Marlon Brando, czyli piękna bestia

Marlon Brando uważany jest za najlepszego aktora w historii kina. Niestety na jego legendę kładzie się cień, na którym skupia się książka Francoisa Forestiera. Marlon Brando oprócz tego, że był wielkim aktorem był również jedną z najbardziej pokręconych person w Hollywood. Na planie irytował wszystkich swoim zachowaniem, robił wszystko po swojemu, był nadpobudliwy seksualnie, a do tego nie miał za grosz dystansu do własnej osoby. W tym momencie powinien paść pewien komunał o tym, że nie ma ideałów i Brando nie jest wyjątkiem. Faktycznie był trudny, a jego życie potoczyło się od gigantycznego sukcesu i uwielbienia do umierania w samotności z łatką nie do końca zdrowego psychicznie człowieka. Jego osoba jest wdzięcznym tematem pasjonującej książki, pod warunkiem, że odpowiednio wyważymy to, co sensacyjne i to co jest zupełnie normalne.

Francois Forestier, autor książki “Marlon Brando. Piękna bestia”, nie spisał biografii aktora. Napisał książkę, która eksploruje mroczną stroną Brando. Stawia pewną tezę – że była to osoba toksyczna, która świadomie lub nie doprowadzała do nieszczęść – i pod tą tezę napisana została książka. Od samego początku poznacie Brando jako osobę, która aktorstwem zajęła się chyba z powodu braku lepszych pomysłów na życie. Osobę świadomą swojego uroku, bawiącą się ludźmi – osaczającą ich – myślącą o sobie i o swoich potrzebach. Forestier uwypukla sprzeczności jakie towarzyszyły Brando przez całe życie. W końcu choć był to wielki aktor, to przy okazji wiele jego filmów to zwykłe szmiry, a on sam często odrzucał role w świetnych produkcjach, by grać na artystycznych mieliznach Hollywood dla kasy, tak po prostu.

Autor nie bawi się w jakieś półśrodki i kiedy trzeba kogoś zmieszać z błotem, przedstawić w złym świetle, to robi to. Nie przejmuje się wyjaśnieniem dlaczego kobieta, która opisywana jest jako, wybaczcie określenie, dziwka. Liczy się to, że sprowadzenie danej osoby właśnie do roli dziwki będzie można wykorzystać do potwierdzenia wcześniej założonej tezy. Książka Francoisa Forestiera za bardzo stara się być sensacyjną lekturą o człowieku, który niszczył innych samą swoją obecnością, a ostatecznie zniszczył samego siebie. Do przesady wałkuje temat doświadczeń homoseksualnych Brando – to nie jest żadna tajemnica – jego dzieci przedstawia jako trochę jak zbieraninę morderców i wariatów, a kobiety jako histeryczki ze skłonnościami samobójczymi. Przez to nie może być traktowana jako wiarygodne źródło informacji. Nie w momencie, gdy autor traktuje życie Brando jako temat do taniej sensacji, a wszystko zalatuje za bardzo rynsztokiem.

Owszem “Marlon Brando. Piękna bestia” ma swoje momenty. Szczególnie te, gdy możemy przeczytać o pracy na planie największych hitów aktora. Brando choć trudny w obyciu kochał robić innym żarty, cenił reżyserów, którzy nie starali się z nim walczyć – np. Coppolę, który w pewnym momencie miał “wypaść”z “Ojca Chrzestnego” na co Brando postawił warunek, że jak wypada Coppola to wypada i on. I to właśnie przez takie historie jak te z kartkami na języku Brando i Jamesa Caana – nie będę zdradzać o co chodzi – warto książkę Forestiera przeczytać, bo tylko one ratują ją przed zapomnieniem.