Na jakie choroby cierpieli bohaterowie słynnych horrorów

Medycyna i psychologia to świetnie miejsca do tego, aby szukać w nich inspiracji w trakcie pisania książek. Potrzebujecie jakiegoś dziwnego schorzenia, skrzywienia od normy, które sprawi, że wasz bohater na długo zapadnie w pamięć? Chwytajcie na przykład za literaturę opisującą psychologię kryminalistyczną. Na pewno znajdziecie tam coś “ciekawego”. Wszystko wyłożone na tacy i ładnie opisane. Mutacje genetyczne, które przerażą czytelnika czy dziwaczne upodobania głównego bohatera będą siłą nośną całej powieści.

Cofnijmy się w czasie do momentu, gdy powstawały najbardziej pamiętne powieści utrzymane w klimacie grozy i horroru. Czy ich bohaterowie mogliby istnieć w rzeczywistości, a jeżeli tak, to na jakie schorzenia cierpieli?

Dwie twarze

Robert Louis Stevenson miał łeb jak sklep. Wielki talent pisarski i umiejętność do dywersyfikowania swojego talentu tak, że wychodziły mu zarówno powieści przygodowe – “Wyspa piratów” for life! – jak i klasyczne historie grozy. Tą najsłynniejszą, która z miejsca stała się hitem była “Doktor Jekyll i pan Hyde”. Wydana w 1886 roku opowiadała historię doktora, który odkrywa miksturę pozwalającą mu zmienić się w kogoś zupełnie innego. Problem w tym, że zamiast w miłośnika muzyki klasycznej czy ognistego kochanka, Jekyll zmienia się w ucieleśnienie najgorszych ludzkich instynktów. Miznatrop o morderczych skłonnościach jest świetnym studium podwójnej osobowości. Powieść Stevensona uważana jest za przykład opisu psychopatologicznego jednostki. Jeden człowiek i dwie skrajne twarze.

Jest to również jedna z powieści, którą już w podstawówce “zmęczyłem” wielokrotnie. Nie wiem skąd, ale wpadł mi w ręce komiks, który za każdym razem jak po niego sięgałem wzbudzał we mnie dziwny dyskomfort. Czarno-białe kadry sprawiały, że oglądanie pana Hyde’a mroziła krew w żyłach.

Nice to meet you Mr. Stoker

Jeżeli nie urodziliście się na Marsie i nie siedzieliście zamknięci w jakiejś zapomnianej przez boga piwnicy, to musicie znać Brama Stokera. Jego zasługi dla horroru są niepodważalne, ale przy okazji biedak nie wiedział, że dekady po premierze “Draculi” wampiry staną się tak popularne, że zamiast trzymać się wizerunku przerażających krwiopijców niektórzy zrobią z nich lalusiowatych kochanków występujących w tworach typu “Pamiętniki wampirów” czy “Czysta krew”. Najbliższa wampiryzmowi wcale nie jest dziwna moda na picie krwi, co podobno sprawia, że starzejemy się wolniej – naprawdę ludzie, naprawdę!?

Najbliższa jest jej porfiria. Choroba o podłożu genetycznym związana jest z zaburzeniami działania enzymów w szlaku syntezy hemu, zwanym również szlakiem porfiryn. Objawy są dziwnie zbliżone do tego, jak opisywane były przez lata wampiry. Chorzy wprawdzie nie piją krwi, ale ich wygląd sprawia, że w głowie pojawia się jedno skojarzenie, Dracula. Taką teorię wysnuł w 1985 roku biochemik David Dolphin, który powiązał objawy m.in. z legendą o Vladzie Palowniku. O jakie objawy chodzi? Przede wszystkim o:

  • zaniki naskórka wskutek nadmiernej ekspozycji na światło słoneczne,
  • czerwonawe zabarwienie zębów i paznokci,
  • martwicę tkanki łącznej, w tym obkurczanie dziąseł, co się wiąże z obnażeniem szyjek zębów
  • alergię na allicynę, czyli związek występujący w czosnku.

Przypadek? Nie sądzę. Teoria Dolphina opierała się na objawach ostrej porfirii erytropoetycznej, która występuje rzadko, dlatego to założenie jest kwestionowane, ale z drugiej strony objawy pasują do prawie każdego znanego wampira, więc może Dolphin miał rację?

