Trudny żywot noir

To niebywałe, co Hollywood jest w stanie zrobić z byle kim. Z pospolitej flądry, która powinna prasować koszule mężowi szoferakowi, robi promienną gwiazdę ekranu, a z przerośniętego gówniarza, który nadaje się najwyżej na kelnera, robi supermena z błyskiem w oku i jasnym uśmiechem, aż cuchnącym od seksu. Z kelnerki z Teksasu, inteligentnej i wykształconej jak postacie z komiksów, czyni międzynarodową kurtyzanę, sześciokrotnie zamężną z milionerami, tak zblazowaną i zepsutą, że szukając nowych wrażeń uwiedzie w końcu tragarza w przepoconej podkoszulce.

Ładne prawda? Niestety nie moje. Ja nie potrafię tak dobrze pisać. To fragment książki “Siostrzyczka” Raymonda Chandlera. Chandlera przytaczanego przeze mnie na blogu wiele razy. Z różnych przyczyn. Tym razem powołuję się na niego, bo słynny pisarz jest blisko związany z tematem, który chcę poruszyć. Z noir.

Żegnaj laleczko

Noir pojawia się nieprzypadkowo, bo wpadły mi ostatnio w ręce dwa wyjątkowe komiksy. Drugi tom “Skalpu” Jasona Aarona i R. M. Guerry oraz “Alias” Briana Michaela Bendisa i Michaela Gaydosa. Przeczytałem je po sobie, co w sumie można postrzegać jako pewien rodzaj masochizmu. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że to dwie zupełnie różne rzeczy, to w rzeczywistości komiksy Aarona i Bendisa sporo łączy. Tym czymś jest fakt, że scenarzyści tworząc swoje opowieści czerpią garściami z mrocznego kryminału.

Zbrodnia nie popłaca
Jeden z numerów komiksu, który rozpoczął burzę

Na początek cofnijmy się w czasie do lat 40. XX wieku. Choć trudno w to uwierzyć, to komiksy o superbohaterach przeżywały trudne chwile. Szczególnie na początku swojej drogi do stania się kulturowym fenomenem. Tak było zaraz po II wojnie światowej, kiedy sprzedaż spadła i wydawcy szukali sposobów na to, aby odzyskać odbiorców. Długo nie trzeba było go szukać, bo na horyzoncie pojawił się czarny kryminał. Nie po raz pierwszy komiks sięga po literaturę pulpową – za taką przynajmniej na początku wspomniane kryminały były uważane – bo ta bardzo dobrze w komiksie się odnajdywała. Szczególnie za sprawą historii science fiction czy horrorów. Uznano, że bohaterowie w typie chandlerowskiego Philipa Marlowe’a mogą być receptą na poprawę sprzedaży.

I faktycznie były. Najlepszym przykładem nowego trendu był tytuł “Zbrodnia nie popłaca”, w którym prezentowano historie mocno inspirowane czarnym kryminałem. Skierowane do osób dorosłych, które zaczytywały się w zbrodni, seksie i wszystkim tym, co dotykało najgorszych cech człowieka. Szybko zwróciły uwagę osób, które uznawały je za coś złego. Komiks mimo wszystko kojarzony z młodszymi czytelnikami nagle zaczął pokazywać rzeczy, od których rodzice woleli trzymać swoje dzieci z daleka. Ciemne zaułki wielkich miast, korupcja, nagość, a bohaterowie, którzy się tam pojawiali nie mogli być stawiani za wzory do naśladowania. Emocje wywoływane przez kolejne tytuły stawiały się coraz silniejsze, a słowa w nie wymierzone coraz ostrzejsze.

Marihuana w przedszkolu, zmora w kołysce, horror w domu, przekleństwo dzieci i zagrożenie dla ich przyszłości. – John Mason Brown o komiksach w Saturday Review of Literature

Choć tak ostra reakcja może się wydawać dziwna, to nie powinna specjalnie dziwić, gdy spojrzymy na historię USA. Amerykanie byli zmęczeni okresem niepewności, który nastąpił po II wojnie światowej. To wtedy dokonały się tam daleko idące przemiany nie tylko gospodarcze, ale przede wszystkim społeczne.

