Przez ciemne zwierciadło, czyli najlepsze książki science fiction #9

Jak zwykle przyszło Wam trochę poczekać, ale znowu mogę krzyknąć, że w końcu jest. Książki science fiction nie doczekały się jeszcze tylu odsłon, co te o komiksach czy książkach fantasy, ale może jak się uda to może za 10 lat dobijemy do 10 części. Dlatego jak zwykle bez zbędnego przeciągania zabierzmy się za to, co najważniejsze, czyli za kolejne propozycje tytułów do przeczytania.

“Syreny z Tytana” – Kurt Vonnegut

O Vonnegutcie wspominałem przy okazji poprzedniej odsłony. Tam polecałem “Rzeźnię numer 5”. Tutaj polecę coś innego. Innego, ale równie zajmującego. Bo “Syreny z Tytana” to próba spojrzenia na nasz los. Czy na pewno nie jesteśmy w całej tej swojej smutnej egzystencji sterowani? Czy możemy o wszystkim świadomie decydować? Czy to nie jest tak, że nasze życie to tak naprawdę wypadkowa decyzji sił, o których nawet nie mamy pojęcia? Oczywiście wszystko jest podane w charakterystyczny dla Vonneguta sposób. Jest tu sporo absurdu, czarnego humoru. Czytelnik śledzi losy Malachiasza Constanta. Posiadacza ogromnej fortuny. Bogacz ma się z Winstonem Nilesem, a spotkanie ma się odbyć w czasie jednej z jego materializacji bowiem Winston padł ofiarą infandybuły chronosynklastycznej w czasie międzygwiezdnej podróży. Czy ma to dla Was sens? Pewnie nie, ale wierzcie mi, że życie głównego bohatera “Syren z Tytana” też tego sensu za wiele nie ma. Nie będę jednak zdradzać o co konkretnie chodzi, bo przecież mam zachęcić, a nie streścić fabułę. Dlatego skończę tylko tym, że w książce pojawia się koncepcja Boga Doskonale Obojętnego. Jak stać się jego wyznawcą? Należy porzucić wszelka nadzieję. Odpuścić. Za to czcić go za obojętność, bo przecież istnieje groźba, że ten doskonale obojętny bóg zechce ingerować w losy świata, a wtedy to tylko on jeden raczy wiedzieć, co się z nami wszystkimi stanie.

“Nowy wspaniały świat” – Aldous Huxley

Kolejny klasyk. Napisana w latach 30. XX wieku książka dla wielu stała się prorocza. W końcu Huxley zaprezentował nam wizję świata, w którym nie byliśmy ciemiężeni poprzez brutalny aparat terroru i propagandy jak u Orwella, a poprzez spełnienie wszystkich naszych pragnień. Społeczeństwo do szpiku kości konsumpcyjne. Takie, które dzięki postępom nauk realizuje jeden cel. Powszechne szczęście. Takie, którego źródłem jest dostępność pracy, obfitość dóbr materialnych, stabilność. Wszystko jest naj. Wszystko jest świetnie. Pozornie, bo w rzeczywistości to szczęśliwe społeczeństwo takie szczęśliwe nie jest. Nie rozwiązuje problemów. Ucieka od nich. Ludzie podzieleni na kilka klas. Kreatywność umarła, dzieci nie przychodzą już na świat tak, jak “życzyła” tego sobie natura. Wspominane klasy nie mogą bez siebie funkcjonować, a na wszystko są lekarstwa.  Jesteś nieszczęśliwy? Weź pigułkę. Jesteś zły? Weź pigułkę. Boli cię coś? Weź pigułkę. Idealny twór, szczęśliwy, mający wszystko, a jednocześnie nie mający nic. Ludzka egzystencja sprowadzona do poziomu zwykłej skorupy. Wizja świata jak syreni śpiew. Wspaniały, czarujący, ale z bliska zabójczy. Najbardziej przerażające jest to, że powoli do niej zmierzamy.

“Piknik na skraju drogi” – Bracia Strugaccy

Jakoś tak się dziwnie złożyło, że dopiero w tej odsłonie wspominam o “Pikniku”. Ciężko jest mi znaleźć osobę, która nie byłaby oczarowana historią stworzoną przez rosyjskich pisarzy. Ich opowieść o Zonie i stalkerach przeszukujących jej tereny zainspirowała genialnego Andreia Tarkovskiego do nakręcenia jednego z najlepszych filmów science fiction w historii medium, czyli “Stalkera”. Jednak ja nie o filmie, a o książce przecież miałem pisać. “Piknik” jest książką składającą się z pozorów. Niektórzy sięgają po nią i myślą, że dostaną science fiction z masą akcji, jakąś tajemnicą i tyle. Tymczasem mamy do czynienia z powieścią, która jest niezwykle trafną diagnozą kondycji człowieka jako jednostki. Naszych słabości. Grzeszków i grzechów. To analiza ludzkości, ale i pytanie kim możemy być dla innych cywilizacji. Kim i czym? Nic tylko czytać.

