Beaty Pawlikowskiej odpowiedzialność za słowa

Słowa nic nie kosztują. Być może dlatego tak wiele osób w ogóle nie zwraca na nie uwagi. Biorą się za mówienie o tematach, o których nie mają pojęcia. Piszą książki. Bardzo często poradniki, bo poradnik zdaje się być łatwy. Trywialny. Wystarczy zebrać do garnka pracę innych ludzi, wymieszać, przyprawić i już. Jest. Gotowe. W skrajnych wypadkach nie jest potrzebne doświadczenie. Po prostu piszemy. I niech tak będzie. Piszmy. Tylko pamiętajmy, że wszystko ma swoją cenę. Słowa również. Nie zawsze za ich skutki płaci autor. Bardzo często płaci odbiorca, który autorowi zaufał.

Pół biedy, kiedy ktoś radzi nam jaki komiks wybrać. Możecie mu ufać lub nie. Proponowana pozycja spodoba się Wam lub nie. Koszt będzie znikomy, jeżeli realna stanie się druga opcja. Problem zaczyna się wtedy, gdy temat jest naprawdę poważny, a potencjalne koszty wysokie. Takim poważnym tematem jest depresja. Jednak nie tylko ona. Ogólnie sfery ludzkiej psychiki to delikatna sprawa. Brać się za nią powinniśmy wtedy, gdy mamy wystarczającą wiedzę i dokładność wprawnego chirurga. W “zabawie” z ludzką psychiką nie ma przycisku reset, gdy coś nam nie wyjdzie.

Pustynia łez

Beata Pawlikowska jawi się nam jako kobieta wielu talentów. Podróżniczka, dietetyk, wychowawca, pewnie i wprawny genetyk oraz kierowca rajdowy. Teraz również psycholog. Reformator ludzkiej psychiki, który postanowił sięgnąć po temat depresji. Sama się z nią zmagała i jak twierdzi udało się jej z nią wygrać dzięki narzędziom, do których doszła sama. W swojej najnowszej książce “Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!” postanowiła się tymi narzędziami podzielić i tym samym wyrwać każdego zainteresowanego ze szponów tej strasznej, ale ciągle przez wielu bagatelizowanej choroby. I ja nie mam nic przeciw temu, aby ktoś pisał o swojej walce z depresją. Gorzej, gdy zupełnie przy okazji postanawia pokazać, że ma wspaniałe remedium. Lepsze niż lekarstwa, lepsze niż porady specjalistów. Mi się udało, więc Wam też się uda. Bo przecież depresję można wyleczyć tak samo jak upiec chleb. Według przepisu z kartki.

Fanów nie obchodzi to jak się czujesz. Jesteś postrzegany jako piłkarz, idol, więc nikt nie zatrzyma cię, aby zapytać: Jak się czujesz? – Gianluigi Buffon w książce “Numer 1”

Cytuję Buffona, bo legenda włoskiej piłki podobnie jak wielu piłkarzy – choćby tragicznie zmarły Robert Enke, bramkarz reprezentacji Niemiec – zmagał się z depresją i to właśnie z jego ust usłyszałem słowa, która bardzo dobitnie wyjaśniły mi, jak bardzo niezrozumiała jest depresja przez tych, którzy nie mają z nią na co dzień kontaktu. Cytuję z pamięci, więc wybaczcie potencjalne błędy, ale Buffon przytoczył swoją rozmowę z psychologiem, który zapytał go o co chodzi przecież ma wszystko. Sławę, jest legendą, ma pieniądze, kibice go kochają. Buffon odpowiedział bardzo krótko:

Wiem, ale może ja tego wszystkiego po prostu nie chcę?

Może niektórym z Was wydać się to abstrakcyjne, ale w tej jednej odpowiedzi zapisane jest to, jak rozumiem depresję. Może rozumiem to złe słowo. Jak wydaje mi się, że mógłbym ją rozumieć. Wszyscy mówią uśmiechnij się. Wszystko będzie dobrze, a Ty nie masz ochoty na to, aby się uśmiechać. Wiesz, że dzisiaj jesteś wesoły, ale jutro znowu będziesz smutny.

