Po co wydawnictwom supergrupy?

Komiksy to biznes, który od lat przynosi setki milionów dolarów zysku. Rywalizacja między wydawnictwami – i nie chodzi tu tylko o Marvela i DC – odbywa się na wielu płaszczyznach, które ten zysk mają intensyfikować. Jedną z takich płaszczyzn są grupy superherosów. To element długofalowej strategii wydawnictwa, która ostatecznie ma doprowadzić do tego, że czytelnik będzie wydawać jeszcze więcej pieniędzy.

Pomysł jest prosty. Każdy z nas ma ograniczony budżet, dlatego kupuje tylko wybrane komiksy. Ktoś lubi Iron Mana, ale nie przepada za Thorem. Ktoś inny sięga tylko po Batmana, ale nie podoba mu się Superman. Co w takim razie zrobić, aby wyciągnąć od czytelnika trochę dodatkowego grosza? Wystarczy umieścić Batmana w jakieś większej grupie bohaterów. Istnieje wtedy szansa, że fan gacka znajdzie dodatkową gotówkę, aby sprawdzić, jak Bruce Wayne radzi sobie współpracując z innymi. Dodatkowe korzyści z takiego grupowania herosów są jeszcze dwie:

  • Czytając ich wspólne przygody dajemy szansę na poznanie innych bohaterów, których dany czytelnik dotychczas omijał szerokim łukiem, ale może dzięki występom w grupach postanowi dać szansę np. Zielonej Latarni. Zyskują też te mniej popularne postacie.
  • Możemy wprowadzać nawiązania w fabule głównego wątku danej postaci do ich przygód w grupach, co tylko wzmacnia potrzebę kupna i poznania przygód grup, do których należy nasz ulubiony bohater.

Wszystko po to, by każdy z nas poszukał głębiej w kieszeniach. Oczywiście ma to zrobić z radością na twarzy. Nie ma w tym nic złego. W końcu nikt nikomu nie każe kupować więcej i więcej przystawiając delikwentowi broń do skroni.

No dobrze, ale jak to się wszystko zaczęło?

Wskazanie na pierwszą supergrupę jest stosunkowo prostym zadaniem. Na początku lat 40. XX wieku dwa związane ze sobą wydawnictwa, All-American i Detective postanowiły stworzyć grupę, w które zaprezentują swoich najpopularniejszych superbohaterów. Jak postanowiono, tak zrobiono i w 1940 roku w trzecim numerze All-Star Comics pojawiła się The Justice Society of America. Czemu w trzecim numerze, a nie od razu w pierwszym? Bo w dwóch pierwszych zaprezentowano osobno bohaterów z Detective Comics (wtedy National Comics) oraz All-American Comics (wtedy pojawiających się pod szyldem All-Star). W trzecim numerze zaprezentowano wszystkich razem, a to doprowadziło do narodzin JSA. Zwróćcie uwagę na człon “society” w nazwie grupy. Została ona tak pomyślana, że jej członkowie mieli pomagać sobie w kolejnych sprawach. Przypominała spółkę superbohaterów, w której udziałowcami są dwa wydawnictwa. Zresztą koncepcja zakładała bardzo demokratyczny podział, bo połowę grupy stanowili bohaterowie DC, a połowę AAC. Jej skład – ten pierwszy – wyglądał tak:

  • AAC – Flash, Green Lantern, Hawkman i Atom.
  • DC – Sandman, Dr Fate, Hourman i Spectre.

