Pisarze i alkohol, czyli co pić, aby dostać Nobla

Brass Monkey – that funky Monkey. Brass Monkey – junkie. Tekst o narkotykach zaczynałem od fragmentu piosenki, więc i tym razem zaczynam. Tylko zamiast Black Sabbath jest Beastie Boys. Też na B. Rybka lubi pływać. Jak mawiał klasyk. Wena okazuje się też lubi. Dlatego tak jak za pan brat z artystami są wspominane narkotyki tak samo jest z nimi alkohol. Nie jest to norma, ale słynne pisarki i słynni pisarze – ci mniej słynni pewnie też – mają swoje ulubione trunki.

Coś, co pomaga im się rozluźnić. Coś, co pomaga im tworzyć. Wreszcie też coś, co często ostatecznie niszczy ich es zdrowie i kariery. Bo jest jakaś smutna zależność między wielkością a słabością. Do różnych rzeczy, które koniec końców niszczą nas i upodlają. Ta smutna zależność być może jest po prostu ludzka. Normalna, a przynajmniej tak sobie mówimy. Zejdźmy z tej pseudofilozoficznej ścieżki – rozumiecie, ścieżki – i zabierzmy się za tych wspaniałych literatów i ich ukochane napoje wyskokowe. W głowie się może zakręcić. Naprawdę.

Tequila Sunrise

Zacznijmy od tego, że od lat badane jest połączenie kreatywności, twórczej płodności, oraz używek. Już w latach 90. XX wieku Royal Society of Psychiatrists sprawdzając przyczyny zgonów wśród kilkuset pisarzy i malarzy przedstawiło wyniki, które wskazały jedną rzecz. Skłonność do używek wśród artystów jest przynajmniej dwukrotnie wyższa niż u przeciętnego Kowalskiego, który słoneczniki ogląda na stole w wazonie, a już na pewno nie ma zamiaru ich malować.

Edgar Allan Poe
Tak wyglądał Poe/Fot. Rufus W. Holsinger

Dlaczego artyści piją? Dla rozluźnienia i pobudzenia swojej kreatywności. Już niewielkie ilości alkoholu “rozluźniają mózg”. Ściągają z nas napięcie. Wspominana już na łamach LO Linda Leonard za sprawą warsztatów dla osób kreatywnych i uzależnionych stwierdziła jednoznacznie, że kreatywność idzie w parze z alkoholem. Podobne wnioski mają naukowcy z chicagowskiego Uniwersytetu Illinois. Przeprowadzili eksperyment, w którym badani pili alkohol i oglądali film animowany – swoją drogą bardzo dobry – “Ratatuj”. Kiedy u badanych poziom alkoholu we krwi doszedł do poziomu 0,7 promila zaprezentowano im zadania matematyczne, z którymi podchmieleni badani nie radzili sobie tak dobrze, jak trzeźwa grupa kontrolna.

Naukowcy postanowili pójść krok dalej i po matematyce zaprezentowali inne zadania. Związane z kojarzeniem słów, które wymagają kreatywności. Okazało się, że ci pod wpływem alkoholu osiągali lepsze wyniki. Role się odwróciły. Dlaczego tak się stało? Prawdopodobnie z powodu tego, że alkohol przytępia nasze zmysły, ale jednocześnie pozwala na to, aby mózg skupił się na bardziej abstrakcyjnych zagadnieniach. Wiecie, to jest ten moment, w którym rozmowa schodzi na tematy polityki i boga – każdego. Później niestety jest już tylko z górki.

Oczywiście takie wspomaganie kreatywności jest niebezpieczne. I tak jak na początku wspomagamy się, aby osiągać lepsze wyniki, tak później wspomagamy się przede wszystkim dlatego, że boimy się popaść w marność bez alkoholu. To uproszczenie, ale mechanizm w tym wypadku – nie wdając się w szczegóły związane z tym, jak na mózg działają środki odurzające – jest taki sam jak w przypadku narkotyków.

