Komiksy (nie) tylko dla dzieci

Jak zwykle bywa w moim wypadku postanowiłem dokonać drobnej zmiany we wstępnych planach. Mianowicie wbrew temu, co zapowiadałem przy okazji pierwszej części komiksów dla dzieci nie zaprezentuję teraz pozycji po angielsku. Zamiast tego rozszerzę naszą malutką serię o dodatkową część. O komiksy po polsku, ale podobnie jak prezentowany już “Calvin i Hobbes” takie, które nie powstały w Polsce. I jest to wybór trochę chaotyczny, ale jest mój, a jak macie swój, to on będzie bardziej Wasz niż mój. Bo moje jest bardziej mojsze niż Wasze.

Zasady się nie zmieniają. Wszystkie – lub prawie wszystkie komiksy – będziecie mogli kupić w polskich księgarniach. Część z tych, które pojawiają się w tekście to księgarnie, które sam polecałem, więc jak jesteście ciekawi, które to konkretnie księgarnie, to stosowny tekst na blogu jest od dłuższego czasu. Niektóre z komiksów dla dzieci, które pojawią się poniżej mogły się pojawić w serii o najlepszych komiksach w historii. W sumie to, że komiks jest dla dzieci wcale nie sprawia, że nie może być równocześnie świetną pozycją do czytania tak po prostu.

Eksperyment z Ksenofontem i jego córką Eufrozyną uważam za reaktywowany. Kto nie rozumie o co chodzi z tą dwójką, w sumie ja też nie do końca rozumiem, to znaczy, że nie czytał poprzedniej części. Karygodne, ale na szczęście do naprawienia. Bez zbędnych wstępów przejdźmy dalej, czyli selekcji tytułów, które można spokojnie kupić dziecku, a po ich lekturze nie będziemy narażeni na to, że wpadnie w szał zabijania. To dziecko w sensie nie wpadnie. Nie, że komiks czy coś. Wiecie, bo to zdanie mogło być niezrozumiałe, ale w sumie teraz je wyjaśniam. Że dziecko, że szał, że komiks. No, że rozumiecie, nie wpadnie, bo to komiks akurat dla niego jest, dla dzieci lub dziecka, bo w sumie nie wiem, czy macie dzieci i ile ich jest. Dobra, koniec.

“Bone” – Jeff Smith (rysunki i scenariusz)

O tym komiksie wspominałem przy okazji dziewiątej części komiksów, które musisz przeczytać przed śmiercią. Wprawdzie, kiedy piszę ten tekst tego komiksu nie ma jeszcze w wersji polskiej, ale to tak naprawdę jest kwestia czasu. Wszystko przez to, że Egmont zapowiedział, iż możemy się spodziewać polskiego wydania dzieła Jeffa Smitha. I jak już możecie się domyślić jest to świetna informacja. Tym lepsza, że podobnie jak w przypadku wspominanego już “Calvina i Hobbesa” mówimy o tytule dla każdego. To znaczy, że możecie go kupić dziecku, ale gdy dziecko skończy czytać to sami możecie sprawdzić na co wydaliście swoje ciężko zarobione pieniądze. Przynajmniej tą część, której nie zabrało Wam państwo. Jest też opcja, że przeczytacie nim oddacie dziecku. Ewentualnie w ogóle mu go nie oddacie albo po prostu kupicie wersję dla siebie i dla niego. No dobrze, ale o czym jest ten komiks. “Bone” to historia o przygodzie trzech kuzynów, którzy trafiają trafiają do doliny, której zagrażają siły ciemności. Phoney, Fone i Smiley popadają tam w coraz to nowe zabawne kłopoty. Więcej zdradzać nie chcę oprócz tego, że to mądry i bardzo dobrze poprowadzony pod względem narracji komiks. Co ważne już dwa razy podejmowano próby stworzenia ekranizacji. Pierwsza spaliła na panewce przez to, że Jeff Smith nie chciał przystać na proponowane zmiany w scenariuszu. Efektem tych zmian miało być to, że dostalibyśmy kolejny film dla dzieci, a nie tylko dla dzieci jest komiks.