Jeśli człowiek pracuje, zawsze pracuje na kogoś, a wtedy nie jest człowiekiem tylko niewolnikiem, a ja wszędzie i zawsze chciałem sam, chciałem być sam, żeby mieć wszystkich gdzieś, razem z ich smutkiem i beznadziejnym żalem. – Red Shoehart w “Pikniku na skraju drogi”, tłum. Irena Lewandowska

“Mechaniczna pomarańcza” – Anthony Burgess

Skoro pojawiła się antyutopia Huxleya to warto przytoczyć jeszcze jedną. Tą Burgessa. Może już tak nie szokuje jak kiedyś, ale nie można jej odmówić tego, że stawia bardzo ważne i aktualne pytania. Bo “Mechaniczna pomarańcza” oprócz tego, że była literackim eksperymentem, to była też książką zawierającą drugie dno. To drugie dno to nic innego jak rozważania na temat dobra i zła oraz tego czym jest wolność jednostki. Główny bohater, Alex, trafia do więzienia po tym, jak jego towarzysze bez większych problemów go zdradzają. Tam postanawia, że zmieni swój wyrok na udział w eksperymencie, który ma go “wyleczyć” z przemocy. Faktycznie to się udaje, ale jak wszystko tak i ten eksperyment ma swoje konsekwencje. Film Kubricka często jest pierwszym, co przychodzi do głowy, gdy mówimy o “Mechanicznej pomarańczy” tymczasem naprawdę warto sięgnąć po książkę. Tym bardziej, że mimo tego, iż ekranizacja jest bardzo wierna, to jednak są pewne różnice. Na koniec warto też dodać, że w Polsce “Mechaniczna pomarańcza” została wydana w dwóch wersjach tłumaczeń. W jednej z wykorzystaniem slangu angielskiego, a w drugiej, rosyjskiego. Mi bardziej do gustu przypadła wersja rosyjska. Dlaczego? W sumie nie wiem, jakoś bardziej mi ten język pasował do treści książki.

“Gniazdo Światów” – Marek S. Huberath

Tę odsłonę kończę powieścią z nad Wisły. Napisana w 1998 roku powieść zaczyna się niewinnie. Jest główny bohater, jest świat, po którym podróżuje, są pewne zasady, które w tym świecie obowiązują. Nic ciekawego. Pozornie. Bo im dalej w las tym więcej drzew, ale przede wszystkim prawdziwa literacka incepcja. Światy w światach, książka czytana przez jednego z bohaterów. Książki w książkach. Opowieści w opowieściach. Literacki synonim obłędu, który hipnotyzuje oraz na koniec pozostawia czytelnika z pytaniami, na które być może nie odnajdziecie odpowiedzi.  Nie będę nawet próbować opisywać wizji, którą Huberath spisał. Nie ma to sensu, bo nawet ciężko jest to sensownie streścić. To powieść z jednej strony męcząca, a z drugiej zajmująca. Będziecie w tym samym momencie rzucić ją w diabły, jak i dowiedzieć się, co się stanie dalej. To powieść kompletna. Jedna z najlepszych jakie zrodził polski pisarz.

“Gniazdem Światów” kończę, ale jak zwykle czekam na Wasze propozycje i opinie na temat książek, które polecam powyżej. Jak zwykle też zapraszam do poprzednich odsłon cyklu:

Najlepsze książki science fiction - Cześć 1 Najlepsze książki science fiction - Cześć 2 Najlepsze książki science fiction - Cześć 3 Najlepsze książki science fiction - Cześć 4 Najlepsze książki science fiction - Cześć 5 Najlepsze książki science fiction - Cześć 6 Najlepsze książki science fiction - Cześć 7 Najlepsze książki science fiction - Cześć 8
Total
42
Shares
  • Hiero

    Anthonego burgessa-rozpustne nasienie jest o wiele lepsze niz mechniczna pomarancza.

    • Dlatego ta książka – spoiler – również się pojawi w jednej z przyszłych odsłon 🙂

  • raistand

    Jeśli chodzi o Vonneguta to jednak “Kocia kołyska”.

    Strugaccy? Wiadomo. Klasyka. Bolą mnie te kładki “Pikniku” inspirowane grą. Jeszcze wrzucony napis S.T.A.L.K.E.R.. Bardzo mnie to boli.