Trudny los matek superbohaterów

Zacząłem pisać ten tekst w trakcie wyjątkowego dnia jakim powinien być dzień matki. Jednak pomysł na niego pojawił się wcześniej. Za sprawą Puśka przeczytałem ciekawy artykuł na temat tego, co jest nie tak z prezentacją Wonder Women przez Briana Azzarello. Choć artykuł odnosił się głównie do tej postaci, to zwrócił moją uwagę na coś o czym nie myślałem. Na matki. Ich obecność w komiksach jest faktem, ale jednocześnie narracja czy rozłożenie znaczenia poszczególnych postaci są takie, że tracimy je z oczu. A przecież one tam są. Tylko bardzo rzadko wiemy, kim są.

Czcij ojca swego i matkę swoją

Marta Wayne
Marta Wayne/Fot. DC Comics

Czy potraficie powiedzieć bez posiłkowania się źródłami, kim jest matka Hala Jordana? Problem może się pojawić nawet przy okazji tak znanej postaci jak Batman. Wykraczając poza obszar komiksów możemy znaleźć wiele przykładów na to, że matka traktowana jest… po macoszemu. To znaczy wiemy, że jest, ale twórcy nie wysilają się, aby przedstawić nam ją bliżej. Wiem, że w tej chwili przez wasze głowy przebiegła myśl, że można znaleźć przykłady działające i w drugą stronę. Oczywiście, że można. Czasem wręcz trzeba, jeżeli brak czy nieistotność matki jest odpowiednio osadzony w fabule. Czasami jednak wychodzi to dość koślawo, jak choćby przy okazji “Gwiezdnych Wojen”, w których to ojciec Luke’a był kluczowy. Niby jego matka też, ale na sensowne jej przedstawienie trzeba było czekać wiele lat, a to co dostaliśmy do teraz odbija się czkawką fanom serii. Wybaczcie mi ten wtręt i wróćmy do komiksów. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że matka jest po prostu dodatkiem do bohatera. Czasami wręcz w ogóle jej nie ma, a przecież większość z nich musiała się urodzić. Mało tego przecież źródłem wiedzy i mądrości dla człowieka jest nie tylko ojciec, ale i jego matka. Tymczasem zarówno w przypadku komiksów jak i ich ekranizacji najważniejsze kobiety w życiu każdego z nas często zostają sprowadzone do kategorii mebla. Choć trzeba oddać, że powoli scenarzyści starają się zmienić ten stan rzeczy.

Kiedy w listopadzie 1939 roku pierwszy raz pojawiła się Marta Wayne wiedzieliśmy o niej tyle, że jest matką Bruce’a i żoną Thomasa. Śmierć jej i jej męża stała się katalizatorem dla narodzin Batmana, ale sama postać bardzo długo była tylko elementem symbolicznej sceny, w której wraz z rodzicami coś w Brucie umarło, ale jednocześnie też się narodziło. Z czasem dowiedzieliśmy się jednak, że Marta pochodzi z jednej z rodzin zakładających Gotham City. Jest spadkobierczynią fortuny, której rodzice dorobili się w branży chemicznej. W młodości uwielbiała imprezować, a jednym z jej partnerów był zwykły gangster. Wiele lat później dowiedzieliśmy się również, że Marta pomagała dzieciom w Gotham, walczyła o ich prawa i bezpieczeństwo. Mówiąc krótko trochę wody w Wiśle upłynęło nim zaczęliśmy poznawać bliżej osobę, której śmierć podobno mocno wpłynęła na jednego z najsłynniejszych superbohaterów na świecie.

Lara Lor Van
Lara Lor Van z małym Kal-Elem/Fot. DC Comics

Podobnie jest z jego kolegą z DC, czyli Supermanem. Choć wiemy, że istnieje ktoś taki jak Lara Lor-Van, to tak naprawdę przez dziesiątki lat kluczowa rolę odgrywał ojciec Clarka oraz jego ziemscy rodzice. O Larze na samym początku jej komiksowego żywota wiadomo było niewiele, ale to bardzo ciekawy przykład tego, jak jej rola zmieniała się wraz z rozwojem medium oraz ewolucją pozycji kobiety w amerykańskim społeczeństwie. Pierwszy raz pojawiła się w 1939 roku. Stopniowo jej historia była rozbudowywana o nowe wątki, ale pierwszy konkretny opis jej przeszłości pojawił się dopiero czterdzieści lat później (sic!). W 1979 roku w miniserii “The World of Krypton” poznaliśmy Larę jako utalentowaną uczestniczkę programu kosmicznego na Kryptonie. Jej znaczenie powoli się zwiększało i kolejni, współcześni, scenarzyści starali się pokazać ją od strony, która była czymś innym niż wspominanie o tym, że była kochającą matką. Dlatego była i wojowniczką (jak choćby w przypadku historii z The New 52), i historyczką (“Crisis on Infinite Earths”), która ostatecznie stała się współtwórcą statku, który wysłał jej syna na Ziemię (“Superman: Birthright”). Ewolucja tej postaci, a w zasadzie jej zaplecza historycznego, udowadnia też jak zmieniało się nastawienie samych scenarzystów do prezentowania kobiet i ile lat musiało upłynąć do momentu, gdy kobieta nie była tylko matką.

