Ten pan, który straszy – Dean Koontz

Lekcja biologii w pierwszej klasie liceum. Wtorek. Dzień jakich wiele w życiu normalnego, chodzącego do liceum, nastolatka. Ustawowe 45 minut dłuży się niemiłosiernie, ale ostatecznie udaje się je przetrwać.  Dzwonek kolejny raz uratował wszystkich przed przedwczesną śmiercią. Nim jeden z uczniów rzuci się na – znowu ustawowe – 10 minut przerwy musi zadać nauczycielce pytanie. Ważne. Dla niego ważne, bo w tym wieku ma się same ważne pytania. Czy xeroderma pigmentosum to choroba często występująca w rzeczywistości? Nauczycielka nie do końca wie, co odpowiedzieć. Myśli, by po chwili udzielić odpowiedzi składającej się ze szczątkowych informacji jakie posiada na temat tego schorzenia. Uczeń odchodzi niepocieszony. Wszak Internet w jego domu pojawi się dopiero za kilka miesięcy. Tym uczniem byłem ja, a pytanie zadałem, bo byłem świeżo po przeczytaniu “Zabójcy strachu”. Główny bohater tej książki cierpi na XP. Choć jego choroba była w tamtej chwili ważniejsza od autora książki, to na długo zapamiętałem jego nazwisko. Koontz.

Król erotyki

Jest pewna anegdota, która mówi o tym, że Dean Koontz to najmniej znany pisarz, którego powieści regularnie goszczą na listach bestsellerów. Podobno tak przez jakiś czas go nazywano. Będąc fanami literatury grozy na pewno przeczytaliście przynajmniej jedną książkę Koontza, bo Koontz to obok Stephena Kinga kolejna gwiazda trudnej sztuki wzbudzania w czytelnikach niepokoju. Gwiazda, która według niektórych cierpi na kompleks Kinga, bo z reguły jest wskazywany jako ten drugi. Przez fanów Kinga obelżywie, bo Koontz według wielu z nich jest po prostu gorszy – w takiej sytuacji boję się, co na przykład mogą te same osoby mówić o twórczości Grahama Mastertona. Zostańmy jednak przy Koontzu. Pisarz debiutował kilka lat wcześniej od swojego kolegi Stephena próbując swoich sił nie tylko w horrorze, ale i w literaturze science fiction. To właśnie w tym gatunku w 1968 roku wydał swoją pierwszą powieść “Star Quest”. O tym, że szukał swojego miejsca niech świadczy fakt, że nie skończyło się tylko na science fiction. Później były też:

  • Romanse gotyckie dla kobiet pisane pod pseudonimem Deanna Dwyer.
  • Powieści erotyczne, z których jedną napisał pod pseudonimem Leonard Chris.
  • Powieści sensacyjne, które też pisywał pod pseudonimami takimi jak: K. R. Dwyer,  Anthony North.
  • Zdarzyła się nawet powieść komiczna.

Koontz próbował, ciągle pisał science fiction, ale to z horrorów i mrocznych thrillerów jest znany najbardziej. Wydana w 1973 roku “Groza” jest pierwszą na liście powieści, którą, aby było ciekawiej, również napisał pod pseudonimem. W ogóle jest tendencja do wydawania raz pod własnym nazwiskiem, a raz pod pseudonimami, sprawi, że wiele lat później przyzna, że to był błąd. Nie ma sensu ukrywać się pod innym imieniem i nazwiskiem – chyba, że jesteście synem Stephena Kinga, wtedy macie konkretny powód. Nie ma sensu, bo przecież nie chcecie się nie pochwalić czymś, co jest dobre. Rzecz w tym, że jego zamiłowanie do pseudonimów – twierdzi, że używał dziewięciu przez całą karierę – sprawi, że pojawią się wątpliwości, czy książek – marnej jakości – napisanych przez niego nie ma więcej niż sam podaje. Sam Koontz utrzymuje, że napisał tylko to do czego się przyznał, a reszta nie jest jego. Są jednak osoby, które twierdzą, że na przełomie lat 60. i 70. XX wieku Koontz pod wieloma pseudonimami hurtowo produkował tanie powiastki erotyczne. On się tego wypiera.

