Pamela Lyndon Travers
P. L. Travers

Niezwykłe życie Pameli L. Travers

Właśnie obejrzałem film “Ratując Pana Banksa”. Płakałem na końcu, co zdarza mi się często, bo wzruszam się na filmach i nie wstydzę się tego. Na początku chciałem napisać kilka słów na temat samego filmu, ale zmieniłem zdanie. Stwierdziłem, że lepiej będzie dowiedzieć się czegoś więcej na temat bohaterki tego filmu, czyli Pameli Lyndon Travers. Autorka jednej z najpopularniejszych książek dla dzieci w historii literatury, to osoba fascynująca. Jej barwne życie przez lata było tematem spekulacji, co z jej opowieści jest prawdą, a co fikcją. Wszystko przez to, że “matka” Mary Poppins lubiła konfabulować na swój temat. W wywiadach jakich udzieliła – wcale nie było ich tak wiele – prawda mieszała się z wymysłami samej Travers. Część z tego, co mogło być prawdą, a co kłamstwem wyjaśnia wspominany film Johna Lee Hancocka. Zacznijmy jednak od początku.

Pamela Lyndon Travers przyszła na świat jako Helen Lyndon Goff. Nie była nobliwą Brytyjką, na którą się kreowała. Jej ojczyzną była odległa Australia. Anglia pojawiła się w jej życiu za sprawą ojca, który miał irlandzkie korzenie i sam lubił opowiadać bajki na temat dzieciństwa spędzonego na Zielonej Wyspie mimo, że wychował się w Londynie. To po nim Helen odziedziczyła wyobraźnię i choć to brzmi trochę jak bajka, to w rzeczywistości tak kolorowo nie było. Ojciec – Travers Robert Goff – choć kochał swoje trzy córki i żonę, był człowiekiem słabym. Błądził z głową w chmurach, tracił kolejne posady, a przy okazji pił. To przez alkohol z dyrektora banku w miasteczku Allora stał się na powrót zwykłym urzędnikiem bankowym. Problem alkoholowy był coraz poważniejszy i ostatecznie zaprowadził go tam, gdzie wszyscy trafimy. Na cmentarz. Travers zmarł w wieku 43 lat zostawiając rodzinę w biedzie. Helen kochała ojca mimo jego wad, co najlepiej ukazuje fakt, że jako pseudonim przyjęła jego imię. Niestety brutalna rzeczywistości sprawiał, że mała dziewczynka musiała szybko stać się dorosła. Matka – cierpiąca na depresję Margaret Goff z d. Morehead – potrzebowała pomocy.

Potrzeba ta była na tyle silna, że nastoletnia Pamela porzuciła naukę i rozpoczęła pracę. Na szczęście dla przyszłych pokoleń szybko okazało się, że młoda dziewczyna ma talent. Na początku objawił się talent aktorski, a później okazało się, że świetnie radzi sobie pisząc. Z tego powodu widzowie mogli ją oglądać deklamującą Szekspira, a później przeczytać jej teksty, gdyż dorabiała jako dziennikarka, która często pisała relacje z przedstawień teatralnych. Po godzinach pisała wiersze i to one tak naprawdę sprawiły, że zyskała sławę w ojczyźnie. Jej kariera nabierała rozpędu, a młoda i ambitna Helen stwierdziła, że przyszedł czas na nowe rozdanie. Tak narodziła się Pamela Lyndon Travers. Zabrzmi to jak straszny banał, ale przyszła autorka Mary Poppins mimo bujnej wyobraźni twardo stąpała po ziemi. Szybko zorientowała się, co jest jej celem i spokojnie acz zdecydowanie zmierzała do jego osiągnięcia. Aktorstwo dawało jej satysfakcję tym bardziej, że zdawała sobie sprawę ze swoich umiejętności, ale przy okazji uświadomiło jej, że nie może na nim polegać wiecznie. Potrzebowała czegoś pewnego, czegoś stałego w swoim życiu. Zdecydowała, że zostanie pisarką, co skwitowała później w jednym z wywiadów tak:

“Aktorki się starzeją, tancerze nie mogą już dalej tańczyć, a pisarz nadal ma maszynę do pisania”

Pierwszym krokiem na nowej drodze życia stało się przybranie pseudonimu. Kolejnym krokiem było znalezienie sobie lepszego miejsca na ziemi. Wiedziała, że Australia nie jest tym krajem, w którym może zrealizować wszystkie swoje cele. Skoro płynęła w niej brytyjska krew jej wybór padł na ojczyznę ojca. W wieku 25 lat nie zastanawiała się zbyt długo. Spakowała się, kupiła bilet na statek i wyruszyła do Londynu. To oczywiście też bardzo dobrze przemyślała, bo nawet będąc tysiące kilometrów od Australii zadbała o to, aby nie zostać na lodzie. Ciągle pisywała do australijskich gazet dzięki czemu miała stałe źródło utrzymania, a przy okazji szukała wydawcy na miejscu. P. L. Travers była doprawdy zaradną kobietą, która chwytała okazję, gdy ta pojawiła się na horyzoncie. Najlepszym przykładem na to jest jej znajomość z jednym z najważniejszych irlandzkich pisarzy, Georgem Williamem Russellem. Poznali się za sprawą pisma, w którym Russell pracował, a do którego Travers wysyłała swoje wiersze. Pisarz zwrócił na nią uwagę i ostatecznie udało im się spotkać.

