Przyzwyczajenia, obsesje i dziwactwa pisarzy, czyli wszyscy jesteśmy dziwakami

Jeden z moich ulubionych cytatów mówi, że: każdy przy bliższym poznaniu jest dziwny. To prawda, sama prawda, a nawet czasami gówno prawda. Nie wiem, kto jest autorem tego cytatu. To znaczy, kiedyś wiedziałem, ale moja pamięć od jakiegoś czasu przypomina ser szwajcarski. Abstrahując jednak od mojej kondycji umysłowej przytaczany cytat jest dziełem pisarza. Wykiełkował w umyśle dziwnej bestii. Bo pisarze to dziwacy. I to tacy konkretni. Ich dziwactwa nie polegają na tym, że zamiast Pepsi piją Coca-Colę. Nie, mówimy tu o konkretnych przegięciach. Totalnym wypaczeniu pojęcia normalność.

Kiedy pisałem tekst o pisarzach uzależnionych od narkotyków obiecałem sobie, że napiszę i taki, w którym opiszę dziwne przyzwyczajenia ludzi pióra. A że jestem człowiekiem danego słowa, to nie było wyjścia. Trzeba było usiąść do pisania.

Waga lekka

Zacznijmy od czegoś lekkiego. W sumie to nie będą nawet dziwactwa, a przyzwyczajenia, upodobania w skrajnym wypadku wpadające w obsesję. Normalka.

  • Henry Miller – autor m.in. “Zwrotnika Raka” był chyba jednym z największych orędowników teorii, że czeka nas inwazja kosmitów. Miller, który napisał jedną z klasycznych książek erotycznych, zakazaną w USA i przy okazji wierzył, że kosmici przylecą na Ziemię. Mało tego, podobno sam doświadczył ich obecności.
  • Victor Hugo – oprócz tego, że Hugo lubił haszysz, to lubił też rysować. Coś, co na początku było po prostu hobby z czasem przerodziło się w jego główne zajęcie. Okazało się, że pisarz ma talent i do tego. Jego rysunki są naprawdę udane, a sam Eugène Delacroix powiedział kiedyś, że gdyby Hugo zamiast pisaniem zajął się malarstwem, to spokojnie zdeklasowałby swoich rywali. Jednak rysowanie nie było jedynym jego przyzwyczajeniem. Często zaczynał pisać dopiero wtedy, gdy był nagi. Wynikało to z tego, że gdy był ubrany pokusa wyjścia z domu była zbyt silna, więc prosił służącego, aby zabierał od niego rzeczy, a on w stroju Adama siadał i nie miał wyjścia, musiał pisać.
  • Vladimir Nabokov – ganiał motyle. Naprawdę, tak po prostu biegał za motylami. A później dziwić się, że napisał “Lolitę”… Lubił też melasę.
    Edgar Allan Poe
    Święta trójca
  • Edgar Allan Poepisał z kotem siedzącym na ramieniu. Nigdy nie miałem kota, ale podobno gdy kot pojawia się w domu, to on staje się jego właścicielem, a człowiek jego sługą i miejscem do wspinaczki. Mam pewną teorię, że to kot napisał “Kruka” i inne dzieła, pod którymi podpisał się Poe. Był sprytny, bo kto by uwierzył, że wszystko napisał kot…
  • Lew Tołstoj – gigant rosyjskiej literatury robił się niespokojny, kiedy nie mógł oddać się aktywności fizycznej. Przynajmniej raz dziennie musiał wyjść na spacer. Jeżeli nie udało mu się opuścić domu robił się bardzo nieprzyjemny i miał problemy z zaśnięciem. Ciekawe, czy biegał? Teraz wszyscy biegają, nawet ci, którzy nie biegają.
  • Truman Capote – o nim też będzie później, ale najpierw spójrzmy na to, czego wymagał do pisania. Sam nazywał się “pisarzem horyzontalnym” i ma to sporo sensu, gdy weźmiemy pod uwagę, że do pisania potrzebował: kawy (ewentualnie brandy lub whiskey), papierosów oraz sofy. Ta ostatnia była mu potrzebna do leżenia. Swoje najlepsze książki napisał w pozycji horyzontalnej. Jak mówił w ten sposób był najbardziej produktywny. Co zrozumiałe nie korzystał z maszyn do pisania. Nie lubił ich.
  • Henrik Ibsen – pisał tylko wtedy, gdy w pobliżu był jego skorpion. Żywy oczywiście.
  • Jack London – pisał zawsze 1000 słów dziennie nigdy więcej, nigdy mniej. Zawsze 1000.
  • William Golding, Norman Mailer i Arthur Conan Doyle – oni byli lepsi. Podobno pisali 3000 słów dziennie.
  • Agatha Christie – zawsze jadła jabłka, jak w wannie obmyślała sposoby na morderstwa, które później opisywała w książkach.
    Agatha Christie
    Ta miła pani zamordowała sporo ludzi/Fot. Domena publiczna
  • Alexandre Dumas – był estetą. Całe swoje życie używał konkretnego koloru tuszu do konkretnych rodzajów swojej twórczości. I tak: powieści pisał na niebiesko, poezję na żółto, a artykuły na różowo. Wszystko na jednym rodzaju papieru, który miał niebieski odcień.
  • John Steinbeck – szkice swoich tekstów pisał zawsze ołówkiem. Dlatego pod ręką miał 12 dobrze naostrzonych ołówków. Ściskał je przy tym z taką siłą, że robiły mu się nagniotki, dlatego jego asystent starała się dbać o to, aby ołówki dla mistrza były okrągłe, a nie sześciokątne.