Odd Thomas
Odd Thomas to najbardziej rozpoznawalny bohater Koontza/Fot. Anton Yelchin jako Odd

Czytelnikom spodobał się jego styl. Sposób pisania, a co najważniejsze mroczny klimat, który miał w sobie coś z wizyty w zakładzie psychiatrycznym. Miało to mocne podstawy w życiu samego Koontza, który nie mógł powiedzieć, iż miał szczęśliwe dzieciństwo. Ojciec alkoholik nie był typem taty, który kupuje ci czekoladę i zabiera na mecz. Rodziciel Koontza wolał kupić wódę i zamiast na mecz urządzał regularny trening pięściarski z synem w charakterze worka treningowego. Pisarz będzie się później do tego często odnosił i taki też wydźwięk miały jego wczesne książki upstrzone smutnymi wydarzeniami z dzieciństwa tworzonych przez niego bohaterów. Jego postacie były tak dobrze opisane właśnie z powodu tego, że często łączyły je bardzo silne związki z życiem autora. Swoją drogą to wplatanie własnych przeżyć w rzeczywistość literacką wejdzie Koontzowi w krew. Nie ma bowiem problemu, aby wplatać w swoje historie własne poglądy. Przykładem może być to, co myśli o wszelkich programach pomocy dla biednych dzieci, które według niego nie funkcjonują tak jak trzeba, a znaczna część środków przeznaczonych na pomoc gdzieś przepada. Rozpływa się. [g1_quote author_name=”Dean Koontz” author_image=”https://lekturaobowiazkowa.pl/wp-content/uploads/2015/08/dean-koontz-min.jpg” author_description_format=”%link%” source_name=”www.libertarianism.com” source_url=”http://www.libertarianism.com/pop_celebrity/44″ align=”right” size=”s” style=”solid” template=”03″]

To bardzo szlachetne i wspaniałe… w rzeczywistości jest to pole do popisu dla agresywnych dzieciaków, a większość środków znika nie wiadomo gdzie.

[/g1_quote]

 

Na szczęście dla wszystkich Koontzowi udało się uwolnić od demonów przeszłości. Jego twórczość ewoluowała, a on okazał się człowiekiem, który potrafi zrozumieć, że trauma z dzieciństwa nie musi sprawić, iż staniemy się źli, skrzywieni. Koontz uczył się.

Pisać lepiej

Bo choć jego wczesne książki mogą się podobać miłośnikom balansowania między psychologią mordercy, a tanimi horrorami, to kolejne powieści pokazały światu, że ten pan będzie częstym gościem na szczycie listy bestsellerów “New York Timesa”. Koontz w swojej batalii z Kingiem, korespondencyjnej, bo ich walka o rząd dusz toczy się głównie w świadomości fanów obu panów, ma kilka atutów, które sprawiają, iż czytelnicy go uwielbiają. Przede wszystkim jako pisarz jest niezwykle skrupulatny. Dokładnie sprawdza to o czym pisze. Choć nic na to nie wskazywało:

Kiedy byłem w szkole średniej i na studiach nie znosiłem szukania informacji. Zawsze wymyślałem informacje, które niby zdobyłem. Brałem kartkę papieru i cytowałem książki, problem w tym, że one nie istniały. Wymyślałem tytuły, autorów i wszystko inne.

Dodatkowo ma niezwykłą umiejętność budowania bardzo namacalnego świata. O tym jak dobrze mu to wychodzi niech świadczy fakt, że wymyślona przez niego “The Book of Counted Sorrows” wydawała się czytelnikom tak realna, że ci zaczęli pisać do wydawcy tysiące listów z prośbą, aby Dean Koontz wyjawił, co to za książka. Sądzili bowiem, że ona istnieje, bo pisarz opisywał ją z wyjątkową dbałością o szczegóły. W końcu wyjawił wszystkim prawdę:

Nie ma takiej książki. Wymyśliłem ją. […] Czasami jak potrzebuję jakiegoś faktu, który wyjaśni jakiś fragment książki i nie mogę nic znaleźć, piszę własny i umieszczam go w tej wymyślonej książce. Myślałem, że fani ostatecznie zorientują się, że „The Book of Counted Sorrows” to mój wynalazek. Nigdy nie spodziewałem się tego, że sprzedawcy książek i bibliotekarze z całego kraju będą do mnie pisać z prośbą o pomoc w namierzeniu tego rzadkiego i tajemniczego woluminu.