Celem było zainteresowanie czytelników bohaterami, którzy cieszyli się mniejszą popularnością. Skład ewoluował i stopniowo pojawiali się w niej nowi bohaterowie tacy jak Wonder Woman. Co ciekawe członkami JSA był i Superman, i Batman, ale nie działali razem z nią. Po prostu przekazano, że ją wspierają. Z kim walczyli? Galeria wrogów JSA zawiera m.in.: Wotana, Gamblera i Solomona Grundy’ego. Oprócz nich sprawiedliwość wymierzana przez członków grupy dosięgnęła nawet Hitlera i Mussoliniego. Jej historia pełna jest zawirowań, ale ostatecznie ich przygody są ciągle rozwijane, a w XXI wieku JSA jest ciągle w dobrej kondycji. Dla nas ważne jest to, że powstanie JSA było fundamentem do tego, aby za dwie dekady zaprezentować światu tą słynniejszą grupę, czyli Justice League of America, ale o niej będzie później.

All-Winners Squad

Marvel – a będąc konkretnym Timely Comics, która później wyewoluowała w Marvel Comics w latach 60. – nie chciał być gorszy. Pierwszą grupą jaką udało się stworzyć był All-Winners Squad. Grupa zadebiutowała jesienią 1946 roku w dziewiętnastym numerze All Winners Comics. Jej nomen omen skład wyglądał tak:

  • Kapitan Ameryka i jego pomocnik Bucky, Człowiek Pochodnia (ale nie ten z Fantastycznej Czwórki) razem z Toro, The Sub-Mariner, Whizzer i Miss America.

Jej powstanie podobnie jak w przypadku JSA miało być wprawką do najsłynniejszego zespołu prosto od Marvela. Stan Lee tak wspomina jej początek:

Podejrzewam, że za nazwą All-Winners Squad stał Martin Goodman [jeden z założycieli Marvela]. Nie jest to nazwa, którą ja bym wymyślił. Myślę, że po prostu przyszedł do mnie pewnego dnia i powiedział “chcę zrobić komiks, w którym pojawi się pochodnia, Toro, Kapitan Ameryka etc. – i nazwiemy ich All-Winners Squad”. W tym wypadku pewnie wziąłem wszystko i wysłałem, gdzie trzeba. Szczerze mówiąc mimo że pamiętam tytuł, to nie pamiętam nic innego w związku z tym.

W przeciwieństwie do JSA All-Winers Squad nie przetrwał do czasów nam współczesnych. Pojawia się od czasu do czasu przy okazji innych komiksów, ale już nie jako osobny tytuł. Z kim przyszło im walczyć? Wśród przeciwników AWS warto wymienić:

  • Lady Lotus,
  • Isbisa,
  • Adam-II.

Dwie opisane grupy to pradziadkowie kolejnych, których przez dekady powstały dziesiątki. Uznajmy je za przygotowanie do kolejnej rundy, która była regularną wymianą ciosów między wydawnictwami i zapowiadała naprawdę pasjonującą walkę. Łącznikiem między powyższymi dwoma zespołami, a tymi, o których można powiedzieć, że są najsłynniejsze był Legion of Super-Heroes. DC Comics ciągle jeszcze nie stworzyło Justice League, ale jej zalążki po raz kolejny można było zobaczyć w innych grupach. Tą, w której w końcu aktywnym członkiem był Superman – a w zasadzie Superboy – został Legion. Grupa pierwszy raz pojawiła się w kwietniu 1958 roku w numerze 247. “Adventure Comics”. Członkami założycielami byli:

  • Cosmic Boy,
  • Lightning Lad,
  • Saturn Girl.

Oprócz nich pojawili się Invisible Kid, Superboy, Colossal Boy, Star Boy i Triplicate Girl. W różnych konfiguracjach mogliśmy ich oglądać aż do 1994 roku. Przez 36 lat na kartach kolejnych komiksów śledziliśmy ich przygody. Żeby każdego z Was rozbolała głowa DC zafundowało kilka wersji grupy. Nie będę niestety przytaczał każdej z nich, bo nie do tego trzeba osobnego sporego artykuły. Samych członków Legionu było kilkudziesięciu. Przez dekady stawali oni na przeciw takich wrogów jak:

  • Time Trapper – bawił się liniami czasu,
  • Archmage – personifikacja niewykorzystanej magii,
  • Ra’s al Ghul – stary znajomy Batmana.

