Pisarze i ich ukochane narkotyki

My eyes are blind but I can see. The snowflakes glisten on the tree. The sun no longer sets me free. I feel there’s no place freezing me. Ten fragment “Snowblind” Black Sabbath, który jest po prostu o zażywaniu kokainy, nadaje się do tego, aby rozpocząć tekst o temacie, o którym wszyscy wiedzą, ale nie jest to coś, czym należy się chwalić. Narkotyki. W zasadzie to narkotyki i ci, którzy je zażywają po to, aby np. napisać 60.000 słów w sześć dni. Pisarze. Jako grupa artystyczna nie stronią od używek. Może to, co teraz napiszę wyda się niektórym kontrowersyjne, ale patrząc na nazwiska, które wspomagały się niedozwolonymi środkami i rzeczy, które udało im się stworzyć można zaryzykować stwierdzenie, że gra była warta świeczki. Choć z drugiej strony, to smutne, gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że tak wielu genialnych pisarzy potrzebuje dodatkowych bodźców.

Soundtrack do czytania tego tekstu:

Walka z demonami

Edgar Allan Poe
Edgar musiał sobie pomagać/Fot. Rufus W. Holsinger

Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że kreatywne dusze mają skłonność do używek. Jeżeli myślicie, że to bzdura, to powinniście wiedzieć, że jak wszystko na świecie, tak i to zostało sprawdzone. W 1996 roku Royal Society of Psychiatrists przeanalizowało życie i przyczyny śmierci około 300 pisarzy i malarzy. I wiecie co? Skłonność do używek -przede wszystkim alkoholu – w tej grupie była prawie dwa razy większa niż normalnie. Bardzo często zażywanie narkotyków czy nadużywanie alkoholu wiąże się z jednej strony z potrzebą pobudzenia swojej kreatywności, a z drugiej z problemami psychicznymi. “Kruk” Edgara Allana Poe powstał jako efekt zażywania litu. Pisarz korzystał z niego, aby złagodzić objawy zaburzeń afektywnych dwubiegunowych.

Oczywiście daleki jestem od generalizowania, bo wnioski z innych badań dowodzą, że często artyści nie tyle starają się sobie pomóc używkami tłumiąc swoje niepokoje, co wręcz szukają ich, aby wybrać się w te rejony świadomości, których nie da się odwiedzić świadomie bez wspomagacza. Takie wnioski wyciągnęła m.in. Linda Leonard, która prowadziła warsztaty dla osób kreatywnych i uzależnionych. Stwierdziła po nich, że uczestnicy sami przyznawali, że sięgali na przykład po alkohol, aby odkryć swoją mroczną stronę. Leonard łączy kreatywność z alkoholem. Co w takim razie z narkotykami?

Janis Joplin
Szkoda, że nie dowiemy się na co jeszcze ją było stać/Fot. w domenie publicznej

Jimi Hendrix, Janis Joplin, Hillel Slovak (Red Hot Chili Peppers), Jonathan Melvoin (Smashing Pumpkins), Alan Wilson (Canned Heat), Jim Morrison (The Doors), Nick Drake, Elvis Presley, Keith Moon i John Entwistle (both from The Who), Sid Vicious (Sex Pistols), Brent Mydland (Grateful Dead), Steve Clark (Def Leppard), David Ruffin (The Temptations), Howie Epstein (Tem Petty and the Heartbreakers), Allen Woody (The Allman Brothers Band), Dee Dee Ramone (Ramones), Paul Gray (Slipknot), Layne Staley i Mike Starr (Alice in Chains), Amy Winehouse, Rick James, Andrew Wood (Mother Love Bone), Carl Crack (Atari Teenage Riot), Jay Bennett (Wilco). Lista świetnych muzyków. Każdego oprócz talentu łączy to samo. Wszyscy albo zmarli z powodu przedawkowania narkotyków, albo z powodu schorzeń, których nabawili się w wyniku ich zażywania. Spokojnie może być znacznie dłuższa, bo w przypadku muzyków narkotyki stały się, niestety, elementem ich wizerunku. W tym miejscu zawsze pojawia się pytanie, dlaczego je zażywają skoro wiedzą, jak to się może skończyć? Odpowiedź jest złożona i nie będę się starać na nią odpowiedzieć. Zwrócę jednak uwagę na to, jak rola narkotyku zmienia się. W dwóch krokach:

