Komiksy, które trzeba przeczytać przed śmiercią – Część 13

Nie pomyliłem się, kiedy pisałem przy okazji części dwunastej, że kolejna odsłona serii pojawi się za mniej więcej pół roku. Choć nie ma się z czego cieszyć, ale miałem rację. Dla Was lepiej, bo zdążycie uzbierać odłożyć pieniążki pieniądze na część z prezentowanych tytułów. Lub nie. Tak czy inaczej bez owijania w bawełnę i inne materiały, w które można kogoś owinąć, najpierw krótkie przypomnienie, jakie tytuły pojawiły się w poprzedniej części:

  • Mind MGMT,
  • Invincible,
  • Sex Criminals,
  • Nowa Granica,
  • Saga o Potworze z Bagien,

Wszystko jest już jasne, więc szykujcie się na kolejny zestaw komiksów, które być może przeczytacie.

“Osiedle Swoboda” – Michał “Śledziu” Śledziński (scenariusz i rysunki)

Czas zapieprza, jak na Hawajach, więc nim się obejrzałem okazało się, że “Osiedla Swoboda” stało się już klasykiem polskiego komiksu. W sumie patrząc na historię komiksu w Polsce powinniśmy sobie zadać pytanie, czy seria nie była klasykiem już w momencie, w którym się pojawiła. Całość to nic innego jak opowieść o nas. Nawet o mnie, gdy jeszcze byłem młody, lubiłem ostrą muzę – nadal lubię – imprezy – czasami lubię – alkohol – pacierza i wódki nie odmawiam. Śledziu opowiedział po prostu to, co widział na co dzień. Co wielu z nas widziało i widzi. Co wielu z nas przeżyło. Kiedy inni tylko chcieli być jednym z głosów swojego pokolenia Śledziu się nim po prostu stał. Choć nie jestem fanem przypinania do wszystkiego łatki kultowości, to “Osiedle Swoboda” jest kultowe. Jest też zabawne. To znaczy mnie śmieszy. Was nie musi.

“Szninkiel” – Jean Van Hamme (scenariusz) i Grzegorz Rosiński (rysunki)

Ten tytuł pojawiał się regularnie, gdy wrzucałem kolejne odsłony serii, a Wy drodzy czytelnicy dzieliliście się swoimi tytułami. Tymi, które Waszym zdaniem są najlepsze. “Szninkiel” jest też dla wielu fanów komiksów tytułem wejścia. Tym komiksem, który sprawił, że czytelnik zaczął sięgać po kolejne. Rosiński i Van Hamme postanowili pokazać nam świat przeorany przez wojnę między trzema nieśmiertelnymi: Jargotem Pachnącym, Zembrią Cyklopką i Barr-Findem Czarną Ręką. Skoro jest wojna, to jest też legenda o pokoju. Skoro jest legenda o pokoju, jest i wybraniec. Skoro jest wybraniec, to jest też śmierć, przemoc i brak Kristen Stewart. W komiksie Van Hamme’a i Rosińskiego rezonują liczne odniesienia do popkultury (“Władca Pierścieni”, “2001: Odyseja Kosmiczna”), ale mnie w momencie lektury najbardziej uderzyła religia. To nie jest oczywiście żadna nowość, bo odniesień do Chrystusa w kulturze jest od groma i ciut ciut. Rzecz w tym, że tutaj najwięcej kontrowersji wzbudzało to, że komiks można odbierać jako antychrześcijański.

Wiedzieliśmy tylko, że Szninkiel miał być odrębną całością, rozgrywającą się w świecie zbliżonym do Tolkienowskiego. Mam na ten temat własną teorię: Bóg stworzył mnóstwo światów i każdy z nich w ten sam sposób sobie podporządkował. Prymitywne ludy wielbią Boga, ale on sprawia, by wyznawcy się od niego odwrócili. Następnie ich karze, zsyłając potop i inne katastrofy (…). Pozwala zamartwiać się kilku pokoleniom i podpowiada, że do odkupienia grzechów potrzebny jest Zbawiciel. Wraz z nadejściem Zbawiciela odradza się wiara w Boga, ale i strach przed następną karą, który obecny był w prymitywnej wierze. Oto pokrótce mój pomysł marketingu teologicznego – Jean Van Hamme. „Zeszyty BD”, s. 19, 1986

Nie zgodzę się z tym, ale faktycznie bezkrytyczny odbiór tego tytułu może doprowadzić do takich wniosków. Jeżeli para Rosiński/Van Hamme nie urzekła Was Thorgalem, to może uda im się to za sprawą “Szninkiela”.

