Superman jest nudny? Mówisz tak, bo go nie znasz i nie rozumiesz

 

Za silny. Nudny. Harcerzyk. Beznadziejni przeciwnicy. Nudny. Z gaciami na rajstopach. Nudny. Kosmita. Z loczkiem. Nudny. Batman lepszy. Nudny. Praktycznie niezniszczalny. Nie ma słabości. Nudny. Nierzeczywisty. Jest nudny. Nie mogę się z nim identyfikować. Nudny.

To niesamowite, że tak rozpoznawalna postać, jak Superman opisywana jest za pomocą powyższych stwierdzeń. Najgorsze jest jednak to, że zarzuca się mu przede wszystkim nudę. Pewnie jesteś jedną z tych osób, która podpisze się pod wszystkim, co pojawia się na samym początku. I ja cię rozumiem, a przynajmniej staram się. Tak jak postaram się przedstawić swój punkt widzenia, który być może rzuci trochę światła na bohatera, któremu zawdzięczamy więcej niż tylko gacie zakładane na getry.

Więzień wizerunku

Jest rok 1933. Jerry Siegel i Joe Shuster pokazują światu Supermana, ale nie takiego jakiego znamy teraz. Nie. Ten Superman nie jest bohaterem bez skazy. W “The Reign of the Superman” patrzymy na niego jako na istotę z ambicjami, które najłatwiej skwitować słowem podbój. Taki był pierwotny pomysł, który zaczerpnięto bezpośrednio z filozofii Friedricha Nietzschego. Superman to Übermensch, homo superior. Kilka lat po publikacji historii, w której nasz bohater lepiej zrozumiałby się z Lexem Luthorem niż Wonder Woman, siła pozostała, ale zmienił się jego charakter. Shuster i Siegel na bazie swojego wstępnego pomysłu zbudowali coś, co wkrótce miało stać się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon kultury amerykańskiej. Ikon, za którą dostali nędzne grosze, ale tym razem temat pieniędzy pominę. Jego nowy wizerunek zjednał mu miliony fanów, ale przy okazji okazał się jego największym przekleństwem. Z biegiem lat wręcz organicznie zaczął się rodzić mit, który pokutuje do dziś. Superman jest nudny. Nie mogę się z nim identyfikować, bo przecież to istota niemal boska. Henry Cavill, jeden z odtwórców roli Clarka Kenta, w wywiadzie z Entertainment Weekly dorzucił do tego mitu kilka totalnie idiotycznych stwierdzeń, za które go absolutnie nie winię:

To trudna postać. Ludzie lubią mroczniejszych mścicieli. Myślę, że wynika to z tego, że przemawia to do naszej psychiki lepiej niż prawie boska istota, której nie rozumiemy.

W tej wypowiedzi mieści się w zasadzie wszystko, co irytuje mnie, gdy ktoś zabiera głos na temat Supermana i ma zamiar wykorzystać to, co napisałem na samym początku. To jeden, wielki, nonsens i dowód na to, że mamy do czynienia z osobami, które kojarzą Clarka Kenta ze starych historii, w których był bohaterem bez skazy z loczkiem zalotnie opadającym na czoło. Zatrzymajmy się na chwilę przy występach Supermana na wielkim i małym ekranie. Najpewniej wymienisz drogi czytelniku jeden, może dwa udane filmy i nie będę się z tym kłócić. Choć te dwie pozycje wystarczający dowód na to, że można nakręcić dobry film z Supermanem tak, jak można go nakręcić z Batmanem czy każdą inną postacią, która przyjdzie nam do głowy. To nie bohater jest problemem, gdy do kin trafia obraz gwałcący zdrowy rozsądek i intelekt widza, problemem są wykonawcy. Iron Man pojawia się zarówno w świetnych filmach, jak i tych nieudanych. No, ale przecież Tony Stark to taki zajebisty bohater, 150 razy lepszy od Clarka Kenta. Ma dużo kasy, jest przystojny, trochę cyniczny, laski go kochają. Wzór, więc możemy przymknąć oko na pewne niedociągnięcia czy porażki. Tak samo nudny i harcerzykowaty Kapitan Ameryka okazuje się być świetnym materiałem na potrzeby szpiegowskiego thrillera pełnego akcji i napięcia. Na szczęście Clark Kent jako Clark Kent udowadniał, że na małym ekranie ma sporo do powiedzenia. Zarówno “Smallville”, jak i “Nowe przygody Supermana” nie są może kamieniami milowymi telewizji, ale ze wszystkimi swoimi wadami, to ciągle dobre produkcje. Okazuje się nagle, że można, że Superman nie jest taki nudny.