Doktor Jekyll i Mr. Hyde
Kadr z komiksu o Dr Jekyllu i Panu Hydzie

Wycie do księżyca

Skoro napisałem o wampirach to wypada napisać o wilkołakach. Jeżeli gdzieś w książce czy filmie pojawia się wilkołak, to teoretycznie wszyscy wiemy o co chodzi. Prawdopodobnie biedak, który zmienia się w wilka cierpi na likantropię. Wiara w przemienianie się w zwierzęta jest tak pierwotna jak w to, że Spice Girls nie potrafiły śpiewać. Towarzyszy ludzkości od wieków – likantropia, nie Spice Girls – i co ciekawe jak to zwykle z ludźmi bywa zawsze pojawiają się jednostki, które wierzą bardziej. Z tego powodu w psychiatrii opisuje się chorobę psychiczną, która polega na przekonaniu osoby chorej, że zmienił się w zwierzę. Oczywiście towarzyszą temu odpowiednie objawy. Chory naśladuje zwierzę. Wydaje odgłosy takie jak ono oraz stara się wyglądać jak to biedne stworzenie. Nie ma problemu, gdy chory na porfirię jest wilkiem, ale co zrobić jak stwierdzi, że zmienił się w chomika? Musicie przyznać, że chomik to trochę przypał.

Dementując pewne tradycyjne przekonania. Do chorych na likantropię nie ma sensu strzelać srebrnymi kulami. Starczą normalne.

Screen z filmu "Wilkołak"
Kadr z filmu “Wolfman”

Skórzany Fartuch

Przypadek Mordercy z Whitechapel, czyli Kuby Rozpruwacza to jedna z najgłośniejszych historii o seryjnym mordercy. Jej bohater stał się inspiracją dla wielu pisarzy, którzy umieszczali go w swoich dziełach. Starczy wspomnieć fantastyczne “From Hell” czy powieść “Lokator” z 1913 roku. Krwawe hobby Kuby wskazuje na to, że kogoś w dzieciństwie mam nie przytulała dość często. Jack the Ripper upodobał sobie prostytutki, które patroszył jak ryby. Nie wiadomo dlaczego Kuba zabijał, ale wiadomo, że w przypadku seryjnych morderców najczęściej przyczyną są patologie charakteru. Tak jak w przypadku pana Hyde’a tak i w przypadku Kuby Rozpruwacza mamy do czynienia np. z chęcią panowania nad swoją ofiarą. Morderstwo może być w tym wypadku czymś w rodzaju świadectwa. Być może Kuba był typem mordercy zorientowanego na emocje, a może zbijał, bo w dzieciństwie zdechła mu morska świnka. Tak czy inaczej jego ofiary były jak najbardziej prawdziwe, a on sam stał się szybko inspiracją dla setek pisarzy i scenarzystów.

Screen z filmu "Frankenstein"
Kadr z filmu “Frankenstein”

The Walking Dead

Nie wiem, jak Mary Shelley wpadła na pomysł napisania “Frankensteina”, ale trzeba jej podziękować. Tak jak Stoker dał współczesnej kulturze wampiry, tak Shelley zawdzięczamy zombie. Historia związana z przywróceniem życia zmarłym to motyw, który czekał dość długo na swój kulturowy boom. Jednak nie jest czymś, co wymyśliła Shelley. Wystarczy przenieść się na Haiti i zapoznać się z wierzeniami mieszkańców tych pięknych terenów. Wyróżniają oni:

  • zombie cielesne (zombie cadavare) – to po prostu „wskrzeszone zwłoki”, które wykorzystywane są jako niewolnicy na plantacjach. Trafiają do cyrków, ale i domów uciech.
  • zombie duchowe (zombie astrale) – zombie astrale to dusza (świadomość). Takie zombie są ofiarami, które więzione są przez bokora (czarownik) jako źródło mocy.

To właśnie bokorzy mają znać sposób na to, jak wprowadzić człowieka w stan śmierci klinicznej. Najczęściej osiągane jest to poprzez odpowiednie trucizny. Ofiara umiera, ale bokor potrafi przywrócić ją do życia. Sęk w tym, że w takim wypadku zostaje pozbawiona własnej woli.

The Walking Dead
Zdjęcie z serialu “The Walking Dead”

No dobrze, ale jaki to ma związek z chorobami? Najszybciej w przypadku zombie powinniśmy zwrócić uwagę na schorzenia powodujące gnicie tkanki. Na przykład zgorzel może dawać bardzo nieprzyjemne efekty wizualne. Ostatnio głośno było o narkotyku o nazwie desmorfina, czyli krokodilu. Ta silnie uzależniająca substancja jest również wyjątkowo zabójcza dla organizmu. Nie będę straszyć nikogo zdjęciami, ale osoby używające krokodila naprawdę przypominają bohaterów The Walking Dead. I to bez charakteryzacji.

Nie wiem, czy pisarze tworzący swoich słynnych bohaterów bazowali na opisanych przypadkach, ale przynajmniej już wiecie, że było to możliwe. Jak znacie jakieś inne przykłady to piszcie, chętnie dowiem się czegoś nowego.

  • Ola Ri

    Świetny pomysł z tymi zdjęciami. Jak czytałam, to na początku nawet się wystraszyłam, bo nie wiedziała, o co chodzi! I jak zawsze, świetny artykuł!