Po tym komiksie nie będziesz chciał zostać Indianinem

Ile wiecie o rdzennych Amerykanach poza tym, że kiedyś to oni byli władcami bezkresów kontynentu amerykańskiego? Co potraficie powiedzieć na temat tego, jak wygląda życie w rezerwatach? Miejscach, gdzie obowiązuje prawo danego rezerwatu, a biały człowiek nie chce się tam zapuszczać dobrowolnie. Pewnie niewiele, ja sam wiem o tym tyle, co nic. Jeszcze mniej wiemy o tym, jak w rezerwatach wygląda zorganizowana przestępczość, bo nie jest to temat, który przewala się przez nasze streamy w social mediach. Na szczęście lub nieszczęście dzięki Jasonowi Aaronowi o części z wymienionych rzeczy możemy się przekonać na własne oczy i wierzcie mi, że nie jest to piękny widok.

Witajcie w rezie

O wydanym w latach 2007 – 2012 komiksie zaczęły pełzać legendy. Że “Skalp” jest świetny. Że “Skalp” jest przełomowy, że mroczny, że poniewiera i czochra lepiej niż większość kryminałów razem wziętych. I faktycznie komiks tworzony przez Jasona Aarona i R. M. Guérę to dzieło, które spokojnie można wciągnąć na listę 100 komiksów, które trzeba przeczytać przed śmiercią. Napisano o nim tak dużo, że sam zastanawiam się, co mogę do tego dodać. Zacznijmy od tego, że interesujący jest już sam fakt miejsca i bohaterów. Przeciętny Polak Indian kojarzy głównie z westernów. Najczęściej portretowanych jako nie mówiących zbyt wiele pomocników białego człowieka – sorry Johnny, ale Indianin był z ciebie kiepski – czy też dzikusów, których blade twarze chcą kupić za garść błyskotek. W “Skalpie” nie ma rewolwerowców. Nie ma głupich pomocników białego człowieka. Jest brudna i smutna rzeczywistości miejsca, w którym dominuje prostytucja, alkoholizm i bezrobocie. Z jednej strony w pewnym sensie dzikiego, bo związanego z historią kontynentu, a z drugiej strony dzikiego ze względu na jego mieszkańców, którzy jak mówi poeta w tańcu się nie pierdolą.

Jeżeli oglądaliście drugi sezon wybitnego serialu “Fargo”, to wiecie, że jest tam postać Hanzee Denta. Ten małomówny Indianin jest bezwzględną maszyną do zabijania na usługach jednej z mafijnych rodzin. Teraz wyobraźcie sobie wielu takich Dentów zebranych w jednym miejscu. To, że rezerwat spłynie krwią to pewne, pytanie tylko, czyja będzie to krew. W wielu tekstach, które mignęły mi w polskiej blogosferze na temat “Skalpa” widziałem fragmenty o przemocy. I fakt, przemocy jest w tym komiksie nawet za dużo. Jednak to nie ona jest najważniejsza, a już na pewno nie ona stanowi clue problemu. Przemoc jest tu tylko wynikiem. Efektem frustracji, chęci szybszego osiągnięcia celów, wzbogacenia się, czy w końcu zwykłego wyładowania emocji. To wypadkowa całego gówna, w którym pływają mieszkańcy rezerwatu. Zmarginalizowani, choć z pełnią praw. Biedni, choć żyjący na terenach, dzięki którym w przeszłości mogliby żyć jak królowie. W końcu po prostu wkurwieni. Na wszystkich i wszystko, a jak to zdenerwowanie wymiesza się z rezygnacją, to prosta droga do desperacji. I właśnie do takiego świata wraca bohater Aarona. Dashiell “Dash” Zły Koń. Po wielu latach wraca do rezu i od razu wraca z przytupem. Ma swój cel, ale nie będę zdradzać o co chodzi. Bo nie chcę Wam psuć zabawy.

Głównie dlatego, że Aaron do swojego koktajlu wrzuca następujące składniki:

  • Trochę westernu, bo siłą rzeczy ten western tu jest, ale jest bardziej brutalny, bezkompromisowy.
  • Crime fiction.
  • Motyw syna marnotrawnego.
  • Opowieść mafijną jak z filmów takich jak “Donnie Brasco”.
  • W końcu historię o zemście i spłacie starych długów,
  • A całość podlana sosem noir.

Zręcznie korzysta z archetypów, by na koniec wszystko rozpieprzyć w drobny mak. Aaron bawi się motywami, bawi się czytelnikiem, ale jednocześnie nie traci z oczu historii. I to właśnie narracja jest najsilniejszą stroną “Skalpa”. Ta jest po prostu fantastyczna.

