Te kolory/Fot. Image Comics

Kompleks boga

Raz na jakiś czas pojawia się na rynku komiks, na który czekają fani na całym świecie. Komiks, który nie jest kolejną historią ze świata tych spoconych facetów w pelerynach. Oferujący powiew świeżego powietrza serwowany z siłą wodospadu. Takim powiewem miała być seria “The Wicked + The Divine” autorstwa Kierona Gillena i Jamiego McKelviego wspieranych przez Matthew Wilsona. Koncept był od początku zajmujący, bo przecież nie można nudnym nazwać pomysłu, w którym raz na dziewięćdziesiąt lat bogowie zstępują między nas. Ich avatarami zostają młodzi ludzie, którzy zdają sobie sprawę z tego, że szalona zabawa w boga potrwa dwa lata. Po tym czasie umrą, bo musi się rozpocząć nowy cykl. Od początku na niego czekałem i gdy w końcu komiks się pojawił uderzyły we mnie dwie skrajne opinie. Malkontentka uznała, że dostaliśmy piękną świątynię bez boga, z kolei Ichabod był/jest zachwycony. W takiej sytuacji nie mogłem przejść obok “The Wicked + The Divine” obojętnie, bo przecież nie można lekceważyć bogów choć ci bywają szaleni.

The Wicked + The Divine
Witam Was na koncercie Florence and the Machine/ Fot. Image Comics

My Sweet Lord

Boskość uwodzi. Z jednej strony się jej boimy, bo oznacza istotę potężniejszą od nas, na której kaprysy jesteśmy skazani, a z drugiej bardzo chcielibyśmy zostać bogiem choć na jeden dzień. Zresztą, gdyby tak nie było, to Ernest Jones nie stworzył by pojęcia “kompleksu boga”, czyli:

Stanu umysłu, w którym dana osoba uważa, że posiada nadnaturalne uprawnienia lub nieograniczone możliwości. Osoba zazwyczaj uważa się za stojącą powyżej zasad społeczeństwa oraz, że należy jej się z tego tytułu szczególna uwaga.

Chcemy być potężni, chcemy coś znaczyć. Współcześnie takimi bogami są gwiazdy popkultury. Muzycy czy aktorzy. Miliony młodych ludzi śledzi to, co robią ich idole. Są dla nich wyroczniami. Mój ulubiony piosenkarz obciął sobie ucho? Ja też spróbuję. Moja ukochana aktorka wyprowadza na smyczy kapibarę? Zapytam rodziców, czy wiedzą, co to jest kapibara i ile może kosztować. W tym zachwycie nie ma nic dziwnego, bo świat celebrytów jest przecież taki piękny i pozbawiony wad. Taki, przynajmniej na pierwszy rzut oka, jest też świat stworzony przez Gillena i McKelviego. Tym samym w pewnym sensie prorocze okazały się słowa utworu “One of us”, który najlepiej znam z wykonania Joan Osborne:

What if God was one of us?/Just a slob like one of us?

Panteon bogów z różnych stron świata odrodził się w czasach nam współczesnych jako grupa gwiazd. Konkretnie muzyków, którzy twierdzą, że robią coś wzniosłego, a w rzeczywistości robią tyle, co nic.

The Wicked + The Divine
Ten dialog świetnie podsumowuje ich rolę/Fot. Image Comics

