John Carter
Szkoda, że ERB nie zobaczył "Johna Cartera"/Fot. Disney

Edgar Rice Burroughs – prawdziwy bóg pulp fiction

Czym byłaby popkultura bez ojca Tarzana i Johna Cartera? To pytanie jest dość naiwne i tak naprawdę nie ma nie odpowiedzi, bo kto mógłby to wiedzieć. Faktem jednak jest to, że Edgar Rice Burroughs to jedna z najważniejszych postaci dla wielu twórców, którzy narodzili się po nim. Inspirował i nadal inspiruje kolejne pokolenia bez względu na to, że pierwszą powieść wydał ponad sto lat temu.

Pulp fiction

Nie będzie odkryciem, jak napiszę o tym, że Edgar Rice Burroughs to dla mnie pisarz ważny. Tak samo jak Robert E. Howard i jego historie o Conanie, tak i Burroughs ze swoimi opowieściami o Tarzanie stanowią kamień milowy mojej popkulturowej edukacji. Mając w pamięci to, ile razy obejrzałem “Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp” cieszyłem się, że Hollywood przypomniało sobie o Johnie Carterze. Niestety moja radość trwała krótko. Film reżyserowany przez złote dziecko Disneya, czyli Andrew Stantona, rozbił się na murze oczekiwań i zaliczył spektakularną klapę. Dlatego postanowiłem oddać mu trochę przestrzeni na blogu, aby ci, którzy wspominają “Johna Cartera” jak jedno ze swoich najgorszych wspomnień dowiedzieli się, kim był Edgar Rice Burroughs.

Chciałbym spotkać i zacisnąć swoje ręce na szyi człowieka, który powiedział, że bieda uszlachetnia. W biedzie nie ma nic szlachetnego. – Edgar Rice Burroughs

Bo to, że był pisarzem wiecie. Urodził się w Chicago, ale równie ważny jak Wietrzne Miasto był stan Idaho, w którym na początku swojego dorosłego życia mieszkał i pracował. Burroughs nie potrafił zagrzać miejsca w jednej pracy. Jak sam przyznawał każda jego próba rozkręcenia jakiegoś biznesu kończyła się fiaskiem. Kiedy nie pracował miał sporo wolnego czasu. Nie było wtedy Facebooka czy gier online o dojeniu pingwinów. Były za to tzw. pulp magazines, czyli tanie publikacje prasowe, w których dominowały treści dla mas głównie z gatunku kryminału i fantastyki. Nie dość, że podły był papier, na którym je drukowano – stąd wzięła się z zresztą nazwa, czyli od pulpy papierowej – i podłe było pisarstwo. Nie przeszkadzało to jednak samym czytelnikom, którzy tolerancję na chłam mieli na bardzo wysokim poziomie. Powstawały nowe pisma, kolejni pisarze zapuszczali się tam, gdzie żaden poważny autor nie odważył się zapuścić. To sprawiło, że Burroughs doszedł do pewnego ważnego wniosku, który sprawił, iż został tym, kim został:

Jeżeli ktoś płaci ludziom za pisanie takiego gówna, jak to, które przeczytałem w niektórych magazynach, to i ja mogę takie coś pisać. Prawdę mówiąc pomimo tego, że nigdy nie napisałem żadnego opowiadania byłem absolutnie pewien, że potrafię napisać takie, które będzie lepsze od wielu, jakie miałem okazję przeczytać w tych magazynach.

Jego początki jako pisarza były naznaczone desperacją, bo po wielu porażkach sytuacja finansowa rodziny jaką założył była tragiczna. Ciągle bez pracy musiał zastawić biżuterię swojej żony i własny zegarek tylko po to, aby kupić jedzenie. Wiedział czym jest ubóstwo, więc postanowił spróbować. Zabrał się za pierwsze opowiadanie i wysłał jego pierwszą połowę do Thomasa Newella Metcalfa, który był redaktorem w magazynie “The All-Story”. Metcalf odpisał, że to, co dostał od początkującego pisarza bardzo mu się podobała i jak druga połowa jest tak samo dobra, to chętnie zapłaci za możliwość wykorzystania całości na łamach czasopisma. Jak możecie się domyślić druga część też mu się podobała choć sam Metcalf ostatecznie zmienił tytuł z oryginalnego “Dejah Thoris, Princess of Mars” na “Under the Moons of Mars”. Burroughs nie miał z tym większych problemów, bo najważniejsze było to, że dostał swój pierwszy czek za to, co napisał. Na całe 400 dolarów.