Powyższy cytat przytaczałem przy okazji tekstu o fikcyjnych książkach, do których jak widzicie Koontz dorzucił swoje trzy grosze. Z każdą kolejną książką Koontz sprawiał, że coraz większe rzesze czytelników interesowało się tym, co napisze. Zresztą nie tylko zwykłych czytelników, ale i pisarzy. Syn Franka Herberta, Brian, powiedział w jednym z wywiadów, że przechodził przez fazę czytania wszystkiego, co Koontz w ogóle napisał. Nic dziwnego, bo pisarze wskazują na dwa bardzo ważne rzeczy, których można się nauczyć czytając powieści Koontza. Są to:

Lunapark
Okładka filmu w reżyserii Tobe’a Hoopera
  • Tworzenie postaci,
  • Budowanie napięcia,

Autor “Opiekunów” i “Gromu” ma tę umiejętność świetnie opanowaną, co jak już wiecie związane jest z jego przeżyciami i skupieniem się na psychologii człowieka. Sam pytany o to, które swoje książki uważa za ulubione wskazuje głównie na:

  • Wspominanych “Opiekunów” i  “Grom”,
  • “Zwierciadło zbrodni”,
  • “Intensywność”,
  • “Zabójcę strachu” – który tak mnie zafascynował w liceum.

Jego książki nie mają szczęścia do ekranizacji, ale z jedną z nich wiąże się ciekawa historia. Otóż po tym, jak stworzył rękopis książki “Szepty” zwrócił się do pisarza sam Alfred Hitchcock, który powiedział, że chętnie nakręciłby na jego podstawie film. Niestety reżyser nie mógł znaleźć studia, które chciałoby sfinansować ten projekt, więc wszystko odwlekało się niemiłosiernie. Ostatecznie nic z tego nie wyszło – choć ekranizacja się pojawiła w 1990 roku, ale już nie od Hitchcocka – a sam Koontz przyznał, że być może, gdyby film powstał, to jego kariera szybciej nabrałaby wiatru w żagle.

Kasa misiu, kasa

Pieniądze dają nam wolność. Dean Koontz to wie, a jego sukcesy literackie przekładają się na odpowiednio wysokie gaże. Od wielu lat jest w ścisłej czołówce najlepiej zarabiających pisarzy świata. Za umowy wydawnicze zgarnia miliony dolarów i dzięki temu może oddać się swojemu hobby, jakim jest kolekcjonowanie radioodbiorników z bakelitu – tworzywo sztuczne oparte na żywicy fenolowo-formaldehydowej, prawdopodobnie jedno z pierwszych tworzyw sztucznych produkowanych na dużą skalę. Ma ich w swojej kolekcji kilka, bo jak sam mówi lubi je, podobają mu się i dodatkowo wśród książek wyglądają jak osobliwe rzeźby. Jak na najmniej znanego słynnego pisarza wyjątkowo dba o swój wizerunek. Na przykład, gdy mógł już sobie pozwolić na to, aby odkupić prawa do swoich wczesnych książek, to zrobił to głównie po to, aby już więcej się nie ukazały. Te, które się ponownie ukazały zostały przez niego odpowiednio podrasowane. Biorąc pod uwagę miejsce, w którym się znalazł, to muszę przyznać, że jest naprawdę nieźle jak na chłopca bitego przez ojca pijaka. Gratuluję panie Koontz, a wam polecam jego twórczość, bo to ta sama liga, co King tylko wiele osób o tym zapomina.

Sprawdź:

[g1_button link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/pisarze-w-reklamach/” linking=”default” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#ffffff” background_color=”#dd3333″]Pisarz nie musi być biedny[/g1_button] [g1_button link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/manuskrypt-voynicha-ksiazka-i-wielka-zagadka/” linking=”default” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#ffffff” background_color=”#dd3333″]Najbardziej zagadkowa książka świata[/g1_button]

 

Total
1
Shares
  • Usagi

    A ja go zawsze lubiłam. Na równi z S. Kingiem. Po prostu w pewnym momencie zaczął przelewać dużo religijnych uczuć do swoich książek i po prostu się zniechęciłam. Może przy następnej wizycie w bibliotece znowu dam mu szansę. 🙂

    • Wszystko zależy od “okresu twórczości” 🙂 Choć faktycznie religia może być uciążliwa, ale to już jego maniera. W końcu sam w pewnym momencie życia został katolikiem i to miało na niego spory wpływ.

