Surrealistyczny świat Tadeusza Baranowskiego

Czy po wielu latach zastanawiacie się, dlaczego w dzieciństwie coś polubiliście? Co było pierwszym impulsem, który skierował Was na drogę przyszłego hobby? Ludzi, którzy zaszczepili w Was bakcyla. Rzeczy, które sprawiły, że brnęliście dalej rozkochani w swojej nowej pasji. Ja bardzo dobrze pamiętam jak to się zaczęło z komiksami. Mój wujek jest grafikiem. Siłą rzeczy jego zainteresowania, oprócz równie kochanej przez niego historii i literatury, kręciły się wokół rysunku. Dzięki niemu dowiedziałem się kim jest Boris Vallejo – choć jako dziecko zdecydowanie nie powinienem tego wiedzieć – poznałem polską szkołę plakatu oraz chłonąłem świat będący owocem wyobraźni Tadeusza Baranowskiego. Wszystko przez to, że jak moja babcia nie widziała zakradałem się do pokoju, który służył za przechowalnię różnych rzeczy, które nie mogły znaleźć innego miejsca w domu i otwierałem starą meblościankę. Piszę meblościankę, choć nawet nie wiem jak ten mebel się nazywał. Wiem, że albo był ogromny, albo ja taki mały, a najbardziej charakterystyczną rzeczą było to, że był wyposażony w coś na kształt drzwi. Otwieranych na zasadzie pion – poziom. Po cichu opuszczałem je i myszkowałem w papierach, które w większości należały do mojego wujka. Uwielbiałem to, czułem się jak odkrywca. Wdychałem zapach starych książek i gazet. Szukałem jakiś czas, a jak słyszałem, że babcia może mnie nakryć, to odpuszczałem, aby po pewnym czasie znowu do nich wrócić. Właśnie podczas tych poszukiwań trafiłem na stare numery “Świata Młodych”, a tam prawdziwe cuda. “Jonka, Jonek i Kleks”, “Wiktor Dżem wpada na trop”, “Tytus, Romek i A’Tomek” i on, Profesorek Nerwosolek. Był też “Relax”, a przynajmniej tak podpowiada mi pamięć. O tym, jak ważne to było odkrycie najlepiej świadczy fakt, że ciągle o tym pamiętam. Nie wiedziałem wtedy, kim jest Tadeusz Baranowski, ale wiedziałem, że to co stworzył bardzo mi się spodobało. Chciałem więcej.

Kilku wspaniałych

Gdybym miał wymienić autorów komiksów, którzy zaszczepili we mnie miłość do tego medium, to lista wygląda tak:

  • Grzegorz Rosiński,
  • Janusz Christa,
  • Edward Lutczyn (w sumie bardziej rysownik, grafik),
  • Papcio Chmiel,
  • Tadeusz Baranowski.

Dopiero później były tytuły tworzone przez zagranicznych artystów i scenarzystów. Wszystko zaczęło się od polskich rysowników. Każdy miał swój styl. Każdy intrygował mnie czymś innym. U Rosińskiego uwielbiałem sposób w jaki prezentuje wydarzenia. Ruch, emocje postaci. Christa urzekał mnie humorem, podobnie jak Papcio Chmiel. Natomiast Tadeusz Baranowski surrealizmem swoich historii. Nie wszystko udawało mi się wyłapać, ale i tak bawiłem się świetnie. Dodatkowo to, co rzucało się w oczy, to świetny warsztat i genialnie wręcz skomponowane plansze. Wiem, że aktualnie za sprawą sukcesu filmów Marvela wszyscy mówią o Bendisie, Millerze czy Rossie. Nie ma w tym nic złego, choć martwi mnie to, że przy okazji zapomina się o tych, którzy wychowali się nad Wisłą.

Orient Men
Orient Men/Rys. Tadeusz Baranowski

Tadeusz Baranowski urodził się 6 stycznia 1945 roku w Zamościu. Jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i swój pierwszy komiks narysował dlatego, że namówił go na to jeden z dziennikarzy “Świata Młodych”, z którym to pismem Baranowski współpracował od początku lat 70. Wspomnianym dziennikarzem był Jerzy Dąbrowski. Zaprezentował mu gotowy scenariusz, do którego Baranowski przygotował rysunki. Całość ostatecznie została wydana jako “Ten przeklęty Barnaba”. Praca nad komiksami musiała mu się spodobać skoro podjął decyzję o tym, że jeżeli już ma je rysować, to głównie do własnych historii. Jak postanowił, tak zrobił. Od tej pory powstawały komiksy opierające się na scenariuszach, które sam napisał. Tym samym na salony wkroczyli m.in.:

  • Profesorek Nerwosolek,
  • Orient Men,
  • Kudłaczek i Bąbelek.

Ciekawostką jest fakt, że pierwsze przygody Profesorka, które powstały na zamówienie magazynu “Alfa” nie poszły, bo jedna z redaktorek uznała, że tytuł jest nieodpowiedni. Oczywiście mieli przygotowany własny, “Profesor X działa”, ale na całe szczęście dla zdrowia psychicznego mojego, jak i wielu innych fanów, Baranowski się na taką zmianę nie zgodził. A mógł zabić.