Od nich należy oddzielić miłośników kawy. Myli się jednak ten, który myśli, że oni tak normalnie lubili kawę. Pisarze nic nie robią normalnie.

  • Honore de Balzac – uwielbiał kawę. Tam uwielbiał. Zamiast krwi miał kawę. Balzac wypijał ok. 50 filiżanek kawy dziennie. Jego serce musiało trzepotać jak ruski wentylator. Pił ją, bo jak sam mówił, kiedy ta trafiała do jego żołądka pomysły same zaczynały napływać do głowy. Porównał to do batalionu wojsk, który maszeruje przez całe jego ciało. Kawa była jego sprzymierzeńcem, który ostatecznie miał go zabić, a przynajmniej taka jest jedna z teorii, bo miał umrzeć z powodu wrzodów i zatrucia kofeiną, która na wrzody na pewno nie pomagała.
  • Søren Kierkegaard – tu mówimy o konkretnym rytuale picia kawy. Przepis wyglądał tak: bierzecie pustą filiżankę, wrzucacie kostki cukru tak długo aż wypełnią całe naczynie. Następnie zalewacie je bardzo mocną, czarną kawą. Jednak robicie to powoli, kawa musi stopniowo rozpuszczać cukier. Jeżeli myślicie, że teraz będziecie się nie delektować to przykro mi, ale nie. Wypijacie wszystko za jednym zamachem.
  • Jonathan Swift – nie przesadzał z kawą, ale przynajmniej jedną w tygodniu wypijał, kiedy pisał. Musiał ją wypić. Poprawiała mu humor, uznawał ją wręcz za niezbędny do życia składnik.
  • Wolter – kolejny autor, który kąpał się w kawie. Nie był hardkorem pokroju Balzaca, ale było blisko. Wypijał od 30 do 40 filiżanek kawy, a jako dodatek dorzucał czekoladę. Jak się bawić, to się bawić.

Miłośnikami kawy byli również: Gertrude Stein, Benjamin Franklin, Jean Jacques Rousseau, Johann Wolfgang von Goethe – pewnie przedawkował, kiedy pisał “Cierpienia Młodego Wertera”. Co w takim razie z herbatą? Tu też znajdziemy kilka ciekawych przykładów.

Fiodor Dostojewski
Zbrodnia, kara i herbata/Fot. Domena publiczna
  • Simone de Beauvoir – dzień zaczynała od filiżanki herbaty. To był jej stały rytuał, którego trzymała się z iście zegarmistrzowską precyzją. Nie śpieszyła się. Delektowała się smakiem, przygotowując umysł do pracy.
  • Fiodor Dostojewski – kolejny rosyjski mistrz miał tak naprawdę trzy miłości: pisanie, hazard i właśnie herbatę. To ostatnie kochał do tego stopnia, że mawiał, iż świat może iść w diabły, ale on zawsze ma swoją herbatę.
  •  C. S. Lewis – nie było dla niego ani za długiej książki, ani za dużej filiżanki herbaty.

