Od czego zacząć przygodę z książkami Philipa K. Dicka? Poradnik dla zagubionych i elektrycznych owiec

Zacznę od kłamstwa. To znaczy od tego, co wielu – w tym i ja – uważa za kłamstwo. Brzmi ono tak:

Często pytacie mnie o [tu wstaw o co konkretnie chodzi].

W dziewięciu przypadkach na dziesięć powyższe może być kłamstwem. W wypadku Philipa K. Dicka też. Choć tym razem piszę świętą prawdę. Od momentu, gdy napisałem m.in. o tym, jak zacząć czytanie Świata Dysku oraz od czego rozpocząć przygodę z H. P. Lovecraftem otrzymuję pytania o to, co zrobić z Philipem K. Dickiem. Pytanie z jednej strony dziwne, bo można na nie bardzo krótko odpowiedzieć, co zresztą w pewnym momencie tego tekstu zrobię, a z drugiej zasadne. Zasadne, bo tu nawet nie chodzi o konkretną kolejność, ale czasami pytacie po prostu o tytuły, które będą nadawać się na start z prozą klasyka.

Jednak to, co przeczytacie poniżej to nie jest próba zaprezentowania jedynej słusznej drogi. To moja prywatna propozycja, która będzie mi służyć za gotową ściągawkę przy okazji kolejnego pytania o to samo. Wszystko przez to, że Dick nie tworzył uniwersum, osobnego świata, gdzie wszystko się ze sobą łączy, jak u Pratchetta czy w książkach Stephena Kinga.

Informacje bardzo podstawowe

Philip K. Dick był niezwykle płodnym pisarzem. Jeżeli chcielibyście przeczytać wszystko, co stworzył, to musicie zarezerwować sobie trochę więcej czasu. Choć ciągle mniej niż połowa “Mody na sukces”. I przez tą jego płodność i ogrom pozycji rodzą się pytania, jak zacząć? Z wszystkich książek i opowiadań Dicka wybrałem te, które mógłbym zaproponować na sam początek. Hardcorowi fani Dicka niech powściągną konie, bo to jest tylko propozycja. Nie przeczytałem też wszystkiego, więc być może gdzieś, ktoś, może zaproponować coś znacznie lepszego. Na przykład takiego cosia, który uzupełniony jest o jakieś niesamowite opowiadanie, którego prawie nikt nie czytał, ale ono gdzieś tam jest. Zachęcam do swoich propozycji.

Philip K. Dick
Pete Welsch/Flickr.com

Dlaczego warto po Dicka sięgnąć? Bo choć stawiany jest w tym samym rzędzie, co Asimov czy Lem, to on grał w swojej własnej lidze. Nie przez to, że był od nich lepszy, ale przez to, że jego książki choć rdzennie związane ze science fiction, to jednak operowały na dużo większym poziomie abstrakcji, kojarząc się z chorymi widami człowieka opętanego obsesjami. Ważne w przypadku jego literatury jest również to, aby nie nastawiać się na tradycyjną narrację, coś, co znacie z wielu innych książek. Często jest dziwnie, nielogicznie na pierwszy rzut oka i w ogóle nie tak, jak trzeba. Porzućcie wszelkie oczekiwania i dajcie się porwać. To moja podstawowa rada. Logikę też czasami porzućcie, bo zwiedzie Was na manowce.

Inicjacja

Większość z Was może się spodziewać, że zaproponuję na sam początek coś z absolutnej klasyki. Nic bardziej mylnego – choć nie wiem, czy w przypadku Dicka wszystko nie jest już uznawane za klasykę. Pójdziemy innym tropem. Wprowadzimy Was delikatnie.