Prawie każdy z bogów, bożków i demonów to dość prostacka personifikacja popularnych artystów. Lucyfer to David Bowie z okresu tzw. The Thin White Duke’a, Odyn to zaginiony członek Daft Punk, Sechmet wygląda jakbyście zdarli skórę z Rhianny, Innana to Prince, a Baal wozi się po mieście jak Kanye West, który tak swoją drogą może cierpieć na wspomniany powyżej kompleks. Pomysł kapitalny, ale przez dziewięć przeczytanych tomów odnosiłem wrażenie, że oprócz tego, iż ich wygląd oparto w większym lub mniejszym stopniu na kimś znanym, to jednocześnie przeszczepiono mu stereotypy, za pomocą których możemy każdego z nich opisać. Brakuje im głębi, a przynajmniej brakuje jej w tej chwili. Choć pięknie narysowani i wymyśleni, to jednocześnie Gillenowi nie udało się sprawić, aby nie przypominali kartonowych tabliczek, na których można umieścić jeden przymiotnik opisujący każdą z nich. Być może to się jeszcze zmieni, bo przecież seria trwa. Jest też jeszcze jedna możliwość. Celowe posługiwanie się takim uproszczeniem, aby przy okazji skrytykować czy wyśmiać współczesne ikony popkultury, bo niestety sam łapię się na tym, że postrzegam wiele z nich jako wydmuszki, które mają ładnie wyglądać. W takim wypadku oddam bogu, co boskie.

The Wicked + The Divine
Bardzo podoba mi się układ kadrów/Fot. Image Comics

Trochę więcej można napisać o Laurze, która jest narratorką, a przy okazji wielką fanką Panteonu. Można, ale nie wiem czy jest sens, bo lepiej, aby każdy zainteresowany sam ją poznał. Z tego powodu napiszę tylko, że Laura jest nastolatką zakochaną w bogach, która zostaje wplątana w sprawę morderstwa. W związku z tym dostanie okazję do poznania bliżej wszystkich członków Panteonu. Więcej zdradzać nie będę. I to nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że tak naprawdę do teraz nie wiem o czym “The Wicked + The Divine” jest. Według osób, które są w nim zakochane to zjadliwa krytyka współczesnego społeczeństwa, w którym ślepo podążamy za trendami serwowanymi przez osoby, których nie znamy. Widzimy je jak prężą się do nas z okładek kolorowych czasopism, zdjęć w internecie czy tysięcy głupich tekstów o niczym. Problem w tym, że im dłużej przebywałem w towarzystwie bohaterów komiksu Gillena i McKelviego, tym bardziej odnosiłem wrażenie, że wszystkich, dosłownie wszystkich bohaterów:

Mam głęboko w dupie – Marcin, sam do siebie o godzinie 18:59 w dniu 07.06.2015

Poważnie. Gdybym miał wskazać choć jedną postać, której losy mnie interesowały to mam problem, bo takiej nie ma. Laura jest irytująca, a reszta to gadające stereotypy. Dodam tylko, że rozmawiają głównie o rzeczach bez większego znaczenia, co tylko potęguje narastający z numeru na numer tumiwisizm.

One of us

The Wicked + The Divine
Dialogi, wszędzie dialogi/Fot. Image Comics

Na razie możecie wnioskować, że komiks “The Wicked + The Divine” to przereklamowany gniot. Chciałbym napisać, że tak faktycznie jest, bo byłoby to po prostu prostsze. Niestety nie mogę, bo czytając dzieło Gillena i McKelviego jednocześnie odnosiłem wrażenie, że coś mi umyka. Że jest tam jakieś drugie dno. Owszem mogę się zżymać na to, że bohaterowie przypominają placki, ale nie mogę nie zauważyć, że pośród wielu dialogów, jakie przyjdzie Wam przeczytać można znaleźć takie, które dają do myślenia. O wątpliwościach, o świadomości śmierci, niesprawiedliwości czy w końcu przejrzeniu na oczy, że tylko nam wydaje się, iż jesteśmy wspaniali. Mimo tego, że opowiadają o abstrakcyjnej sytuacji, w której powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie, co byśmy zrobili, gdybyśmy mogli zostać bogami. Choćby na dwa lata. Wydaje mi się, że pomimo niezwykle nierównego scenariusza, w którym jak w końcu coś się wydarzy, to ostatecznie okazuje się, że Gillen gubi wątek, aby skoczyć w kilka innych miejsc, patrzymy na “The Wicked + The Divine” jak na każdy inny komiks. Tymczasem ja coraz bardziej postrzegam go nie jako klasyczny komiks, a efekt puszczenia wodzy fantazji. Takie spisywanie na szybko tego, co właśnie się nam przyśniło. Raz ma to sens, raz nie. Stąd być może kadry, które choć wysmakowane wyglądają jak eksperyment, który przy okazji nie pcha fabuły dalej. Stąd te ciągłe rozmowy z jednej strony o czymś, a z drugiej kompletnie o dupie Maryni.