Summer Wine

No dobrze, ale przecież nie przyszliście tutaj po to, abym Was zanudzał jakimiś eksperymentami. Przyszliście w konkretnym celu. Dla dużego stężenia procentów, które można przypisać do słynnych autorów. W takim razie czas rozpocząć wyliczankę:

    • Ernest Hemingway – znanym pijakiem był. Wiadomo. Jak sam mawiał pisać należy po pijaku, a poprawiać to, co się napisało należy na trzeźwo. Patrząc na jego karierę jestem w stanie w to uwierzyć. Zresztą na początku lat 50. nie tylko pił, ale i zarabiał na alkoholu. Zdarzyło mu się bowiem reklamować piwo. Konkretnie markę “Ballantine Ale”. Słynny pisarz pojawił się w doborowym towarzystwie, bo na podobny ruch zdecydowali się John Steinbeck i Paul Gallico. Ukochany drink Hemingwaya? Krzykniecie mojito. Pisarz miał je pijać często. Namiętnie. Szczególnie w hawańskim barze La Bodeguita del Medio. Rzecz w tym, że oprócz tego, co twierdzili właściciela baru nie ma żadnych dowodów na to, że mistrz upodobał sobie mojito. Zamiast tego z jego listów wynika, że jeżeli już się czymś poniewierał, to było to dobrze schłodzone wytrawne martini, które kochali też Ian Fleming oraz Anne Sexton. Dlaczego Ernest preferował martini, a nie mojito? Wynikało to z tego, że pisarz nie lubił słodkich alkoholi. Choć dla jednego drinka robił wyjątek. Był to tzw. Gregorio’s Rx wymyślony przez członka załogi łodzi Hemingwaya nazywającej się Pilar. Tym członkiem załogi był Gregorio Fuentes.
Ernest Hemingway
Stary człowiek i maszyna do pisania
    • William Faulkner – Kolejny z noblistów upodobał sobie drinka o nazwie Mint Julep. W przeciwieństwie do Hemingwaya, Faulkner nie miał nic przeciwko słodyczy. W końcu już sama nazwa drinka pochodzi od perskiego głowa „gul-ab” lub arabskiego „julab” i oznacza słodki napój. Przygotowywany był na bazie brandy, koniaku, ale i whisky. Musi być bardzo schłodzony. Jest idealny na upały oraz gdy planujecie zdobyć Literacką Nagrodę Nobla.
    • F. Scott Fitzgerald – pisarz i scenarzysta lubił proste rozwiązania, dlatego jeżeli chodzi o alkohol, to preferował gin. Po prostu gin. Bez udziwnień. Z kolei J.K. Rowling uwielbia gin z tonikiem.
    • C.S. Lewis i J.R.R. Tolkien – umieszczam ich razem z dwóch powodów. Po pierwsze byli dobrymi znajomymi, a po drugie obaj upodobali sobie piwo. Zimne jasne pełne pozwalało im się zrelaksować oraz być może mówić po elficku. To by wiele wyjaśniało. Piwo popijał też Stephen King.

Nie wychodziłem pić do barów, bo były pełne dupków takich jak ja. – Stephen King w wywiadzie dla Guardian

