Liternik – cichy bohater komiksów

Komiksy to oprócz gry słowem również gra obrazem. Ważne, aby artysta potrafił odpowiednio narysować postacie – w tym stopy – ale nie tylko one składają się na ogólny odbiór komiksu. Jest wiele mniejszych elementów, na które nie wszyscy zwracają uwagę czytając historie o swoich ukochanych bohaterach. Rozmawiamy o scenariuszu, o dylematach bohatera, zawiłościach fabuły, czy wreszcie ogólnie o warstwie graficznej, ale rzadko rozmawiamy o pracy kilku innych osób, które mocno wpływają na to, jak komiks ostatecznie wygląda. Jednym z takich cichych bohaterów każdego komiksu jest liternik. Tak, dobrze myślicie, to jest ten pan lub pani od literek.

A tu “a” będzie miało taki ładny zawijasek

Liternicy “narodzili się” wraz z narodzinami komiksu jako medium. Ze względu na to, że ich tworzenie przez wiele lat obywało się bez zaawansowanych technologii, których zwyczajnie nie było, wydawcy musieli rozdzielać pracę między konkretne osoby. Każda specjalizowała się w innej działce i dokładał swoją cegiełkę do komiksu. Najważniejszymi osobami tworzącymi ten komiksowy team byli:

  • Scenarzysta,
  • Rysownik,
  • Inker – nie wiem, jak to poprawnie przetłumaczyć na polski, więc korzystam z oryginału, ale możecie podrzucić tłumaczenie,
  • Kolorysta,
  • I liternik.
    Logo Action Comics
    Logo Action Comics zaprojektowane przez Schnappa w 1938 roku

Oczywiście to nie było tak, że jedna osoba nie mogła sprawować kilku funkcji, mogła i to robiła, ale o tym przeczytacie dalej. Teraz skupmy się na samym literniku, czyli co on tak naprawdę robił. Najkrócej rzecz ujmując odpowiadał za wygląd liter, które pojawiają się w komiksie. Powiecie, że to mało istotny szczegół. Nic bardziej mylnego. To niezwykle ważny szczegół, choć słowo szczegół umniejsza znaczeniu jego pracy, bo pierwsze litery, które zwracają naszą uwagę i często są nierozerwalnie związane z bohaterem znaleźć możemy już w logotypie komiksu. Weźmy takiego Irę Schnappa. Prawdziwą legendę wśród literników. To jego praca przez kilkadziesiąt lat decydowała o charakterze DC Comics. Logo Supermana z lat 40. XX wieku to właśnie jego dzieło, a w zasadzie ta najbardziej znana wersja, którą Schnapp opracował na bazie pierwszego logotypu.

Logo Supermana
Ta grafika zawiera jeszcze jedno dzieło Schnappa/Fot. DC Comics

Wspomniany Schnapp pracował przy takich tytułach jak na przykład Flash czy Justice League of America. Za każdym razem odciskając swoje piętno – lub jak kto woli literki, na szczęście więcej niż cztery – na wspomnianych komiksach. Jednak zadaniem liternika było nie tylko odpowiadanie za wygląd logotypu, jeżeli ten miał zostać przez niego zaprojektowany, tu gra była o znacznie wyższą stawkę. Jego głównym zadaniem było takie wypełnienie komiksu literami, aby po pierwsze oddać charakter sceny a po drugie zrobić to tak, aby czytelnik mógł swobodnie śledzić historię. To od liternika zależało jaki wyglądają i jak obszerne są dymki, a co za tym idzie również teksty wypowiadane przez bohatera. Decydował jak wygląda to, gdy bohater myśli, krzyczy, czy w końcu jak prezentuje się onomatopeja. Jego praca obok pracy rysownika składała się na artystyczny charakter komiksu. Musiał też uważać, aby to, co zrobi po pierwsze korespondowało z rysunkami, a po drugie, aby nie zaszkodziło odbiorowi na przykład poprzez zastosowanie zbyt grubego fontu. Ze względu na to liternik musi mieć duszę artysty – czyli po prostu być artystą – i wyobraźnię. To z kolei prowadziło do tego, że wielu rysowników decydowało się na łączenie swojej pracy z pracą liternika.