  • “Labirynt śmierci” – z 1970 roku wybrałem dlatego, że jest krótki, wciąga od samego początku, przeczytacie go w jeden wieczór, a wszystko i tak rozbije się o to, że będziecie zaskoczeni zakończeniem. Do tego ostatniego zresztą będziecie przeć do przodu z czystej ludzkiej lub zwierzęcej ciekawości. W końcu fabuła sama sugeruje, że musimy się dowiedzieć o co chodzi. No właśnie, a o co chodzi? Na planecie Delmak – O pojawia się czternaścioro obcych sobie ludzi. Szybko okazuje się, że są obiektem jakiegoś doświadczenia. W końcu jedna z nich ginie. Schemat znany, ale jak wszyscy wiemy bardzo dobrze sprawdzający się w trzymających w napięciu historiach.
Film "Next"
Tak, Nicolas Cage grał w ekranizacji Dicka. Ze średnim skutkiem/”Next” reż. Lee Tamahori
  • “Humpty Dumpty w Oakland” – Nie jest to najwyżej oceniana powieść Dicka, ale jest interesująca, bo ma w sobie coś z twórczości Woody’ego Allena. To nawet nie jest paranoiczne science fiction, a bardziej powieść obyczajowa. Książka nie tyle odkrywa przed nowicjuszem jego twórczość, co delikatnie potrafi wprowadzić w nią nawet tych, którzy z science fiction za wiele wspólnego mieć nie chcą. Jest brutalna i szczera. To dowód na to, że rzeczywistość potrafi być dużo ciekawsza od najlepiej napisanej fikcji.
  • “Przez ciemne zwierciadło” – w grupie inicjacyjnej pojawi się też jeden z żelaznych tytułów kanonu pisarza. Po części opowieść autobiograficzna, która traktuje o uzależnieniu ze spiskiem w tle, czyli klasyka polskiego jazzu. Sam pisarz zresztą twierdził, że wszystko, co widzieli jego bohaterowie najpierw zobaczył sam. W tej chwili niewiele Wam to mówi, ale jak przeczytacie – lub nawet obejrzycie film Richarda Linklatera – to przekonacie się, że widzieli sporo, a narkotyki były mocne jak nigdy. Nie wiem, co Dick brał, ale dilera miał fantastycznego.
  • “Klany księżyca Alfy” – to jest naprawdę solidne science fiction, które w swoich założeniach łączy wiele motywów przewijających się w twórczości pisarza. Od androidów, po narkotyki i choroby psychiczne. To trochę taki Dick w pigułce. Nie jakoś specjalnie filozoficzny czy odkrywczy. Nie zmienia to jednak faktu, że dostarcza rozrywki i sprawia, że mamy ochotę brnąć w jego umysł dalej. Oczywiście nie musi to być dobry pomysł, ale do odważnych świat należy.
  • “Czas poza czasem” – kolejna z książek oferujących “gładkie” rozpoczęcie przygody z Philipem K. Dickiem. Głównie dlatego, że choć traktuje o tym, jak postrzegamy rzeczywistość, to całe zagmatwanie powieści pryska, gdy pisarz nam wszystko na końcu wyjaśnia. Wygląda trochę jak wprawka przed kolejnymi historiami, które będą zdecydowanie bardziej pogmatwane i w których już nikt nic Wam nie wyjaśni.

To raptem pięć pozycji. W zasadzie tylko jedna z nich pojawia się najczęściej w zestawieniach absolutnej Dickowskiej klasyki. Te pięć na początek dadzą Wam jako taki ogląd na to czego się spodziewać. Przyda się Wam to obycie, bo kolejny zestaw pozycji to krok głębiej w udręczony umysł autora.

Philip K. Dick był filozofem, który odmienił fantastykę naukową. Ktoś taki był science fiction niezbędny, ktoś świeży, spoza kręgu pewnych świata umysłów ścisłych. Ktoś, kto chciał wątpić, mąciciel. Rewolucjonista, bo tylko tacy są w stanie popchnąć świat – a tym wypadku literaturę – do przodu. Łamią zasady, żeby ustalić nowe. Wydają się dziwni tylko dlatego, że są elementem nowego porządku – dzisiejsza ekstrawagancja jest jutrzejszą normą. – Marcin Zwierzchowski

Pierwsza krew

Inicjację mamy za sobą, dlatego teraz czas na pozycje, które być może wzbudzą mniej emocji z powodu tego, że w ogóle je proponuję. Poniższe można zresztą przeczytać nawet pomijając krok inicjacji. Raz się żyje. Czy jakoś tak.

