Gdyby Król Artur był myszą

Kiedy uczęszczałem do szkoły podstawowej w ręce wpadł mi opasły tom z legendami o Królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu. Zakochałem się. Przeczytałem go bóg wie, ile razy. W zasadzie nauczyłem się go na pamięć. W tym samym momencie na tapet wpadły historie pokroju “Wodnikowego Wzgórza” i “O czym szumią wierzby”. Koronne przykłady antropomorfizacji zwierząt w literaturze. Co te dwie rzeczy mają ze sobą wspólnego? Ano tyle, że komiks “Mysia Straż” Davida Petersena ma w sobie coś z baśni, legend arturiańskich, opowieści spod znaku płaszcza i szpady oraz powieści przygodowej, a jego bohaterami są myszy. Nie byle jakie myszy.

Cztery pory roku

Autorem “Mysiej Straży” jest David Peteresen (przygotowuje scenariusz i rysunki), który jak sam mówi nigdy nie potrafił rysować ludzi. Wychodziły mu za to zwierzęta i to na nich się skupił.

Kiedy rysowałem wczesne wersje tych postaci byłem uczniem szkoły średniej i nie byłem specem w rysowaniu ludzi, nawet jak z kreskówki. Jednak kochałem opowieści o zwierzętach, więc umieszczenie tych opowieści w tym stylu nigdy nie było dla mnie trudne czy ograniczające. To była nagroda, móc podążać za tradycjami książek i postaci, które kocham takich jak w “O czym szumią wierzby”, “Bajkach Ezopa”, “Wrona i łasica” czy disneyowskim “Robin Hoodzie” i “Idź króliczku, idź”. Gdybym napisał historie z “Mysiej Straży” z ludźmi to nie zagrałoby tak dobrze. Człowiek zabijający smoka nie niesie ze sobą tego samego poczucia zagrożenia, co starcie mysz kontra wąż. Myślę, że to przez to, iż wiemy, że smoki nie istnieją, ale wszyscy obejrzeliśmy wystarczająco dużo filmów przyrodniczych, aby wiedzieć w jakim niebezpieczeństwie jest mysz w starciu z wężem.

I faktycznie jest coś intrygującego, gdy patrzymy jak jeden z bohaterów staje do walki z wężem. Petersenowi udaje się zagrać na czułej strunie emocji, gdy myszy zostają otoczone na plaży przez kraby. Ktoś musi się poświecić, ktoś musi uciec, aby wypełnić misję. Choć w teorii “Mysia Straż” jest komiksem, który spokojnie można przeczytać nieco starszemu dziecku, to została tak napisana, że sprawnie balansuje między baśnią dla dzieci, a opowieścią dla dorosłego czytelnika. Przypomina mi trochę opisywane już na blogu “Armello”. Przeplatanie momentów pełnych nadziei z tymi mrocznymi, gdy nie wiemy, co czai się we wnętrzu starego spróchniałego pnia.

No dobrze, ale o czym w sumie jest “Mysia Straż”? Wszystko zaczyna się jesienią, gdy trzech Strażników rusza z misją odnalezienia kupca, który wyruszył z transportem ziarna i nigdy nie dotarł do miejsca przeznaczenia. Trójka bohaterów – Saxon, Kenzie i Lieam – przypomina nieco Muszkieterów – aż chce się napisać Myszkieterów – jeden jest powściągliwy i analizuje sytuację, drugi jest jego przeciwieństwem, rywalem, ale przy okazji największym przyjacielem. Z kolei ten trzeci, to zdolny młodzieniec, który będzie musiał dorosnąć szybciej niż by tego chciał. Razem trafiają na trop spisku, który zagraża całej Mysiej Straży. Wszystko rozgrywa się w stylizowanej na średniowiecze rzeczywistości choć oderwanej od naszej cywilizacji. Po dwóch tomach nie wiemy nawet, czy ludzie istnieją. Zakładam, że nie, bo jaki byłby sens, gdyby istnieli? Do tego Petersen przecież nie potrafi rysować ludzi.

Kto chce zniszczyć Mysią Straż?

Cała historia oparta jest na intrydze, która wciąga od pierwszego kadru. Petersen unika dłużyzn prowadząc czytelnika od jednego ważnego wydarzenia do kolejnego. Świetnie miesza spokojniejsze momenty z tymi mrocznymi, bawiąc się barwami, które w całości utrzymane są w jesiennej tonacji zgodnie z porą roku, w trakcie której rozgrywa się akcja komiksu. Jest miejsce na przemoc – ale nie pokazywaną bezpośrednio – na zdradę, bohaterskie czyny i bardziej przyziemne sprawy takie, jak przetrwanie nadchodzącej zimy. Odziera myszy z ich – nie wiem, czy będzie to właściwe słowo – niewinności. W łapki wciska im miecze, igły, wędkarskie haczyki czy małe topory. Obdarza świadomością i rzuca w świat pełen niebezpieczeństw. Bo choć są to uzbrojone myszy, to ciągle są to tylko myszy. Sowa czy wspomniany wąż zawsze mają przewagę i o tym autor “Mysiej Straży” nie pozwala nam zapomnieć.

W Polsce komiks pojawił się w dwóch tomach. Wydawnictwo BUM Projekt wykonało ruch, którego za bardzo nie rozumiem rozdzielając wydawaną na zachodzie “Jesień 1152” na dwie części. Przypomina mi to trochę zabiegi geniuszy z Hollywood, którzy rozdzielają filmy na dwie części. Z tą różnicą, że tam ma to jeszcze jakiś sens. W końcu można opowiedzieć historię bogatszą w detale, a w przypadku “Mysiej Straży” wszystko, co miało zostać opowiedziane, zostało opowiedziane w oryginalnym pierwszym wydaniu. Pomijając ten bolesny dla portfela fakt czekam na kolejny tom, bo wiem, że nie była to moja ostatnia wizyta w Lockhaven. Tym bardziej, że w USA kontynuację przygód dzielnych myszy można przeczytać od dawna. Pojawiły się tam już kolejne dwa tomy stworzone przez Petersena, jak i “Legendy Mysiej Straży”, przy których pracowali m.in.  Jeremy Bastian, Ted Naifeh, Alex Sheikman, Sean Rubin, Alex Kain, Terry Moore i Gene Ha. Jest nawet planszowa gra RPG. Czego chcieć więcej? Chyba tylko odpowiedzi na pytanie, kiedy to wszystko pojawi się w Polsce?

[button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”nofollow” openin=”newwindow” url=”http://bookmaster.com.pl/aff/d37207Ba/r/ksiazka-mysia,straz,t,i-david,petersen-1146524.xhtml”]Kup 1. tom “Mysiej Straży”[/button] [button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”nofollow” openin=”newwindow” url=”http://bookmaster.com.pl/aff/d37207Ba/r/ksiazka-mysia,straz,jesien,1152,cz,2-david,petersen-1213307.xhtml”]Kup 2. tom “Mysiej Straży”[/button]
  • Ja się “Mysiej Straży” boję jak ognia, bo uwielbiam wszystkie gryzonie, zwłaszcza szczury i nie chcę sobie serca złamać. Mogę czytać, czy zapłaczę się na śmierć?

    • Nie wiem, ile jesteś w stanie tolerować. Przez dwa – a tak naprawdę jeden – tomy jest trochę zgonów. Nie zdążyłem się jednak związać emocjonalnie z bohaterami 🙂

    • Zależy, ile jesteś w stanie wytrzymać 🙂 Dla mnie możesz czytać bez strachu.

  • stan_n1

    bardzo miło się czyta, śliczne ilustrację łza w oku – komiks nie dla dzieci, polecam