Co “Niekończąca się opowieść” mówi o naturze świata i nas samych

“Niekończąca się opowieść” funkcjonuje w świadomości wielu przede wszystkim jako film nakręcony przez Wolfganga Petersena. Warto jednak pamiętać o tym, że film w reżyserii twórcy “Okrętu” i “Troi” był wypadkową wielkiej popularności książki napisanej przez Michaela Ende. Popularności, która zwiastowała sukces ekranizacji. I ten faktycznie nadszedł choć miliony na konto twórców wpływały w cieniu skandalu, a może lepiej napisać wielkiego niezadowolenia pisarza, którego wyobraźnia stworzyła przygody Bastiana Baltazara Buksa.

Nie tak miało być

Ende napisał swoją najsłynniejszą powieść ponad dekadę po śmierci ojca Edgara. Wspominam o tym z tego powodu, że młody Michael miał kontakt z nieposkromioną wyobraźnią właśnie przez osobę ojca. Edgar Ende był bowiem malarzem, którego pochłaniał surrealizm. Mam z kolei była psychoterapeutką, więc mówiąc krótko z tego połączenia mogło wyjść coś wyjątkowego. Być może dlatego Michael Ende z jednej strony zabiera czytelników do światów fantasy, a z drugiej pozostaje realistą. W teorii jest też pisarzem głównie tworzącym dla młodszych czytelników, jednak w rzeczywistości jego książki mają drugie dno. Tak powszechne w dziełach, które wybijają się ponad przeciętność.

Auryn
Dobro i zło na okładce/Fot. Warner Bros.

Kiedy w 1979 roku ukazała się “Niekończąca się historia” – pod takim tytułem znana jest książka – jego rodzinne Niemcy oszalały. Tytuł utrzymywał się na liście bestsellerów przez ponad 3 lata. Jej sprzedaż i rosnąca popularność sprawiły, że najpierw przetłumaczono ją na inne języki, a później pojawiła się koncepcja ekranizacji. Ta trafiła do kin w 1984 roku i tak, stała się kultowa, ale przy okazji sprawiła, że Ende poczuł się oszukany. Napisać, że nie spodobał mu się efekt końcowy nie jest wystarczające. Pisarz był wściekły i mówił wprost, że film i książka to dwa różne byty. Na tyle różne, że film nie powinien nosić tytułu książki.

Ten wywrotowy film. Twórcy nie zrozumieli książki. Chcieli tylko zarobić pieniądze!

Wolfgang Petersen był zaskoczony, bo Ende uczestniczył w produkcji filmu – konkretnie w pracach nad scenariuszem, a później jako konsultant. Wspierał twórców, a sam reżyser bronił się, że film jest wierny książce. W tej chwili rodzi się w Waszych głowach pytanie o to, kto ma rację? Faktem jest, że Ende nie miał nic przeciwko ekranizacji. Produkcja okazała się najdroższą w historii niemieckiej kinematografii i nic nie wskazywało, że pojawią się problemy. Autor pomagał, zainkasował swoje honorarium, ale ostatecznie to, co zobaczył sprawiło, że zażądał usunięcia swojego imienia i nazwiska z napisów filmu. Dlaczego?

Pracowałem jako doradca, bo chciałem pięknego filmu. Zaufałem im. Ostateczną wersję scenariusza zobaczyłem na pięć dni przed premierą i to tylko jako efekt decyzji sądu z Monachium. Byłem przerażony. Zmienili cały sens historii. Fantazja pojawia się z powodu braku jakiejkolwiek kreatywności ze strony Bastiana. A to właśnie było dla mnie esencją książki.

Pisarz oskarżał reżysera o to, że ten potajemnie przepisał scenariusz. Tym samym na ekrany trafiła wersja, do której Ende nie przyłożył ręki. Taka, której nie akceptował i nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Nie będę jednak rozstrzygał, kto ma rację i jak faktycznie było, bo nie jestem stroną. Wspominam jednak o tym konflikcie, bo jest on istotny z perspektywy dalszej części tekstu. Konkretnie istotne jest to, co jest esencją “Niekończącej się opowieści”.