  • Krok pierwszy – bierzemy narkotyki po to, aby uruchomić te obszary mózgu, które odpowiadają za mechanizmy nagradzania człowieka. Sztucznie pobudzamy mózg, aby produkował hormony odpowiadające za szczęście.
  • Krok drugi – w pewnym momencie przestajemy brać narkotyki, aby wywołać konkretne efekty. Bierzemy je po to, aby zapobiec powrotowi do stanu sprzed zażywania. Tłumimy strach, niepokój, stres.

Dodatkowo artyści wpadają w pułapkę własnych wątpliwości. Czy uda mi się stworzyć coś o czym inni będą chcieli pamiętać? Jak zaczną już tworzyć i robią to pod wpływem narkotyków rodzą się pytania, czy byliby w tym miejscu, w którym są, gdyby nie narkotyki? Destrukcja innego człowieka po to, abyśmy czerpali z jego twórczości odrobinę przyjemności wydaje się być wysoką ceną. Ceną, którą wielu z nich jest skłonne zapłacić i robią to od setek lat.

Nie pamiętam, co napisałem

Do jakiego stanu można się doprowadzić w trakcie tworzenia i zażywania narkotyków? To zależy od samego narkotyku. Stephen King w pewnym momencie swojej kariery mieszał kokainę z alkoholem w takich ilościach, że jak sam przyznaje nie pamięta czasów, w których pracował nad wieloma bestsellerami. Próbując się cofnąć pamięcią do konkretnych okresów, gdy zażywał kokainę ponosi klęskę, ale nie jest w tych porażkach odosobniony. Żeby nie być gołosłownym posłużę się przykładami. Zacznijmy od XVIII i XIX wieku. W przeszłości korzystanie z takich używek jak haszysz czy opium nie było niczym nienormalnym. Jeżeli oglądaliście serial “The Knick” to wiecie, jak ten “proceder” się odbywał. Czym wspomagali się pisarze? Na przykład Samuel Taylor Coleridge napisał jedne ze swoich najsłynniejszych dzieł pod wpływem laudanum. To nalewka z opium, którą robiło się tak:

  • sherry – 1 półkwarta
  • opium – 2 uncje
  • szafran – 1 uncja
  • cynamon – 1 uncja w proszku
  • goździki – 1 uncja w proszku
  • mieszać i gotować powoli w łaźni wodnej przez 2-3 dni, aż tynktura osiągnie odpowiednią konsystencję.

Opium, kokaina czy morfina wykorzystywane były w medycynie. Zdobycie ich wcale nie wiązało się udaniem się do dealera. Coleridge o tym wiedział, niestety jego uzależnienie doprowadziło do śmierci w 1834 roku.

Charles Baudelaire
Ładny klub sobie założyli/Fot. Étienne Carjat

Charles Baudelaire oprócz tego, że wielkim poetą był, brał udział w spotkaniach ciekawego klubu. Club des Hashischins było grupą spotykającą się w Paryżu po to, aby eksplorować zalety korzystania z narkotyków. Przede wszystkim – nie będzie to zaskoczeniem – haszyszu. Klub funkcjonował przez pięć lat, a jego członkami byli m.in.:

  • Victor Hugo,
  • Alexandre Dumas,
  • Honoré de Balzac,
  • Dr. Jacques-Joseph Moreau,
  • Théophile Gautier,
  • Gérard de Nerval.