Skoro wagę lekką mamy za sobą, to czas wytoczyć ciężkie działa. Rzeczy dziwne, dla niektórych straszne, ale to właśnie one czynią nas tym czym jesteśmy. Bez zbędnych wstępów napiszę tylko, ze będzie się działo.

Waga ciężka

  • Karol Dickens – wymienianie klasycznych powieści, które napisał mija się z celem, bo chyba wszyscy znają Dickensa. Czytanie “Klubu Pickwicka” czy “Olivera Twista” nie będzie już jednak takie same, gdy dowiecie się, że pisarz miał słabość do trupów. Konkretniej do kostnic. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale potrafił całe dnie spędzać w kostnicy patrząc na zwłoki. Przyglądał się ich sekcjom oraz obserwował jak są przygotowywane do pochówku. Podobno fascynowało go to, co zakazane.
    Karol Dickens
    Ciekawe, czy pozując do zdjęcia Dickens myślał o kostnicy/Fot. Domena publiczna
  • Friedrich Von Schiller – gdybyście zapytali mnie, czy mam rytuały związane z pisaniem, to pewnie coś się znajdzie, ale moje przyzwyczajenia to małe miki w porównaniu z Schillerem. Friedrich pisał sporo, pisał świetnie, ale nie mógł zacząć tego robić bez jednej rzeczy. Gnijących jabłek w szufladzie jego biurka. Zapytacie: Frierdrichu, po co ci te jabłka? Odpowiedź jest prosta, uwielbiał ich zapach, gdy gniły, więc nim zaczął pisać otwierał szufladę, zaciągał się i już był gotowy przelewać myśli na papier. Jabłka rozkładając się wytwarzają metan, gaz w stężeniu takim jak w biurku Schillera nie był niebezpieczny, ale jego wdychanie mogło powodować lekki ból głowy, ale i dostarczać pewnej przyjemności.
  • James Joyce – cóż, tu nie wiem, co mam myśleć, ale sprawa w jego wypadku wygląda tak, że bardzo lubił bąki. I nie chodzi mi o te małe latające i bzyczące. Jego przyszła żona, Nora, otrzymała od niego setki listów, w których pisarz opisywał, co chciałby z nią zrobić, w jakich układach, kiedy i gdzie. Jednak jedna rzecz z tych listów rzuca się w oczy szczególnie. Bardzo często wspominał o pierdzeniu. Twierdził wręcz, że jest w stanie rozpoznać, kiedy to Nora jest sprawcą zepsucia powietrza. Podobno był w stanie to stwierdzić nawet, gdyby siedziała w pokoju pełnym innych kobiet. On zawsze wiedział, jaki aromat wydziela jego żona. Romantyk. Dodatkowo pisał leżąc na brzuchu.
  • T.S. Eliot – uwielbiał tworzyć, gdy był przeziębiony. Nie wiem, czy wynikało to z tego, że miał wtedy święty spokój, czy po prostu lubił pisać, gdy miał gorączkę i leciało mu z nosa.
  • Lord Byron – prosta zasada. Jak miał pisać, to przed pisaniem musiał uprawiać seks. Bez różnicy czy z kobietą, czy z mężczyzną. Jeżeli jest prawdą to, co o nim przeczytałem, to jednego roku w Wenecji przespał się z 250 kobietami i mężczyznami, a dodatkowo na pamiątkę od każdego z nich zabrał kosmyk włosów łonowych. Każdy trafił do osobnej koperty, na której znajdowało się imię właściciela.
  • Colette – pisała tylko wtedy, gdy odbyła sesję łapania pcheł swojego psa. Nie mam pytań.
  • Truman Capote – wspominałem, że jeszcze o nim napiszę. Oprócz tego, że Capote był “pisarzem horyzontalnym” był też człowiekiem, który nie był w stanie niczego skończyć ani zacząć w piątek. W ten dzień tygodnia był bezproduktywny. Choć możemy też uznać, że po prosto celebrował #piąteczek jak mało kto. Dodatkowo był niezwykle przesądny np. potrafił zmienić pokój hotelowy, jeżeli w numerze telefonu pojawiała się cyfra 13.
  • Vachel Lindsay – to prawdziwy Detektyw Monk wśród pisarzy i poetów. Lindsay wiele słyszał o tym, jak czystość chroni przed chorobami i bardzo wziął sobie te informacje do serca. Do tego stopnia, że popadł w obsesję na punkcie czystości. Do tego stopnia, że wierzył na przykład, iż jego żona specjalnie śpi z innymi mężczyznami, aby przekazać mu choroby weneryczne. Popełnił samobójstwo za pomocą środka do czyszczenia. Kiedy wypił krzyknął tylko, że one chciały go dopaść, ale on dopadł je pierwszy.

