Harry Potter z Polski

Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten brutalny clickbait w tytule. Mimo tego, że nie jest to clickbait, bo wszystko, co przeczytacie poniżej to najprawdziwsza prawdziwa prawda. Nic nie zostało zmyślone. W trakcie pisania nie ucierpiało żadne zwierzę futerkowe oraz takie bez futerka. No, po bożemu jest.

Nie wiem, ile w tym wszystkim jest przypadku, najpewniej cała fura, ale jeżeli dobrze liczę, to na 25 lat przed tym, jak J.K. Rowling napisała pierwszą książkę, która później miała dać początek sadze wywołującej spazmy rozkoszy kolejnych pokoleń czytelników, ktoś już wpadł na pomysł, aby bohaterem jego opowiadania został Harry Potter. Tym kimś był…

Jan Rostworowski

Pisarz i prozaik urodzony w 1919 roku w Polsce. W czasie wojny służył w Wojsku Polskim. Od 1940 roku przebywał na terenie Wielkiej Brytanii. Ostatecznie spędził tam 28 lat. Pisał, pracował i choć to brutalne, co napiszę, to pewnie bym się nim nie zainteresował, gdyby nie wspomniany Harry Potter. W 1972 roku na łamach “Życia Literackiego” pojawiło się opowiadanie zatytułowane “Harry Potter”, którego autorem był Rostworowski.

Pisarz swojego Harry’ego obdarzył, podobnie jak Rowling, bardzo popularnym w Wielkiej Brytanii nazwiskiem. Polski Harry pracuje jako sklepikarz i jego głównym zajęciem jest rozwożeniem “oryginalnej, tej importowanej kiełbasy krakowskiej” i “pięciolitrowych baniek kiszonych ogórków”. Jak widzicie nie ma w tym nic magicznego. Mieszka na prowincji i ogólnie nie dzieje się z nim nic, co zaprowadziłoby Rostworowskiego do panteonu pisarzy popularnych.

“Harry” to zawsze było moje ulubione imię męskie, dlatego jeżeli zamiast córki miałabym syna, to byłby to Harry Rowling. Wtedy też musiałabym wybrać inne imię dla “Harry’ego” w książkach, bo byłoby to zbyt brutalne, aby nazywać go tak, jak nazwałam syna. “Potter” to nazwisko rodziny, która mieszkała niedaleko mnie, gdy miałam siedem lat, zawsze lubiłam to nazwisko, więc je pożyczyłam. – J.K. Rowling o pochodzeniu imienia i nazwiska słynnego czarodzieja

Informacja o tym, że Harry Potter powstał wiele lat przed tym, gdy Rowling tchnęła w niego życie gruchnęła ponad 6 lat temu. Od tamtej pory niektórzy zaczęli doszukiwać się podobieństw między opowiadaniem Rostworowskiego a dziełem popularnej pisarki.

Podobni?

No właśnie. Podobieństwa. Jak zawsze w takich sytuacjach pojawi się ktoś, kto zacznie krzyczeć, że plagiat i w ogóle grecka tragedia. Tymczasem przypadek “polskiego Harry’ego Pottera” to naprawdę przykład na to, że naszym życiem często rządzi wspomniany przypadek, a nawet jak nie rządzi, to po prostu jest w nim obecny. Między polskim opowiadaniem i dziełami Rowling można znaleźć trzy podobieństwa. Pierwsze jest oczywiste, bo chodzi o imię i nazwisko. Kolejne dwa to:

  • Fakt, że telefon Harry’ego nie tyle dzwoni, co śpiewa jak ptak – co zostało połączone z faktem, że w książkach Rowling wiadomości przekazywały ptaki. Konkretnie sowy, choć one akurat nie śpiewają.
  • Klątwa, którą narrator rzuca na “Mr. P.”.

Na siłę można jeszcze podciągnąć pod to fakt, że Harry Potter z Polski jest “dojrzałym” nastolatkiem. Który ma:

[…] rysy tak delikatne, że prawie jakby pomyślane, a nie zrobione przez ojca i matkę […]. Nazywa się Harry Potter, po naszemu zapewne Heniek Garncarz […] jest bardzo młody, wygląda na siedemnastkę, a może przypadkiem ma dwa lata więcej.

Przyznacie, że to trochę naciągane, ale w sumie warte odnotowania. Zresztą syn autora, Bogusław Rostworowski, gdy informacja o opowiadaniu ojca ujrzała światło dzienne, wspominał, że jego tata pisząc swoje opowiadanie bazował na własnych doświadczeniach, gdy podobnie jak Harry rozwoził mięso do angielskich sklepów. Sam bohater miał być wzorowany na jednym ze sklepikarzy, z którymi współpracował Jan. Jednocześnie zaprzeczył, aby J.K. Rowling w jakimś stopniu się na nim wzorowała. Ot, przypadek.

I teraz najważniejsze. Dlaczego ja Wam w ogóle o tym napisałem? Bo utkwiło mi w pamięci, że Harry Potter już kiedyś się pojawił i bynajmniej nie było to w książkach Rowling. Siadając do tekstu przypomniało mi się, że od jakiegoś czasu chciałem Wam o tej ciekawostce napisać i tak też zrobiłem. Dlatego zostawiam Was z opowiadaniem, które zostało zdigitalizowane. Gdyby ktoś chciał poznać tego drugiego Pottera. Tego od kiełbas, a nie czarów.

Fot. tytułowa może posłużyć za świetną tapetę. Do pobrania tutaj.

Total
19
Shares
  • Wazy

    Niejednemu psu Burek 😉 ale sympatyczny zbieg okolicznosci