Odpocznijcie od superbohaterów, czyli o czym tak naprawdę jest “Saga”

Gwiezdne Wojny, czarna komedia, seks, przemoc, odwołania do popkultury w jednym komiksie? Długo zastanawiałem się, czy wszystkie pozytywne opinie na temat dzieła Briana K. Vaughana i Fiony Staples nie są przesadzone. Nie są. “Saga” to szalona jazda stworzona pod wpływem bardzo silnych narkotyków. Jest to również kolejny dowód na to, że Vaughan to aktualnie jeden z najlepszych scenarzystów na świecie.

Gwiezdne Wojny dla zboczeńców

Nie będę streszczać fabuły “Sagi”, bo to nie ma za bardzo sensu, a dodatkowo popsuje Wam zabawę. Jedyne, co w tym momencie musicie o niej wiedzieć to fakt, że jej rdzeń jest szekspirowski. Oto dwójka zakochanych musi się ukrywać, bo ich miłość jest zakazana. W końcu reprezentują dwie walczące ze sobą rasy. Tak jak Romeo i Julia mieli z góry przerąbane, tak Alana i Marko są w sytuacji, której raczej zazdrościć im nie będziecie. Podtytuł tej części tekstu nie jest wymierzony w sztuczne wzbudzanie ekscytacji. On opisuje to czym “Saga” jest, ale żeby było śmieszniej i trudniej, przy okazji też to, czym ten komiks nie jest. Nadążacie?

Saga - kadr z komiksu
Zawiedliście się?

Wiecie, co stoi za sukcesem “Gwiezdnych Wojen”? To, że ten misternie wykreowany świat ze wszystkimi dziwacznymi rasami i sytuacjami, które nie miały miejsca sprawiał wrażenie czegoś prawdziwego. Z “Sagą” jest podobnie. Z tą różnicą, że u Vaughana wszystko jest razy 10. Stworzenia jakie spotykają na swojej drodze bohaterowie wyglądają, jak część snów kogoś na kwasie. Duchy, planety, które okazują się jajkami, z których wykluwają się wielkie noworodki działające jak czarne dziury i strzelające czarnym śluzem z oczu. Międzygatunkowy seks, kosmiczni zabójcy, ochroniarze wyglądający jak gigantyczne krety czy giganci z jądrami do ziemi. To wszystko i jeszcze więcej jest w Sadze. Vaughan sam opisuje ją właśnie jako space operę dla zboczeńców.

Saga - kadr 3
Pisałem o przemocy?

Musimy jednak pamiętać, że wszelkie porównania do kultowych dzieł pomagają umiejscowić porównywany twór w naszej świadomości, ale przy okazji trochę go krzywdzą. Vaughan, który ma na koncie m.in. świetnego „Y: Ostatniego z mężczyzn”, razem ze Staples stworzył zupełnie nową jakość. Wymykającą się porównaniom.

Milczenie na temat problemu nie sprawia, że problem znika

Wulgarność w “Sadze” nie jest tylko dla poklasku ludzi, którzy przeżywają skoki ciśnienia na widok rysowanych cycków i penisa w stanie wzwodu. Ona czemuś służy. Momentami jest absurdalna, by podkreślić charakter miejsca, w którym się znajdujemy, a czasem ma za zadanie uwypuklić uczucia jakie towarzyszą naszym bohaterom. To kolaż, który co chwilę sięga po motywy znane z popkultury. Przy okazji Vaughan nie unika tematów trudnych. Pedofilia, niewolnictwo, pornografia, rasizm. Cała czwórka “patrzy” na nas spod płaszczyka przekleństw czy szalonych kadrów, które oglądamy.

Uważam, że umieszczenie historii rodziców w trakcie galaktycznej wojny pozwala na pokazanie wzlotów i upadków związanych z tworzeniem. Nieważne czy mówimy tu o dziecku, czy sztuce, czy czymkolwiek innym – Brian K. Vaughan w wywiadzie dla io9

Kadr z komiksu Saga numer 4
Seks i telewizja, razem

Wspominałem o tym, że sposób prowadzenia narracji sprawia, że zapominamy o tym, że wydarzenia, o których czytamy nie mają prawa się wydarzyć. Spora w tym zasługa świetnie skrojonych bohaterów. Naprawdę chciałbym mieć choć 1/10 talentu Vaughana. Każda z postaci ma jasne motywacje, charakter, nawet sposób mówienia, dobór słów oddaje to, kim oni są. Bez różnicy czy mówimy o głównych bohaterach, czy postaciach drugoplanowych. Każda jest jakaś i gwarantuję Wam, że żadna nie jest nudna. Komiks balansuje na granicy absurdu, ironii i powagi. Raz czujecie się jakbyście oglądali kolejny odcinek “Futuramy”, a raz nie jest Wam do śmiechu, bo pojawia się dziewczynka, która była niewolnicą w burdelu.

Zastanawiałem się, co to znaczy urodzić dziecko w trakcie wojny i jak nasze dzieciństwo może nas przygotować na stan ciągłego konfliktu. Zarówno na dobre, jak i na złe. – Brian K. Vaughan w wywiadzie dla CBR

W budowaniu napięcia oraz w jego rozładowywaniu pomagają wyjątkowe rysunki Fiony Staples. Kanadyjka bawi się kolorami, układem kadrów, tłem. Wygląda to trochę tak, jakby jeden komiks tworzony był w różnym stylu, ale przy okazji nie mamy poczucia chaosu. Znowu wszystko wydaje się tam być na miejscu. Pasuje do konwencji scenariusza. Być może jest to spora zasługa wrażliwości Staples, która potrafi dostosować się do wydarzeń, które ma ilustrować. Na pewno ten duet znalazł wspólny język, a efekty ich pracy to komiksowe Yin i Yang.