    • Oscar Wildeoprócz tego, że uwielbiał seks, bez względu na płeć swojego towarzystwa, kochał też absynt. Ten wyjątkowo mocny alkohol miał dodatkowe właściwości. Przygotowywany na bazie trującego piołunu wywoływał halucynacje. W końcu nie bez przyczyny nazywany jest zieloną wróżką. Kiedy nie pił absyntu raczył się też dobrze schłodzonym szampanem. Mówiąc krótko potrafił się bawić.
    • Truman Capote – Capote uwielbiał pisać w pozycji horyzontalnej. Jest spora szansa, że w takiej samej pozycji spożywał swojego ulubionego drinka o uroczej nazwie śrubokręt. To bardzo prosty drink. Nieświadomie sami go często przygotowujecie. To po prostu wódka z sokiem pomarańczowym oraz lodem.
    • Jack Kerouac – o nim mogę napisać, że był człowiekiem danego słowa. Po pierwsze przyznawał otwarcie, że odurza się alkoholem – ale nie tylko – ze względu na to, że uwielbia stan, w który zostaje wprowadzony. Dodatkowo obiecał, że zapije się na śmierć. I faktycznie się zapił. Alkohol zniszczył jego organizm, a sam pisarz zmarł w 1969 roku. Uwielbiał margaritę.
    • Jean Stafford i Jane Austen – te panie upodobały sobie wino. Tak po prostu.
    • Carson McCullers – autorka pamiętnego “Serce to samotny myśliwy” uwielbiała sherry. Pijała je z termosu. Razem z gorącą herbatą.
    • Dorothy Parker – Parker była kolejną z tych, którzy na zewnątrz wydawali się niezwykle rozrywkowi i zabawni, a wewnątrz toczyli wieczną batalię z własnymi demonami. Autorka o skłonnościach samobójczych, zmagająca się z depresją, uwielbiała pić. Gdy piła, to z reguły wybierała whiskey sour. To drink, który jest złożony z alkoholu, świeżo wyciśniętego soku z cytryny lub limonki oraz syropu cukrowego lub zwykłego cukru.
    • Hunter S. Thompson – głównie szkocka whisky Chivas Regal oraz francuski likier Chartreuse. Nie gardził też burbonem marki Wild Turkey. Jego dzień był wypełniony piciem i narkotykami, więc na pewno ulubionych alkoholi było więcej tylko ich nazwy zabrał ze sobą do grobu.
    • Charles Bukowski – zasadniczo pił wszystko. Co podleciało. Byle poniewierało. Wybredny nie był. Powodów też nigdy nie brakowało.

Na tym polega problem z piciem. Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć. Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić. A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, pijesz po to, żeby coś się działo. – Charles Bukowski “Kobiety”

    • Margaret Atwood – autorka m.in. “Opowieści podręcznej” oraz od czasu do czasu i komiksów, preferuje whisky. Koniecznie single malt.
      Margaret Atwood
      Margaret Atwood/Fot. Thompson Rivers Universit, Flickr.com
    • Raymond Chandler – jeden z ojców noir bardzo lubił whisky. Mawiał zresztą, że nie ma złej whisky, po prostu są takie, które nie są tak dobre jak inne. Oprócz whisky lubił drinki. Konkretnie jeden koktajl o nazwie gimlet.  Wymyślono go na potrzeby marynarzy Royal Navy. Pomagał w walce ze szkorbutem, który wywoływany jest przez brak witaminy C. To posłodzony sok z limony (zwany lime cordial) wymieszany z ginem. Chandler otwarcie przyznawał, że to nie on kontroluje picie. Bywało, że był tak pijany, że nie był w stanie skończyć tekstu, a podobno alkohol miał pomagać.
    • Edgar Allan Poe – całą listę zamknie pisarz, który powszechnie uważany był za skończonego pijaka. Rzecz w tym, że nie była to do końca prawda. To znaczy pił. Czasami bardzo dużo. Sposób w jaki to robił był interesujący. Potrafił przestać pić na wiele miesięcy, by później nagle zacząć pić przez kilka dni z rzędu. Później znowu przerwa i cykl się powtarzał. Można wręcz powiedzieć, że Poe bywał pijakiem. Co popijał? Przede wszystkim egg nog według rodzinnego przepisu. Bazą dla tego napitku może być rum, brandy lub whisky. Istotnym składnikiem są jajka, ale i dodatki, czyli wanilia, cynamon, miód oraz świeżo starta gałka muszkatołowa.

To nie wszystkie przykłady. Na osobny tekst zasługują polscy autorzy. Mam nadzieję jednak, że na razie tyle wystarczy. No i pamiętajcie, aby nie przesadzać z alkoholem.

Total
874
Shares
  • Rob Krol

    nie wiem czy to odpowiedzialny społecznie artykuł wiesz co będzie jak któryś czytelnik zechce wszystkie drinki po kolei w jeden wieczór wypróbować xDD

    • Nie piszę społecznie odpowiedzialnych artykułów. Być może dlatego moja popularność miast rosnąć, maleje 🙂