Tyrion Lannister z "Gry o Tron"
Materiały prasowe HBO

Jeden akapit, a tyle radości

Fani “Gry o Tron” czekają. Czekają po pierwsze na kolejny sezon serialu, a po drugie na “Wichry Zimy”. O tym jak duży jest hype związany z premierą nich świadczy fakt, że gdy tylko pojawią się jakieś nawet szczątkowe informacje fani rzucają się na nie jak na promocję w supermarkecie. Komentują później każdy element znalezionego dobra. Deliberują, kto zginie, jak potoczą się losy tych, którzy pewnie przeżyją. Kombinują, a przy okazji czekają. Ja też czekam i bez bicia przyznaję się, że nie spodziewałem się po sobie aż takiego zaangażowania w to, co dzieje się w temacie sagi. Na początku lutego postarałem się zebrać informacje na temat tego, kiedy będzie premiera “Wichrów Zimy”. Trafiłem w punkt, bo od startu bloga to najczęściej czytana notka. Owszem biorę pod uwagę fakt, że duże znaczenie ma pozycja w Google, ale to zostawmy na inny tekst. Tematem tego wpisu jest to, że już dawno nie widziałem sytuacji, aby jeden opublikowany akapit wzbudzał tak duże emocje. Chodzi o tekst, który jest krótkim fragmentem z rozdziału jaki znajdzie się w “Wichrach Zimy”. Wrzucam w oryginale, bo marny ze mnie tłumacz literatury, a przy okazji ostrzegam przed czytaniem dalej z powodu na SPOILERY!

Somewhere off in the far distance, a dying man was screaming for his mother. “To horse!” a man was yelling in Ghiscari, in the next camp to the north of the Second Sons. “To horse! To horse!” High and shrill, his voice carried a long way in the morning air, far beyond his own encampment. Tyrion knew just enough Ghiscari to understand the words, but the fear in his voice would have been plain in any tongue. I know how he feels.

George Martin i jego wydawnictwo świetnie opanowali sztukę wzbudzania coraz większego zainteresowania ze strony fanów. “Gra o Tron” przestała być tylko powieścią fantasy – swoją drogą wbrew mojemu zainteresowaniu uważam ją za średniej jakości przedstawicielkę gatunku – a stała się czymś więcej. Sprawny marketing sprawił, że odbiorcy nie zaczytujący się na co dzień w fantasy czekają na to, co stanie się z bohaterami stworzonymi przez Martina. To z kolei zaczyna przypominać oglądanie brazylijskiego serialu. Ekscytujemy się wydarzeniami, które bardzo często są tylko perfidną próbą manipulacji na zaślepionym czytelniku. Temat bezwzględności pisarza wobec bohaterów tak szeroko komentowany w sieci czy rozmowach przy piwie, to tak naprawdę zasłona dymna dla dłużyzn. Wspominam o tym, bo dałem się wciągnąć w marketingową maszynkę i co najlepsze w tym wszystkim jest mi z tym po prostu dobrze.

Choć zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś mnie wodzi za nos, to w rzeczywistości daję się mu wodzić i proszę o jeszcze. Gwarantuję każdemu, że przeczytam “Wichry Zimy” z wypiekami na twarzy i nawet jak będą kompletnie bez sensu to uśmiechnę się w momencie, gdy Martin postanowi wyrżnąć połowę postaci. Ba, ja tylko na to czekam, a tylko przy okazji dowiem się, co dalej. Najbardziej interesuje mnie śmiertelna wyliczanka. Nie wiem, czy obraziłbym się gdyby w ostatniej książce Martin stwierdził, że tak jak prorokują niektóre internetowe memy zginą dosłownie wszyscy. Z tego powodu przeklinam konieczność samego czekania i domyślania, kiedy w końcu będzie można przeczytać coś więcej niż ten jeden krótki akapit. Z drugiej strony to chyba na tym polega zabawa? Na tym, by czekać i cieszyć się drobnostkami przybliżającymi nas do zaspokojenia potrzeby jaką w tym wypadku jest obstawianie, kto i kiedy pożegna się z tym padołem łez.

Martin pod koniec marca udostępnił znacznie dłuższy fragment:

She woke with a gasp, not knowing who she was, or where.

The smell of blood was heavy in her nostrils… or was that her nightmare, lingering? She had dreamed of wolves again, of running through some dark pine forest with a great pack at her hells, hard on the scent of prey.

Half-light filled the room, grey and gloomy. Shivering, she sat up in bed and ran a hand across her scalp. Stubble bristled against her palm. I need to shave before Izembaro sees. Mercy, I’m Mercy, and tonight I’ll be raped and murdered. Her true name was Mercedene, but Mercy was all anyone ever called her…

Except in dreams. She took a breath to quiet the howling in her heart, trying to remember more of what she’d dreamt, but most of it had gone already. There had been blood in it, though, and a full moon overhead, and a tree that watched her as she ran.

She had fastened the shutters back so the morning sun might wake her. But there was no sun outside the window of Mercy’s little room, only a wall of shifting grey fog. The air had grown chilly… and a good thing, else she might have slept all day. It would be just like Mercy to sleep through her own rape.

Gooseprickles covered her legs. Her coverlet had twisted around her like a snake. She unwound it, threw the blanket to the bare plank floor and padded naked to the window. Braavos was lost in fog. She could see the green water of the little canal below, the cobbled stone street that ran beneath her building, two arches of the mossy bridge… but the far end of the bridge vanished in greyness, and of the buildings across the canal only a few vague lights remained. She heard a soft splash as a serpent boat emerged beneath the bridge’s central arch. “What hour?” Mercy called down to the man who stood by the snake’s uplifted tail, pushing her onward with his pole.

The waterman gazed up, searching for the voice. “Four, by the Titan’s roar.” His words echoed hollowly off the swirling green waters and the walls of unseen buildings.

She was not late, not yet, but she should not dawdle. Mercy was a happy soul and a hard worker, but seldom timely. That would not serve tonight. The envoy from Westeros was expected at the Gate this evening, and Izembaro would be in no mood to hear excuses, even if she served them up with a sweet smile.

She had filled her basin from the canal last night before she went to sleep, preferring the brackish water to the slimy green rainwater stewing in the cistern out back. Dipping a rough cloth, she washed herself head to heel, standing on one leg at a time to scrub her calloused feet. After that she found her razor. A bare scalp helped the wigs fit better, Izembaro claimed.

Więcej przeczytacie w tym miejscu.

 

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Najlepsze książki fantasy – Część 1″ url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/najlepsze-sagi-fantasy-cz-1/” target=”_self” nofollow=”false”]

 

 

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
Outcast
Seriale, o których musisz pamiętać po Comic-Con 2015