“Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych” – od gracza dla graczy

Choć książka Marcina Kosmana “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych” ukazała się kilka miesięcy temu, ja miałem okazję zapoznać się z nią dopiero teraz. Na urlopie. W upale, ale na spokojnie. Koso podarował mi kilka godzin ciekawej lektury. Obarczonej problemami, ale mimo wszystko fascynującej.

Tak dawno, że nikt nie pamięta

Niewtajemniczeni czytelnicy powinni wiedzieć, że historia polskich gier komputerowych jest starsza niż może im się wydawać. Niestety ponad 30 lat istnienia branży – nie chodzi tylko o Polskę – wcale nie oznacza, że półki uginają się od książek na temat historii gier. Absolutnie. Zresztą jeszcze gorzej jest, gdy spojrzymy na książki opisujące historię elektronicznej rozrywki w Polsce. Z tego powodu sięgałem po książkę “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych”. Z nadzieją, że dowiem się czegoś nowego.

I dowiedziałem się. Przede wszystkim na temat produkcji, o których nie miałem nawet pojęcia, że istnieją, bo książka Marcina upstrzona jest przykładami tytułów, które udało się autorowi wykopać z mroków historii. Czasami Koso rzuci jakąś anegdotą, czasem cytatem od twórcy, które często same w sobie są anegdotą. To zresztą jest najciekawsze, bo przyznam się Wam szczerze, że sama historia gier obchodzi mnie mniej niż historia ludzi, którzy za daną grę odpowiadają. Bo gry nie powstają ot tak, same z siebie. Nie są wykwitem koniunkcji światów. To efekt kreatywności ludzi. Bardzo często niezwykle interesujących ludzi, którzy wydają się ciekawsi niż to, co stworzyli. Te momenty w “Nie tylko Wiedźmin…” wypadają zdecydowanie najlepiej i z tego powodu smutno mi, że nie udało się przenieść środka ciężkości narracji na perspektywę twórców. Przez to cierpi dynamika. Opisy przeżyć, czasem osobistych dramatów, sprawiają, że czytamy z zapartym tchem, aby później rozbić się o czysto kronikarskie fragmenty.

Nawet przy ówczesnych standardach gra była bardzo trudna. Często o progresji decydowało odnalezienie przedmiotu reprezentowanego na monitorze przez jeden piksel, na przykład monety na plaży. Gra szybko sprawdzała wiedzę gracza z zakresu… składu drinków – by zdobyć lornetkę (z której później wydobywało się szkło powiększające), należało zaspokoić pragnienie napotkanego turysty i odbywać kolejne wędrówki do baru w celu dokonania zamówienia. By znajomy był zadowolony, należało jednak wskazać poprawny skład i proporcje drinka. – To była gra zrobiona zgodnie z dewizą „Uczyć bawiąc, bawić ucząc” – wyjaśnia ze śmiechem Grzegorz Miechowski. – Dzięki temu po latach gracze wiedzą, jak robić dobre drinki.

Tajemnica statuetki pozowała na grę z poważną historią, tym większe zdziwienie budziła więc jedna z zagadek, gdy pojmany gracz miał za zadanie wydostać się z celi. Rozwiązanie nie było oczywiste. Polegało na opluciu drzwi, futryny, klamki i przewodu z prądem, co prowadziło do porażenia strażnika. W przypadku zaschnięcia w gardle należało uzupełnić płyny pijąc wodę ze znajdującej się w kącie kałuży. Chmielarz do dziś wspomina nieustanne telefony od graczy, którzy zacięli się w tym miejscu i nie wiedzieli, jak ruszyć dalej. Próby wytłumaczenia im, co najpierw opluć, musiały brzmieć absurdalnie dla postronnego słuchacza. – fragment “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych” Marcina Kosmana, wyd. Open Beta

Tym samym stoimy trochę w rozkroku między zbudowaniem odpowiedniej perspektywy dla postrzegania historii gier wideo w Polsce – nawet, gdy ta perspektywa jest obarczona punktem widzenia rozmówców – a czystym wypisaniem punkt po punkcie tego, jakie kolejne tytuły były istotne dla rozwoju branży w Polsce. To na szczęście ma też zaletę, bo dzięki takiemu zabiegowi i nagromadzeniu informacji odnosimy wrażenie, że przeczytaliśmy grubszą książkę niż w rzeczywistości. Tym samym podzielam zdanie Pawła Olszewskiego z Gamezilli. Książka Marcina to przede wszystkim olbrzymi zastrzyk informacji. Dla osób, które “siedzą w branży”, ale i dla takich, które po prostu grają i cieszą się swym hobby, ale chciałby dowiedzieć się o nim trochę więcej.