  • Czyli że warto? W bibliotece zawsze omijam półkę z Koontzem… 😉

    • Warto, ale to też nie oznacza, że każda książka jest świetna. Tak jak napisała w komentarzu poniżej Usagi niektórym może np. przeszkadzać skupienie się na religii, która w pewnym momencie jego kariery zaczęła odgrywać ważną rolę tak, jak wcześniej psychologia i teorie Freuda. Na pewno nie zaszkodzi sprawdzić. Spokojnie możesz sięgnąć po te, które wymieniłem w tekście, a później zobaczysz, czy ci się podoba czy nie 🙂

  • Koontza bardzo lubię, mam za sobą kilka jego pozycji i wciąż mam zamiar czytać nowe, chociaż w ostatnim czasie zawsze jest nam jakoś nie po drodze. 🙂 Właśnie leży u mnie w domu “Fałszywa pamięć”, do której zbierałam się bardzo długo, ale ponoć jest naprawdę dobra. 🙂

  • Drobny off-topic, ale mam tak za każdym razem jak widzę słowo bakelit, a w kontekście tego, że Koontz zbiera radioodbiorniki z bakelitu, wydaje mi się to tym ciekawsze: żona odkrywcy bakelitu, Leo Baekelanda, Barbara Daly Baekeland została zadźgana nożem w we własnym domu przez swojego syna. Oddly enough, istnieje film oparty o te postaci (Barbary i jej syna) – fantastyczne, ale niepokojące “Savage Grace” z Julianne Moore i Eddiem Redmaynem. Pierwszy raz jak oglądałam ten film nie miałam pojęcia o czym jest – ani że jest oparty na prawdziwych wydarzeniach – i ogromnie mną wstrząsnął. Jestem ciekawa, czy Koontz zna tę około-bakelitową, krwawą historię i czy ma jakiś wpływ na jego zainteresowanie tym surowcem 😀

    • Patrząc na fach, którym zarabia na życie oraz fakt, że zbiera te radia zaryzykuję stwierdzenie, że jak najbardziej zna tę historię 🙂

      PS. Nie oglądałem “Savage Grace” – a przynajmniej tak mi się wydaje. Trzeba będzie nadrobić 🙂

      • Nadrób koniecznie. To jeden z tych filmów, które warto znać. Ze mną został na długie lata i pod wieloma względami chyba nigdy go z pamięci nie wyrzucę.

  • Koontza przeczytałam tylko raz, sto lat temu “Drzwi do grudnia”. Pamiętam, że totalnie mi się nie spodobało, a że od wczesnych lat nastoletnich byłam przez Mamę przyuczana do wstąpienia do sekty Kinga to stwierdziłam, że Koontz to taki King dla ubogich duchem.
    Co warto przeczytać, choćby dla sportu? 🙂

    • Te, które wspominam w tekście. Choćby “Grom”, “Opiekunów” czy “Zabójcę strachu” 🙂

      • Zawsze boję się książek, które sam autor uważa za ulubione. Mam jakieś takie zboczenie 😀

  • Kiedyś przeczytałem go na prawdę dużo, ale im późniejsza książka tym mniej mi się podobała. Częściowo dlatego, że zaczął powtarzać swoje pomysły a częściowo dlatego że wykształcił w sobie talent do rozbijania właśnie stworzonego napięcia jakąś niepotrzebną wstawką. Najlepsze książki to chyba “Złe miejsce” i “Odwieczny wróg”.

  • Ryszard Slab

    Koontz ma problem z powtarzalnością pomysłów, to albo celowy zabieg z jego strony, albo pójscie na łatwiznę, ale mnie postać którą nazywam “mordercą z poglądem na cały świat” strasznie irytuje. Miałem kiedyś taką fazę, że czytałem Konntza bez przerwy i trafiłem na 3 książki pod rząd gdzie ta postać występowała, można by wymieszać wątki z tych książek i nic by nie straciły, po tym epizodzie straciłem chęć na Koontza na dobrych parę lat. Z Koontzem mam jeszcze jedną rzecz: książka “Pieczara gromów”, która jest moim zdaniem najbardziej przerażającą książką jaką czytałem, atmosfera strachu jest tam tak mocna jak w żadnej innej powieści, ale jednocześnie koniec to najbardziej kuriozalne zakończenie w historii literatury. Pamiętam, że zacząłem czytać tą książkę jakoś wieczorem i nie mogłem się oderwać prawie do rana i gdy doszedłem do rozwiązania całej zagadki to naprawdę opadła mi szczęka z wrażenia jak mocno można spartolić TAKĄ ksiązkę….