tima Burtona z makabryczną ilustracją Edwarda Goreya. W rezultacie otrzymujemy cudownie straszną kolekcję opowiadań… Carroll unika jednoznacznych zakończeń, dzięki czemu to nam pozostawia odpowiedź na pytania: Gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna wyobraźnia? Czy to, co nas dręczy, to tylko poczucie winy, żal, samotność, psychoza, czy też może coś nadprzyrodzonego? Niesamowite opowieści Carroll będą was prześladować. – Financial Times

To dobry komiks jest. Zaufajcie mi. Znam się na tym. Nigdy żadnego nie stworzyłem.

“Infidel” – Pornsak Pichetschote (scenariusz), Aaron  Campbell (rysunki)

Świeżynka w zestawieniu. Jakby patrzeć na polskie wydania, to jeszcze pachnie nowością, do tego stopnia, że jeszcze jej nie ma. Tak jest nowa. Ukaże się w przyszłym roku i bardzo dobrze, bo ta składająca się z pięciu części seria jest, no jest… straszna. Owszem, to jest kwestia gustu, ale Pichetschote i Campbell mają naprawdę interesujący pomysł na fabułę. Podobnie jak w “Lock & Key” trafiamy do posiadłości, ale tym razem nie mierzymy się z wynalazkami typu tajemnicze drzwi czy inne cuda. Tutaj czeka nas starcie twarzą w twarz z potworem. Nuda prawda? Nie! Absolutnie nie. Ten stwór, z którym przyjdzie się zmierzyć bohaterom, ale i trochę nam, czytelnikom, żywi się ksenofobią. Zaintrygowani? Mam nadzieję.

“Nameless” – Grant Morrison (scenariusz), Chris Burnham (rysunki)

Mam też dla Was coś od wielkiego maga. Oto opowieść o człowieku bez imienia. O misji mającej na celu uratowanie życia. Każdego. Opowieść będącą połączeniem mitologii, grozy prosto od H. P. Lovecrafta i slashera. Czego tu nie ma. Jest nawet nihilizm jako podstawa filozoficzna dla całej głównej osi fabularnej. To znowu nie jest najlepsze co stworzył Morrison, ale szanuję ten tytuł za to, że jest tu tak dużo rzeczy, które razem nie powinny w sumie ze sobą grać, a jednak grają. Wszystko zaczyna się od tego, że przez świat przewala się plaga makabrycznych wydarzeń związanych z istotą zamieszkującą meteor Xibalba. Ludzie wieszają się, a przed powieszeniem się piją wybielacz. Rodziny zjadają się, a to i tak nie jest wszystko, co dzieje się u dotychczas “normalnych” ludzi. Może nie ma tutaj odkrywania koła na nowo, ale coś w tej całej opowieści mnie urzeka. Może fakt, że jest nieco kiczowata?

Tym akcentem kończymy 15. odsłonę cyklu. Do zobaczenia za rok.

 

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.