  • “Człowiek z wysokiego zamku” – to jest powieść, która wprowadziła Philipa K. Dicka na salony literatury science fiction. To była jego inicjacja. Zgarnął za nią nagrodę Hugo i od tej pory nie był już aspirującym pisarzem, a kimś utytułowanym. Z perspektywy czytelnika to dobry alternatywny start dla tych, którzy lubią science fiction, ale nie koniecznie muszą trawić historie o narkotycznych wizjach. Dick prezentuje w niej swoją wersję historii, w której II wojnę światową wygrały Niemcy i Japonia. Choć i tutaj można dostrzec jedną z obsesji pisarza jaką była sfera religijno-filozoficzna.
  • “Marsjański poślizg w czasie” – czyste niczym łza science fiction doprawione motywami znanymi z innych powieści. W gigantycznym i bardzo ogólnym skrócie fabuła opowiada o kolonizacji Marsa, ale oczywiście jak to u Dicka bywa obrywa się władzy, pojawia się choroba psychiczna i tym podobne wynalazki. Więcej nic o niej nie napiszę.
  • “Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” – wyobraźcie sobie sytuację, w której budzicie się rano i nikt Was nie rozpoznaje. Nikt. Straciliście swoją tożsamość. To właśnie spotyka głównego bohatera, który żeby było śmieszniej nie jest przeciętnym obywatelem, a telewizyjną sławą. Niestety dla niego okazuje się, że nikt go już nie rozpoznaje, a on sam dla systemu stał się niewidzialny. Ciekawe, dobrze napisane, wciągające. Uwaga! To dobra wprawka przed ostatnim krokiem w podróży.
  • “Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” – nie tylko dla fanów “Łowcy androidów”. Jeżeli kochacie film to sięgajcie po książkę w pierwszej kolejności, aby przekonać się jak bardzo dzieło Scotta różni się od literackiego pierwowzoru. Jeżeli nie kochacie filmu to i tak przeczytajcie, bo książka to ciekawe rozważania na temat istoty człowieczeństwa. Bez niej nie byłoby “Ghost in the Shell”, a co za tym nie byłoby “Matrixa”. Dla niektórych dziwny zestaw, ale mimo wszystko nierozerwalnie ze sobą połączony.
  • “Na terenie Miltona Lumky’ego” – znowu niepopularna pozycja. Kiepsko oceniana, ale wydaje mi się, że głównie przez to, jaki szok przeżywają ci, którzy coś Dicka czytali wcześniej i nagle dostali powieść z pogranicza romansu. Dobrą powieść. O tym jak trudne jest życie. Niby wszyscy to wiemy, ale Dick potrafi o tym pisać w interesujący sposób. Bolą mnie komentarze sugerujące, że takie książki jak ta tworzył, bo był na detoksie. Nie potrzebował narkotyków i bez nich też był świetnym pisarzem. Wspominam o tym dla pamięci. Absolutnej. Choć ostrzegam jeszcze raz, to nie jest Dick jakiego można się spodziewać.

Łącznie dziesięć książek na początek mniej lub bardziej bolesny. Niby niewiele, ale może to jakoś ułatwi start. Na szczęście to nie koniec, bo oprócz tego czeka Was dużo więcej.

Raport mniejszości
Tom Cruise też miał szansę “zagrać u Dicka”. W “Raporcie mniejszości”

Co dalej?

Dalej moi drodzy jest bezmiar możliwości. Czekają Was m.in. takie tytuły, jak:

  • “Valis” – niektórzy proponują wręcz, aby od tego zaczynać. Nie wiem, co palą, ale muszą zmienić dilera.
  • “Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” – opus magnum pisarza.
  • “Transmigracja Timothy’ego Archera” – jedna z części trylogii Valisa. Śmierć i religia razem.
  • “Boża inwazja” – patrz pozycja wyżej. Choć Jacek Dukaj uznaje ją za świetną powieść na start:

Dla miłośników Dicka i dla tych, którzy chcieliby nimi zostać: “Boża inwazja”. Teoretycznie jest to drugi tom trylogii, kontynuacja “Valis”. He he he. Tylko Dick mógł to uznać za sequel. Ciągłość polega na ciągłości obsesji: jest to fabularyzacja przeprowadzonej w “Valis” przez Konioluba Grubasa (czyli Dicka nr 2) egzegezy. Świat i bohaterowie inni. “Valis” było bardziej zwariowane, “Inwazja” jest bardziej przemyślana. Właściwie to od niej należałoby zaczynać lekturę dzieł Dicka, to chyba najpełniejsze wprowadzenie do jego wewnętrznego świata. Jeśli ktoś gdzieś wyczytał, iż jest to książka trudna bądź nudna, myli się. W szczególności polecam dialog między bohaterem, policjantem a policyjną centralą z rozdziału osiemnastego: odlot absolutny.

  • “Ubik” – jeszcze większe poplątanie rzeczywistości z tym, co rzeczywiste na pewno nie jest.