Przeprogramuj swój mózg

Spotkałem się z psychologiem i on mi ogromnie pomógł. Jednak było to coś, co musiałem przemyśleć. Myślałem, że psycholodzy to ludzie, którzy kradną pieniądze, w przenośni oczywiście, wykorzystując poczucie niepewności. Tak nie jest. To ludzie, którzy są tutaj, aby pomóc i jeżeli znajdziesz dobrego psychologa, pozwoli ci mówić o wszystkim otwarcie, bez strachu, a to nie jest łatwe. – Gianluigi Buffon

Celowo w tym tekście pojawiają się cytaty z Buffona. On też wygrał walkę z depresją, ale w przeciwieństwie do Beaty Pawlikowskiej zamiast dawać ludziom narzędzia mówi otwarcie o chorobie i o tym, co pomogło mu wygrać. Jednak nie na zasadzie stawiania siebie w roli mentora. Specjalisty nauk wszelakich.

I tu dochodzimy do sedna. Książka Beaty Pawlikowskiej w sposób w jaki traktuje temat depresji sprawia, że w czytelnikach będzie rosło przeświadczenie, że depresję można wyleczyć domowymi sposobami. Dorzuca swoją cegiełkę do ciągle jeszcze częstego przekonania, że depresja to trochę cięższa wersja kataru. I z tym, i z tym chory powinien radzić sobie sam, bo jak sobie nie radzi, to znaczy, że jest słaby, a my przecież nie lubimy słabych. Nie chcę napisać, że autorka trywializuje problem, ale ogólny wydźwięk jest niestety taki, że z depresją powalczymy głównie za pomocą pozytywnego myślenia i poprzestawiania sobie pewnych rzeczy w głowie. To jest w wielki skrócie jej recepta. Przeprogramowanie mózgu.

Z mojego doświadczenia wynika, że depresję można skutecznie i trwale wyleczyć tylko w jeden sposób. Znaleźć błędne dane, zastąpić je prawidłowymi i wgrać je na nowo do pamięci komputera. – Beata Pawlikowska “Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!”

W powyższym zdaniu już na początku jest jedna rzecz, która powinna zapalić czerwoną lampkę ostrzegawczą. Postawienie obok siebie zwrotu “z mojego doświadczenia” i płynne przejście w “tylko jeden sposób”. Czyli choć to moje doświadczenie i tak naprawdę tylko moje, to jestem w stu procentach pewna, że mój sposób jest tym jedynym. Nie wiem, czy Beata Pawlikowska prowadziła badania kliniczne nad skutecznością swojej metody, ale pewnie tak skoro w jednym tylko zdaniu przekreśla doświadczenia tysięcy specjalistów. Podobnych kwiatków jest niestety więcej. Na przykład porównanie antydepresantów do alkoholu i stwierdzenie, że służą one tylko tłumieniu emocji. Chwilowemu, które przecież jest ułudą. I niech i tak będzie. Każdy ma prawo do swojego zdania, jednak trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to moje zdanie może mieć konsekwencje. W tym wypadku bardzo poważne konsekwencje.

Wolność

Każdy może pisać. Każdy może wydać książkę. Pewnie nie każdy powinien, ale nie możemy – i niech Was ręka boska przed tym broni – nikomu tego zakazywać. Mnie po prostu zastanawia, co autor myśli, kiedy przelewa słowa na papier lub zmienia na ciągi kodu. Czy myśli o tym, co się stanie, gdy w końcu ktoś przeczyta to, co napisał. Czy to co napisał faktycznie komuś pomoże. Ubogaci jego życie. Sprawi, że poczuje się lepiej. Dobrze, aby chociaż o tym myślał. Idealnie, gdyby pomyślał też o tych złych rzeczach. Ciemnej stronie księżyca. Bo może jednak tekst nie będzie miał pozytywnych skutków. Może sprawy zajdą za daleko i absolutnie nie w kierunku, który ma szczęśliwe zakończenie.