Greystoke - legenda Tarzana
Jeżeli macie obejrzeć tylko jeden film z Tarzanem, to niech będzie to właśnie ten/Fot. kadr z filmu “Greystoke”

To dopiero początek

Ten pierwszy sukces nie sprawił, że przyszły pisarz rzucił wszystko i zabrał się tylko za pisanie. Postąpił rozsądniej. Zamiast decydować się na jeszcze niepewny los i profesję, znalazł regularną pracę i w wolnych chwilach pisał. Efektem tego były coraz lepsze stawki, które dostawał za swoje teksty. Może to będzie zaskakujące, ale pierwsza historia o Tarzanie “Tarzan wśród małp” została odrzucona przez praktycznie każde wydawnictwo, które mogłoby się taką literaturą zainteresować – jest to problem znany wielu pisarzom. Burroughs nie poddał się jednak i ostatecznie w 1914 roku ukazała się wersja książkowa historii, która wcześniej ukazywała się w odcinkach. Jej wydanie okazało się dobrym ruchem, który sprawił, że liczba fanów pisarza rosła, a oni sami po przeczytaniu Tarzana domagali się kolejnej książki. W ten sposób wszystko stało się jasne. Edgar Rice Burroughs znalazł zajęcie, które dawało mu i satysfakcję, i wystarczające pieniądze na utrzymanie rodziny. I to pieniądze godziwe, bo w ciągu dwóch lat stał się wyjątkowo gorącym nazwiskiem wśród amerykańskich literatów.

Wraz z komercyjnym sukcesem pojawił się też pewien problem. Choć pod względem pozostawionego dziedzictwa mówimy o autorze znaczącym, to niestety przez środowisko tzw. “poważnej literatury” był uważany za zło konieczne. Zresztą nie tylko on. W zasadzie każdy pisarz, który pisał dla pieniędzy historie o żołnierzach w kosmosie czy inwazji zmutowanego zielonego groszku na naszą planetę wrzucany był do worka literackiej abominacji. Hemingway czy Fitzgerald to prawdziwe tuzy, a taki Burroughs ze swoimi Tarzanami i Carterami może im co najwyżej buty czyścić. Podobno sam zainteresowany akceptował swój status i często o tym wspominał, gdy ktoś pytał go o stosunek do własnej twórczości. W jednym z wywiadów stwierdził wręcz, że:

Nigdy nie traktowałem swojej twórczości jako literatury.

Ciekawe stanowisko, dlatego tym samym dochodzimy do momentu, w którym wypada napisać, co sprawia, że człowiek, który tak naprawdę nie wymyślił nic przełomowego i wręcz uważał, że jego twórczość nie jest wartościowa stał się ikoną. Bo Edgar Rice Burroughs nie powinien być postrzegany jako pisarz, który nagle w swoich książkach prezentował rzeczy, których wcześniej nie było. Jego siła i talent tkwił w zupełnie czymś innym. Pod względem tego jak zręcznie opowiadał historie był podobny do wspominanego już Roberta E. Howarda. Jego kolega po fachu choć nie był pisarzem wybitnie utalentowanym, który potrafi posługiwać się słowem tak sprawnie, jak Conan mieczem, to miał dar snucia opowieści. Dar, który często jest ważniejszy od najlepszego warsztatu. Z Burroughsem było podobnie. Brał elementy stworzone przez innych pisarzy, te o których czytał, gdy zastanawiał się, co ma dalej ze sobą zrobić i tworzył nową jakość. Robił to tak dobrze, że spokojnie możemy uznać, iż odniósł największy sukces spośród pisarzy ery pulp fiction w USA.

Tyle razy wspominany przeze mnie sukces nie był dziełem przypadku. Burroughs bardzo dobrze rozumiał, co czytelnik pulpowego magazynu chce przeczytać. Nawet jak zostawimy te tanie magazyny z boku i skupimy się tylko na powieściach, to i tak on to po prostu wiedział. Estetyka jego powieści, sposób prowadzenia narracji, jej tempo i bohaterowie były uszyte na miarę oczekiwań czytelnika. Faktem jest, że najczęściej wszystko sprowadzało się do tego, że mieliśmy dobrze urodzonego mężczyznę, który ruszał na pomoc kobiecie w opresji, która później się w nim zakochiwała. Niby standard, ale patrząc na wyniki jakie udawało mu się osiągnąć to była dobra droga. Pisał to, co chciał, ale robił to tak, aby czytający miał z tego czystą przyjemność. Mawiał wręcz, że rozrywka i przyjemność to coś, co napędza fikcję. Stworzył zasady jakimi kierowali się jego następcy. To właśnie Burroughs wylał fundamenty w pewnym sensie pod to, co później będzie miało wpływ na kino nowej przygody. Ten element jest niezwykle ważny, bo jego twórczość pod koniec lat 40. XX wieku odeszła nieco w cień. Kultura popularna zmieniała się, a przejawem tej zmiany była ewolucja estetyki, którą można uznać za akceptowalną przez już nie tylko czytelnika, a przede wszystkim widza.

