Josh Kirby - człowiek nie z tego świata
Piękne, panie Kirby

Josh Kirby – człowiek nie z tego świata

Jeżeli mieliście w swoich dłoniach książki należące do Świata Dysku, to najpewniej zwróciliście uwagę na ich wyjątkowe okładki. W większości wypadków ich autorem jest człowiek, który zasługuje na osobny tekst. Człowiek, który od dziecka wiedział, że będzie artystą. Ronald William Kirby.

Skąd się wziąłeś Josh?

Okładka książki Van Wycka Masona
Takie rzeczy też malował

Jak już zauważyliście Josh Kirby nie urodził się jako Josh. Rodzice dali mu dwa dumnie brzmiące imiona Ronald William, kiedy przyszły etatowy twórca okładek do książek Terry’ego Pratchetta przychodził rozwrzeszczany na świat w 1928 roku. Urodzony w mieście Beatlesów Ronald bardzo szybko zrozumiał, że jest jedna rzecz, którą chce robić w życiu. Chce zostać artystą. Chce malować, przenosić na płótno owoce swojej wyjątkowo bujnej wyobraźni. Jak sam mówił o swojej przyszłości zdecydował już w wieku siedmiu lat. Nie był wtedy zakochany w książkach fantasy, bo te odkryje dopiero za kilka lat. Jednak, gdy ich drogi się przetną nic w literaturze fantasy nie będzie takie jak wcześniej. Kirby kształcił się w Liverpool City School Of Art i to tam trzeba szukać korzeni jego artystycznego pseudonimu. Koledzy ze studiów obserwowali dzieła młodego artysty i stwierdzili, że przypominają im te, które w XVIII wieku tworzył Joshua Reynolds. Przez podobieństwa z uznanym malarzem Ronald William zyskał imię, które stanie się jego znakiem rozpoznawczym. Narodził się Josh Kirby.

Ciągle nie był to jeszcze człowiek odpowiedzialny za setki okładek czy plakaty filmowe do takich dzieł jak “Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi” czy “Żywot Briana”. Powoli pracował na swoje nazwisko czy to współpracując z firmami produkującymi niszowe filmy w Londynie, czy też trochę poważniejszą firmą z tej samej branży z Paryża. Od połowy lat 50. XX wieku jego dzieła pojawiały się na okładkach książek i czasopism, ale ciągle nie specjalizował się w literaturze fantasy. Nie ograniczał się wykonując zlecenia zarówno na ilustracje do powieści przygodowych, pulpowych magazynów, jak i książek science-fiction. W 1965 roku przeniósł się Shelfanger, co jest o tyle istotne, że to tam powstała większość z jego najlepszych prac. Jego fascynacja fantastyką naukową miała zaczepienie w tym, jak postrzegał świat. Według Amy Harnell szefowej Josh Kirby Estate:

Wiele razy powtarzał, że uważa za wyjątkowo ważne dla kultury i społeczeństwa, aby wyznaczać potencjalne ścieżki naszej przyszłości.

Stopniowo Kirby stawał się coraz bardziej rozchwytywanym artystą, który dostawał zlecenia z całego świata. Słowo zlecenia ma tutaj wyjątkowe znaczenie, bo to właśnie “zwykłe” zlecenie połączyło Kirby’ego z przyjacielem aż do śmierci. Terrym Pratchettem.

Ja rysuję, ty piszesz

Wydawnictwo Corgi Books zleciło mu wykonanie ilustracji, która pojawi się na okładce pierwszej powieści ze Świata Dysku. Kirby był zachwycony pomysłem po zapoznaniu się z treścią “Koloru Magii”, a jego entuzjazm przełożył się na jakość pracy, bo szefowie wydawnictwa stwierdzili, że trzeba kuć żelazo póki gorące i zlecili mu zadbanie o artystyczną stronę całej serii książek. Te jak wiemy stały się wielkim wydawniczym sukcesem i czy możecie w to uwierzyć, czy nie, spory wpływ na ten sukces miała praca Josha Kirby’ego, który szybko stał się przyjacielem Pratchetta. Sir Terry w wywiadach przyznawał, że pisząc często nie wyobrażał sobie jak wyglądają poszczególne postacie, które stworzył. Dopiero Kirby nadał im realny kształt i tym samym uczestniczył w budowaniu magicznego i trochę pokręconego świata. Często się spierali, a gdy atmosfera się zagęszczała i pisarz krytykował pracę kolegi, Kirby mawiał:

Ja zajmuję się rysowaniem, ty zajmij się pisaniem.

Powyższy układ sprawdzał się znakomicie. Nie tylko przez to, że panowie darzyli się sympatią, ale również przez to, że Kirby po prostu świetnie odnajdywał się w twórczości kolegi. Cytowana już Harnell stwierdziła, że:

Lubił humor książek i mocno związał się z bohaterami. To z kolei bardzo pomogło i jemu, i autorowi. Wypatrzenie książki Terry’ego Pratchetta na półce jest bardzo proste, bo dzieła Kirby’ego można rozpoznać z daleka.