Książka w książce

Kiedy Ende wspomina o tym, że twórcy filmu nie zrozumieli przesłania książki ma sporo racji. Patrząc na dzieło Petersena możemy odnieść wrażenie, że to, co oglądamy to po prostu kolejna historia fantasy. Taka, która tym razem kończy się bardzo prostą konkluzją, że wyobraźnia ma niesamowitą moc. Owszem to jest jeden z kluczowych elementów książki, ale patrząc na “Niekończącą się opowieść” z innej strony to nie tyle opowieść o potędze wyobraźni, co o jej źródle. Ende nie tylko wskazuje na to, jak wiele potrafi zdziałać wyobraźnia. Przede wszystkim skupia się na tym skąd się bierze, po co w ogóle istnieje oraz jakie znaczenie dla nas ma to, że potrafimy śnić, marzyć czy po prostu mieć nadzieję.

U Petersena nie czuje się wagi marzeń. Nie czuje się odpowiedzialności za własne życzenia. W swojej książce Ende wykorzystuje pozory dziecięcej przygody, aby powiedzieć o czymś ważniejszym. Przez Bastiana i jego postępowanie rozprawia się z przywarami i słabościami dorosłych. Kwestię władzy, jej wykorzystania i konsekwencji jakie się z tym wiążą. Pokazuje nam jak łatwo władza potrafi nas zdeprawować, zepsuć. Mówi o wolności, ale i o tym, czym jest prawdziwa wolność i co się z nią wiąże. Bo często o wolności mówimy, ale jednocześnie nie potrafimy jej jednoznacznie zdefiniować. Zdarza się też, że to, co uważamy za wolność to tylko pozory.

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. – John Emerich Edward Dalberg-Acton

Wszystko oczywiście jest związane nie tylko z AURYNEM, na którego odwrocie znajduje się krótkie stwierdzenie o tym, że możesz sobie życzyć czego tylko chcesz, ale przede wszystkim z nami. Naszym postępowaniem. Spoglądając jeszcze głębiej okazuje się, że Ende zastosował bardzo prosty, ale i cwany trik.

  • Atreju, który wydaje się być jednym z głównych bohaterów jest tylko projekcją Bastiana w Fantazji.
  • Bastian z kolei jest projekcją nas samych, nie tyle samodzielnym bytem, co soczewką skupiającą ludzi jako ogół, a może po prostu istotę człowieczeństwa.

Jednocześnie Ende idzie dalej sprawiając, że podróż Atreju jest ułudą, bo patrząc na to, co dzieje się z bohaterem dochodzimy do wniosku, że on tam jest tylko statystą. Wszystko dzieje się bez względu na to, co robi, bo cała fabuła pełna jest Macguffinów, a wydarzenia to kolejne deus ex machiny. Siłą “Niekończącej się opowieści” – zwracam uwagę na pierwszy człon tytułu, który jest niezwykle wymowny – jest fakt, że czytając książkę mamy wrażenie, jakbyśmy to my byli bohaterami wydarzeń tam opisanych. Idąc dalej, w książce, którą czytamy też jest książka. Taka sama jak nasza, zatytułowana tak samo, opowiadająca to, co sami czytamy. Książkowa incepcja, która pozwala na jeszcze głębsze wciągnięcie czytelnika w świat wykreowany przez pisarza.

Niekończąca się opowieść
Mówiłem, że życie weryfikuje nasze działania?/Fot. Warner Bros.

