Rzeczy, których być może nie wiecie o George’u R. R. Martinie

George R. R. Martin może być najwolniej kończącym swoje książki pisarzem w historii. Może, bo czemu nie. Za to na pewno jest pisarzem interesującym. Biorąc pod uwagę to, co przez lata udało mu się osiągnąć zaryzykuję stwierdzenie, że jest aktualnie w ekstralidze pisarzy. Autorów, których dzieła wyjątkowo rezonują z wyobraźnią czytelników. Można się oczywiście kłócić, czy to literatura dobra, poprawna, a nawet według niektórych momentami mimo wszystko kiepska, ale to rozważania na inną okazję. Oczywiście w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o tym, że boom na Martina to przede wszystkim zasługa serialu HBO. “Gra o tron” przestała zresztą być “tylko” serialem. Stała się kulturowym fenomenem, a na premierę kolejnego sezonu czekają z wypiekami na twarzy miliony widzów na całym świecie.

Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Tolkiena czy później króla horroru, czyli Stephena Kinga, uznałem, że przyszedł najwyższy czas na to, aby zaprezentować kilka faktów z życia George’a R. R. Martina. Być może niektórych nie znaliście. Być może niektóre znacie. Zobaczymy.

Drugie R

Jeżeli nie możecie spać z powodu tego, że nie wiecie o co chodzi z drugim R w przypadku Martina, to sprawa jest bardzo prosta. Showbiznes rządzi się swoimi prawami. Martin z początku publikował po prostu jako George Martin. Pojawił się tylko jeden problem. Był często mylony z producentem stojącym za sukcesem zespołu The Beatles – Georgem Henrym Martinem. Myślał co z tym fantem zrobić i w końcu wymyślił. Zdecydował, że lepiej będzie dla jego kariery, jak zacznie podpisywać swoje prace jako George R. R. Martin. Litery R oznaczają w jego wypadku dwa imiona, czyli Raymond i Richard. Drugie imię jest tym, które przyjął podczas sakramentu bierzmowania.

Wiara

Skoro była mowa o bierzmowaniu, to warto wspomnieć o tym, że Martin wychował się w rodzinie katolików, jednak aktualnie choć ciągle się za katolika uważa, to przy okazji twierdzi też, że jest po prostu katolikiem niepraktykującym. To istotne, bo w tym miejscu można krzyknąć, że jest agnostykiem. Nie jest. Religia zawsze go fascynowała. Wierzy, ale do wiary podchodzi na swoich zasadach. Co ciekawe z jednej strony stara się być racjonalny, a z drugiej uważa, że śmierć nie może tak po prostu zakończyć wszystkiego, co znamy.

Gra o tron
Dobrze jest posiedzieć przy smoku/Fot. HBO

Wojna

Pamiętacie jak pisałem o Desmondzie Dossie, który sprzeciwiał się noszeniu broni i odbieraniu życia choć służył w armii amerykańskiej? Jeżeli nie to polecam przeczytać podlinkowany tekst. Z Martinem sprawa ma się tak, że on nie sprzeciwia się wojnie, co ma z nią problem natury filozoficznej. Pewnie najbliżej mu do pacyfisty. Udało mu się uniknąć służby podczas wojny w Wietnamie. Jego przekonania mają swoje odbicie w jego literaturze. We wszystkich książkach, w których pojawia się konflikt prezentuje go z wielkim okrucieństwem, które przecież wpisane jest w wojnę. Nie akceptuje też czerpania zysków w związku z wojną.

Wojna wydobywa z ludzi to co najlepsze, ale i to co najgorsze. Literatura w przeszłości zaznaczała chwałę wojny, generacja hippisów z lat 70. pisała o jej obrzydliwościach. Myślę, że oba podejścia są prawdziwe. – George R. R. Martin na temat wojny

Dzieciństwo

Chcecie wspomóc swoją kreatywność? Zamieszkajcie w mieście, w którym jest port. Martin znaczną część dzieciństwa spędził wpatrując się w statki, które przybijały do portu jego rodzinnej miejscowości Bayonne. Patrząc na nie wyobrażał sobie podróże, stymulował umysł i marzył o tym, że będzie astronautą. Pobudzanie wyobraźni szło mu tak dobrze, że pisał historyjki o potworach, które sprzedawał swoim rówieśnikom. Niestety musiał przestać, bo okazało się, że po ich przeczytaniu dzieci mają koszmary.

Pisanie

Wiecie już, że zaczął pisać jako dziecko. Na początku bohaterami jego opowiadań były żółwie. Zwierzątka mieszkały w swoim zabawkowym zamku i wiodły szczęśliwe życie. Niestety w końcu zdechły. Jak zareagował Martin? Do ich śmierci dopisał historię. Stwierdził w niej, że żółwie nie żyją, bo się pozabijały spiskując. Na pewno skądś to znacie, prawda? W “poważne” pisanie poszedł w 1970 roku. Pięć lat później miał już na koncie pierwszą nagrodę Hugo, czyli jedno z najważniejszych wyróżnień dla pisarza tworzącego science fiction oraz fantasy.