Komiks "All-Star Superman"
“All-Star Superman” Grant Morrison i Frank Quitely/DC Comics

Nie zmienia to jednak faktu, że wbrew temu, co napisałem pojawi się kilku śmieszków, którzy rzucą dwa “zabójcze” argumenty dlaczego Superman nie nadaje się do kina czy telewizji. Brzmią one tak – spisuję je, aby oszczędzić czas potencjalnemu autorowi:

  1. Jest za silny!
  2. Jest wręcz do porzygu sprawiedliwy!

Pierwsze ma taką samą rację bytu, jak stwierdzenie, że Hulk jest zbyt zielony. Naprawdę, jeżeli stosujesz ten argument to poddajesz w wątpliwość jakiekolwiek zrozumienie dla idei superbohaterów. Bo takich “zbyt silnych” postaci jest przecież w każdym wydawnictwie na kilogramy. Argument numer dwa. Ten jest jeszcze dziwniejszy. Wiem, że Supermanowi daleko do antybohatera, których przecież wszyscy kochamy, bo każdy z nas jest w głębi duszy kobietą uwielbiającą przystojnych trochę chamowatych brutali. Tych, którzy mają mrok w sercu i warstwy. Jak cebula. Wiesz dlaczego Superman jest taki dobry? Bo miał wspaniałych rodziców!

Ostatni sprawiedliwy

Niemowlę zostaje wysłane przez swoich rodziców w daleką podróż. Liczą na to, że chociaż ich syn przeżyje, kiedy oni przyglądają się zagładzie swojej rodzinnej planety. Okazuje się, że mieli rację. Kal-El ląduje na Ziemi. Opiekują się nim porządni ludzie mieszkający w małej miejscowości w stanie Kansas. Marta i Johnathan Kentowie. Farmerzy. Normalne, przyzwoite małżeństwo, które wychowuje syna na człowieka kierującego się zasadami. Jego moralny kompas zawsze pokazuje północ i to chyba najbardziej boli jego krytyków. Fakt, że jego wychowanie wpłynęło na niego tak mocno, że nie da się go skorumpować, nie ma ochoty skręcić komuś karku, by potem przeżywać wewnętrzne rozterki. Tak bardzo zbliżające go do nas, bo przecież wiemy, jak to jest skręcić komuś kark. Jego krytykom ucieka jednak jedna bardzo ważna rzecz. Historie, których bohaterem jest Superman nie są o nim. Nie są o jego boskości. One są o nas. O każdym z nas. O odmienności, o radzeniu sobie z nią. Poświęceniu, miłości, pracy na własny rachunek. Być może Clark Kent jest ciekawszy od Kal-Ela, ale to Kal-El walczy ze sobą, bo wie, że gdyby chciał, to rzuciłby cały świat na kolana. Nie robi tego i chyba ten brak wewnętrznej pokusy boli cię najbardziej. No bo jak to? Bóg, który raz na jakiś czas nie potraktuje nas plagą, to nie bóg. Gdzie w tym sens, gdzie logika?

Superman to bohater, którego nie lubiłem… kiedy go nie znałem. Z czasem, im więcej czytałem i miałem okazję zobaczyć, jak wiele dobrego można zrobić z tą postacią; jak wiele emocji można zbudować w jego relacjach; jak interesujący jest wątek jego ideałów (Jak chociażby obecnie, kiedy jest pozbawiony swoich mocy); jak fascynujący jest jego konflikt dziedzictwa (Krypton) i domu (Ziemia) – szybko stał się jedną z moich ulubionych postaci uniwersum DC. Ulubione komiksy to All-Star Superman (oczywiście) i Superman: Secret Identity (nie do końca kanoniczny Superman, ale dość dobrze uchwyca jego urok). – Adam Antolski, UncleMroowa.com.pl

W powyższym cytacie podniesiony zostaje temat konfliktu dziedzictwa i miejsca, które go przygarnęło. Świadomość swojej boskości to brzemię, które Kal-El musi nieść. Jest w jego postaci pewien mesjanizm, który prawdopodobnie jest kolejną rzeczą, która uwiera jego krytyków. Przy okazji podnoszonej tu sprawiedliwości przypomina mi się bardzo dobry cytat, który przeczytałem na jego temat, niestety nie pamiętam gdzie. Jest to bohater, który mógłby być samolubny, ale decyduje się bezinteresownie pomagać wszystkim bez wyjątku. Jest żywym dowodem na to, że aby być przyzwoitym człowiekiem nie musisz być kuloodporny. Po prostu nim jesteś. To takie proste. Moc Supermana jest środkiem, za pomocą którego powinniśmy sobie zadać pytanie, dlaczego on to robi, co nim kieruje i przenieść to na samych siebie.