To wszystko nie wyczerpuje tematu, do którego jeszcze kiedyś wrócę, bo to pasjonujące jak słynni pisarze podchodzą do samego procesu tworzenia i co się z nim wiąże. Lecę się ubrać, bo co będę nago przed komputerem siedzieć.

 

  • Zastanawiam się nad rodzajem tej kawy, którą wówczas pito. Czy była silniejsza czy słabsza od dzisiejszej? Poza tym częściowo plotki o pisarzach znamy od ich znajomych i krewnych, którzy czasami lubili przesadzać, więc z 5 mogło się nagle zrobić 50 filiżanek i historia nie zauważyła ;).

    • Akurat przy okazji Balzaca sprawa wydaje się być jasna, bo jego upodobanie do kawy było opisywane wielokrotnie i nie tylko na podstawie plotek etc. Sam się do tego przyznawał. Mało tego, legendarna była jego “kultura pracy” – zdarzało mu się pracować bez przerwy przez kilkadziesiąt godzin. A co do kawy, to czytałem, że te kilkadziesiąt filiżanek byłoby mniej więcej równoważne 12 kawom takie jak pijemy teraz. Dodatkowo ta ilość wcale by go nie zabiła, bo trzeba pamiętać, że organizm uodparnia się na kofeinę, zresztą jak na wszystko, więc tak, to prawdopodobne, że tyle pijał 🙂

      • To jest w ogóle fascynujące, że Balzak i jego zwyczaje pisarskie tak przeszły do legendy: zapewne i jemu trochę na tym zależało, taki dziewiętnastowieczny PR (bo przecież i te kawy, i szlafrok, i pisanie na stojąco, i praca godzinami — dużo tych “osobliwości”) ;).

  • Tak się narzeka na muzyków rockowych, a przecież pisarze mieli wcale nie gorsze ekscesy 🙂
    Ja bym dorzuciła parę przykładów z naszego podwórka:
    Taki Adam Mickiewicz dla przykładu został wkręcony do sekty Towiańskiego, za co bodajże w “Kordianie” skrytykował go za to, po czym sam… wstąpił do tej samej sekty.
    Albo Witkacy, który na swoich obrazach malował znaczki, które symbolizował, jakie używki brał podczas tworzenia.
    O Bruno Schulzu można by napisać wręcz osobny artykuł, bo jego grafiki nie raz wzbudzały niemałe skandale.
    Na razie nic mi więcej nie przychodzi do głowy, ale i tak czasem odnoszę wrażenie, że aby być artystą, nie wolno być zupełnie normalnym.

    Chociaż i tak w kwestii dziwactw to najbardziej lubię czytać o Dicku. On to miał dopiero niezwykłe życie. No i smutne w zasadzie.

    • Polskich pisarzy będę musiał potraktować osobnym tekstem i w sumie mam kilka tematów z nimi związanych, o których chcę napisać 🙂

  • Cały stos niepotrzebnych do życia ciekawostek – uwielbiam *___*
    Mi się jeszcze przypomina Kant, którego co do minuty uporządkowanym życiem nastawiano w Kaliningradzie zegarki.

  • <3