Fantasy to coś więcej niż Tolkien i Martin – Część 1

Tolkien i Martin sprawili, że literaturą fantasy zainteresowali się ci, którzy na co dzień jej nie czytają. Gdy się nad tym dłużej zastanowić, to bardzo dobrze. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że ci, którzy przeczytali całą Grę o Tron nie muszą sięgać po książki innych autorów. Być może nie chcą, ja ich do tego zmuszać nie będę, a być może po prostu nie wiedzą, co warto przeczytać. Jeżeli ktoś mieści się w tej drugiej grupie, to tu już mogę służyć pomocą. W kolejnych odsłonach będę się starał naprowadzić potencjalnych czytelników na sagi, które warto sprawdzić.

No dobrze to, jakie są najlepsze książki fantasy?

Jedną z pierwszy serii, które dosłownie mnie uwiodły były “Kroniki Thomasa Covenanta” Stephena R. Donaldsona. Przeczytałem je za sprawą kolegi, który w podstawówce powiedział mi o świetnej historii. Historii o Thomasie, który żyje w naszym świecie. W wyniku nieoczekiwanych wydarzeń przenosi się do innego wymiaru, w którym zostaje wzięty za bohatera. Niby wszyscy już to widzieliśmy, ale wierzcie mi, że Donaldson stworzył bohatera w pewnym sensie ikonicznego. Thomas zwany Niedowiarkiem to przedstawiciel grupy tzw. antybohaterów. Nie jest przesadnie dzielny, nie jest skłonny do ciągłych poświęceń i co najważniejsze, nie do końca wierzy w to, co się dzieje. Łącznie czeka Was osiem książek pełnych niesamowitych historii. Zdecydowanie warto sprawdzić.

Miało nie być Tolkiena, ale jednego jego dzieła na razie zrobię wyjątek i to podwójny. Głównie dlatego, że “Silmarillion” to nie jest saga, a zbiór opowiadań. Jednak jeżeli ktoś przeczytał Władcę Pierścieni i nie przeczytał Silimarillionu, to tak naprawdę nie wie zbyt wiele o świecie wykreowanym przez najgorszego kierowcę spośród słynnych pisarzy. To tu opisuje Valarów i Majarów, to tu dokładnie wyjaśnia, jak powstał świat znany z kart najsłynniejszych powieści. Silmarillion to taka historia Śródziemia świetnie uzupełniająca inne historie i dająca trochę inny punkt widzenia na to, co spisane zostało na kartach np. Hobbita.

Donaldson “kupił mnie” na tyle, że jeszcze przed wybraniem się do liceum szukałem kolejnych serii równie dobrych albo i lepszych niż Kroniki. Tak trafiłem na Roberta Jordana i jego “Koło Czasu”. No to jest moi drodzy prawdziwa masakra. Łącznie 15 książek – trzy ostatnie spisane po śmierci Jordana przez Brandona Sandersona – w których ilość postaci, wątków i wartych odnotowania zdarzeń przyprawia o ból głowy. Podobnie jak w przypadku Kronik, tak i w “Kole Czasu” najbardziej spodobało mi się to, że pojawia się bohater intrygujący. Rand al’Thor to wcielenie istoty, która sprowadziła na świat znany z książek zagładę. Z takim brzemieniem na karku nie jest łatwo i przez to Rand jest po prostu ciekawy. Musi podejmować trudne decyzje, a przy okazji nie jest kolejnym machającym mieczem idiotą rzucającym się na barykady.

Skoro była mowa o Brandonie Sandersonie, to musicie wiedzieć, że nie jest to pierwszy lepszy pisarzyna. Człowiek, który zakończył Koło Czasu, to bardzo utalentowany jegomość. Dwa razy otrzymał nagrodę Hugo, czyli takiego Oscara dla pisarzy sf i fantasy. Oprócz zamykania wątków w cudzych książkach pisze własne. Jedną z tych serii, na które warto zwrócić uwagę jest “Stormlight Archive”. Polecam ją z tego powodu, że jak zaczniecie czytać teraz, to spokojnie będziecie na czasie, bo w Polsce ukazała się dopiero jedna część. Pierwszy tom “Droga Królów” pojawi się w marcu. Drugi tom “Words of Radiance” powinien zawitać do księgarni w tym roku. Na świecie premiera zaplanowana jest na 4 marca. W Polsce być może pod koniec roku, ale bardziej prawdopodobny wydaje się początek 2015. Sanderson zaczął budować gigantyczny świat podobny trochę do tego, który stworzył Jordan. Jak kochacie epic fantasy, to pokochacie “Stormlight Archive”.