Luthor
“Luthor” Brian Azzarello, Lee Bermejo/DC Comics

Jak identyfikować się z bogiem?

 

Zastanawiające jest to, że czytelnik szybciej identyfikuje się z obrzydliwie bogatym gościem, który rusza na swoją prywatną wojenkę z przestępczością odziany w strój nietoperza, a ma problem z identyfikowaniem się z bohaterem, który stara się być po prostu przyzwoity. Kocham Batmana, ale stwierdzenie, że jest lepszy, bo sztuką jest robić to, co robi bez supermocy, jest co najmniej dziwne. Głównie dlatego, że jego wyczyny są tak samo oderwane od rzeczywistości, jak wyczyny Człowieka ze Stali. Skłamałbym, że identyfikuję się z Batmanem czy Wolverinem. Oddam na chwilę głos komuś innemu:

Superman powstał w 1938, od tamtego czasu był regularnie reinterpretowany i redefiniowany – postrzeganie kompleksowej postaci z tak długą historią przez pryzmat tego, że ma mało oryginalne moce (głównie dlatego, że jest chodzącym archetypem pod tym względem) jest trochę krótkowzroczne 🙂 Tym bardziej, że tacy op bohaterowie muszą być zupełnie inaczej pisani (trzeba im znaleźć inne słabości do pokonania, takie, których nie rozwiąże obicie komuś pyska), dzięki czemu trudno tu mówić o braku unikatowości. Ale jak tam wolisz, nie ja tracę sporo dobrych komiksów (i parę genialnych)  –  Łukasz Stelmach, Ichabod.pl

Paradoksalnie to działalność Supermana jest mniej obarczona absurdami od Batmana. Chodzi o to, że Bruce Wayne choć nie ma supermocy jest świetnym strategiem. Gościem, który przewiduje w zasadzie wszystko. Tylko że on nie może przewidzieć wszystkiego, bo to jest fizycznie niemożliwe, ale przewiduje. Co doprowadza do sytuacji delikatnie mówiąc komicznych. Scenarzyści nie mają wyjścia. Mnożą problemy, łamią psychicznie Gacka. Zapędzają w kozi róg, z którego normalnie nie ma wyjścia. Ostatecznie dochodzą do momentu, gdy nie mają wyjścia muszą wykonać fabularną woltę, która jakoś ich wytłumaczy, dlaczego mimo wszystko Batmanowi się udało. Jak tłumaczą? Ano tak, że przecież on jest genialnym strategiem. Szkoda, że przy okazji jest też wróżbitą Maciejem. I nie, ja tego nie wymyśliłem, to wcześniej napisała Malkontentka i ja się z nią zgadzam.

Greg Pak i Aaron Kuder zabierając się za postać Supermana wiedzieli, co chcą zrobić z Clarkiem. Zabrali się za podstawy. Tą podstawą jest założenie, że Superman najpierw stara się swojego przeciwnika zrozumieć. Dopiero później przechodzi do argumentów siły. W zamyśle tej pary chodziło o to, aby Clark starał się wykazać odrobinę zrozumienia. To trudniejsze niż strategia zakładająca, że oni są źli, ja jestem dobry, więc zaraz dam im wszystkim w mordę. Reszta mnie nie interesuje. Bo znowu dochodzimy do tego samego momentu. Uznania, że historie o Supermanie to nie tyle historie o nim, co o nas.

Superman rozrywa koszulę
Rozrywanie koszuli jest symbolem, bo Clark choć chce być zwykłym gościem, to ciągle jest Supermanem/DC Comics

Taki zwykły gość

Grant Morrison jest odpowiedzialny za jeden z najlepszych komiksów o Supermanie. “All-Star Superman”, który w zasadzie automatycznie zadaje kłam temu, że jest to bohater nudny i mdły. Pisałem o nim krótko przy okazji ciągle trwającej serii o 100 najlepszych komiksach, które musisz przeczytać. Nie wspominałem tam o tym czym Morrison inspirował się tworząc swój komiks. Jak sam pisał w książce “Supergods: What Masked Vigilantes, Miraculous Mutants, and a Sun God from Smallville Can Teach Us About Being Human” pewnego dnia zobaczył na jednym z konwentów niezwykle przystojnego mężczyznę w stroju Supermana, który po prostu siedział i wydawał się niczym nie przejmować. Relaksował się. Ten dość prozaiczny obrazek sprawił, że Morrison uznał, iż taki będzie “jego” Superman. Istota zdolna do niebywałych rzeczy, a jednocześnie tak ludzka, jak to możliwe. Bez torturowania go wewnętrznymi problemami z natury rzeczy ostatecznych. Z wątpliwościami, owszem, ale bez martyrologi.