Kiedy po raz pierwszy narysowałem epizod z życia Profesorka Nerwosolka, pani redaktor ukazującego się w KAW pisma “Alfa” oświadczyła: “Generalnie TAK, ale ten tytuł… Dlaczego właściwie Entomologia (przecież nie ma takiego imienia) i nie taki znowu z Profesora Nerwosolek…” Zaproponowała zmianę tytułu na “Profesor X działa!”. Nie zgodziłem się na ten banał i historyjka nigdy nie została wydrukowana. Książeczka “Antresolka Profesorka Nerwosolka” powstała właściwie na złość tej pani.

Wraz z kolejnymi publikacjami uwagę na niego zwracały nowe pisma, a sam rysownik pojawiał się w zasadzie na łamach każdego liczącego się periodyku, który drukował komiksy. Jego popularność i wyjątkowy styl sprawił, że w latach 80. otrzymał zaproszenie do Belgii. Zapraszającym był Grzegorz Rosiński. Dla mnie to zaproszenie jest znamienne, bo kiedy w 1984 roku Baranowski wyjechał do Belgii, ja przyszedłem na świat. Przypadek? Nie sądzę. Wypada mi w tym miejscu wyjaśnić, dlaczego Grzegorz Rosiński w ogóle zaprosił do siebie swojego kolegę po fachu. Złożył mu propozycję kolorowania kolejnych zeszytów Thorgala. Gdyby Baranowski się na to zgodził, to wtedy mielibyśmy prawdziwy dream team pracujący przy jednym tytule. Ten jednak kolejny raz uznał, że pracuje głównie na swój rachunek. Rozpoczął współpracę z Tygodnikiem “Tintin”, w którym pojawiły się jego komiksy jakie narysował do scenariuszy Jeana Dufauxa i Michela de Boma. Choć wszystko, jak sam mówi, zaczęło się przypadkiem:

Moja zagraniczna kariera zaczęła się właściwie zupełnie przypadkowo. Malowałem planszę Grzegorzowi Rosińskiemu i zaniosłem ją do redakcji magazynu „Tintin”. Była tam też jakaś moja plansza i spodobała się tak bardzo, że następnego dnia czekał już na mnie gotowy do podpisu kontrakt. W magazynie ukazywały się moje komiksy o Nerwosolku i to był na ówczesne czasy olbrzymi sukces. Scenariusze, świetne zresztą, pisał mi Michael Boom. Współpraca układała nam się znakomicie, Boom doskonale rozumiał abstrakcyjnego ducha mojego myślenia.

Urzekł czytelników swoim absurdalnym poczuciem humoru, ale co interesujące przy okazji otrzymał od wydawcy prośbę, czy mógłby w swojej twórczości wprowadzić kilka zmian do swojego stylu. Jak wiecie nie ma gorszej rzeczy niż prosić artystę o to, aby malował czy pisał jak ktoś inny. Choć Baranowski próbował, to ostatecznie uznał, że na dłuższą metę nie ma to sensu. Porzucił Belgię i wrócił do Polski.

Bąbelek i Kudłaczek
Tak zrodziła się legenda/Rys. Tadeusz Baranowski

Zmiany

Po powrocie aż do transformacji ustrojowej Baranowski nie narzekał na brak pracy. Zresztą tuż po wspomnianej zmianie również. Był na tyle znanym artystą, że na brak chętnych do współpracy narzekać nie mógł. Z części ofert skorzystał, dlatego jego prace można było przeczytać w takich tytułach jak:

  • Juppi,
  • Ja Ty My,
  • Video-Fan,
  • Super-Boom.

Próbował swoich sił w reklamie, co głównie podyktowane było tym, że po początkowym boomie na rynku przyszło załamanie i trzeba było szukać innych źródeł zarobku. Innymi ciekawymi projektami, w których brał udział było przygotowanie postaci i dekoracji do pełnometrażowego filmu animowanego “Filemon i przyjaciele” w 1991 roku czy współpraca ze “Światem Komiksu” kilka lat później. Niestety z biegiem lat Baranowski publikował coraz mniej. Z jednej strony z powodów finansowych, a z drugiej z powodu problemów ze zdrowiem. W jednym z wywiadów, który ukazał się kilka lat temu, wyjaśniał swoją decyzję:

Ja rozumiem, że młodzi rysownicy mogą sobie pozwolić na tworzenie z wewnętrznej pasji i miłości do tego gatunku; ja już nie za bardzo. Na samej miłości zupy nie da się ugotować. Kiedy ja rysuję komiks przez półtora roku, a wydawca proponuje mi za to cztery i pół tysiąca złotych wynagrodzenia, to jest jasne, że to nie ma sensu. […] Wie pan, jak człowiekowi coś dolega, to nie ma już takiej radości z tworzenia rzeczy śmiesznych. W głowie zaczyna robić się pusto, więc na kartce też jest pusto. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest więc dać sobie spokój.