Uncanny X-Men i Wolverine and the X-Men
Logotypy, które są dziełem Fletchera

Ile zajmuje praca? To zależy. Jak płodny jest scenarzysta? Ile miejsca zostawił mi rysownik na moją pracę? Średnio zajmuje mi to między sześcioma a ośmioma godzinami. – Jared Fletcher w wywiadzie dla CBR.com

Tak jak napisałem powyżej ich praca była ręczna, ale prędzej czy później i to miało przejść przemianę za sprawą komputerów. I faktycznie od lat 80. XX wieku sporo w zawodzie liternika się zmieniło. Głównie przez to, że wraz z zastosowaniem komputerów można było na przykład uzyskać font na bazie oryginalnych liter wykonanych ręcznie. Jednym z pierwszych, którym się to udało był John Byrne – możecie go kojarzyć z pracy z Mikem Mignolą przy Hellboy’u – a który korzystał z automatycznie wygenerowanych fontów. Z tym wiąże się ciekawa historia. Mianowicie Byrne przez przypadek wykorzystał krój liter, który został wcześniej stworzony przez Dave’a Gibbonsa, co nie spotkało się z aprobatą tego drugiego. Wszak jego krój był charakterystyczny i tak jak rysunek jest chroniony prawem autorskim. Takie sytuacje jak ta z Byrnem i Gibbonsem się zdarzały, ale z czasem i tę sferę unormowano. Teraz ich praca sprowadza się zarówno do pracy przy komputerze, ale i tradycyjnego rysunku.

Komiks Deathblow
Kadr z komiksu “Deathblow” w całości korzystającego z komputerowo wygenerowanego liternictwa/Autor Todd Klein dla WildStorm

Na grafice powyżej możecie podziwiać fragment komiksu Jima Lee dla wydawnictwa WildStorm, a wybrałem go dlatego, że kadr świetnie pokazuje różnorodność wykorzystanych przez Todda Kleina liter. Tu jest dosłownie wszystko. Od krzyku, przez akcentowanie części wypowiedzi, przez onomatopeje i różnorodną kolorystykę. Tak swoją drogą Klein jest jednym z najbardziej uznanych literników w branży.

Litery i ludzie, którzy mają znaczenie

Dobry liternik to skarb i tak jak często scenarzyści mają swoich ulubionych artystów, tak często sami artyści mają swoich ulubionych literników. O ile oczywiście sami się tą częścią tworzenia komiksów nie zajmują. Jeżeli oni się tym nie zajmują, a jak na złość nie mamy też pod ręką żadnego uznanego liternika, to zawsze można zwrócić się do firm takich jak Comicraft, które oferują usługi w zakresie komputerowego liternictwa. Przykład Comicraft też podaję nieprzypadkowo, bo ta założona przez  Richarda Starkingsa – to jego literki widzicie w legendarnym “Zabójczym Żarcie” Alana Moore’a i Briana Bollanda – oraz Johna Roshella firma obsługuje w zasadzie każde amerykańskie wydawnictwo. Przez to ich bibliografia wygląda imponująco i oprócz wspomnianego “Zabójczego żartu”, do którego komputerowe liternictwo powstało przy okazji kolejnych wydań, bo to pierwsze korzystało z ręcznej roboty Starkingsa, możecie zobaczyć efekty ich pracy w takich tytułach jak m.in.:

Komiks Ghost in the Shell
Ghost in the Shell i praca Toma Orzechowskiego na okładce
  • “Spider-Man Niebieski” (Marvel) – Jeph Loeb i Tim Sale,
  • “Marvels” (Marvel) – Kurt Busiek i Alex Ross,
  • “Batman: Hush” (DC) – Jeph Loeb i Jim Lee.

Wspominam o nich też z tego powodu, że wraz z pojawieniem się komputerów pojawiło się wielu krytyków liternictwa generowanego przez maszyny. Starkings, co zrozumiałe, jest jednym z największych obrońców tego sposobu i w tym, co mówi ma sporo racji:

Nikt kogo znam nie używa rąk do liternictwa, używają narzędzia nazywanego piórem. Ja używam narzędzia nazywanego komputerem. To po prostu inna umiejętność. Pióra wypełnione są atramentem, mój komputer jest wypełniony fontami. Wiele fontów, które stworzyliśmy w Comicraft oryginalnie zostały zaprojektowane za pomocą pióra i atramentu. To nie komputery odpowiadają za liternictwo komiksów, a ludzie.

A skoro o ludziach mowa, to wypada wspomnieć o kilku znanych liternikach i docenić ich pracę. Oprócz tych, którzy przewijali się w tekście na grafikach warto wymienić m.in.:

Sędzia Dredd
Robota pani Parkhouse
  • Annie Parkhouse – pracowała na przykład dla DC Comics i współpracowała z Alanem Moorem.
  • Janice Chiang – która z kolei siedziała po drugiej stronie barykady i na koncie ma pracę przy takich tytułach jak “Ghost Rider”, “Iron Man” czy “Conan Barbarzyńca”.
  • Jack Morelli – to z jego liter korzysta teraz wspominany John Byrne, ale tym razem ma zgodę autora.
  • Chris Eliopoulos – ma na koncie kilka najważniejszych nagród dla literników m.in. Eagle Award i Harvey Award. Pracował na przykład przy “Kick-Assie” i “Civil War” dla Marvela.
  • Bill Yoshida – wieloletni liternik wydawnictwa Archie Comics.
  • Gaspar Saladino – jedna z legend branży przez większość kariery związana z DC Comics. Do znaków rozpoznawczych Saladino należy boldowanie wykrzykników i pytajników.