Scalped
Okładka 28. numeru komiksu/Vertigo Comics

Oryginalny pomysł zmienił się trochę. Czerwony Kruk był w nim od początku. Dash zmienił się. Dwóch bohaterów połączyło się, aby stać się Dashem. Jednak wszystko inne od kasyna czy rezerwat było tam od początku, od pierwszego pomysłu. Kiedy składałem “Skalp” do kupy miałem świeżo w pamięci “Deadwood” [świetny serial tak swoją drogą – przyp. Marcin] i bardzo chciałem stworzyć swojego Ala Swearengena. To właśnie robiłem z Czerwonym Krukiem, nawet przed tym, gdy wiedziałem, co chcę z nim zrobić. – Jason Aaron o narodzinach “Skalpa”

Wesoło już było, teraz będzie tylko boleśnie

“Skalp” napakowany jest smaczkami jak choćby fragmentami, w których bohaterowie korzystają z języka Lakotów. Aaron się w tym lubuje o czym można się przekonać choćby przy okazji nowszej od “Skalpa” serii, czyli “Bękartów południa”, gdzie udało mu się fantastycznie oddać charakter południowych stanów nie tylko przez język, ale i przez odwołania do kuchni regionu. Tutaj z kolei stykamy się z językiem, wierzeniami, ale i Ruchem Indian Amerykańskich. Organizacja, która była szczególnie aktywna w latach 70. XX wieku słynęła w pewnym momencie z radykalnych wypowiedzi i działań swoich liderów w obronie praw tubylczych Amerykanów. To wszystko w “Skalpie” jest i choć może nas odrzucać sposób w jaki pokazane są wydarzenia, to jest to po prostu pasjonujące.

Odbiór był w przytłaczającej większości pozytywny. Nie wszyscy są fanami komiksu, bo nie jest w każdego guście – w końcu to seria kryminalna, w której bohaterowie są moralnie dwuznaczni. Nigdy nie odwracałem głowy od stereotypów, jak choćby, że Indianie piją za dużo, komiks ten temat porusza. Oczywiście są tam bohaterowie niezwykle brutalni. Jednak nie powinno się patrzeć na “Skalp” i mówić, że on portretuje Rdzennych Amerykanów jako dzikusów. – Aaron o reakcjach Indian

Spora w tym zasługa R. M. Guéry. Rysownika, który naprawdę nazywa się Rajko Milošević i urodził się w Serbii. Tak jak w przypadku wspominanych “Bękartów Południa” kreska Jasona Latoura świetnie oddawała klimat południa, tak w przypadku “Skalpa” rysunki Guery nie tylko dobrze oddają atmosferę rezerwatu, ale i podkręcają emocjonalną warstwę obserwowanych wydarzeń. Rozedrgana kreska, czasami sprawiająca wrażenie niechlujnej na początku może niektórych z Was odrzucić, ale im dalej w las tym te rysunki zaczynają żyć własnym życiem. Są tak dobre, że w połączeniu ze scenariuszem zaczynają sprawiać wrażenie ruchomych obrazów.

Scalped
Okładka 10. numeru komiksu/Vertigo Comics

Pracowaliśmy ze sobą przez lata nim się spotkaliśmy. Jest Serbem, który mieszka w Barcelonie. To był przypadek. Mniej więcej wtedy, gdy “Skalp” dostał zielone światło, Will Dennis, mój wydawca, rozmawiał ze mną o artyście i akurat Guera podesłał kilka swoich pomysłów do Willa, tak po prostu. Will pomyślał, że są świetne, więc podesłał mu koncepcję historii. Guera odesłał przykładową stronę. To była scena egzekucji agentów federalnych w latach 70. Jak tylko ją zobaczyliśmy wiedzieliśmy, że to jest nasz człowiek. – Aaron o współpracy z Guerą przy “Skalpie”

Razem stworzyli coś, co spokojnie mógłby wyreżyserować któryś z wybitnych reżyserów. Powinienem napisać jakiś banał w stylu, to nie jest komiks dla każdego. Jasne, że nie jest dla każdego. To w tym wypadku żadne podsumowanie, bo nie ma rzeczy, które podobają się wszystkim. No może oprócz tęczowych jednorożców, te są zawsze spoko. Wręcz przeciwnie “Skalp” jest dla wszystkich. Dla wszystkich tych, którzy szukają w komiksie emocji, czegoś więcej niż oferuje przeciętna historia o superbohaterach. Dla tych, których nie przeraża brud i depresyjna atmosfera. Dla tych w końcu, którzy chłoną historie gangsterskie i szukają czegoś świeżego. Lektura “Skalpa” nie pozostawia złudzeń, że Aaron to w tej chwili top scenarzystów, a uczucia towarzyszące czytaniu można momentami porównać do zdzierania płatów skóry, na żywca.

PS. “Skalp” podobnie jak aktualnie prawie każdy komiks amerykański trafi na ekrany. Te mniejsze, bo w planach jest serial. I ja się cieszę. Chyba.

Nieprzeczytane.plTekst powstał dzięki księgarni internetowej nieprzeczytane.pl. Okażcie im trochę miłości na Facebooku, bo szykujemy dla Was sporo dobra, ale o tym na razie cisza.

Sprawdź:

[button color=”blue” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/5-najgorszych-superbohaterow-marvela/”]5 najgorszych superbohaterów od Marvela[/button] [button color=”blue” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/5-bohaterow-image-comics-ktorych-musicie-poznac-blizej/”]5 bohaterów Image Comics, których musicie bliżej poznać[/button]
  • Lagush

    I kolejny komiks ląduje na listę “do przeczytania”, ale sięgnę po niego jak juz przeczytam Lucyfera, piekielnie mnie wciągnął 😄 Przez Ciebie mój portfel płacze, podsuwasz za dużo komiksów do czytania😜 Naprawdę warto sięgać po Incala? Twój blog to jedno z moich ulubionych miejsc w sieci. Rób tak dalej.

    • Tak, zdecydowanie warto sięgnąć po “Incala”, ale ostrzegam, że ten komiks to zjawisko wymykające się klasyfikacji. Momentami może boleć 😉

      PS. Dziękuję za miłe słowa. Staram się 🙂