“Stitches” – David Small (scenariusz i rysunki)

Zwykłe życie bywa najbardziej niezwykłe. David Small nie jest wielkim odkrywcą. Nie jest genialnym pisarzem czy wspaniałym aktorem. Nie jest, ale ma coś do powiedzenia. Wychodzę z założenia, że każdy z nas ma do opowiedzenia jakąś historię. Każdego powinno się wysłuchać, bo te historie to mądrość każdego z nas. To zapis życia, które przecieka nam przez palce. Dzieciństwo Smalla nie należało do najweselszych. Jego rodzice głównie wydawali mu polecenia. Hodowali, a nie wychowywali. Pewnego dnia autor dostał się do pokoju swojego ojca, który był lekarzem. W jednej z książek zobaczył zdjęcie człowieka z naroślą na szyi. Kilka lat później taka sama narośl pojawia się na szyi Davida. Od tej pory nic już nie będzie takie samo. “Stitches” to autobiograficzna opowieść o chorowitym dzieciaku, który uciekał w świat fantazji. Później zachorował na raka, uciekł z domu, a ostatecznie spełnił swoje marzenie i został artystą. To komiks o tym, że choć Was lżą, choć Was biją, choć idziecie przez piekło, to idźcie z podniesioną głową. Nie dajcie innym satysfakcji.

“WE3” – Grant Morrison (scenariusz), Frank Quitely (rysunki)

Pies, kot i królik. Urocza trójka zwierząt. Niektórzy właśnie wyobrazili sobie, jak je przytulają. Jak się do nich uśmiechają jak naćpani idioci i mówią kici kici, taś taś. Niestety rozczaruję Was. Bohaterowie komiksu Morrisona i Quitely’ego to trójka niosąca śmierć i zniszczenie. Zmodyfikowane zwierzęta, wyposażone w egzoszkielety. Zabójcza jednostka specjalna. Eksperyment, który wymyka się spod kontroli. Cóż wyjątkowego jest w takim razie w tej historii? Być może nic. W końcu widzieliście już podobne rozwiązania wiele razy, ale “WE3” jest po prostu zgrabnie napisana. Na tyle zgrabnie, że robi na czytelniku większe wrażenie, że wiele innych komiksów traktujących o poszukiwaniu własnej tożsamości i miejsca zwanego domem. To komiks brutalny, bardzo dosłowny, ale i co inteligentniejszych czytelników zmuszający do refleksji. Na koniec dodam tylko, że Quitely otrzymał Eisnera za rysunki, więc nawet jak nie zajmuje Was warstwa fabularna, to ta wizualna powinna zrobić wrażenie.

“Transmetropolitan” – Warren Ellis (scenariusz) i Darick Robertson (rysunki)

Naprawdę nie wiem, jak do tego doszło, że dopiero teraz wśród poleceń pojawia się “Transmetropolitan”. Lepiej późno niż później. Tym bardziej, że to nie tylko ważny komiks dla gatunku, ale i tytuł istotny dla cyberpunku. Napisano już o nim w zasadzie wszystko. Kolejna pozycja z gatunku tych, które trzeba przeczytać, bo jak się jej nie przeczyta, to wyginą wszystkie konie Przewalskiego. Ellis wymyślił sobie, że stworzy dziennikarza imieniem Spider Jerusalem. Ów Spider prowadzi w czasopiśmie “The Word” bardzo poczytną rubrykę zatytułowaną “Tego nienawidzę”. Za jej sprawą Jerusalem toczy walkę z władzą. Z nadużyciami. Z wszystkim, co go wkurza. Gdyby Hunter S. Thompson żył i chciał walczyć z władzą w dystopijnej przyszłości, to byłby jak Spider Jerusalem. Komiks Ellisa i Robertsona ostrzega nas przed tym, co tak naprawdę już nastąpiło. Przed światem sterowanym przez konsumpcję, miliony bodźców. Przed światem, który pochłania, przeżuwa, a następnie wydala nas bez zastanowienia. To smutna wizja, ale poznaje się ją z wypiekami na twarzy. Gwarantuję.

I to tyle. Przynajmniej na razie. Kolejna odsłona za pół roku. Być może. Kto wie.

Czekając zapoznaj się z poprzednimi odsłonami:

Najlepsze komiksy - Cześć 1 Najlepsze komiksy - Cześć 2 Najlepsze komiksy - Cześć 3 Najlepsze komiksy - Cześć 4 Najlepsze komiksy - Cześć 5 Najlepsze komiksy - Cześć 6 Najlepsze komiksy - Cześć 7 Najlepsze komiksy - Cześć 8 Najlepsze komiksy - Cześć 9 Najlepsze komiksy - Cześć 10 Najlepsze komiksy - Cześć 11 Najlepsze komiksy - Cześć 12

Fot. tytułowa to oczywiście fragment pracy Michała Śledzińskiego na potrzeby “Osiedla Swoboda”

Total
23
Shares
  • Wojtek Zaręba

    Wreszcie doczekaliśmy się Osiedla Swoboda 🙂 no i Szninkla.

  • Nako Wojtek Nakonieczny

    Nie wiem czy dobrze zrozumiałem. W rankingu 100 najlepszych komiksów wymieniłeś komiks (Before Watchmen) o którym napisałeś, że jest gorszy od Watchmen, a nie ma w top 100 komiksu Watchmen?

    • Tak, bo do setki jeszcze się nie zbliżyliśmy. Kolejność nie ma żadnego znaczenia.

  • Nako Wojtek Nakonieczny

    O kurde faktycznie 😀