Pierwszą odsłonę zakończę innym wspomnieniem z czasów podstawówki, czyli “Kronikami Amberu” Rogera ZelaznegoSerię zacząłem czytać od końca. Wszystko przez to, że w bibliotece była tylko ostatnia część Kronik “Książę Chaosu”. Spodobała mi się na tyle, że znalazłem w końcu kolejne – już w odpowiedniej kolejności. Pierwsze pięć tomów opisuje przygody Corwina, księcia Amberu (5 książek). Kolejne pięć to historie syna Corwina Merlina (Merle), czarodzieja i eksperta komputerowego (też 5 książek). Do tego trzeba dołożyć opowiadania i książki autorstwa Johna Betancourta – tego nie znam. Dlaczego warto sięgnąć po te książki? Wyobraźcie sobie, że pojawił się autor, który ma rozmach, a przy okazji pieczołowicie opisuje każdy element świata przedstawionego. Do przysłowiowego porzygu dba o swoich bohaterów i wspaniale miesza ze sobą magię i technologię. Jak dodacie do siebie to wszystko, to wyjdzie Wam Zelazny.

Kolejne części mam już gotowe, bo pierwotnie pojawiły się na Students.pl. Wkrótce wszystkie powinny pojawić się na stronie. Tymczasem uciekajcie czytać 🙂

Sprawdźcie kolejne części przeglądu najlepszych książek fantasy:

Najlepsze książki fantasy - Część 2 Najlepsze książki fantasy - Część 3 Najlepsze książki fantasy - Część 4 Najlepsze książki fantasy - Część 5 Najlepsze książki fantasy - Część 6 Najlepsze książki fantasy - Część 7 Najlepsze książki fantasy - Część 7 i pół Najlepsze książki fantasy - Część 8 Najlepsze książki fantasy - Część 9 Najlepsze książki fantasy - Część 10 Najlepsze książki fantasy - Część 11 Najlepsze książki fantasy - Część 12
  • Julek

    Twoja ( Pańska? ) seria o literaturze fantasy jest fantastyczna i bardzo za nią dziękuję. Wystartowałem z Kołem Czasu i niecierpliwie czekam na możliwość sięgnięcia po kolejne wymienione tytuły.

    • Moja – jaki ja tam Pan 🙂 Dzięki za miłe słowa. Jak zacząłeś od Koła Czasu, to spotkamy się za wiele miesięcy, to ogromna saga 😉

  • Arimos

    Mówić, że nie ma się czasu na książę to jak mówić “Chwilowo nie mogę Ci pomóc – jestem bardo zajęty.” Prawdziwie zajęta osoba gospodaruje czasem i zawsze go znajdzie. Choć nie lubię pomagać ludziom bo jestem wredny w swojej naturze, to dobre książki zawsze miały rezerwacje mojego czasu. Niestety, czas ten przeznaczony jest na rzeczoną książkę, a nie jej szukanie. A te nagle się skończyły gdy kiedyś dawno temu przeczytałem Diunę, Silmarillion i Marry Poppins. Siostra się zbiesiła, zaczęła czytać literaturę poważną i przestała dostarczać dobre książki (Kupiec Wenecki nigdy do mnie nie trafiał). Tak oto przyszło liceum, a książki polecane przez kolegów okazywały się coraz to bardziej spektakularnymi porażkami. Na studiach zaś o książkach zapomniałem, do czego przyczyniły się seriale, anime i wódka w wolnym czasie ( 😛 ). Aż tu nagle, pół roku temu, w jakiś sposób trafiłem tutaj… I nagle strony Grzędowicza, Wegnera, Piekary (nie wiem czemu ale chyba jednak Polacy najbardziej przypadli mi gustu) i innych zaczęły płynąć tysiącami. Przypomina mi się jak przez mgłę dedykacja z Opowieści z Narnii… Było tam coś o tym, że jak autor skończy już pisać bajkę dla swojej siostrzenicy, to ona już będzie za stara na bajki. Ale gdy dorośnie jeszcze bardziej to zdejmie ją z półki i przeczyta bo będzie już wystarczająco stara by do bajek powrócić.
    Pisząc to czuję się jakby Twój artykuł miał na dole, dokładnie taką, niewidzialną dedykację przeznaczoną tylko dla moich oczu ;D
    Dziękuję po tysiąckroć, za każdą przeczytaną przez te pół roku stronę i każdą następną!

  • Ej fajna seria! Ja na kilka lat porzuciłam czytanie udając że nie mam czasu, a teraz nadrabiam radośnie i właśnie często jak skończę jakąś książkę nie wiem za co się zabrać, a najlepiej właśnie chciałabym jakąś sagę bo wtedy perspektywa że ma się co czytać jakoś motywuje, żeby robić to jeszcze częściej i więcej i dłużej. Jak dobrze, że jesteś! 😀

  • Monika

    Nareszcie! Dożyłam czasu/ miejsca gdzie znajdę swoiste kompendium na temat fantastyki wartej przeczytania. Za dzieciaka przez spory przypadek przeczytałam Sapkowskiego i Tolkiena, zanim nastał marketingowy szał na te pozycje. Natomiast kolejne 10 lat to całkowita posucha. Obecnie nastała moda na fantastykę i łatwiej zdobyć różnorakie pozycje, lecz znalezienie w bibliotekach/ forach/ księgarniach wartościowych informacji to już porażka. Obecnie przekopuję się przez całą LO, i nie tylko kontekście fantastyki 🙂 Szkoda że odkryłam Twojego bloga tak późno, lecz “lepiej późno niż później”. Pozdrawiam.