Odnaleziony na nowo

Edgar Rice Burroughs
Okładka amerykańskiego wydania “Księżniczki Marsa”

I tu dochodzimy do spektakularnego powrotu, który zaliczyła twórczość Burroughsa dwadzieścia lat po tym chwilowym zapomnieniu. W kulturze przychodzi taki moment, że dorastają kolejne pokolenia twórców, którzy nieco na przekór trendom sięgają po dzieła jeszcze jakiś czas temu uważane za szczyt obciachu. Kiedy George Lucas pisał scenariusz do “Gwiezdnych Wojen”, czyli sagi, która łączy w sobie wiele elementów kultury popularnej i w końcu sama stała się inspiracją, w pewnym stopniu inspirował się właśnie prozą ojca Johna Cartera. Patrząc na starą trylogię nie można nie zwrócić uwagi na to, że ma w sobie ten pulpowy sznyt, który często podnoszony jest przez krytyków sagi jako dowód na to, że filmy Lucasa są tandetne. W pewnym sensie na pewno. Nie będę przecież udawać, że należy na nie patrzeć tylko przez pryzmat dzieła, które powala swoim artyzmem. Nie możemy jednak zapominać, że to właśnie Edgar Rice Burroughs jest ojcem tej pulpowej estetyki, która później przewijała się choćby w “Strażnikach Galaktyki” Jamesa Gunna – swoją drogą reżysera bardzo podobnego w sposobie pojmowania popkultury do ERB czy Lucasa.

Bo Burroughs wychodził z założenia, że historie są wokół nas. Wystarczy po nie sięgnąć. Zresztą nie tylko na tym kończy się jego wpływ. Jeżeli myślicie, że to Walt Disney czy później George Lucas stali się synonimem zarabiania na swojej twórczości to jesteście w błędzie. Okazało się, że choć przed laty nie był wprawnym biznesmenem, to z czasem nauczył się dbać o swoje interesy. Pieniądze z kolejnych powieści inwestował, założył własną firmę i sprawnie zarządzał prawami do tego, co stworzył. Postać Tarzana, która stała się motorem napędowym dla jego kariery zyskała taką popularność, że należało pomyśleć jak jeszcze można na niej zarobić. I ERB go wymyślił. Stał się multimedialny przenosząc monetyzację swojego pomysłu na zupełnie inny poziom.

  • Zaklepał licencje na statuetki z Tarzanem,
  • Pojawił się chleb z Tarzanem,
  • Lody z Tarzanem,
  • Guma balonowa,
  • Stroje do pływania,
  • Puzzle.

To co aktualnie jest normą w przypadku popularnych marek wtedy było prawdziwym novum, a Edgar Rice Burroughs był ojcem nowoczesnego myślenia i marketingu. Nie wiem, czy umierając miał sobie coś do zarzucenia, czy czegoś żałował. Być może mimo powtarzania, że jest pogodzony ze swoją rolą w rzeczywistości bardzo chciał wydostać się ze świata pulp fiction. Świata, który go wykarmił, ale nie zrobił tego za darmo, bo łatka została przypięta, a on nigdy nie został uznany za równego “pisarzom poważnym”. Jeżeli mnie teraz słyszy, to chciałem mu z miejsca powiedzieć, że nie ma czego żałować. W pewnym sensie stał się wielkim pisarzem, a jego wpływ na popkulturę jest ogromny. Co z tego, że nigdy nie napisał czegoś na miarę “Starego człowieka i morza” czy “Wielkiego Gatsby’ego”. Estetyka w jakiej się poruszał może nie każdemu się podoba, ale trzeba oddać to, że to on był jej mistrzem. I niech tak zostanie, bo Tarzana i Johna Cartera nikt mu nie odbierze. Nawet Disney.

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Komiksy dla dzieci
Komiksy dla dzieci, czyli co kupić młodemu czytelnikowi