Co jakiś czas na rynku pojawiają się zbiorcze wydania jego komiksów. W tym roku na przykład możecie znaleźć w sklepach nowe wydania “Podróży smokiem Diplodokiem” i “Antresolki”. Sam Baranowski może nie tworzy już komiksów, ale za to maluje obrazy, które można kupić, gdyby ktoś chciał upiększyć ściany czymś wyjątkowym. Obejrzeć je możecie tutaj.

Tadeusz Baranowski
Tadeusz Baranowski na tle jednej ze swoich prac/Fot. Archiwum prywatne autora

Nie będę wymieniać wszystkich tytułów, które stworzył. Nie udało mi się też wszystkich przeczytać. Nad czym ubolewam. Wrócę jednak do początku tego tekstu i historii chłopca, który odkrywał komiks. Pierwszy mój kontakt z Tadeuszem Baranowskim, a może lepiej będzie napisać jego wyobraźnią, związany był z przytaczaną już “Antresolką Profesorka Nerwosolka”. Przygody ekscentrycznego naukowca, któremu pomaga asystentka Entomologia Motylkowska to prawdziwa bomba. Pomijam humor, który jest przedni i powinien zadowolić każdego, kto lubuje się w absurdach. Prawdziwym szaleństwem jest to, jak dopracowane są plansze, a przede wszystkim bogate w detale tła. Baranowski przykładał wagę do tego, aby wokół bohaterów działo się naprawdę wiele. Stąd bogactwo flory i fauny na planetach odwiedzanych przez parę bohaterów Antresolki. Tła są na tyle istotne, że często potrafią mieć swoich bohaterów, opowiadają własną historię. Związane jest to z jego niesamowitą dbałością o detale. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że bohater tego tekstu potrafił po latach przygotować zupełnie nowe wersje swoich komiksów. Tak powstała nowa “Antresolka” i odświeżony album “Skąd się bierze woda sodowa”. Czy fan komiksu powinien poznać komiksy Baranowskiego? Na to pytanie odpowiedź będzie zawsze taka sama. Oczywiście. Dla mnie to mniej więcej ten sam poziom “kultowości”, co polskie komedie z czasów Barei. Ten pasek zna praktycznie każdy użytkownik polskiej części Internetu:

Komiksy Tadeusza Baranowskiego
Nie wiem, jak brzmi ten dowcip, ale musi być straszny/Fot. Relax

Dodatkowo, co będę powtarzać do znudzenia, nie można na pewnym etapie interesowania się sztuką uznać, że nie jest mi potrzebna wiedza na temat klasyki. Baranowski jest już klasykiem, człowiekiem, na którego twórczości wychowały się kolejne pokolenia rysowników, ale i scenarzystów w Polsce. Bardzo cenię to, że to, co robił, robił na swoich zasadach. Rysował tak jak chciał, pisał tak jak uważał, że będzie najlepiej. Ta autentyczność połączona z inteligencją i humorem sprawiły, że nawet takiego szkraba jak ja, kiedy przeszukiwałem rzeczy wujka, urzekła opowiadana historia. Wyobraźnia Tadeusza Baranowskiego to skarb narodowy. Jeżeli jeszcze nim nie jest, to powinna nim zostać, bo patrząc na te komiksy odnoszę wrażenie, że nie była skrępowana w zasadzie żadnymi ograniczeniami. Dziecko, które sięga po te historie dobrze się bawi ze względu na kolory, sposób rysowania, ale to dorosły w pełni doceni te historie jako całość. Zdarzało mu się burzyć czwartą ścianę przez co jego bohaterowie zwracali się z prośbą o konkretne historie albo starali się postępować wbrew woli twórcy np. przekraczając granice kadrów. Obdarzył ich świadomością, co tak dobrze sprawdza się w połączeniu z absurdalnym humorem.

Tadeusz Baranowski
Pisałem o świadomości?/Rys. Tadeusz Baranowski

Co w takim razie powinniście przeczytać? Odpowiedź jest prosta, absolutną klasykę, którą można znaleźć w księgarniach lub na internetowych aukcjach. Nie jest to jednak takie proste, bo na przykład nakład “Bezdomnych wampirów” jest już od dawna wyczerpany i teraz za album trzeba zapłacić ok. 100 złotych, jeżeli chcemy mieć go w idealnym stanie. Oprócz tego tytułu szukajcie też:

  • “Skąd się bierze woda sodowa”,
  • “Orient Men:  Forever na zawsze”,
  • “Antresolka Profesorka Nerwosolka”, – ten komiks możecie kupić tutaj.
  • “Podróż smokiem Diplodokiem”. – ten komiks możecie kupić w tym miejscu.

Choć tak naprawdę sięgnięcie po każdy tytuł sygnowany nazwiskiem tego autora to w zasadzie wybór idealny. Nie możesz bowiem nazwać się fanem komiksów nie wiedząc, skąd się bierze woda sodowa.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/od-czego-zaczac-przygode-z-komiksami/”]Od czego zacząć przygodę z komiksami[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/historia-heavy-metalu/”]Historia Heavy Metalu – bynajmniej nie chodzi o muzykę[/button]
Total
4
Shares