Kolejna wizyta w czytelni erotomana

Zawsze cenię ludzi, którzy chcąc poczytać trochę świństewek decydują się na literaturę udaną. Taką, po którą można sięgnąć bez wstydu. No dobrze, ten w sumie zawsze będzie obecny, gdy z okładki patrzą na wszystkich nagie piersi kobiety. Tylko, co jest dobre? Co sprawi, że policzki u niewiast zaleją się czerwienią, a mężczyznom będą pocić się dłonie?

Vladimir Nabokov miał jakąś niezdrową fiksację na temat związków, które ogólnie nie są dobrze postrzegane. Takie, które można wręcz uznać za chorobę toczącą zdrową tkankę społeczeństwa. W “Lolicie” skupił się na temacie miłości między dojrzałym mężczyzną a niepełnoletnią dziewczyną. W sumie dzieckiem, co wywołało skandal. Po “Lolicie” Nabokov bynajmniej nie złagodniał. Wręcz przeciwnie. Uderzył ponownie. Tym razem sięgając po temat kazirodztwa. W książce “Ada albo żar: Kronika rodzinna” postanowił opowiedzieć o romansie pomiędzy bohaterem, Vanem Veenem, a jego siostrą Adą Veen. Akcję umiejscowił na fikcyjnej planecie, którą nazwał Antyterrą. Choć dla wielu postronnych twórczość Nabokova to bezeceństwa, które nie mają za wiele wspólnego z solidną literaturą, to prawda w jego wypadku jest taka, że Vladimir miał łeb na karku. W pewnym sensie swoją twórczością pokazywał wszystkim środkowy palec krzycząc, co ja tego nie napiszę? I jak mówił, tak robił. “Adę” uznawał za zwieńczenie swojej twórczości. Opus magnum, w którym bawił się konwencją powieści. Recenzenci już tacy optymistyczni nie byli. Przynajmniej nie wszyscy. Część uznała ją za popłuczyny po “Lolicie” i “Bladym ogniu”. Inni z kolei uważali, że świetnie kończy trylogię. Czytelnicy przemówili portfelami, więc jak to się mówi “hajs się zgadzał”, a sam Nabokov mógł ganić recenzentów za zbyt daleko idące wnioski – sugerowali oni m.in. że książka zawiera elementy biografii pisarza. Cytat

Sporą burzę wywołał też Alan Hollinghurst. W 1988 roku zadebiutował powieścią “Klub Koryncki”. Choć jest jednym z najbardziej znanych pisarzy poruszających tematykę związków homoseksualnych, to jego książki wykraczają daleko poza ramy tego tematu. To często trzeźwe spojrzenie na normalne życie gejów i lesbijek. Seks oczywiście jest integralną częścią tego życia, więc pisarz od tego nie ucieka, a to z kolei budziło sporo emocji u osób, które mentalnie reprezentują mieszkańców głębokich jaskiń gdzieś na środku Kaukazu. Hollinghurst nie jest przeciętnym pisarzyną, który szuka sensacji. To twórca świadomy, który nawet zgarnął dziesięć lat temu Nagrodę Bookera za powieść “Linia Piękna”. Skoro już mowa o pięknie, to nie wolno zapominać o “Piękności dnia” Josepha Kessela. Powieść opowiada historię kobiety, która kocha swojego męża, ale mimo to nie potrafi przemóc się, aby uprawiać z nim seks. Zamiast tego oddaje się marzeniom erotycznym, w których dzieje się sporo, a ostatecznie kończy jako prostytutka. Tak w wielkim skrócie przedstawia się fabuła książki, która zwróciła uwagę jednego z mistrzów kina Luisa Bunuela. Francuski reżyser postanowił zekranizować książkę, a efektem jego pracy jest film z 1967 roku. Film bardzo dobry, w którym główną rolę gra zjawiskowa Catherine Deneuve. Ona i tematyka erotycznych fantazji chyba wystarczą za rekomendacje.