Nora Allen
Nora Allen/Fot. DC Comics

W serialu “Flash” śmierć matki Barry’ego stanowiła jedną z głównych osi fabuły, ale jednocześnie nie dowiedzieliśmy się o niej zbyt wiele. Według jej pochodzenia z New Earth Nora była matką zarówno Barry’ego jak i Malcolma Thawne’a, czyli przodka Profesora Zooma. Wszystko w wyniku wydarzeń związanych z narodzinami tych bohaterów. Nora trafiła do doktora Dr. Gilmore’a tego samego feralnego dnia, co Charlene Thawne. Doktor był sam, jakby tego było mało pił, więc doszło do tragedii, którą była śmierć dziecka Charlene. Chcąc “ratować sytuację” Gilmore wpadł na “genialny” pomysł, że odda Charlene jednego z bliźniaków urodzonych tego samego dnia przez Norę. Powiedział jej, że drugi syn urodził się martwy, a Charlene zaprezentował jej “nowe dziecko”. I w zasadzie to tyle, co można o Norze napisać przy tej okazji, bo jak oglądacie serial, to wiecie, że Nora ostatecznie ginie zamordowana przez Eobarda Thawne’a. Śmierć matki odegrała też kluczową rolę w przypadku innego bohatera DC. John Constatnine nigdy nie miał jej poznać, bo Mary Anne zmarła wydając go i jego brata bliźniaka na świat. Jedyne, co można o niej napisać to fakt, że do śmierci Mary Anne i brata naszego wiecznie ironizującego maga doszło w wyniku powikłań po aborcji, do której zmusił ją jej mąż. I choć wiemy o niej bardzo mało, to jej zgon kładzie się cieniem na całym życiu Constantine’a, który za całą sytuację był obwiniany przez ojca. To oczywiście tylko jedna z wersji, bo i w tym wypadku historii jej śmierci jest kilka.

Atlanna
Atlanna w wersji badass girl/Fot. DC Comics

Skoro o ojcach mowa, to nie można zapomnieć o Halu Jordanie. Ojciec był dla tego bohatera wzorem, który zginął na oczach syna. Jessica Jordan zawsze była w jego cieniu i niestety tak zostało nawet po latach od powstania postaci Green Lantern. Choć wychowała Hala i jego dwóch braci, to już przez całe życie nie mogła się pogodzić ze śmiercią męża i bardzo przeżyła to, że Hal postanowił zostać pilotem. Doprowadziło to do tego, że Jessica nie chciała mieć już nic do czynienia z synem. Patrząc na to, co aktualnie napisałem możecie dojść do wniosku, że w większości wypadków matki albo po prostu były, albo umierały i tyle je widziano. Na szczęście w DC są od tej reguły wyjątki, a najbardziej prominentnym przykładem jest matka Aquamana. To, że Aquaman stał się tym, kim się ostatecznie stał było właśnie jej zasługą. W jednej z wersji jej historii Atlanna była naukowcem i opracowała serum, które pozwalało oddychać pod wodą, a przy okazji zapewniło jej długowieczność – kto by nie chciał takiego bonusu. Według innej była żoną króla Atlantydy, ale nie mogła mieć z nim dzieci. Zaszła w ciążę po tym jak we śnie uwiódł ją czarownik Atlan. Według wersji z New 52 jest byłą królową Atlantydy, jej mężem jest przywódca wojsk Orvax Marius, ale ojcem Arthura jest mieszkaniec powierzchni Tom Curry. Nie to jest jednak w tym wypadku najważniejsze, a fakt, że jakby na przekór większości topowych herosów z uniwersum DC w przypadku Aquamana to matka jest siłą sprawczą. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku królowej Hipolity, matki Wonder Woman, która w przytaczanym już runie Briana Azzarello została potraktowana trochę niesprawiedliwie, bo zrobiono z niej postać, której nie da się polubić. Buca w spódnicy, co akurat bardzo upodabnia ją do jej córki. Pierwszy raz pojawiła się w komiksach w 1941 roku. Od początku była prezentowana jako królowa Amazonek i co bardzo ważne, jako mentor dla Wonder Woman. Ta rola z grubsza się nie zmieniała, ale trzeba oddać, że jeżeli chodzi o jej wagę dla całego uniwersum, to zdecydowanie Hipolita wybija się na czoło. Sama w sobie jest materiałem na superbohatera – zresztą zdarzyło się jej przejąć rolę Wonder Woman – i oprócz bycia wsparciem dla córki jest świetną wojowniczką, która szlifowała swoje umiejętności przez tysiące lat. Na tle innych komiksowych matek wyróżnia się siłą, zręcznością i wytrzymałością. Jej losy i inkarnacje zmieniały się tak często, że pewnie musiałbym poświęcić jej osobny artykuł.