Choć ciągle możecie ich spotkać, to tak naprawdę był to po prostu kolejny krok DC w kierunku stworzenia Justice League of America. Początki tej grupy są ściśle związane z opisywaną na początku JSA. W drugiej połowie lat 50. XX wieku superbohaterowie po lekkim kryzysie znowu stali się bardzo popularni. To sprawiło, że szefowie DC szukali czegoś nowego, czegoś, co przyciągnie do kiosków jeszcze większe rzesze czytelników. Zadanie to przekazali dwóm panom. Dwóm żywym legendom wydawnictwa, Gardnerowi Foxowi i Mike’owi Sekowsky’emu. Ten pierwszy to jeden z najważniejszych twórców w historii. Jest ojcem m.in. Batgirl, Flasha, Zatanny i Hawkmana. Ten drugi to z kolei jeden z najbardziej utytułowanych rysowników tworzących dla DC. Koncepcja była prosta. Skoro bohaterowie są na topie, to może warto odświeżyć ideę Justice Society of America? Fox wyszedł z założenia, że można to zrobić, ale musimy dokonać pewnych zmian, które sprawią, że grupa będzie bardziej na czasie. Tu pomógł sam zlecający, czyli Julius Schwartz (długoletni wydawca w DC). Schwartz interesował się sportem i zasugerował, aby zastąpić człon Society słowem League. Fox i Sekowsky zgodzili się i przystąpili do działania. Tak w 1960 roku pojawił się pierwszy numer Justice League of America, której członkami założycielami byli:

  • Martian Manhunter,
  •  Flash (Barry Allen),
  • Green Lantern (Hal Jordan),
  • Wonder Woman,
  • Aquaman,
  • Superman,
  • Batman.

Widzicie więc, że choć JSA było ciekawym tworem, to tak naprawdę prawdziwą bombą była dopiero JLA. Mocny skład, któremu nie przeszkadzało nawet to, że z początku nie pojawiali się w nim Batman i Superman. Byli członkami grupy, ale nie brali udziału w pierwszych jej przygodach. I bez nich w regularnej obsadzie DC trafiło w przysłowiową dziesiątkę. Tym razem zgarniając pełną pulę, bo fani dosłownie zakochali się w JLA. Sprzedaż była świetna, a już po trochę ponad roku wydawania seria miała na swoim koncie dwie nagrody Alley dla najlepszego komiksu oraz grupy herosów. To z kolei w pewnym sensie ustawiło dalszy rozwój wypadków na linii Marvel – DC. Skład ewoluował. W ciągu czterech kolejnych lat od wydania dołączyli do niego Green Arrow, Atom i Hawkman. Choć przez JLA przewinęło się wielu bohaterów – niektórzy zostawiali na dłużej jak Black Canary – to tak naprawdę najbardziej znany jest ten nowy aktualnie obowiązujący skład założycielski, w którym Martiana Manhuntera zastąpił Cyborg.

Batman
Jakiś problem?/Rys. Alex Ross

To właśnie oni zostali bohaterami filmu, który pojawił się w kinach. Oprócz ewolucji układu osób tworzących JLA, zmiany dotyczyły też samych grup. W ramach Ligi Sprawiedliwości powstało kilka spin-offów m.in. Justice League Europe, Task Force czy nawet Justice League Antarctica. Oczywiście tak mocna grupa musiała mieć mocnych przeciwników. Wśród nich można wymienić:

  • Darkseida,
  • Jokera,
  • Lex Luthora,
  • Brainiaca,
  • Starro – to był pierwszy wróg, z którym walczyli,
  • Sinestro,
  • Ra’s al Ghula,
  • Nekrona,
  • Legion of Doom
  • The Weapons Mastera.

Popularność JLA nie umknęła największej konkurencji. Pewnie w tym momencie większość z Was myśli o Avengers jako bezpośredniej odpowiedzi na JLA. Niestety muszę Was zmartwić na Avengersów jeszcze trzeba będzie poczekać. Walczyć z DC miała inna grupa bohaterów.