“Sprycjan i Fantazjusz” – różni autorzy

Kiedy myślicie o komiksie frankofońskim to na myśl przychodzą przede wszystkim “Asterix i Obelix”, “Tintin” czy “Lucky Luke”. I to jest zupełnie zrozumiałe, bo polski czytelnik wszystkie wymienione tytuły miał okazję bardzo dobrze poznać. Ze Sprycjanem i Fantazjuszem jest trochę inaczej, bo tak naprawdę dotychczas jedyną szansą było kupno trzech numerów “Świata Komiksu” z 1998 roku. Tam ukazała się opowieść “Sprycjan i Fantazjusz w Nowym Jorku”. I tak jak Egmont wyda wkrótce “Bone” tak Taurus Media zaczęło wydawać przygody pary bardzo dociekliwych reporterów. Wprawdzie plany są takie, aby wydawać wybrane historie i to w kolejności dalekiej od chronologicznej, to i tak warto sprawdzić. Szczególnie, jak macie w rodzinie młodych czytelników, którzy chcieliby rozpocząć przygody z komiksem. Seria debiutowała w 1938 roku i jest wydawana na rynku francusko-belgijskim do teraz. Bohaterami jest para reporterów, którzy bardziej niż na pracy zawodowej skupiają się na rozwiązywaniu kolejnych zagadek i przeżywaniu przygód, które zsyła na nich los. Przygodowy charakter każdej z opowieści powinien przypaść do gustu nawet i starszym czytelnikom.

“Muminki” – Tove Jansson (rysunki i scenariusz)

Zaskoczeni? Tove Jansson znana jest przede wszystkim jako pisarka, ale warto pamiętać, że tak jak wspaniale potrafiła posługiwać się słowem tak równie zręcznie rysowała. Przez cztery lata zajmowała się tworzeniem komiksowych pasków, które pojawiały się głównie w “London Evening News”. Gdyby doliczyć przedruki w innych gazetach okazałoby się, że Jansson ze swoimi komiksami docierała do milionów czytelników w kilkudziesięciu krajach na świecie. Komiksowe przygody Muminków wydawane są w Polsce przez EneDueRabe i problem jest taki, że pierwszy tom dostaniecie już głównie na licytacjach – choć liczę na wznowienie – a drugi miał się pierwotnie ukazać we wrześniu tego roku, ale niestety ciągle go nie ma w księgarniach. Nie będę pisać czego możecie się spodziewać po komiksach z Muminkami, bo każdy, kto zna bohaterów stworzonych przez Jansson dobrze już to wie. Trolle wyglądające jak hipopotamy albinosy – w dzieciństwie naprawdę myślałem, że to hipopotamy – wydają się trafionym prezentem zawsze i wszędzie. Uważajcie tylko na opowieści z Hatifnatami. Nie chcemy, aby dziecko miało traumę do końca życia.

“Fistaszki” – Charles M. Schulz (rysunki i scenariusz)

Idąc tropem klasyki komiksu nie sposób nie wspomnieć o “Fistaszkach”. Charlie Brown, Snoopy czy Patty stali się ikonami amerykańskiej popkultury. Okazało się bowiem, że świat pokocha opowieści o nieśmiałym chłopcu, który ma problemy z puszczaniem latawców. To właśnie sukces komiksów Schulza sprawił, że cztery kadry na pasek stały się standardem w USA. Podobnie jak Jansson mogła się poszczycić milionami czytelników, tak i Schulz nie mógł narzekać na brak odbiorców. Ostatecznie jego komiksy trafiły do ponad 2500 gazet na całym świecie. Łącznie dało to zasięg ponad 350 milionów czytelników. Długo się zastanawiałem czy “Fistaszki” powinny się tutaj pojawić. Nie wiem, jak aktualnie mogą być odbierane przez młodego polskiego czytelnika. Być może rzuci je w kąt i wróci do superbohaterów. Byłoby to straszne, ale nie wykluczam takiego scenariusza. Może za kilka lat znajdzie swój egzemplarz “Fistaszków zebranych” i zaciekawiony zacznie czytać, a wtedy zrozumie.