Mamy wolność słowa, każdy może pisać i wydawać, co chce. Jeśli jednak dorośli ludzie wierzą, że jedna publikacja pozwoli im wyjść z depresji, to są po prostu nieodpowiedzialni. Depresja to choroba, która ma wiele objawów, przyczyn, a także form przebiegu. Część z nich leczy się farmakologicznie, część terapeutycznie, korzysta się również z obu form. Teraz ludzie diagnozują się przez internet i jeśli widzą, że występują u nich jakieś objawy, powinni udać się do specjalisty, który dokładnie zdiagnozuje, co się dzieje. Depresja to choroba, którą leczy się według standardów medycznych. Sama jej diagnoza może trwać nawet miesiąc. – Marta Głowacka z Laboratorium Psychoedukacji dla INN:Poland

Zastanawiam się, w którym miejscu ta odpowiedzialność się zaczyna i na kim spoczywa. Na autorze, na wydawnictwie o czym w interesujący sposób napisała Kasia? Może na nas samych, którzy świadomie kupujemy “lekarstwa” na wszystkie nasze problemy. A może po prostu na każdym z osobna. Bo zdrowie i radzenie innym, jak mają sobie pomóc to odpowiedzialność. Ogromna. Moim zdaniem, z mojego doświadczenia, myślę, że, uważam, że to naprawdę działa. Wszystko oparte o widzimisie. Bez dodatkowych argumentów, badań, bez zbierania doświadczeń nie tylko swoich, ale i innych. Dzięki temu unikamy odpowiedzialności, bo zawsze możemy napisać, że przecież to tylko moje zdanie.

Pozytywne myślenie i zaglądanie w głąb siebie nie jest remedium na wszystko. Choć chciałbym wierzyć w to, że tak jest. Pomaga, ale nie rozwiązuje problemów. Szczególnie tych, przy których potrzebna nam jest pomoc z zewnątrz. To nie jest też tak, że istnieje jedna recepta. Każdy jest inny, każdy wymaga indywidualnego podejścia. Nasze życie to nie fabryka komputerów. Nawet jeżeli są tacy, którzy twierdzą inaczej.

Fotografia tytułowa – Helen Harrop/Flickr.com

  • marta

    Również o Tobie można napisać, że jesteś przemądrzały. Pawlikowska pisze
    o sile podświadomości i świadomości, o kontroli nad sobą, której 
    większość osób, mimo swojej pewności, nie posiada. Natknęłam się
    ostatnio na bloga Adama Kizam (autor książek “Nerwica. Miałem, poznałem,
    pokonałem”, “Nerwica. Biblia. I rozwój wcale nie duchowy”). On pisze
    raczej o nerwicy (tak mi się wydaje, nie czytałam wszystkiego). Mówi, że
    podloże nerwicy i depresji jest podobne / bądź takie same. i wyjsciu z 
    nich poprzez wybudzenie, wyjscie poza swoje myslenie i logike.
    obserwowanie mysli. dzieki czemu zyskujemy kontrole nad nimi i tym samym
    nad soba. czyli pisze o świadomości. Jego myślenie bardzo ladnie splata
    się z myśleniem Pawlikowskiej i kilkoma innymi (mądrymi i świadomymi
    siebie ludźmi) których czytałam. Więc nie sądzę by pisali od czapy.
    Widzę zarzucenia, że Pawlikowska pozjadała wszystkie rozumy, jednak nikt
    nie wysila się, aby poszperać dalej i dowiedzieć się o czym wlasciwie
    Ona pisze. Pawlikowska ma sporo racji, tylko jej książki są lekkie
    (myślę, że celowo. bo nie wszyscy muszą i może nie mają chęci czy nie
    lubią się tak wglebiać. i to jest ok. a czasem ta prosta forma
    wystarczy.) Pewnie, że jeśli książki Pani Pawlikowskiej są jedynymi
    które się czyta i jedynym źródłem wiedzy o twoich schorzeniach i 
    oczekujesz, aby cię cudownie uzdrowiła bez twojego wlasnego wysilku i 
    poszukiwań to nie ma o czym gadać. Wyprzedzając, nie krytykuję tu
    Pawlikowskiej. Niektórym pomaga tylko Pawlikowska. Ja wolę poszperać
    trochę więcej. Krytykuję osoby, które krytykują Pawlikowską nie
    wysilajac sie aby zrozumiec, mając zerową wiedzę na dany temat. (lub
    przeinaczają! >> Pawlikowska również nie napisała żeby nie
    korzystać wcale z leków, ale książki pewnie nie czytałeś, albo czytałeś
    wybiórczo.) Pozdrawiam