Bo fantazja, bo fantazja, bo fantazja jest od tego…

Incepcja ciągnie się dalej i wtedy trafiamy do punktu, który jest kolejnym punktem zwrotnym opowieści i wspominaną esencją, którą rzekomo stracił z oczu Petersen. Dochodzimy bowiem do miejsca, w którym już wiemy, że świat może naprawić wyobraźnia Bastiana. Jednocześnie zostajemy pouczeni, że nie ma czegoś takiego jak nieomylny dyktator, rząd, który będzie czynić tylko dobro. Bastian przy wszystkich swoich dobrych chęciach czyni tyle samo zła, co w momencie, gdyby faktycznie chciał to zło uczynić. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest idealny. On zdaje sobie z tego sprawę, gdy zbliżamy się do finału książki. Świat jest pełen ludzi, którym wydaje się, że mają receptę na lepsze życie dla wszystkich dookoła. Okazuje się jednak, że nie ma czegoś takiego. Nie ma jednej recepty dla każdego. Nie ma ludzi nieomylnych, takich, którzy najlepiej wiedzą, co będzie dobre dla innych.

Jak przyjdzie na ciebie kolej (…), staniesz się i ty bezwolnym i zmienionym nie do poznania sługą władzy. Kto wie, na co się jej przydasz. Może z twoją pomocą będzie się nakłaniać ludzi, by kupowali, czego nie potrzebują, albo nienawidzili, czego nie znają, wierzyli w to, co czyni ich uległymi, albo zwątpili w to, co mogłoby ich ocalić. – Gmork “Niekończąca się opowieść”

Zresztą wystarczy spojrzeć na to, jak wygląda AURYN. Ciemny i jasny wąż, zjadające swoje ogony. Dobro i zło koegzystujące ze sobą. Wynikające z siebie i siebie uzupełniające. To jest fundament świata stworzonego przez Ende, ale i naszego. Nie może być tylko dobra, jak nie może istnieć tylko bezwzględne zło. Banalna prawda, ale kolejna z tych, o których zapominamy w trakcie krzyków o to, że coś jest nie po naszej myśli, że ktoś robi coś złego. Podczas sesji biadolenia o tym, że naszym marzeniem jest wieczne szczęście i pokój na świecie. Każdy z nas jest jak Bastian. Nie chce źle, próbuje być dobry i ma dobre chęci. Ostatecznie jednak okazuje się, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Rzeczywistość weryfikuje nasze postępowanie brutalnie. Obchodzi się z nami tak, jak z przyjacielem Atreju.

Wspomniana przeze mnie prosta konkluzja filmu nijak się ma do tego, co kryje się w książce. Kusząca perspektywa robienia, co się tylko chce wiąże się z konsekwencjami, ale o tych informowani jesteśmy już na samym początku. AURYN, na którym napisano, że możesz robić, co sobie życzysz w rzeczywistości informuje nas, że owszem możesz, ale przede wszystkim masz robić to w co naprawdę wierzysz i czego potrzebujesz. To na czym ci zależy, a nie to na co masz ochotę, bo w tej chwili masz taki a nie inny kaprys.

Dobro kontro zło

Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Ende nie daje nam do zrozumienia, że walka dobra ze złem jest jednowymiarowa. Choć można znaleźć w niej odniesienia do tradycji judeo-chrześcijańskiej to nie stara się nam mówić wzorem na przykład “Harry’ego Pottera” czy “Opowieści z Narnii”, że świat jest albo czarny, albo biały. “Niekończąca się opowieść” prezentuje relację między dobrem i złem w dużo bardziej złożony sposób. Ukazuje nam szarości. Być może przez to jest to kolejna książka, która “dorasta” razem z czytelnikiem i warto po nią sięgnąć nawet, gdy ma się już “dziesiąt”, a nie “naście” lat.

Co tak naprawdę wiesz o życzeniach? Skąd będziesz wiedzieć, co jest dobre, a co nie? – Grograman

Przeczytaj:

[button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/basnie-braci-grimm/”]Ci obrzydliwi bracia Grimm[/button] [button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/arthur-conan-doyle-nie-lubil-holmesa-dlaczego/”]Sir Arthur Conan Doyle – człowiek, który nienawidził Sherlocka Holmesa[/button]