Co na to Marvel?

Martin [wspominany już Martin Goodman] powiedział, że zwrócił uwagę na jeden z tytułów wydawanych przez National Comics, który sprzedawał się najlepiej. Zatytułowany był The Justice League of America i był o grupie superbohaterów. Powiedział: “Jeżeli Justice League się sprzedaje to czemu my nie stworzymy komiksu z grupą superbohaterów”.

Tak o odpowiedzi Marvela mówił po latach Stan Lee, który zgadzał się z szefem, że skoro format raz zaskoczył, to powinien zaskoczyć raz jeszcze. To on razem z Jackiem Kirbym przygotowali swoją odpowiedź na ruchy DC. Tą odpowiedzią była Fantastyczna Czwórka. Jej narodziny to bardzo ważny moment dla historii komiksu, bo to pierwsza grupa superbohaterów, która powstała już pod skrzydłami Marvel Comics stając się jednym z filarów sukcesów wydawnictwa. Dodatkowo wykorzystano motyw osób obdarzonych supermocami do tego, aby pokazać jak na co dzień radzą sobie z tą wyjątkową niespodzianką. Problemy z akceptacją, lekkomyślność, relacje między małżonkami. To wszystko jest w Fantastycznej Czwórce oprócz walki z potężnymi przeciwnikami pokroju Doctora Dooma czy Galactusa. Popularna od 1961 roku ma stały skład w postaci:

  • Mister Fantastic,
  • Invisible Woman,
  • Human Torch,
  • The Thing.

Choć musicie pamiętać o tym, pojawiały się i inne czwórki np. ta ze Spider-Manem, Hulkiem, Ghost Riderem i Wolverinem. Szef Marvela miał rację. Format z zespołem znowu wypalił, a to oznacza, że trzeba kuć żelazo póki gorące. W ten sposób do 1963 roku Marvel miał już nie jedną, a trzy bardzo popularne grupy superbohaterów, które z roku na rok zaczynały przynosić coraz większe zyski. Do Fantastycznej Czwórki dołączyli Avengers. Ojcami najpotężniejszej grupy na świecie są Lee i Kriby. Pierwszy raz pojawiła się w 1963 roku w opowieści “The Coming of Avengers”. Wbrew temu, co zobaczyliście w kinie grupa nie była “składana” w taki sposób, jak nam to przez wiele lat prezentowano. Ba, nie było w niej pierwotnie Kapitana Ameryki, który zastąpił w roli członka założyciela Hulka. Lista pierwszego zestawu herosów wyglądała tak:

  • Ant-Man,
  • Hulk,
  • Iron Man,
  • Thor,
  • Wasp,
  • Kapitan Ameryka na miejsce Hulka po pierwszej przygodzie.

Co ważne wszyscy współpracowali jeszcze przed formalnym stworzeniem Avengers. Twórcy postanowili, że znakiem rozpoznawczym zespołu będzie zmieniający się skład. Jednak jedna rzecz pozostawała niezmienna. Fakt, że wszyscy byli gotowi stawić czoła tym wrogom, których nikt inny pokonać nie może. Można zaryzykować stwierdzenie, że Avengers propagowali różnorodność i akceptację, bo jak spojrzycie na ich skład przez kolejne dekady, to nie miało dla nich różnicy czy nowy członek jest robotem, kosmitą czy może wcześniej był bardzo zły, ale przejrzał na oczy i teraz chce ratować ludzkość. To prowadziło do spięć w zespole, które często kończyły się sprzeczkami, ale ostatecznie wszyscy byli gotowi do walki. Tak jak w JLA przywódcą był Superman z mocnym wsparciem Batmana, tak w przypadku Avengers liderem był największy patriota spośród bohaterów, czyli Kapitan Ameryka. Role liderów pełnili też Pym, Tony Stark czy Wasp, ale najczęściej miało to miejsce w sytuacji, gdy Kapitana akurat nie było pod ręką lub po prostu stawali na czele innych wcieleń Avengersów. Z kim walczyli? Lista wrogów jest długa, ci najbardziej prominentni to:

  • The Space Phantom – starcie zaraz po powstaniu grupy,
  • Loki,
  • Doctor Doom,
  • Kang,
  • M.O.D.O.K.,
  • Red Skull,
  • Taskmaster,
  • Thanos,
  • Ultron,
  • Korvac,
  • Kree/Skrulls,

Thanos i Ultron pojawiali się w kolejnych filmie, więc mieliśmy okazję sprawdzić, jak wypadają na tle Lokiego. Avengers stanowili kolejny filar sukcesu Marvela. Wspomniałem jednak o trzeciej grupie herosów, którzy są dla wydawnictwa bardzo ważni. Tą grupą są oczywiście X-Men.

Nie wiem, czy od początku Goodman, Kirby i Lee chcieli stworzyć coś, co pod płaszczem rywalizacji między mutantami będzie poruszać ważne tematy społeczne, ale efekt przypadł wszystkim do gustu. Kirby i Lee szli za ciosem i razem z Avengers zaprezentowali X-Men, którzy są pokłosiem setek listów jakie dostawali od fanów. Ci domagali się jakiejś grupy o bardziej jednolitym charakterze. Stan Lee podzielał tą potrzebę i stwierdził, że warto stworzyć większy zespół bohaterów o podobnych korzeniach. Tak wpadł na pomysł tzw. “homo superior”. Ta idea doprowadziła go do mutacji genetycznych, których wynikiem były niesamowite umiejętności nowych gwiazd Marvela. Wszystko było gotowe we wrześniu 1963 roku. Wtedy pojawił się pierwszy komiks. Swoją drogą według pierwotnych planów miał się nazywać po prostu “Mutanci” Goodman odrzucił jednak taki tytuł ze względu na to, że ludzie nie będą wiedzieć czym ci mutanci tak naprawdę są. Nie było wyjścia. Trzeba było wymyślić coś innego. I tu dochodzimy do trzech wyjaśnień nazwy X-Men. Oto one:

  • Nazwa pochodzi od nazwiska Profesora Xaviera.
  • Związana jest z genem wywołującym mutacje tzw. X-Gene.
  • W końcu nazwę wyjaśniał sam Xavier, który stwierdził, że jego studenci posiadają “extra powers”, których nie mają zwykli ludzie i dlatego nazywał ich X-Men ze względu na EX-tra moce.

Pierwszy skład X-Men stworzony przez Xaviera wyglądał tak:

  • Scott Summers – Cyclops,
  • Robert “Bobby” Drake – Iceman,
  • Henry “Hank” McCoy – Beast,
  • Warren Kenneth Worthington III – Angel,
  • Jean Grey.

Z czasem skład się zmieniał i rozrastał. Podobnie jak grupa ich wrogów, z których warto wymienić:

  • Apocalypse,
  • Magneto,
  • Mojo,
  • Omega Red,
  • Sabretooth,
  • Sebastian Shaw (w zasadzie cały Hellfire Club),
  • Spiral,
  • Shadow King,
  • Mystique,
  • Cassandra Nova,
  • Mr. Sinister,
  • Dark Phoenix,
  • Sentinele.

Wspomniałem o tym, że X-Men poruszają ważne tematy. Sama idea walki między mutantami przypomina problemy z mniejszościami czy w ogóle akceptacją “inności” przez większość społeczeństwa. Oparcie się o koncepcję wyrzutków sprawiło, że X-Men stali się metaforą problemów realnego świata. Już sam fakt porównywania liderów dwóch grup do Martina Luther Kinga i Malcolma X sprawia, że często podnoszony jest temat rasizmu. Przy okazji mowa jest o antysemityzmie – w końcu Magneto to jeden z ocalonych więźniów obozu koncentracyjnego – czy środowisku LGBT. Być może to wszystko sprawiło, że przez ponad 60 lat X-Men stali się jedną z najważniejszych serii w historii.