Bo graficznie jest to na pewno małe dzieło sztuki, na które przyjemnie się patrzy. Od kapitalnych okładek (mógłbym powiesić je gdzieś na ścianie) do pojedynczych plansz. Jest w rysunkach McKelviego ten pop-artowy sznyt, który nadaje im wyjątkowego klimatu. Pod tym względem ukłony należą się Matthew Wilsonowi, który świetnie dobiera kolory i tym samym uzupełnia wizję kolegów. Projekty postaci, pomysły na kompozycje kadrów czy w końcu dbałość o detale sprawiają, że na “The Wicked + The Divine” po prostu dobrze się patrzy. Tym samym warstwa graficzna to zdecydowanie najmocniejsza strona tego komiksu, bo tak jak wspominałem pod względem narracji odnoszę wrażenie, że Gillen się trochę gubi. Wygląda to trochę tak jakby prowadził samochód, który wpadł w poślizg. Kiedy już myślimy, że wyjdzie na prostą okazuje się, że autem znowu zarzuciło, ale w inną stronę.

The Wicked + The Divine plansza
O takich eksperymentach pisałem/Fot. Image Comics

King Without A Crown

Nie potrafię tego wyjaśnić, ale pomimo wszystkich niewątpliwych wad tego dzieła jest w nim coś, co sprawiało, że mimo wszystko czytałem dalej. Może to strona wizualna, a może po prostu Gillenowi udało się zagrać na strunie mojego poczucia boskości. Sprawił, że jeszcze raz chciałem zostać wciągnięty do świata, w którym bogowie przechadzają się między nami. Już nie jako sarny czy promienie słońca, ale osoby występujące dla tysięcy fanów. Czy w takim razie mogę “The Wicked + The Divine” polecić? Nie, ale nie dlatego, że jest to komiks zły. Nie mam tak skrajnego podejścia jak Alicja, która udostępniła mi nawet zakupione przez siebie numery, abym tylko się z nim zapoznał i wyraził swoją opinię i za co jej naprawdę bardzo dziękuję. Daleki też jestem od zachwytów. Wpadam gdzieś w środek między The Wicked i The Divine. Tym samym obstaję przy tym, że to nie tyle klasyczny komiks, co strumień świadomości Gillena i McKelviego. Momentami bez sensu, a momentami piękny i uwodzicielski. Zupełnie jak bóg, którego nie rozumiemy i raz go nienawidzimy, aby za chwilę znowu pokochać.

PS. Dla wszystkich zainteresowanych ciekawostka. Dla twórców komiksu wielkie znaczenie ma muzyka. Tak było już przy okazji “Phonogramu” i tak jest przy okazji “The Wicked + The Divine”. Komiks ma gigantyczną, bo liczącą już ponad 270 utworów, ścieżkę dźwiękową uzupełnianą systematycznie przez samego Gillena. Możecie jej posłuchać tutaj:

PS 2 – Śródtytuły to tytuły piosenek. Pierwszy to utwór George’a Harrisona, drugi Joan Osborne, a trzeci Matisyahu

Przeczytaj:

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Zbiór patologii” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/crossed-komiks-ktory-odrzuca-fascynuje-18/” target=”_self” nofollow=”false”]

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”O czym tak naprawdę jest Saga” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/saga-wyjatkowa-space-opera/” target=”_self” nofollow=”false”]

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Historia Heavy Metalu” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/historia-heavy-metalu/” target=”_self” nofollow=”false”]

 

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
Hannibal Lecter
Hannibal Kanibal, czyli życie mordercy w jednym miejscu