Teraz dochodzimy do momentu, w którym nie musicie się krępować i możecie zapytać…

Co z tym Marvelem?

Mary Parker
Rodzice Petera Parkera/Fot. Marvel

Jeden z najczęściej wykorzystywanych przeze mnie cytatów pochodzi ze Spider-Mana, a jego autorem jest wujek Ben. Wiecie, ten o wielkiej odpowiedzialności. Traktuję ten tekst z jednej strony jako symbol i bardzo ważny element postaci jaką jest Peter Parker, a z drugiej jako żart, z którego czasem korzystam i coś, co podsumowuje działanie większości superbohaterów. Wspominam o tym przede wszystkim dlatego, że to znamienne, iż Peter tak bardzo przeżył śmierć wujka, odnosi się do niej, ale to kobieta jest dla niego oparciem. Ciocia May, choć nie jest jego matką, to taką właśnie rola spełniała. Większość z Was wie, kim była, dlatego przyjrzyjmy się jego matce. Według tej najbardziej znanej wersji Mary Fitzpatrick poszła w ślady ojca i postanowiła służyć swojemu krajowi. Uczęszczała do najlepszych szkół, wykazywała się nieprzeciętną inteligencją i dlatego bez problemu dostała się do CIA. Tam poznała męża oraz brała udział w tajnych operacjach organizowanych przez rząd poza granicami USA. Jej praca – którą bardzo kochała – okazała się również jej problemem, bo po urodzeniu Petera nie mogła z nim spędzać tyle czasu, ile by chciała. Ostatecznie podczas jednej z misji ona i jej mąż zostali uznani za zaginionych w akcji, choć przyjmuje się, że nie żyją. W ogóle problem ze zniknięciem jest taki, że można znaleźć informacje jakoby zniknęli, gdy Peter był jeszcze niemowlęciem oraz że miał sześć lat, gdy ostatni raz widział rodziców na własne oczy.

Maria Stark
Wymowny kadr/Fot. Marvel

“Szczęścia do matki” nie miał też Matt Murdock. Daredevil, o którym pisałem ostatnio sporo przy okazji premiery serialu, wychowywany był przez ojca. Co takiego stało się z jego mamą? Matt był efektem namiętności, która dopadła jego rodziców, kiedy ci byli nastolatkami. Jednak wbrew stereotypom, to nie ojciec opuścił rodzinę, a matka. Maggie (Margaret w niektórych historiach o bohaterze) opuściła ich, gdy Matt był bardzo mały i ostatecznie została zakonnicą. Chłopiec przez większość swojego życia myślał, że rodzicielka nie żyje, a prawda była taka, że zaszyła się w klasztorze, gdzie tłumiła poczucie winy. Niewiele można też napisać o matce Jamesa Howletta znanego szerzej jako Wolverine. Elizabeth – żona plantatora z Kanady – oszalała po narodzinach pierwszego syna, Johna, który zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Ostatecznie matka Wolverine’a dołączyła do niego po tym, jak popełniła samobójstwo. O szczęściu do domowego ogniska nie mógł też mówić Steven Rogers. Kapitan Ameryka wychowywał się w ubogiej rodzinie pochodzącej z Irlandii. Ojciec, Joseph, był alkoholikiem, a jego matka Sarah po śmierci męża starała się wychowywać syna najlepiej jak się da. Pracowała na dwie zmiany, wspierała syna. Niestety, gdy Steven był nastolatkiem zmarła. Ciekawostką jest fakt, że podobnie jak Peter Parker odnosił się często do słów swojego wujka, tak i Kapitan Ameryka czasami wspomina słowa swojej matki:

Mocne serce zaprowadzi cię dalej niż siła fizyczna. Mocne serce oznacza, że nigdy się nie poddasz…

Prawda, że pasuje jak ulał do tego, jaki Kapitan ma charakter? W ogóle jak patrzę na historię matek bohaterów Marvela to dostajemy tam zestaw opowieści o śmierci, szaleństwie i nadużywaniu alkoholu. Wiem, że kochacie takie historie, dlatego mam jeszcze kilka w rękawie. Wystarczy spojrzeć na Rebekę Banner, która poznała swojego przyszłego jeszcze w szkole średniej. Kiedy się związali zajmowała się domem. Jej los był jednak nie do pozazdroszczenia, bo po jakimś czasie okazało się, że Brian ma skłonności do alkoholu, a samego małżeństwa nie można uznać za szczęśliwe. Tym bardziej, że po pojawieniu się Bruce’a znęcał się nad swoją rodziną psychicznie jak i fizycznie. Podczas próby opuszczenia męża Brian zabił Rebekę, co miało bardzo duży wpływ na charakter Bruce’a Bannera. Od śmierci matki stał się wycofany i miał spore problemy z zaufaniem w stosunku do ludzi, czego jak wiecie nie poprawił wypadek z promieniowaniem gamma. Tak, Mark Ruffalo to bardzo dobry Bruce Banner.