Powyżsi to liternicy, a jak pisałem w tekście są też artyści, którzy w ilustrowanych przez siebie komiksach biorą na swoje barki pracę liternika. Tutaj warto pamiętać o takich tuzach jak:

  • Rene Gościnny – jeden z twórców Asterixa i Obelixa. Chyba nie muszę więcej dodawać, bo na jego pracy wychowywały się całe pokolenia. W tym ja.
    Batman & Robin: Adventures
    Dzieło Templetona/Fot. DC Comics
  • Jean (Moebius) Giraud – geniusz, który wszystko robi sam.
  • Stan SakaiUsagi nie może być już bardziej jego komiksem. Wszystko tam jest jego dziełem. Jego seria jest z kolei po części inspirowana przez komiks “Groo the Wanderer”, którą tworzy Sergio Aragonés, a przy której Sakai pracował jako liternik.
  • Will Eisner – jego praca podobnie jak wspominanych Saladino i Schnappa odcisnęła swoje piętno na zawodzie liternika.
  • Osamu Tezuka – bóg komiksu prost z Japonii. Nazywany zresztą w Kraju Kwitnącej Wiśni “bogiem mangi”. Ciężki kaliber, ale to zrozumiałe, gdy spojrzy się na jego prace zarówno przy komiksach jak i anime. Tytuły? “Astro Boy” czy “Black Jack”, a to nawet nie jest pół procenta jego dokonań.
  • Dave Sim – przez niektórych krytyków uznawany za najlepszego żyjącego artystę i liternika w jednej osobie. Głównie przez to, jak zręcznie udaje mu się wykorzystać dymki i zaopatrzyć je w tekst.
  • Ty Templeton – znany z pracy przy serii “Batman & Robin: Adventures” tworzonej wspólnie z Paulem Dinim i Brucem Timmem. Laureat Eisnera.
  • Frank Miller – tak, on też bawi się wyglądem literek.

To tylko wybrani. Mam jednak nadzieję, że po tym tekście po pierwsze dowiedzieliście się czegoś więcej o tworzeniu komiksów. Po drugie, być może inaczej na nie spojrzycie, kiedy będziecie je kupować. Bo jak widać litery mają znaczenie. Wszystko w zasadzie ma znaczenie, kiedy mówimy o komiksie. Od świetnego scenariusza, przez rysunki czy w końcu zapadające w pamięć logo. Kończąc zdradzę Wam, że miejsce na blogu poświęcę nie tylko liternikom, ale i pozostałym artystom, których praca sprawia, że nasze życie jest lepsze.

PS. To na koniec jeszcze ciekawostka związana z Tezuką. Stanley Kubrick był wielkim fanem jego twórczości. Tak wielkim, że zaprosił go do Anglii, aby to Tezuka odpowiadał za stronę artystyczną filmu “2001: Odyseja Kosmiczna”. Tezuka odrzucił propozycję, bo nie wyobrażał sobie, że porzuci swoje studio na rok. Jednak film bardzo mu się podobał. Do tego stopnia, że muzyki słuchał na cały regulator. W trakcie pracy, aby nie zasnąć, gdy musiał pracować w nocy.

PS 2. Grafika tytułowa nie została wybrana przypadkiem. Batman na koniu pochodzi z komiksu “The Dark Knight Returns”, który oprócz tego, że jest świetnym komiksem, to zawdzięczamy mu pewien znienawidzony przez niektórych font, czyli Comic Sans.

I teraz to już naprawdę koniec.

Sprawdź:

Poważny tekst na poważnym blogu Pisarze i komiksy
  • Zawsze uważałam, że “inker” to po prostu “tuszysta” 😉

    • Tuszysta 🙂 Mi przyszedł do głowy “tusznik”, ale za blisko od tusznika do tucznika 🙂

  • Agnes K.

    Świetny tekst. Kiedyś, przy okazji czytania odświeżonej “Ekspedycji” zżymałam się na złe przenoszenie wyrazów, za różne style czcionek, za coś tam jeszcze (rozmieszczanie w dymkach czy coś) i nie wiedziałam, na kogo się zżymać, na wydawcę, autora rysunków czy kogo tam jeszcze…
    A to proszę, liternik.