Felietonistyka stosowana

Lubię felietony. Nie jest to może specjalnie istotna dla tego tekstu informacja, ale lubię je i to bardzo. Choć nie, to jest istotne, bo wspominam o tym dlatego, że “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych” przez swoją konstrukcję sprawia, że odnosiłem wrażenie, iż czytam zestaw spisywanych przez lata felietonów, które ostatecznie zebrane stworzyły jednolite dzieło. Wiem, że tak nie jest, ale ciągle sposób opisania przez Kosa historii polskiego gamedevu determinuje taki odbiór. Niektórych będzie denerwowało to, że przejście między wydarzeniami nie jest płynne i czasami po zakończeniu rozdziału odnieść można wrażenie, że tam powinien być ciąg dalszy, ale całość została urwana. Niektórych, bo ja to absolutnie rozumiem i akceptuję.

Czasami nie można inaczej w momencie, gdy zapuszczając się w mroczny okres narodzin polskiej myśli growej Koso stara się najpierw dotrzeć do konkretnych faktów na ten temat, a później próbuje poskładać to w jedną całość. Ten moment jest dla mnie wyjątkowo interesujący, bo tak naprawdę wiedziałem o nim tyle, co nic. Choć prawdziwa bomba przychodzi, gdy zapuszczamy się do lat 1992-1996. Lat, które kształtowały mój growy gust. Marcin przypomniał mi o tytułach, w które się zagrywałem. O tym, że chcąc nie chcą zamiast do obozu Pegasusa trafiłem do obozu Rambo, czyli klona Atari 2600, które sprzedawano w naszym kraju. Kiedy mój tata mi ją kupował miałem pretensje, że nie jest to Pegasus, ale teraz z perspektywy czasu muszę mu podziękować, bo dał mi szansę obcować z kawałkiem historii gier. Tym bardziej, że na Pegasusie i tak grałem.

To właśnie przez ten sentyment czytałem “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych” z zapartym tchem, bo poszczególne strony przywoływały wspomnienia. Emocje jakie wywoływały takie gry jak: “Franko”, “Teenagent” czy “Rezerwowe Psy”. W “zalewie” gier z mitycznego zachodu każda polska produkcja wydawała mi się wyjątkowa, bo powstała nad Wisła i Odrą. Teraz oczywiście już tak nie jest, ale dzięki opisywanej książce udało mi się jeszcze raz przeżyć swoją wczesną młodość za co jak tylko będę miał okazję, to podziękuję Marcinowi osobiście.

Nie tylko dla gracza?

Już wiecie, że “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych” to książka, którą powinien przeczytać każdy fan gier w Polsce. Jak nie domyśliliście się tego, to powtórzę. Powinien. Teraz pozostaje pytanie, czy tak samo powinni postąpić ci, którzy z grami mają mniej wspólnego. Niedzielni gracze czy osoby, które nie grają praktycznie w ogóle? Choć nie są oni grupą docelową odbiorców – mimo wszystko pojawiają się tam informacje dość hermetyczne, którym przydadzą się wyjaśnienia, co to i z czym to się je – to nie powinni się nudzić. Głównie przez to, że można na to popatrzeć nawet jako ciekawy zapis tego, jak rozwijał się w Polsce rynek od strony biznesowej. Jakie ruchy wykonywali najważniejsi gracze. Jak radziły sobie firmy z przemianami. Nawet pomijając gry, to niezwykle interesujące.

Z tego powodu cieszę się, że Marcin swoją książkę ukończył, wydał własnym sumptem – co jest związane z tytaniczną pracą i niestety odbiło się np. na korekcie i samym składzie – a ja ją kupiłem i miałem okazję przeczytać. Czekam na wersję rozszerzoną albo taką, która skupi się właśnie na osobach twórców gier, bo to jest temat, który trzeba poruszyć w większym stopniu niż ma to miejsce w “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych”. Słyszysz Marcin? Jak skorzystasz z tej rady, to będziesz mógł mi podziękować w kolejnej swojej książce.

Gdzie możecie ją kupić:

Na stronie wydawnictwa, czyli w tym miejscu.

  • jojtek12

    Eee …czy ja już gdzieś tego nie widziałem?