Mieliśmy już kazirodztwo, powieść gejowską i napaloną kurę domową. To może teraz warto do tego dołożyć masochizm. Najlepiej ten serwowany przez Leopolda Rittera von Sacher-Masocha. Wiedział, jak zwrócić na siebie uwagę. Jego “Wenus w futrze” stała się obiektem zainteresowania ze strony psychologów, kleru i oczywiście czytelników. W końcu musiała zwrócić ich uwagę książka, w której mężczyzna zgłasza się do kobiety mając jeden cel: chce zostać jej niewolnikiem seksualnym. Gdyby nie ta powieść opisując masochizm używalibyśmy innego słowa niż to ukute przez naukowców w nawiązaniu do nazwiska autora. Książka Sachera-Masocha przez lata inspirowała i nadal inspiruje innych artystów. Od muzyków przez twórców komiksów i filmowców. W końcu nic tak nas nie kręci jak seksualne odchylenia od ogólnie przyjętej normy.

Tą odsłonę kończymy powieścią Nicholsona Bakera. “The Fermata” opowiada o mężczyźnie, który ma niezwykłą umiejętność. Potrafi zatrzymać czas, a gdy to robi to wtedy eksploruje temat seksualności. Przez eksplorację rozumiem tu seksualne eskapady i eksperymenty. Na przykład zatrzymuje czas, aby popatrzeć jak dana kobieta wygląda nago. W rzeczywistości powieść Bakera jest historią człowieka, który przede wszystkim szuka prawdziwego związku. Jego fascynacja seksem to tylko zasłona dymna dla potrzeby emocjonalnego kontaktu z drugą osobą.

Jak widzicie powieści erotyczne nie muszą ocierać się o żenadę. Wiele książek to klasyka, której czytanie powinno poszerzyć wasze horyzonty zostawiając trochę przestrzeni dla waszej wyobraźni.

Sprawdź poprzednie teksty:

Klasyczne książki erotyczne Najlepsze książki erotyczne - Część 1 Najlepsze książki erotyczne - Część 2

 

Fot. tytułowa – Terence S. Jones/Flickr.com

  • shenmi_meiren

    … czy ty wszystkie te ksiazki czytales?

    • Piotr Rozycki

      Też jestem ciekawe 😀

      • W znacznej większości wypadków tak 🙂 Od podstawówki do studiów miałem bardzo długą i bogatą historię literacką. Czytałem w zasadzie wszystko, co wpadło mi w ręce. W podstawówce przede wszystkim fantasy, s-f, klasyczne powieści grozy etc. W liceum klasykę, ale taką bardziej “poważną” np. Camus, Golding, Nabokov – choć on to chyba zbyt poważny nie jest – na studiach historyczne, kryminały etc. Z tych powyżej na liście został mi Hollinghurst. Nie przeczytałem wszystkich książek na świecie – całe szczęście, ale np. “Piękność dnia” polecam + film. Wkurzam się, jak widzę, że karierę wśród erotyków robią książki pokroju Greya, w których opis czynności seksualnej to popis grafomanii autora. Równie dobrze można wejść na Pornhub zamiast podniecać się literackim badziewiem.

        PS. Wydaję ten sąd po próbie przeczytania Greya. Nie przebrnąłem przez niego, czułem się intelektualnie zgwałcony.

        • shenmi_meiren

          masz kopie papierowe czy biblioteka? szukam lektur na lato 😉

          PS. kolega czytal nam w pracy fragmenty. kategoria: gorsze niz Tłajlajt 😉

          • Biblioteka! Papierowych wersji książek wcale nie mam tak dużo z prostej przyczyny – nie mam gdzie ich trzymać.

            PS. Moja żona przeczytała i jedno, i drugie (Grey i Zmierzch). Lubi te serie, choć po czasie optyka np. na Zmierzch jej się zmieniła i stwierdziła, że to w sumie kaszan. Szanuję jej zdanie,

  • Nie jestem fanem literatury erotycznej, ale pamiętam, że niezłe “wypieki na twarzy” wywoływały we mnie opisy takich scen u Mario Puzo. Nie szczędził pikanterii 🙂