Elita miasta spotykała się, aby zażywać haszysz i dyskutować o tym, co to im daje. Z biegiem lat i zwiększającą się kreatywnością człowieka w tworzeniu i odkrywaniu nowych środków odurzających otwierały się przed pisarzami nowe możliwości. Narkotyki oprócz wspomagania pisarzy często pojawiały się w ich twórczości. W mniej lub bardziej zawoalowany sposób. Robert Louis Stevenson autor m.in. “Wyspy Skarbów” i “Doktor Jekyll i Pan Hyde”, czyli jednej z książek, które mnie ukształtowały, w pewnym momencie swojej kariery wpadł w ostry ciąg kokainowy. Jego rekord to 60.000 słów napisanych w sześć dni, które ostatecznie przybrały formę tej drugiej wspomnianej przeze mnie książki. Stevenson pod wpływem kokainy nie był sympatycznym facetem, a sam narkotyk pojawił się w słynnej publikacji. Wprawdzie zapisano go jako tajemniczy biały proszek, ale wszyscy wiemy o co pisarzowi chodziło. Jak na jego tle wypadali inni? Wcale nie gorzej:

  • Aldous Huxley (meskalina) – “Drzwi do percepcji” napisał jako efekt zażywania meskaliny. Dzięki niej stworzył jedną z najwybitniejszych książek w historii literatury i zainspirował Jima Morrisona. Gdyby nie meskalina nie byłoby “Drzwi do percepcji”. Gdyby nie “Drzwi do percepcji” nie byłoby The Doors. Meskalina wiąże się też z innym słynnym zespołem. Naturalnym jej źródłem są kaktusy. Na przykład Jazgrze Williamsa (Pejotl), który z kolei był podstawą konfitur wyrabianych przez babcię Eddiego Veddera – Pearl. Choć kilka lat temu muzycy dementowali związek nazwy z dżemem z pejtolu, to biorąc pod uwagę fakt jak długo ta informacja krążyła między fanami Pearl Jam możemy przyjąć, że związek jest dość silny. Z pejotlem eksperymentował też Stanisław Ignacy Witkiewicz.
  • Karol Dickens (opium) – autor “Opowieści wigilijnej” lubił sobie zapalić. Pół biedy, gdyby to były papierosy. Dickens podobnie jak jego wielu kolegów po fachu palił opium. Jeżeli wierzyć historykom to słynny pisarz naprawdę to lubił. Naprawdę…
  • William Yeats (marihuana) – eksperymenty Yeatsa z narkotykami sprowadzały się do palenia marihuany. W dużych ilościach. Później popalał haszysz, uzależnił się od niego, ale zaliczył też prywatny sukces – udało mu się zerwać z nałogiem.
  • Jack Kerouac (benzedryna) – mówiąc w skrócie i upraszczając, amfetamina. Kerouac będąc pod jej wpływem napisał słynne “W drodze” w mniej niż trzy tygodnie. Ciągle był pobudzony. Ciekawostką jest fakt, że żołnierze armii amerykańskiej nosili ze sobą jedną tabletkę benzedryny, którą mogli zażyć w sytuacjach skrajnego wyczerpania na polu bitwy.
  • Allen Ginsberg (marihuana, tlenek azotu) – Ginsberg pobudzał się wdychając tlenek azotu i zapalając skręta. Sięgał też po LSD. W ogóle uważany jest za adwokata brania narkotyków stwierdzając wiele razy, że dzięki nim udawało mu się osiągać stany, o których nie może myśleć będąc zupełnie trzeźwym.
  • Ken Kesey (LSD) – kiedy przyjrzycie się życiu Kena Keseya zdacie sobie sprawę, że tytuł jego najsłynniejszej książki “Lot nad kukułczym gniazdem” był naprawdę efektem wysokich lotów pisarza. Kesey korzystał z LSD jako wspomagacza swojego talentu.
  • Hubert Selby (heroina i środki przeciwbólowe) – w tym miejscu wielu z Was dowie się, kim jest Selby i co napisał. Pisarz ma na koncie wiele powieści, ale jedną znacie prawie na pewno. “Requiem dla snu”. To na podstawie jego książki Darren Aronofsky nakręcił słynny film. Tak, to też była ekranizacja książki, szok. Selby uzależnił się od heroiny i to ona prześladowała go przez całą jego karierę aż do śmierci.
  • Jean-Paul Sartre (amfetamina) – nie jest to żadną tajemnicą w przypadku Sartre, że pisarz starał się jak mógł, aby tworzyć tyle, ile tylko może i pozwala mu na to organizm. Niestety nie jest to możliwe bez odpowiedniego dopingu. Ulubionym narkotykiem autora była amfetamina.
  • William Burroughs (heroina) – trzeci z przedstawicieli “Beat Generation” upodobał sobie heroinę, ale nie stronił też od innych używek. Na przykład sięgał po marihuanę. Eksperymentował z oksydonem. To silny opioidowy lek przeciwbólowy, który powstał pierwszy raz w 1916 r. w Niemczech z tebainy. Jest na tyle mocny, że już dawka medyczna zapewnia odpowiednie doznania. Działanie ma podobne do heroiny i morfiny.
  • Philip K. Dick (speed)w Alfabecie poświęconym Dickowi wspominałem o jego uzależnieniu od narkotyków. Mistrz science fiction przede wszystkim napędzał się pochodnymi amfetaminy. W tym wypadku na czoło wysuwa się speed, który uważany jest za niezwykle czysty rodzaj tego narkotyku. Efektem jego zażywania był niezwykle płodny okres w karierze pisarza. Między 1963 a 1964 rokiem dzięki temu napisał 11 książek, kilka opowiadań oraz eseje.
  • Norman Mailer (marihuana) – oprócz niej sięgał też po alkohol. W ogóle zafascynowany był zarówno narkotykami jak i seksem czy właśnie napojami z dużą ilością procentów. Pod wpływem nie zachowywał się jak dżentelmen. Uderzył swojego kolegę Gore’a Vidala, a jedną ze swoich sześciu żon pchnął nożem. Przynajmniej jedną, bo może było więcej takich przypadków, ale o nich nie wiemy.
  • Hunter S. Thompson (wszystko) – nie ma takiego narkotyku jak “wszystko”, ale Hunter S. Thompson jest człowiekiem, do którego nie można przypisać jednego środka. Pisarz był chodzącą encyklopedią środków chemicznych. Eksperymentował ze wszystkim, co miało przyczynić się do odurzenia czy halucynacji, a najlepiej odurzenia i halucynacji. LSD, kokaina, benzedryna, opium, marihuana, heroina, alkohol, meskalina. I tak dalej, i tak dalej. Zresztą spójrzcie jak wyglądał jego normalny dzień:
Hunter S. Thompson
Nie wiem, jak udawało mu się funkcjonować przy takiej ilości narkotyków/Fot. MDCarchives

