Okrągła rocznica 30 lat od momentu wydania pierwszego komiksu o pewnym króliku samuraju jest dobrą okazją do tego, aby przybliżyć Wam wyjątkową postać, którą stworzył Stan Sakai. Tym samym kontynuuję wyprawę po seriach, których bohaterami są antropomorficzne zwierzęta. Skoro był kot, który jest prywatnym detektywem i kaczor z innej planety, to może być i królik samuraj prawda?

Sutan Sakai

Stan Sakai
Stan Sakai/William Tung, Flickr.com

Pierwsze pytanie w tym tekście powinno brzmieć tak: Ręka do góry, kto zna Stana Sakai – wybaczcie, że nie odmieniam, ale nie wiem, jak odmienia się japońskie nazwiska, może Wittamina wie. W sumie nie może, ona wie na pewno. Pytanie nie jest przypadkowe, bo Sakai nie jest typem gwiazdora. Kogoś, kto wpisał się w świadomość milionów fanów komiksów wychowanych na Marvelu i DC. Nie musiał, bo od początku swojej pracy zawodowej stopniowo osiągał status twórcy kultowego, jakby przy okazji, choć tak jak napisałem nie jest wymieniany jednym tchem obok Moore’a czy Millera. Aktualnie darzony jest wielkim respektem, a efektem tego jest album “The Sakai Project”. Z okazji rocznicy pojawienia się Usagiego takie tuzy jak: Mike Mignola, Matt Groening, Dave Gibbons czy William Stout prezentują swoją wizję słynnego wojownika. Niektóre z nich są po prostu fantastyczne.

Sympatyczny pan uśmiechający się ze zdjęć trzy dekady temu stworzył bohatera, który żyje razem ze mną. Wymyślił Usagiego. Całkiem dobrze jak na faceta, który w sumie nie wie, jak udało mu się wytrzymać z jedną postacią 30 lat, a do tego nie bardzo wie dla kogo oprócz siebie tworzy swoje historie.

Nie wiem. Kiedy ludzie pytają mnie dla kogo piszę, kto jest moim czytelnikiem odpowiadam, że czytelnik jest jeden. To są takie historie, które sam chciałbym przeczytać i mam wielkie szczęście, że inni też chcą je czytać. – Stan Sakai w wywiadzie na Comic-Con 2014

Słowa klucze to w tym wypadku historie, które sam chce przeczytać. Przez to w jego komiksach nie ma ciśnienia na to, żeby wywołać kontrowersję, zaskoczyć wszystkich, ciągle coś zmieniać. Z jego komiksów bije swoboda, połączona z autentyczną miłością do bohatera. Coś o co ciężko w przypadku krótkotrwałych “runów”, w których słynne nazwisko zajmuje się przez jakiś czas postacią, a później ktoś ją przejmuje. Tu mamy praktycznie rodzinny stopień przywiązania. No dobrze, ale co w takim razie z tym królikiem?

Usagi Yojimbo - Stan Sakai
Takich scen w komiksach trochę znajdziecie

Miyamoto Usagi

Koncepcja Sakaiego – o, próbuję odmienić – opierała się o kilka elementów mocno związanych z kulturą kraju jego przodków. Pamiętam pierwsze zetknięcie z komiksami i to, co przyszło mi do głowy. A musicie wiedzieć, że do głowy przyszedł mi Akira Kurosawa. Żeby było śmieszniej – bo życie czasem bywa zabawne – pierwszy po pierwszy komiks sięgnąłem po seansie dwóch filmów. “Tronu we Krwi” Kurosawy właśnie i “Zatoichiego” Takeshiego Kitano – oba polecam z czystym sumieniem, a jakby było śmieszniej to w komiksie pojawia się Zato Ino, niewidoma świnia samuraj. W obu wypadkach przewija się motyw samurajów. Wojowników z czasów feudalnej Japonii. Skoro jest samuraj, to musi być i ronin, czyli ten bez pana. I właśnie takim roninem jest Usagi. Przemierza kraj z początków epoki Edo – komiksy rozpoczynają się na na początku XVII wieku – zamieszkany przez antropomorficzne zwierzęta, ale o nich później. Teraz skupmy się na drugiej istotnej inspiracji przy powstaniu tego bohatera. Chodzi o mistrza miecza Musashiego Miyamoto. Ronina, który był jak japoński Zawisza Czarny. Jak stawał do walki, to zawsze wygrywał, a że wielu chciało się z nim sprawdzić, to wiele razy musiał dobywać swojego miecza. Wybór nie był przypadkowy, ale nie zdecydował o tym fakt, że Musashi był twardym madafaką:

Dla mnie był uosobieniem tego, jaki powinien być samuraj: honorowy, lojalny, mistrz miecza.