Jego sukces związany był przede wszystkim z tym, że w swoich ilustracjach potrafił uchwycić ducha powieści, przy której pracował. I nie chodzi tylko o te ze Świata Dysku. Jego prace pojawiały się na książkach wielu mistrzów pióra. Lista jest długa, więc wymienię tylko kilka nazwisk takich jak:

  • Arthur C. Clarke
  • Ursula K. Le Guin
  • Dean R. Koontz
  • Andre Norton
  • Jack Vance

Za każdym razem Kirby niczego nie udawał, wypracował własny, bardzo rozpoznawalny styl, w którym widać wpływy Hieronima Boscha czy Pietera Bruegela Starszego, których sam podawał za swoje największe artystyczne inspiracje. Szczególnie z tym pierwszym kojarzą mi się wszystkie okładki książek ze Świata Dysku. To była taka szczęśliwsza wersja Boscha i odpowiedź na pytanie, co by było gdyby słynny malarz dostawał zlecenia na ilustrowanie książek.

Josh Kirby - Wiedźmy
Moje ukochane wiedźmy

Kluczem do sukcesu było również to, że nim zabrał się do pracy czytał książkę, którą miał zilustrować. Wydaje się to logiczne, ale wcale takie nie jest, jeżeli weźmiecie pod uwagę czas jaki macie na wykonanie zlecenia. Kirby wychodził jednak z założenia, że tylko poznając treść może zabrać się za odpowiednie przygotowanie ilustracji. Kiedy już ją przeczytał rozpoczynał się kolejny etap tworzenia, który wcale nie był krótszy. Pozostawał tradycjonalistą, który starał się unikać np. używania aerografu. Projekty były ręcznie malowane przy wykorzystaniu farb olejnych, a że przy okazji Kirby był perfekcjonistą, to na realizację zamówionej okładki można było czekać miesiącami. Rzecz w tym, że za każdym razem było warto.

Nie przewidywał, że jego współpraca w przypadku Świata Dysku będzie trwała aż 15 lat. Przez ten czas konsekwentnie realizował swoją wizję. Jego rysunki zawsze są wyjątkowo kolorowe, ich kompozycja jest nienaganna, a całość wydaje się puszczać oko do osoby, która je podziwia. Zresztą skoro mowa o kompozycji, to popatrzcie na dwa plakaty jakie wykonał. Ten do filmu “Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi” oraz “Władcy Zwierząt”.

Widzicie podobieństwa? Na pewno, zresztą nie tylko między każdym z nich, ale też między nimi i okładkami, które tworzył. Na obu plakat możecie dostrzec jeden ze znaków rozpoznawczych Kirby’ego, czyli sposób użycia czerwieni i czerni. Te zawsze są wykorzystane do tego, aby zaznaczyć ostry kontrast pomiędzy elementami, na których mu zależało. Dodawało rysunkom dramaturgii.

Kontynuując kwestię jego prac warto wspomnieć o kilku rzeczach, z których być może wielu z Was nie zdaje sobie sprawy. Na przykład, co go łączyło z Kościołem Scjentologicznym? Tym czymś były książki napisane przez L. Rona Hubbarda. Kirby lubił jego powieści science fiction i z tego powodu wykonał szereg ilustracji do publikacji tego autora. Podobno Hubbard świetnie operował cliffhangerami – nie wiem, nie czytałem. Zdarzało mu się pracować z producentami puzzli, jedzenia czy opakowań na nasiona. Choć starał się specjalnie nie chwalić taką współpracą, to skrzętnie wykorzystywał ją do tego, aby budować swoją sieć kontaktów, która ostatecznie doprowadziła na przykład do tego, że skontaktowało się z nim wspominane już wydawnictwo Corgi Books.

Oddychając farbą

Malowanie go napędzało. Według relacji jego bliskich potrafił malować całe dnie. Wstawał rano, jadł, malował do późna i szedł spać. Kolejnego dnia robił dokładnie to samo. Dla Kirby’ego malowanie nie było pracą, to była czysta przyjemność. Odnalazł coś za co może się utrzymać, a co przy okazji sprawia mu gigantyczną wręcz frajdę. Mimo tego, że pilnie realizował projekty komercyjne zawsze znajdował odrobinę czasu na to, aby “machnąć” coś dla siebie. Nie znam się na sztuce, więc posłużę się tym, co mówili o Kirbym ludzie, z którymi pracował. Jego technika z jednej strony opierająca się na tradycyjnych metodach świetnie sprawdzała się w przypadku tematów czysto mainstreamowych, nowoczesnych. Udawało mu się przemycić do nich elementy nawiązujące do mistrzów, na których się wzorował.

Josh Kirby
Jest i Rincewind

Jednocześnie należy pamiętać o tym, że wyjątkowo cenił artystów posługujących się nowoczesnymi rozwiązaniami przy tworzeniu swoich prac. Osobiście uważał po prostu, że lepiej się czuje korzystając z farb olejnych niż z wspominanego już aerografu. Opisał się w bardzo prosty sposób:

Jestem malarzem. To jest to, co robię. Maluję.

Jego okładki towarzyszą mi od wielu lat, jednak dopiero jakiś czas temu zacząłem interesować się jego osobą, która miała niebagatelny wpływ na to, jak postrzegana jest jedna z najlepszych serii fantasy jakie powstały. Mam nadzieję, że choć trochę z tej fascynacji Kirbym udało mi się zaszczepić i w Was.

 

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
Bone
Komiksy (nie) tylko dla dzieci