I wiele innych. Możliwości są wielkie, wszystko zależy od Was. I tak naprawdę to jest też tą krótką odpowiedzią. Jeżeli pozbędziecie się oczekiwań, stwierdzicie, że chcecie się przekonać na własnej skórze “z czym się je” Dicka, to po prostu zacznijcie czytać. Nawet chronologicznie biorąc pod uwagę rok wydania. Jego książki, choć nie wszystkie wybitne, to jednak coś wyjątkowego w świecie literatury. Spuścizna po umęczonym człowieku.

Inne poradniki:

Jak czytać Stephena Kinga? Od czego zacząć Świat Dysku Terry'ego Pratchetta Od czego zacząć H.P. Lovecrafta
  • Zacząłem od “Człowieka z wysokiego zamku” i tę powieść polecam na start każdemu. Definitywnie najlepszy Dick (no pun intended), po nim wrzucam “Stygmaty”, trzeci “Ubik”.

    W jego książkach najbardziej podoba i niepodoba mi się to, że one wszystkie są do siebie podobne. Może nie bezpośrednio, ale czytając je widać wyraźnie, że pisała je jedna osoba, i wcale nie chodzi o styl. W sumie nie wiem, jak to dokładnie wyjaśnić. Ale tak jest, poważnie!

    • Ghgv

      Dlatego ze wiekszosc postaci w jego ksiazkach niczym sie od siebie nie rozni.
      Problemy i ich rozwiazania rowniez identyczne.
      Tylko pomysl sie liczy.
      Dick byl srednim pisarzem ale jego powiesci mimo to sa genialne.

      • Chodzi ci o to, że warsztatowo był średni? Bo z tym się mogę zgodzić – trochę jak Dostojewski – ale warsztat na szczęście to nie wszystko, co decyduje o wielkości pisarza 🙂

        • Ghgv

          A z czym sie nie zgadzas?

          Opowiadanie “Wariant drugi ” ,bo jest najbardziej scifi bez metafizyki .od tego bym rozpoczal czytanie dicka potem “Ubik” bo pomysl jest genialny
          Opowiadanie “Zaplata” rozrywkowe
          “Boza inwazja”
          “Blade runner”

          Pomysly mial swietne ale popychanie akcji w powiesciach szlo mu slabo tak jak kreowanie postaci ktore sa jednowymiarowe.

          • Nie zgadzam się ze stwierdzeniem “był średnim pisarzem”, bo nie był średnim pisarzem, miał średni warsztat – co i tak dla mnie jest dość obiektywną kwestią. Średni pisarz nie napisałbym tylu świetnych książek – nawet pomimo wad, o których piszesz 🙂

  • Neyesha

    Zaczęłam od “Człowieka z …”, ale książką Dicka która zrobiła na mnie największe wrażenie był Ubik. Poleciłam bym ja każdemu na start.

    • ArtRac

      Mi też przychodzi na myśl “Ubik” gdy ktoś pyta “co na początek …”. Drzwi podające użytkownika do sądu są bezbłędne.

  • Przygodę z Dickiem zacząłem kilka lat temu, dosyć typowo, bo od Czy androidy… i to było olbrzymie zaskoczenie. Oglądając film (w ile wersjach? Trzech? Czterech? Pięciu?) spodziewałem się po książce czegoś zbliżonego do wizji Sotta. Na szczęście było to zaskoczenie z tych lepszych. Bo zarówno książka, jak i film są świetnie. Jednak zupełnie różne i na dobrą sprawę niewiele je łączy – to była chyba jedna z najodleglejszych adaptacji literackich.

    • Dokładnie. W sumie “Blade Runner” to nawet nie jest ekranizacja, a film na motywach znanych z powieści. Na szczęście równie dobry, co książka 🙂

      • Dlatego użyłem słowa “adaptacja”, chociaż i tutaj ciężko o takiej pisać. Imiona mieli książkowe, niewiele więcej.;) Jak teraz myślę to ekranizacja Czy andoridy… byłaby najnudniejszym filmem świata. Niemniej, jako literatura sprawdza się świetnie.

      • ArtRac

        Nie chcę reklamować ale bardzo duże wrażenie na mnie zrobiła superprodukcja audioteki “Blade Runner”.

  • rob

    będę oryginalny i powiem słoneczna loteria 😉 telepaci zhakowana loteria i akcja non stop do samego końca 🙂

    • Oryginalnie, ale i tak dobrze 🙂

    • kers

      Pierwsza jaką przeczytałem i od razu wiedziałem, że chcę więcej. Również polecam na start!