Wonder Man
To moi drodzy jest Wonder Man/Fot. Marvel

Komiksy

Oprócz pisania Martin bardzo lubi czytać. Konkretnie jest wielkim fanem komiksów. Zresztą jednym z pierwszych tekstów, jakie opublikowano dla szerszej publiczności był list do wydawców “Fantastycznej Czwórki”, czyli wydawnictwa Marvel. Jego list pojawił się w 20. numerze komiksu. Oprócz czytania komiksów ma też prywatną kolekcję. W niej można znaleźć kilka pozycji, które pewnie spokojnie mogłyby się znaleźć na liście najdroższych komiksów na świecie. Są w nie na przykład pierwsze wydania “Fantastycznej Czwórki’ i “Spider-Mana”.

Sport

George R. R. Martin jest też wielkim fanem sportu. Jak piszę wielkim, to mam na myśli naprawdę wielkim. Wręcz obsesyjnie ogląda football amerykański. Ceni też baseball, czyli mówiąc krótko narodowe sporty Amerykanów. W pierwszej dyscyplinie kibicuje New York Jets, a w drugiej New York Mets.

Choć wielu dzieliło dzieciaki na osiłków i nerdów, to zawsze był jakiś nerd, który nie był osiłkiem, ale interesował się sportem. Wierzcie mi lub nie, ale pracowałem w wakacje cztery lata z rzędu na studiach jako dziennikarz zajmujący się baseballem.

Śmierć

Śmierć w jego książkach nie pojawiła się przypadkiem. Związana jest ze wspomnianymi komiksami. W dziewiątym numerze “Avengersów” pojawia się Wonder Man. Bohater ostatecznie umiera w tym samym numerze, w którym się pojawił. Zapytacie jaki to ma związek z tym, że Martin tak chętnie uśmierca swoje postacie? Ano taki, że śmierć Wonder Mana zrobiła na nim wielkie wrażenie, bo kompletnie się jej nie spodziewał. Był zaskoczony, że możesz pokazać czytelnikom bohatera, zainteresować ich nim, a później w tym samym numerze go uśmiercić. Wonder Man oczywiście ostatecznie wracał w komiksach, ale to nie była już taka sama postać jak na początku. Martin w powrotach swoich bohaterów kieruje się tymi sami zasadami.

Komputery

Terry Pratchett był jednym z pierwszych pisarzy, którzy zaczęli korzystać w komputerów jak z maszyn do pisania podczas tworzenia swoich książek. Martin też pisze na komputerze, ale nie jest to taki normalny komputer. To znaczy jest, ale to bardzo, bardzo stary komputer. Nie ma tam Windowsa, nie ma podłączenia do sieci. Jest za to DOS oraz program WordStar 4.0, którego używa, bo ten program nie poprawia błędów i w żaden sposób nie ingeruje w jego pracę i tekst.

Nienawidzę niektórych z tych nowoczesnych programów, w których piszesz małą literę, która nagle staje się wielką. Nie chcę wielkiej. Jakbym chciał wielką literę, to bym ją taką napisał. Wiem jak to działa.

Smoki? A na cholerę mi smoki

Choć w tym momencie “Pieśń Lodu i Ognia” uważana jest za klasykę książek fantasy, to próżno szukać tam niektórych motywów znanych z innych książek. Bardzo długo pisarz myślał na przykład, czy umieścić w powieściach smoki. Czy one ich w ogóle potrzebują? Po rozmowie z przyjaciółką, Phyllis Eisenstein, która sama jest pisarką, stwierdził, że jednak je tam umieści. Phyllis postawiła sprawę jasno:

George, to jest fantasy, musisz umieścić tu smoki.

Szachy

Skoro już wspomniałem o jego najsłynniejszym dziele, to warto wspomnieć, że nie byłoby “Gry o Tron”, gdyby nie szachy. Na początku swojego dorosłego życia Martin pracował przy turniejach szachowych. Wszystko z powodu Bobby’ego Fischera, które zwycięstwo nad Borisem Spasskym sprawiło, że popularność szachów w USA osiągnęła apogeum. Być może wydaje się Wam, że szachy zainspirowały pisarza do spisków, przemyślanych strategii i innych rzeczy znanych z kart powieści. W rzeczywistości to dzięki szachom w ogóle mógł szlifować warsztat i gonić za marzeniami. Wynikało to z tego, że praca na turniejach była pracą na weekendy, bo wtedy odbywały się zawody. Choć pracował tylko dwa dni w tygodniu, udawało mu się zarobić wystarczająco, aby kolejne pięć dni w tygodniu po prostu pisać. Po latach przyznał, że to właśnie szachy są punktem zwrotnym jego kariery.

Szachy
Gra w szachy potrafi człowieka zabić

Co jeszcze możecie się o nim dowiedzieć? Na przykład to, że bardzo lubi seriale. Szczególnie “Rzym”, “Rodzinę Soprano” oraz “Deadwood”. Uwielbia też batoniki Milky Way, więc jak chcecie się poczuć jak on, to już wiecie po jakiego batona sięgnąć.

Przeczytaj:

Piaseczniki - najlepsze, co napisał George R. R. Martin
Total
11
Shares