Grunt to dobrze się bawić

Kłamiący kot z Sagi
Kłamiący kot

Pisałem kiedyś o tym, że bardzo często zapominamy, że film, muzyka czy właśnie komiks są przede wszystkim źródłem dobrej zabawy. Tracimy z oczu przyjemność wynikającą z obcowania z filmem rozkładając go na czynniki pierwsze. Wytykając drobnostki, na które być może w przeszłości nie zwrócilibyśmy uwagi. Ta zasada dotyczy też twórców. Czytając książkę czy oglądając film będziecie w stanie powiedzieć, czy dany artysta miał siłę i chęć skończyć swoje dzieło. Proces tworzenia, to proces filtrowania swoich emocji i zmieniania stanu ich skupienia. Z tego powodu, gdy artysta tworzy pod wpływem przykrego obowiązku tworzenia z miejsca to zauważymy. Wyczujemy, że coś jest z nim nie tak.

Na szczęście z “Sagą” tak nie jest. Vaughan bawi się konwencją, czerpie z własnych doświadczeń – przede wszystkim tych, jako ojca – nie boi się nawet tych najbardziej szalonych pomysłów. Wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z komiksem stworzonym bez zadęcia. Nie czujemy, że coś powstało na siłę, bo musiało, bo zbliża się termin, a ja potrzebuję kasy, aby kupić karmę dla psa i kolejną figurkę z Disney Infinite. Luz połączony z odrobiną szaleństwa daje wspaniałe rezultaty. Świetnie podsumował “Sagę” Rob Bricken. Tak dobrze, że pozwolę sobie wrzucić tu przetłumaczony fragment, bo sam lepiej tego nie napiszę:

“Saga” jest unikalna w świecie komiksu, bo nie ma tu ludzi, którzy szukają miłości, bo miłość już jest. Nie szukają ukrytego skarbu, bo źródłem szczęścia jest ich dziecko Hazel. Nie szukają przygód, bo chcą być po prostu bezpieczni. Cholera, który inny komiks ma jako głównego bohatera wojowniczą teściową? “Saga” traktuje o posiadaniu dziecka i o tym, jak wspaniałe, przerażające i szalone może to być. Jest o tym, jak tworzą się rodziny, przez kolejne pokolenie, czasem ponad granicami czy więzami krwi i jak razem współżyją. I są tam też statki kosmiczne.

W tych kilku zdaniach w zasadzie otrzymujecie odpowiedź o czym jest ten komiks. Chociaż nie, nie do końca otrzymujecie odpowiedź, bo niektóre rzeczy po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. Jeżeli szukacie szalonej space opery, to sprawdzajcie “Sagę”. Komiks, w którym pojawiają się statki kosmiczne, galaktyczna wojna i kłamiący kot nie może być zły.

Saga - kadr z komiksu
Nowoczesna opiekunka do dziecka
  • Jak widzę jest też rewelacyjnie narysowana. Nie za dobrze wprawdzie od jakiegoś czasu przyswajam eksplodujące głowy, moja tolerancja na brutalność coraz bardziej się zmniejsza, ale to jeszcze można przeżyć. Mam silne wrażenie, że komiks to jednak największa pasja LO 🙂 i tak – teksty tworzone z pasji czyta się najlepiej. Powodzenia.

    • Na pewno stała się pasją i zostałem absolutnie urzeczony. Co do wybuchających głów, to ich aż tak wiele na te kilkanaście rozdziałów/tomów nie ma, to raptem jeden z elementów, a nie kwintesencja całego komiksu 🙂

  • Sprawdzę czy nie ma 🙂

  • Moje pierwsze skojarzenie z fabułą to była wojna w b. Jugosławii, a drugie to jakieś mieszane małżeństwo w III rzeszy. Postaci są tak odjechane (roboty i obcy) i odległe od rzeczywistości, że łatwiej zająć się czytelnikowi samą fabułą. Czekam na kolejny zbiór. Pojedynczych nie kupuję.

    • Na razie przeczytałem 15 rozdziałów – nie mogłem się oderwać, po prostu połykałem jeden za drugim. Moim faworytem jest Książę. Nie wiem, co Vaughan i Staples biorą, ale mogliby się podzielić 🙂

      • U mnie rządzi Lying Cat i panienka – duch z ostatniego obrazka. No i Stalk. Chyba nie chciałbym, żeby autorzy się ze mną dzielili tym, co biorą 😉

  • BogiUbogi

    O, to chyba będzie jeden z nielicznych komiksów który nie jest paskiemi chętnie poczytam :).

    Swoją drogą przypominają mi nieco Oglafa ;).

  • Julia

    Przeczytałam na razie 1 tom, który wyszedł w Polsce, bo ludzie tak zachwalali, że nie mogłam tego nie kupić. No i zawiodłam się. Fabuła taka sobie. Rasy wyglądają tak, jakby twórcy na siłę chcieli być oryginalni. Spoilery z przyszłości wygłaszane przez noworodka. A do tego przynudza. Po raz kolejny uświadamiam sobie, że komiksy zachodnie nie są dla mnie. Nie pasuje mi w nich sposób narracji ani kreska.

  • mr_Ty

    znalazlem dwa lata za pozno, ale moge powiedziec:

    dobre
    nawet bardzo
    tak dobre ze kupilem po polsku i angielsku oraz praktycznie zmuszam wszystkich dookola do przeczytania przynajmniej pierwszych kilkunastu stron zeby mieli szanse zobaczyc czy im sie spodoba