Dlatego ten komiks jest tak często podawany jako przykład na to, że czytając go zmienisz zdanie na temat tego bohatera? Bo nie stara się odrzeć go z tak wypominanej mu boskości, a jednocześnie nie idzie w drugą stronę. Nie pozbawia go elementu ludzkiego. Nie stara się go skąpać w deszczu po tym, jak właśnie skręcił komuś kark. Stara się opowiedzieć o nim jak o kimś, kto wiele poświęcił dla innych. Bo on jest bardziej ludzki niż niektórzy z nas.

 

  • Krzysiek Wołoszyn

    Dzięki temu tekstowi wezmę się za All Star Superman

  • Najpierw Malkontentka, teraz Ty. No muszę w końcu poczytać więcej o Supermanie. Mam zdanie podobne jak Twoje, ale niepoparte lekturami, więc czas nadrobić 🙂

  • Rewol

    Chciałbym móc składać oklaski przez internet, bo ten tekst zdecydowanie na nie zasługuję. Podobnie jak mówiłem w swoim komentarzu do postu na facebooku często nie tyle sama postać Supermena jest tak interesująca, a to co postać mówi i robi jest niesamowicie ciekawe, fajne i co najważniejsze, daje czytelnikowi do myślenia. Choćby w nowej serii DC pisanej przez Morrisona (pierwsze 3 tomy) to za pomocą postaci Supermena autor zadaje pytania na temat władzy korporacji i zadań mediów, tęsknoty za utraconym domem czy ile dobrego może zrobić zwykły człowiek. A to wielu innym postaciom się często nie udaje, nawet Batmanowi ;]
    Ps. Fajnie, że zawarłeś tyle ciekawostek z różnych wywiadów, komiksów czy książek o Supermenie. Chętnie bym kiedyś podobny taki artykuł np. o Luthorze, bo często trudno takie smaczki znaleźć.
    Ps2. Wspomniałeś w artykule o serii Greka Paka. Czy chodzi przypadkiem o tę nową serię w ramach “DC YOU”, gdzie stracił moce? Bo zastanawiam się właśnie, czy warto czytać.

    • Dzięki. Tak o to chodzi 🙂 a co do Luthora to może kiedyś napiszę 🙂

  • MarvelMan

    Eh…Ranisz mnie. Ten tekst sprawia że naprawdę chcę przeczytać “All-Star Superman ” kiedy praktycznie nigdzie nie mogę znaleść wydania Muchy.
    A i właśnie- po za All-Star jakie są komiksy o Supku wydane w Polsce i godne polecenia?

    • Na Allegro jest kilka licytacji, choć ceny raczej z tych wysokich. Jest kilka wartych uwagi komiksów po polsku. Przede wszystkim ostatnio pojawił się “Red Son”. Jest “Przyjdź Królestwo”, “Superman: Wszystkie pory roku”, “Superman i ludzie ze stali” a później “Superman: Kuloodporny”.

      • MarvelMan

        Dziękuje. Red Son zainteresowałem się jakiś czas temu ale wolałem najpierw poznać “prawdziwego” Supermana nim zabiorę się za coś z innego wymiaru

  • Przypomniałeś mi, że dawno temu kupiłam sobie Superman: Birthright (no właściwie połowę serii dostałam w prezencie i dokupiłam drugie pół) i nigdy go nie przeczytałam 😉

    • Ja tak miałem ostatnio z “Kryzysem Tożsamości”. Zamówiłem i leży. Wczoraj wziąłem w końcu do ręki 🙂

  • Patryk Głażewski

    To ja tak przy okazji polecę małą opowiastkę o Supermanie, która naprawdę mocno wryła mi się w pamięć: “Superman: Peace on Earth”. Historia bez żadnych przeciwników, w której Superman postanawia rozwiązać problem głodu na świecie, co wbrew pozorom, okazuje się niełatwym zadaniem. Całość genialnie prezentuje to, o co naprawdę walczy Superman.

  • Olafina

    Cała moja znajomość Supermana to dwa filmy, w dodatku słabe filmy, które w żadnym wypadku nie zachęcały do sięgnięcia po komiksy, ale tyle czytam ostatnio dobrego o niektórych komiksach, że chyba wreszcie muszę się przełamać 😉

  • O, kolejna motywacja, by wreszcie wziąć się za komiks. Tym bardziej że nigdy nie uważałam Supermana za nudnego.