  • Jak to fajnie szukając jednej informacji trafić na zupełnie coś innego 🙂 Fajny blog, już mam zapisane w ulubionych będę na pewno zaglądał tutaj częściej.
    Co do fantasy to ja mam tak, że chociaż uwielbiam czytać, to do Tolkiena za Chiny Ludowe nikt mnie nie mógł zmusić, o Martinie nie wspominając. Ale sagę Zelaznego czytałem już parę razy i za każdym razem zachodzę w głowę, dlaczego cholera nikt w Holyłudzie jeszcze nie wpadł na to, że jest to praktycznie idealny scenariusz do filmu? Przy dzisiejszej technice, pokazanie najtrudniejszego czyli przenikania się światów-cieni w drodze do Amberu, teleportacja za pomocą kart Tarota – to przecież pikuś. Ale z drugiej strony, jak pokazują ekranizacje książek Pratchetta, nie zawsze świetna książka=świetny film. Ech… pozostaje mi czekać, tak samo jak na ekranizację Hyperiona, może, kiedyś.

    • Na wstępie dzięki za miłe słowa 🙂 Z ciekawości zapytam, czego szukałeś? A co do Kronik Amberu, to Hollywood od dłuższego czasu przymierza się do realizacji, ale nic z tego nie wychodzi. Jednak jest nadzieja. W tym roku – całkiem niedawno – gruchnęła wieść, że Robert Kirkman bierze się za serial. Też dobrze, a może się okazać, że to nawet lepiej niż film 🙂

      • Trafiłem tutaj przy okazji najnowszego najnowszego trailera Dr.Strange. Postanowiłem trochę poszperać o tej postaci, której nie znam, a film zapowiada się bardzo ciekawie. No i pokazane w nim przenikanie światów i rzeczywistości jak żywo przypomina światy Zelaznego. No to trafiłem na starszy tekst o dywagacjach co do filmu, a potem jakoś sam wskoczył mi tekst o książkach fantasy 🙂
        Co do serialu, to faktycznie, możliwe, że przy dzisiejszym wysokim poziomie technicznym produkcji telewizyjnych, to może się udać. Cała historia zasługuje na to by ją pokazać szerzej a film kinowy z racji ograniczonego czasu by ją spłycił.

        • Zgadzam się. Myślę, że serial jest świetnym pomysłem, bo pozwoli na pokazanie bogactwa świata wykreowanego przez Zeleznego. Pożyjemy, zobaczymy. A co do Strange’a to wkrótce przygotuję co nieco na jego temat 🙂

          • Chętnie poczytam 🙂

          • A co do serialu jeszcze, to myślę, że po bardzo dobrym przyjęciu “Gry o Tron”, ta tematyka ma szanse bardzo szybko dostać zielone światło. Oby się udało!

  • Cardan

    Super, naprawdę ciekawa seria artykułów.. Jeśli chodzi o fantastykę miałem dłuższą przerwę, ale niedawno przeczytałem kilka książek (a raczej pożarłem) niejakiego Ricka Riordana i że tak powiem – znowu mam ochotę na fantastykę dzięki niemu. 😉 Potrzeba mi było czegoś właśnie takiego, lekkiego, z humorem i wartką akcją. Teraz zamierzam przeczytać jego ostatnią książkę “Hotel Walhalla”, a już w następnym miesiącu ma wyjść “Młot Thora”. Obie w klimacie mitologii nordyckiej, co mi się szczególnie podoba. Dziękuję jeszcze raz za bardzo ciekawy artykuł i pozdrawiam!

  • Kastorp

    Pisarstwo Martina to naprawdę nic specjalnego, jeśli porównać z innymi pisarzami. Serial jest lepszy od książek i to jest paradoks 😉
    Z pewnością będę tu zaglądał, żeby poczytać Ciebie i pisarzy, których rekomendujesz, ale póki co muszę skończyć ostatnią książkę Ricka Riordana “Młot Thora”, która właśnie wyszła. Riordana określa się jako pisarza dla młodzieży, ale to nie do końca prawda – wciąga jak dobra fantastyka dla starszych. Ostatnia książka rozgrywa się w świecie mitologii nordyckiej, a to dla mnie wielki plus, bo odkąd pamiętam byłem wielkim fanem Thorgala i tych klimatów. 🙂 Jak dla mnie jest literacko, bardziej sprawny od szanownego pana Martina 😉 Pozdrawiam.