Usagi podczas swoich podróży też nie ma lekko. Błąka się biedak po tej Japonii i różni ludzie ciągle czegoś od niego chcą. Wszystko ubrane jest w krótkie historie. No właśnie. Jedną z zalet komiksów o Usagim jest fakt, że z jednej strony jest to zbiór wspominanych krótkich historii, a z drugiej, że to wszystko ma dodatkowe dno. Kiedy spojrzycie na te komiksy od pierwszego tomu, to zauważycie, że przewijają się tam wątki, które zdecydowanie górują nad tymi pojedynczymi historiami.

Usagi Yojimbo
Mówiłem, że nie jest taki groźny

Dodajcie do tego fantastyczną wręcz dbałość o detale w prezentowaniu feudalnej Japonii i dostaniecie zgrabnie podaną wycieczkę w przeszłość do pasjonującego miejsca jakim był przed wiekami Kraj Kwitnącej Wiśni. Bez tych wszystkich konsol, samobójstw i pokojów o średnicy rury kanalizacyjnej. Usagi jest uosobieniem wszystkiego, co wiemy o samurajach. Jest ich romantyczną wizją. Gdyby nie władał mieczem i nie najmował się do pracy jako ochroniarz, to pewnie zajmowałby się przeprowadzaniem staruszek na drugą stronę ulicy albo ratowałby słonie w Afryce przed kłusownikami. Usagi choć jest prawy, lojalny i po prostu dobry, to przy okazji nie jest nudny. Początkowo bardzo mało o nim wiemy. Oprócz tego, że urodził się w małej wiosce w północnej prowincji, a jego ojciec był zarządcą wioski. Później poznajemy kolejne fakty i to, co działo się z Usagim – to po japońsku znaczy królik – do momentu treningu. Kocha, nienawidzi, ma przyjaciół i wrogów. Tak od 30 lat.

Co królik mówi nam o nas samych?

Zabieg z wykorzystaniem zwierząt do prezentacji bohaterów nie jest niczym nowym. Pisałem już na ten temat, ale pozwolę sobie na krótkie powtórzenie, że taki manewr daje twórcy pewną swobodę. Bohaterowie jako zwierzęta automatycznie kojarzą się dobrze, a jeżeli wykorzystamy istniejące stereotypy na ich temat to w zasadzie nie musimy wyjaśniać ich motywacji. Możemy skupić się na kompozycji. Tutaj sięgnięcie po zwierzęta sprawiło, że patrząc na bohaterów nie widzimy w nich mieszkańców Japonii. To może być tak naprawdę każdy. Widząc Japończyka myślimy stereotypowo – przynajmniej na początku – dlatego wybranie zwierząt sprawia, że historia o Usagim przestaje być hermetyczna. Zaczyna być uniwersalna.

Usagi - kadr z komiksu
Zmokły królik

Możecie mi wierzyć lub nie, ale ja komiksy o Usagim postrzegam przede wszystkim jako historię o człowieku. O ciągłej walce i próbie odkrycia czegoś nowego na swój temat. Symboliczna jest już wędrówka samuraja, którą można porównać do płynącego życia – zajechało Coelho na kilometr. Jakby banalnie to nie brzmiało, to tak właśnie jest. Usagi w jej trakcie sprawdza sam siebie podejmując kolejne wyzwania. Uczy się. Zawiera nowe znajomości. Zyskuje przyjaciół, ale i wrogów. Z tego powodu po przygody królika samuraja może sięgnąć każdy i każdy powinien zrozumieć o co w niej chodzi.

Zastanawiałem się, czy próbować odpowiadać na pytanie, w którym momencie zacząć czytanie przygód Usagiego. Nie wiem. Z jednej strony najprościej jest napisać, zacznij od początku. Tylko to nie jest odpowiedź. Sam zacząłem od “Maski Demona”, ale później zacząłem nadrabiać zaległości. Dlatego odpowiem tak, po prostu zacznijcie. Nie pożałujecie.