Najlepsze książki science fiction część 4
Art. z filmu "Autostopem przez Galaktykę" reż. Garth Jennings

Przez ciemne zwierciadło, czyli najlepsze książki science fiction #4

Mam nadzieję, że przez dwa miesiące przeczytaliście propozycje, które pojawiły się w poprzedniej części. Lepiej, aby tak było, bo teraz czeka Was kolejnych pięć książek, które należą do klasyki gatunku. Jeżeli nie udało się Wam ich przeczytać to niech poczekają w kolejce obok poniższej piątki. W końcu mamy na to całe życie.

“Autostopem przez Galaktykę” – Douglas Adams

Stawiam swoją lewą nerkę, że rozmawiając na temat najlepszych książek science fiction prędzej niż później pojawi się pierwsza część serii powieści napisanych przez Douglasa Adamsa. Cykl narodził się jako efekt słuchowiska radiowego, które było emitowane w stacji BBC od 1978 roku. Tak jak wiele poprzednich pozycji, które polecałem to raczej poważne w wydźwięku powieści, tak to, co oferuje Adams powinno się spodobać tym, którzy wolą trochę lżejszy klimat. Już sama nazwa cyklu, czyli Trylogia w pięciu częściach, która w sumie teraz ma już sześć części, sugeruje, że autor nie należał do śmiertelnie poważnych ludzi. Dla mnie Adams dla science fiction tym, czym był Terry Pratchett dla literatury fantasy. Adams z jednej strony naigrawa się z pytań o sens życia – czego najlepszym dowodem jest wielkie pytanie o życie, wszechświat i całą resztę – a z drugiej strony oferuje rozrywkę, którą docenią przede wszystkim ci, których nie uwierają różne przedmioty, które mogą tkwić w tyłku. Fabuła w skrócie – posłużę się opisem wydawcy – wygląda tak:

Młody Ziemianin Arthur Dent dowiaduje się z przerażeniem, że jego najbliższy przyjaciel Ford Prefect jest kosmitą, Ziemia zaś za chwilę zostanie unicestwiona, gdyż podobno leży na trasie planowanej kosmicznej autostrady. Stosowna informacja została nawet wywieszona w jakimś galaktycznym urzędzie na Alfa Centauri, ale… Ziemianie jej nie oprotestowali. Zniszczenie ojczystej planety to dla Arthura dopiero początek niewiarygodnych przygód w czasie i przestrzeni. Ford zabiera go statkiem kosmicznym w podróż po galaktyce. Jego przyjaciel zbiera materiały do nowej edycji przewodnika – kompendium wszelkiej wiedzy i mądrości – „Autostopem przez galaktykę”. W czasie tej podróży Arthur spróbuje pojąć sens życia, a także rozwiązać jedną z największych zagadek kosmosu…

Książka doczekała się kinowej ekranizacji w reżyserii Gartha Jenningsa z Martinem “Bilbo, Watsonem, Lesterem Nygaardem” Freemanem w roli głównej oraz starszego od filmu serialu BBC z Simonem Jonesem jako Arthurem Dentem. Film jest taki sobie, a serialu niestety nie widziałem.

“Lewa ręka ciemności” – Ursula K. Le Guin

Wielu fanów literatury słysząc Le Guin pierwsze, co sobie wizualizuje to Ziemiomorze. Świetna seria fantasy, o której wspominałem przy okazji listy najlepszych książek gatunku, to dobry trop, ale pisarka oprócz klimatów bliższych Tolkienowi stawiała też na science fiction. Chyba najlepszym reprezentantem tego gatunku w jej wykonaniu jest właśnie “Lewa ręka ciemności”. Jej akcja rozgrywa się na planecie Gethen, której mieszkańców obserwuje wysłannik Ekumeny (związku światów). Genly Ai mimo to, że chce zachować status obserwatora zostaje wplątany w politykę prowadzoną w pałacach Gethen. Jednak nie to jest najważniejsze w powieści Le Guin. Tym, co decyduje o jej jakości jest fakt, że poruszona zostaje tam bardzo ważna kwestia odmienności płciowej i tolerancji. Tematy, które bez względu na czas i miejsce ciągle pozostają aktualne, a pamiętajmy, że “Lewa ręka ciemności” została wydana w 1969 roku. W książce Le Guin mieszkańcy Gethen są hermafrodytami i raz na 26 dni, na potrzeby okresu godowego, wykształcają się u nich drugorzędne organy płciowe. To powoduje, że dany mieszkaniec może stać się zarówno kobietą jak i mężczyzną. Le Guin zebrała świetne recenzje za swoją flagową powieść science fiction, która zgarnęła zresztą najważniejsze nagrody literackie: Hugo i Nebulę. To chyba wystarczy za rekomendację. W świecie Ekumeny, oprócz tu opisywanej, rozgrywają się następujące powieści:

  • Świat Rocannona
  • Planeta wygnania
  • Miasto złudzeń
  • Wydziedziczeni
  • Słowo “las” znaczy “świat”
  • Opowiadanie świata

“Cyberiada” – Stanisław Lem

Na pierwszy rzut oka Lem w “Cyberiadzie” serwuje nam niepoważną mieszankę baśni i science fiction. Tak jest na pierwszy rzut oka, bo jak to zwykle z Lemem bywa prawdziwe mięso ukryte jest kilka warstw głębiej. Weźmy taką sytuację. Czy dziurawy garnek może być przyczynkiem do tego, że powstanie sztuczna inteligencja? Pierwsze skojarzenie jest proste. Nie. No bo jak dziurawy garnek ma mieć wpływ na coś tak złożonego jak AI? Rzecz w tym, że może. Jego obecność w konkretnym miejscu i czasie może być początkiem łańcucha zdarzeń, które doprowadzą do narodzin sztucznej inteligencji. Nasze życie jest sumą przypadków. Skomplikowanym równaniem o wręcz nieskończonej liczbie zmiennych. Dla Lema sensem było szukanie odpowiedzi na pytania o to, jak działa społeczeństwo, jak funkcjonujemy my i jak na siebie wpływamy. “Cyberiada” to tylko pozornie zbiór bajek w klimacie science fiction. Dla mnie to bardziej zbiór przypowieści opatrzonych odpowiednim morałem. Zawsze szanuję pisarzy, którzy nie podają niczego na tacy. Wymagają od odbiorcy myślenia. Lem takim pisarzem był. Bawił, ale przede wszystkim uczył.

“Księżniczka Marsa” – Edgar Rice Burroughs

Najnowszy film o Johnie Carterze okazał się wielką klapą Disneya i to z nią ostatnio ten bohater jest kojarzony. Być może wynikało to z tego, że wielu widzów po prostu nie wie, kim jest John Carter i dlaczego dla science fiction i w ogóle dla popkultury jest tak ważny. Nim zaczęliśmy wysyłać w kosmos coś innego oprócz modłów o deszcz Edgar Rice Burroughs wydał powieść, która inspirowała kolejne pokolenia pisarzy. Jego “Księżniczka Marsa” to nic innego, jak rasowa opowieść science fiction o mieszkańcu Ziemi, który trafia na Marsa i tam wplątuje się w całą serię przygód. Zakochuje się, walczy z tubylcami, a w końcu ratuje świat. John Carter był pierwowzorem dla całego zastępu herosów, którzy pojawili się dziesiątki lat później. Rice Burroughs miał nie tylko wpływ na literaturę, ale i na komiksy. Wierzcie mi, że gdyby nie jego John Carter nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy branży, która lata świetności miała jeszcze przed sobą. Nie polecam tej książki ze względu na to, że sprawi, iż pogrążycie się w zadumie nad losem omułków. Polecam ją dlatego, że to jeden z kamieni milowych dla gatunku, a ciężko dyskutować o teraźniejszości nie znając przeszłości.

John Carter film
John Carter to nie był tak zły film, jak wszyscy starają się Wam wmówić/Fot. Walt Disney Pictures

“Andromeda znaczy śmierć” – Michael Crichton

Crichton ma na koncie sporo bestsellerów, a jednym z pierwszych była książka “Andromeda znaczy śmierć”. Książka zaczyna się od tego, że satelita wojskowy spada w okolicach małej miejscowości w Arizonie. Pech chciał, że wraz z nim na Ziemię trafia tajemniczy wirus, który wybija prawie całą populację wspomnianej wioski. Prawie, bo wirusowi oparły się dwie osoby. Niemowlę i mający siedemdziesiąt lat alkoholik. Zadanie znalezienia skutecznej szczepionki spada na barki zespołu naukowców, którzy muszą się śpieszyć, jeżeli chcą ocalić planetę. Jeżeli czytaliście inne książki Crichtona, to wiecie czego się spodziewać. Pisarz świetnie potrafił budować napięcie i pisał tak, że ciężko było się oderwać od jego książek, gdy w końcu udało się nam rozpocząć czytanie. Wydaje mi się, że największą zaletą “Andromeda znaczy śmierć” jest to, że Crichton prezentuje wizję wydarzeń, które owszem są z pogranicza fantastyki naukowej, ale przy okazji są niezwykle prawdopodobne. Bo przecież tak właśnie może wyglądać nasze zetknięcie z istotami z innych planet. Na próbie wyeliminowania choroby, którą przywiozą nam w prezencie. Książka doczekała się ekranizacji w 1971 roku w reżyserii Roberta Weisa oraz mini-serii, która nawiązywała do powieści Crichtona.

Kolejne pięć pozycji pojawią się za jakiś czas, a teraz uciekajcie do czytania i jak nie mieliście okazji, to sprawdźcie poprzednie części:

Kolejne odsłony:

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Recenzja komiksu Mysia Straż
Gdyby Król Artur był myszą