“Asteriks” – René Goscinny, Albert Uderzo, Jean-Yves Ferri (scenariusz), Albert Uderzo, Didier Conrad (rysunki)

Kocham “Asteriksa”. Wychowałem się na przygodach dzielnych Galów. I mam nadzieję, że moja córka ostatecznie też się na nich wychowa. Pierwszy tom dostałem od swojego wujka i to było objawienie. Tam wszystko było jak trzeba. Humor, świetne rysunki, postacie, które po prostu da się lubić i ci głupi Rzymianie. Wszystko na swoim miejscu od lat. Jeżeli jest jakaś grupa komiksów, z którymi nie można spudłować, gdy myśli się o komiksie dla młodszych czytelników, to “Asteriks” jest na czele tej grupy. Komiksy, które powstały głównie jako coś, co miało poprawić morale Francuzów podbiły świat. Zresztą jak chcecie się dowiedzieć, jak mają się ich przygody do historii, to tak, taki tekst też na blogu wylądował. Nic więcej tutaj nie mogę dodać oprócz tego, że to jest pozycja, którą po prostu trzeba mieć, gdy jest się szczęśliwym “posiadaczem” dziecka.

Bonus dla ciekawych świata rodziców:

“Saga o Atlasie i Axisie” – Pau (rysunki)

Skoro powyżej zaczęliśmy od tajemniczych dolin i klimatów fantasy, pozwólcie, że przedstawię Wam mieszkańców wioski Kanina. Jednak nim ruszymy dalej informacja, że ten komiks nie nadaje się dla czytelników poniżej 12. roku życia. Choć zaczyna się jak klasyczna historia dla małego czytelnika i tak prowadzona jest narracja, to są tam momenty, których np. siedmiolatkowi raczej nie chcecie pokazywać. Tytułem zainteresował mnie jeden z czytelników bloga. Atlas i Axis to dwa młode psy, które zamieszkują wspomnianą wioskę. Wszystko jest jak w bajce do momentu, gdy Kanina nie zostaje splądrowana przez wilki z północy. Jak na rasowych najeźdźców przystało nie tylko grabią, ale i porywają. W tym wypadku siostrę jednego z bohaterów. Dalej jest jak w rasowej historii fantasy mocno stylizowanej na średniowiecze. I tu dochodzimy do najważniejszego. Problemu jaki z tym komiksem mogą mieć niektórzy. Z jednej strony niby jest dla młodego czytelnika, a z drugiej w pewnym momencie przekracza granice komiksu stricte dla dzieci. Jest przy tym mocno naturalistyczny, co przejawia się m.in. w zachowaniu głównych bohaterów – są antropomorficznymi psami, więc nie obce jest im oznaczanie terenu. To na pewno nie jest komiks, który wielu rodziców jest w stanie zaakceptować. Dlatego traktujcie tę propozycję w kategorii ciekawostki i jak chcecie to po nią sięgajcie. Sporo o nim może powiedzieć fakt, że Pau szukał wydawcy przez 15 lat. W końcu się udało.

Jak widzicie nie odkrywam tu Ameryki lub Azji na nowo. Nie taki jest cel. Pomysł, aby uzupełnić poprzedni tekst zrodził się po tym, jak zostałem zaczepiony na Twitterze w temacie komiksów, które mogą być prezentem dla dziesięciolatka i stwierdziłem, że można temat pociągnąć i na blogu. Bo kto mi zabroni. No kto.

Przeczytaj:

Jaki komiks kupić młodemu czytelnikowi? Komiksy dla dzieci strikes back
  • Muminki to są straszne 😛

    • Ja właśnie nie wiedziałem nigdy czy je lubię, czy może mnie przerażają. Pewnie jedno i drugie, bo w sumie to się nie wyklucza. Ale Bukę kocham, czuję się z nią związany 🙂