Seks, okultyzm i Mary Poppins

Emma Thompson wcielając się w Travers ukazała ją jako osobę rozpamiętującą przeszłość, która boi się utracić jedyną pewną rzecz w swoim życiu, czyli Mary Poppins. Jest wiecznie niezadowolona, dlatego ciężko przyjąć do wiadomości fakt, że prawdziwa Pamela prowadziła wyjątkowo bujne życie towarzyskie. Oprócz swoich batalii z Waltem Disneyem – zabiegał o prawda do realizacji filmu o słynnej niani prawie 20 lat – znała się na przykład z Williamem Butlerem Yeatsem. W biografii autorstwa Valerie Lawson pojawiają się informacje o jej licznych kochankach, a nawet wątek homoseksualny. Specjalnie mnie to nie dziwi, bo czytając na temat Travers dochodzę do wniosku, że była po pierwsze bardzo utalentowana, a po drugie realizowała się tak, jak chciała. Jej osoba wzbudzała kontrowersje i interesowała postronnych. Z jednej strony przez wspominane życie towarzyskie, a z drugiej przez historie związane na przykład z okultyzmem. Travers po przybyciu do Wielkiej Brytanii zetknęła się z mistycyzmem, a ten był częścią jej życia aż do śmierci. Mistycyzm przewija się w jej twórczości choć wiele osób nie dostrzega go na pierwszy rzut oka. Najlepszym przykładem jest cykl opowieści o wspominanej tyle razy Mary Poppins. To tam Travers umieściła jeden ze stałych elementów ezoterycznych wtajemniczeń, czyli podróż będącą formą inicjacji. W tym wypadku chodzi o przejście przez dzieci czterech żywiołów i tym samym poznanie dna morza i głębi ziemi, ogień i gwiazdy, świat zwierząt i minerałów.

Emma Thompson w filmie "Ratując Pana Banksa"
Wyborna Emma Thompson jako P. L. Travers

Zresztą często krytycy analizując twórczość Travers zadawali pytanie, czy to książka o dzieciach, czy może o dorosłych. Pojawiały się zresztą zarzuty, że pisarka nawet nie lubiła dzieci, co może i jest prawdą, ale przy okazji nie powstrzymało jej przed adopcją. Na tą zdecydowała się w wieku lat 40 i żeby przy okazji nie było nudno stała za nią decyzja o rozdzieleniu bliźniaków. Ci spotkali się dopiero kilkanaście lat później, zupełnie przypadkiem na ulicy w Londynie. Nie będę wdawał się w oceny jaką matką była Travers, bo tego zwyczajnie nie wiem. Wiem natomiast, że miała ciekawe podejście do swojej twórczości. Po pierwsze, nie dbała o rozgłos. Na książkach widniało P. L. Travers, co mogło sugerować, że napisał je mężczyzna. Po drugie, jeżeli już musiała rozmawiać, to wolała rozmawiać o tym, co innym podoba się w jej książkach. Wynikało to z faktu, że jej zdaniem pisarz wiele może nauczyć się od swojego czytelnika:

Ostatecznie pisarz to tylko połowa książki. Druga połowa to czytelnik, od którego pisarz się uczy.

Z tego powodu słynna pisarka wolała pytania o swoją twórczość, a nie o nią samą. Jej relacje z Disney’em były wyjątkowe, bo jak wspominałem ojciec Myszki Miki zabiegał o prawa do realizacji filmu przez wiele lat. Travers nie zgadzała się przede wszystkim z powodu tego, że nienawidziła filmów animowanych, z których studio należące do Walta słynęło. Dodatkowo uważała, że Disney zmasakruje jej ukochaną nianię i zrobi z niej kolejny element swojego zarabiającego krocie imperium. Ostatecznie uległa, a film okazał się wielkim hitem. Partycypowała w zyskach jakie wypracował, ale przy okazji obiecała, że już nigdy nie sprzeda praw do ekranizacji żadnemu Amerykaninowi. Dlaczego? Głównie dlatego, że mogła poczuć się oszukana. Jej niechęć do animacji była na tyle silna, że gdy zobaczyła w filmie sekwencje animowane była zaskoczona i zniesmaczona tym, że ktoś ją wyprowadził w pole. Swoje postanowienie wprowadziła w życie i faktycznie nigdy już żaden Amerykanin nie był zaangażowany w prace przy produkcjach związanych z jej twórczością.

Czy Travers była zgorzkniałą babą, która potrzebowała dogłębnej psychoanalizy? Ciężko to jednoznacznie stwierdzić właśnie przez fakt, że nie wiemy, co z tego, co mówiła o sobie było prawdą. Podobno w pewnym momencie swojego życia przyznała, że najlepiej o niej samej mówią książki, które napisała, co sugerowało, że jest tam sporo wątków autobiograficznych. To z kolei sugeruje też reżyser “Ratując Pana Banksa”. Na pewno jej zasługą jest to, że jako pierwsza stworzyła nowy typ bohatera dla dzieci. Wcześniej był on zawsze miły, dobry i uśmiechnięty. Mary jest inna. Szorstka, próżna i skupiona na sobie. Jednak przy okazji troszczy się o dzieci, kocha je i one to uczucie odwzajemniają. Wybaczają jej wady. Z tego powodu każdy może w Mary zobaczyć odrobinę siebie. Na tym polegał geniusz Travers, która mimo wszystko pozostaje tajemnicą.

Fot. tytułowa – zdjęcie wykonano w 1924. Według prawa w Australii każda fotografia zrobiona przed 1955 rokiem jest własnością publiczną. Licencja

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Ian Fleming - pisarz
Ian Fleming jakiego nie znacie