Elizabeth Rogers
Życie matki Kapitana Ameryki nie było usłane różami. Innymi kwiatami też nie/Fot. Marvel

Mało przykładów? To co powiecie na to, co stało się z Marią Stark. Mama przyszłego Iron Mana starała się chronić syna, który był jej oczkiem w głowie. Zapytacie przed czym można chronić dziecko, które teoretycznie może mieć wszystko? Choćby przed faktem, że podziwiany przez niego genialny ojciec nadużywa alkoholu. Niestety nie wywiązała się ze swojego zadania dość dobrze i Tony wystarczająco często widział ojca pod wpływem napojów uznawanych za wyskokowe. Nie oznacza to jednak, że Tony obwiniał ją za całą sytuację. Po prostu nie udało jej się coś, czego bardzo pragnęła. Zginęła razem z mężem. Ciekawostką jest to, że jej mąż stworzył sztuczną inteligencję, która bazowała na wzorze mózgu Marii.

Matki się nie wybiera

Pewnie można zadać pytanie po co ja o tym piszę. Przecież to jakaś bzdura bez znaczenia. Może tak jest, ale ja patrzę na kreację bohatera i świata przedstawionego – nie tylko w komiksach – kompleksowo. To znaczy staram się tak patrzeć, bo tylko w ten sposób ma to jakiś sens. Bo skoro mamy bohatera, to siłą rzeczy chcemy go poznać bliżej. Jednym z elementów tego poznania są jego rodzice, więc dla mnie to naturalne, że wypada dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Wiem, że nie wyczerpałem tematu, że opisałem tylko kilku bohaterów. Nie miałem jednak na celu pokazywać każdego z herosów, bo w najbliższym czasie nie mam planów dotyczących książki o superbohaterach. Kto by to czytał…

Wybrane dla Ciebie:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/100-najlepszych-komiksow-w-historii-czesc-1/”]Najlepsze komiksy w historii[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/gdzie-kupowac-komiksy-w-internecie/”]Gdzie kupować komiksy[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/bill-finger-prawdziwy-ojciec-batmana/”]Bill Finger – prawdziwy ojciec Batmana[/tw-button]

  • O tzw. Paternal Narrative można by napisać całe tomy książek. Pamiętam jak byłam młodsza z dużą satysfakcją śledziłam w kinie zjawisko, które nazywałam “Popieprzoną Relacją z Ojcem” i to w jak wielu utworach to zjawisko się przewija. Bo swoją drogą to trochę dziwne, że matki są miłe, prawie niewidzialne i kochane z defaultu, a ojcowie są tymi z którymi się trzeba wziąć za bary.
    Pewnie dlatego tak uwielbiam Aquamana, bo odwraca ten schemat 😉

    • Właśnie poczytałem na ten temat to, co znalazłem w sieci i muszę powiedzieć, że temat jest ogromny. Choć zdaję sobie też sprawę z tego, że czasami łatwo wpaść w przesadę i dostrzegać problem tam, gdzie w sumie go nie ma, to akurat jak przyglądałem się przypadkom superbohaterów, to trochę się zdziwiłem, że teoretycznie ważna dla takiego Hala Jordana matka skończyła tak jak skończyła, a wszystko kręciło się przy martwym ojcu.

  • Ha, widzę, że ten problem, matki, której nie ma, jest widoczny w każdym rodzaju komiksu. W mangach matki mają nawet specjalną fryzurę nazywaną side ponytail of death (sic!) i wygląda tak: http://cdn.funnyisms.com/dcbb5c47-6a2e-4d61-b6f8-229a5d5f1a48.jpg (serio, ten motyw jest zaskakująco często spotykany).
    Fajnie byłoby poczytać jakieś fajne relacje rodzinne. Takie normalne. Słyszałam, że w nowej Ms Marvel można natknąć się normalną rodzinę… Jeden z głównych powodów dla którego chciałabym sięgnąć po ten komiks 🙂

    • Potwierdzam ms. Marvel jest pod tym względem fajnym wyjątkiem. Wkrótce coś o niej napiszę 🙂