Po debiucie wspomnianych pojawiały się kolejne. Fakt, że piszę przede wszystkim o Marvelu i DC wynika z tego, że tylko te dwa wydawnictwa wydały na świat całą masę grup, które większość z nas znamy. Teen Titans, Doom Patrol, Birds of Prey, The Suicide Squad, The Defenders, The Authority, Guardians of the Galaxy to tylko część z nich. Swoją drogą przypadek Guardians of the Galaxy, którzy doczekali się ekranizacji jest bardzo ciekawy. Oryginalnie pierwszy raz grupa, którą można nazwać jako Strażnicy Galaktyki pojawiła się w 1969 roku. Jej twórcami są scenarzysta Arnold Drake i rysownik Gene Colan. Razem z Mikem Esposito stworzyli pierwszy skład, który toczył swoje boje w 31. wieku. Grupę tworzyli wtedy:

  • Major Vance Astro,
  • Charlie-27,
  • Martinex,
  • Yondu.

Później dołączali do niej kolejni, ale nie był to skład, który zmieniał się jakoś szczególnie dynamicznie. Co w tym takiego ciekawego? Głównie to, że sporą popularnością Strażnicy zaczęli się cieszyć po pewnego rodzaju restarcie. W 2007 roku Dan Abnett i Andy Lanning pracowali przy komiksie “Anihilation: Conquest”. W tej całkiem udanej historii spotkali się m.in. Star-Lord, Gamora, Rocket Raccoon i Adam Warlock, którzy stanęli przeciw wrogo nastawionej rasie Phalanx, którą do boju prowadził Ultron. Dan i Andy po publikacji komiksu stwierdzili, że może ci bohaterowie mają szansę zaistnieć jako kolejne wcielenie Strażników Galaktyki. Jak pomyśleli, tak zrobili. W 2008 roku pojawił się pierwszy numer, którego bohaterami byli:

  • Adam Warlock,
  • Drax Niszczyciel,
  • Gamora,
  • Quasar,
  • Rocket Raccoon,
  • Star-Lord,

W filmach zobaczyliśmy trochę zmieniony zestaw, bo uzupełniony o Groota, ale pozbawiony Adama Warlocka i Quasara. Mimo, że to kolejne wcielenie Strażników jest bardzo młode to właśnie taka konfiguracja postaci bardzo przypadł do gustu fanom, a duża popularność sprawiła, że Marvel zdecydował się na ekranizację. Z kim zdarzyło się Strażnikom walczyć? Wymienić warto:

  • Dormammu,
  • Annihilusa,,
  • Korvaca,
  • Topographical Mana,
  • Rancorę.

No dobrze, ale przecież nie samym Marvelem i DC człowiek żyje.

Watchmen - muzyka z komiksu
Fragment plakatu do filmu “Watchmen”

Ten wspaniały Alan Moore

Nie będzie odkryciem jak napiszę, że Alan Moore wielkim artystą jest. Jego wkład w medium jakim są komiksy jest po prostu nie do przecenienia. Na koncie ma kamienie milowe komiksu i przynajmniej dwie grupy bohaterów, o których warto wspomnieć. Pierwszą są Minutemen. Grupa znana z komiksu “Watchmen” nie jest zespołem takim jak inne opisywane powyżej. To po prostu ludzie ze zwykłymi problemami, którzy robią niezwykłe rzeczy. Moore pokazał ich jako dysfunkcyjny zbiór indywiduów. W końcu mamy tam gwałciciela, mordercę, człowieka z poważnymi problemami psychicznymi, egomaniaka, a nawet szalonego naukowca. Nie są to ludzie, których ktoś może polubić. Mało tego, to prawdopodobnie nie są nawet ludzie, którzy walczą o coś, co sprawi, że nasze życie będzie prostsze. Moore wziął się za bary z mitologią superbohaterów i dał wszystkim czytelnikom potężnego prztyczka w nos. Według tego, co możemy przeczytać w komiksie Minutemen powstali w 1939 roku i na początku jej skład liczył osiem osób:

  • Captain Metropolis,
  • Silk Spectre,
  • Hooded Justice,
  • Nite Owl,
  • Silhouette,
  • Dollar Bill,
  • Mothman,
  • The Comedian,

Skład zespołu oczywiście się zmieniał, a powody zmian często były bardzo ciekawe jak na komiks. Na przykład Silhouette została wydalona za fakt, że byłą lesbijką. Za co zresztą zginęła. O Watchmen napisano już w zasadzie wszystko, co napisać na ten temat można. Ja tylko mogę dodać od siebie, że koniecznie sięgnijcie po ten komiks, jeżeli jakimś cudem jeszcze nie mieliście okazji. Arcydzieło absolutne, które nie pozostawia czytelnika obojętnym. Dekonstrukcja mitu superbohaterów i świetna kontra na cały nurt w komiksie, który rozwijał się przecież przez całe dekady. O ile Minutemen, a w zasadzie ich przygody, nie są rdzeniem “Strażników” o tyle kolejna grupa stworzona przez Moore’a to już pełnoprawny zespół herosów. Oczywiście znowu jest ona wyjątkowa. Moore postanowił, że w jednej serii komiksowej spotkają się:

  • Mina Harker – znana z opowieści o Drakuli,
  • Kapitan Nemo – jeden z ikonicznych bohaterów powieści Juliusza Verne’a
  • Allan Quatermain – bohater powieści “Kopalnie Króla Solomona”,
  • Dr. Jekyll – razem z panem Hydem,
  • Niewidzialny człowiek – czyli Hawley Griffin.

To jednak nie koniec, bo przez kolejne odcinki komiksu przewijają się przez nie takie osobistości jak: Alicja, Król Artur, Kaliban, John Carter, Profesor Moriarty, Don Kiszot, a nawet Mary Poppins. Prawdziwy kulturowy miszmasz, który czyta się fantastycznie. Pojawił się w 2003 roku i w zasadzie ciężko się w nim nie zakochać. Opiera się o prosty i jednocześnie genialny pomysł, aby do jednego worka wrzucić ikony popkultury. W komiksach tworzonych przez Moore’a i Kevina O’Neilla możliwe jest spotkanie Jekylla z bohaterami znanymi z książek o Jamesie Bondzie z Alicją z Krainy Czarów w tle. Gdzie indziej jest to możliwe?

Każda epoka miała swoją ligę, która miała walczyć z większym złem. Piszę z większym, bo nie zawsze w jej skład wchodziły postacie o nieposzlakowanej opinii. Na przykład Fantomas, który był notorycznym przestępcą czy wspominany Dr. Jekyll, którego mordercze alter ego Edward Hyde nie był osobą z jaką chcecie się bratać i wypić kielicha. Z kim walczyli? Głównymi wrogami Ligi byli:

  • Fu Manchu,
  • James Moriarty.

Jak możecie się domyślić komiks okazał się sukcesem i podobnie jak w przypadku Watchmen warto po niego sięgnąć. Gdybyśmy pokusili się na bardzo szczegółowe śledzenie historii komiksu to pewnie nie skończylibyście czytać aż do przyszłych świąt. Skupiłem się na wątku superbohaterskim, bo aktualnie jest on znowu na topie. Tłumnie chodzimy do kin na kolejne ekranizacje, których będzie jeszcze więcej, bo jak widzicie materiału jest aż za dużo. Dodatkowo każda z nich ma inny charakter. Teoretycznie takie same, ale praktycznie przy okazji każdej z nich starano się przedstawiać trochę inne problemy. Jeżeli to nie przekona sceptyków do tego, że komiksy są super, to ja nie wiem, co może ich przekonać..

Total
9
Shares