Zagraj to jeszcze raz Sam

Gwałtownie postępująca industrializacja i urbanizacja sprawiała, że społeczeństwo zmieniało się. Uciekały gdzieś ideały, na których wychowywano starsze pokolenia. Przemoc, korupcja i zepsucie stały się elementem dnia codziennego. To właśnie przed tym chciano chronić dzieci i z tym mieli największy problem cenzorzy, którzy widzieli w komiksach mocno inspirowanych prozą Chandlera czy Dashiella Hammetta kolejna furtkę do tego, aby włączyć młodych czytelników w świat, którego częścią nie powinni się jeszcze stawać.

Jessica Jones
Jessica wydawana w Polsce przez Mucha Comics

Rozpoczęto walkę z tytułami, w których smutni i zmęczeni detektywi staczają się na dno, aby rozwiązać sprawę, na chwilę zrobić coś dobrego, a później ponownie utonąć w morzu alkoholu i zniknąć w kłębach papierosowego dymu. Walka nie sprowadzała się tylko do ostrych reakcji i krytyki. W Kanadzie posiadanie komiksów będących czarnymi kryminałami stało się przestępstwem. Za sprawą kampanii nakręcanej przez polityka Daviego Fultona od 1949 roku nie można legalnie posiadać tytułów takich jak wspomniana “Zbrodnia nie popłaca”.

Paragraf 163, 1b Kodeksu Karnego uznaje za przestępstwo posiadanie, drukowanie, publikację lub sprzedaż komiksów kryminalnych, jeżeli posiadasz je z myślą o sprzedaży – to prawo nadal obowiązuje w Kanadzie

Fulton zabrał się za nie po tragicznych wydarzeniach, do których doszło rok wcześniej. Dwóch chłopców bawiąc się w przestępców zabiło przy autostradzie jednego z przejeżdżających w ich pobliżu kierowców. Sprawa stała się głośniejsza po tym, jak okazało się, że sprawcy zaczytywali się w komiksach, których mimo wszystko nie powinni mieć na półkach. Maszyna ruszyła.

Kanada miała swojego Fultona, a USA Fredrika Werthama. To on prowadził krucjatę przeciwko każdemu dziełu kultury masowej, w którym była przemoc, seks czy cokolwiek, co mogło wzbudzać jego wątpliwości. Krucjata zakończyła się zwycięstwem. Po wydaniu przez niego książki “Seduction of the Innocent” opinia publiczna była na tyle poruszona, że rozpoczęto przesłuchania m.in. twórców komiksów – jednym z przesłuchiwanych był twórca Wonder Woman, William Moulton Marston. Przed specjalną komisją w Senacie Stanów Zjednoczonych musieli tłumaczyć się z zarzutów stawianych przez Werthama. Siłą rzeczy zwracanie przez niego uwagi na demoralizujący wpływ komiksów noir na młodego czytelnika odbijał się na coraz popularniejszych historiach o superbohaterach.

Skalp
“Skalp” w drugim tomie jest jeszcze lepszy/Fot. Vertigo

Sprawa zakończyła się tym, że wydawcy musieli zmienić swoje plany dotyczące oferty wydawniczej. Za sprawą powołania do życia Comics Code Authority, czyli urzędu cenzurującego komiksy, nie można było w komiksach używać słów takich jak zbrodnia czy horror. To z kolei sprawiło, że z rynku zniknęło wiele tytułów, a sprzedaż stopniowo malała. O ile superbohaterowie jak to mają w zwyczaju wyszli z tego cało, o tyle noir miało problem. Kiedy czytelnicy w USA musieli czekać do lat 80., aby przeczytać pierwsze od dekad znaczące historie noir, Europejczycy mogli się cieszyć z wytworów wyobraźni takich twórców jak:

  • Vittorio Giardino,
  • Jacques Tardi,
  • José Muñoz,
  • Carlos Sampayo,
  • William Vance,
  • Jean Van Hamme,

Noir żyło też w mangach Osamu Tezuki czy Akimiego Yosidy. Żyło i czekało przypominając o sobie od czasu do czasu za sprawą takich artystów jak Jack Kirby i Gil Kane. Czekało. Czekało. Czekało…

I się doczekało

Połączone siły brytyjskich i amerykańskich scenarzystów w latach 80. i 90. XX wieku dało jasny sygnał, że czarny kryminał wraca na łamy komiksów. Stopniowo zaczęły pojawiać się kolejne tytuły, które nie bały się pokazać zepsucia, morderstw, damulek wartych grzechu i zmęczonych życiem detektywów. Z tą różnicą, że noir stało się też obecne w historiach o superbohaterach. Najlepszym przykładem niech będzie wspominane “Alias”. Bendis sięgnął po motywy czarnego kryminału przedstawiając nam nie tyle kolejnego Marlowe’a, co kogoś, kto Marlowe’a spokojnie mógłby zabić jednym uderzeniem. Jessikę Jones. Już pierwsze strony komiksu rozpoczynają się nawiązaniem do klasyka, konkretnie do “Chinatown” Romana Polańskiego. Później jest tylko lepiej i tak, jak w latach 50. książka Werthama sprawiła, że doszło do jednej rewolucji, tak komiks Bendisa sprawił, że doszło do kolejnej. Tym razem za sprawą powstania imprintu MAX, który pokazał wszystkim, że komiks dla dorosłych ma rację bytu nawet w Domu Pomysłów. To jednak temat na inny tekst.

Oprócz Bendisa swoje trzy grosze do czarnego kryminału dorzucali jego koledzy:

  • Brian Azzarello z “100 naboi” i “Jonnym Double”,
  • Ed Brubaker z “Gotham Central” i “Criminal”,
  • Frank Miller z “Sin City”,
  • John Wagner z “Historią przemocy”,
  • Max Allan Collins z “Drogą do zatracenia”,
  • Warren Ellis z “Fell”,
  • Darwyn Cooke z “Parkerem”.

Wymieniać można długo i spokojnie można też włączyć do tego grona wspominanego na samym początku Jasona Aarona. Jego “Skalp” idzie nawet o krok dalej od wielu komiksów wzorujących się na czarnych kryminałach. Udało mu się bowiem sięgnąć niemal do serca zepsucia umieszczając czytelnika w samym środku piekła, którym jest indiański rezerwat. Sama seria jakby tego było mało z czasem staje się coraz lepsza i choć wiemy, że główny bohater stacza się coraz bardziej i bardziej, to i tak mu kibicujemy. Choć jest ostatnim mętem, który robi coś, co powinno skreślić go na dobre i tak go wspieramy. Tak już mamy.

Sin City
Papieros, morderstwo i ja/Fot. Sin City

No dobrze, ale po co ja o tym piszę? Ano po to, że czarny kryminał skrada się do nas z kart wielu komiksów. Puszcza nieśmiało oko do czytelnika zaciągając się kolejną fajką. Uśmiecha się choć to może nie uśmiech, a mimowolny skurcz mięśni twarzy. Nie miał lekko, ale jest. Pozwala nam się unurzać w syfie, który nas otacza. Nieszkodliwy, uwierający i zarazem oczyszczający. Bo gdy wyjdziecie umazani krwią z rezerwatu Indian lub zaczniecie trzeźwieć po wizycie na ulicach Nowego Jorku docenicie jak piękny potrafi być świat. Nawet pomimo tego całego gówna.

Nieprzeczytane.plTekst powstał przy współpracy z księgarnią internetową niePrzeczytane.pl, bo nie chciałem pisać recenzji “Alias” i drugiego tomu “Skalpu”, więc uznałem, że taki tekst będzie po prostu ciekawszy. Mam nadzieję, że miałem rację.