– 3:00 po południu wstaje,

– 3:05 Chivas Regal z poranną gazetą, Dunhille (papierosy),

– 3:45 kokaina,

– 3:50 kolejna szklanka Chivas, Dunhill,

– 4:05 pierwszy kubek kawy, Dunhill,

– 4:15 kokaina,

– 4:16 sok pomarańczowy, Dunhill,

– 4:30 kokaina,

– 4:54 kokaina,

– 5:05 kokaina,

– 5:11 kawa, Dunhill,

– 5:30 Chivas z większą ilością lodu.

– 5:45 kokaina, etc., etc.

– 6:00 trawa, aby lepiej przygotować się na to, co przyniesie dzień.

– 7:05 Woody Creek Tavern na lunch. Ten składa się z: Heinekena, dwóch drinków Margarita, sałatki colesław,  taco, dwa zestawy smażonych krążków cebulowych, ciasto marchewkowe, lody, placki z groszkiem, papierosy, kolejny Heineken, kokaina. Wraca do domu, tam robi sobie lodowy stożek, czyli rozdrobniony lód z trzema lub czterema szklankami Chivas.

– 9:00 wciągamy kokainę, ale już na poważnie,

– 10:00 kwas,

– 11:00 Chartreuse (likier), kokaina, trawa,

– 11:30 kokaina, etc, etc.

– 12:00 północ, Hunter S. Thompson może zacząć pisać,

– 12:05 – 6:00 rano Chartreuse, kokaina, trawa, Chivas, kawa, Heineken, papierosy, grapefruit, Dunhille, sok pomarańczowy, gin, filmy pornograficzne,

– 6:00 szampan, batoniki Dove, fettuccini,

– 8:00 triazolam – nie, to nie są tabletki od bólu głowy,

– 8:20 można iść spać.

Tym optymistycznym akcentem zakończę. Po takim zestawie nie mam nic więcej do dodania.

  • OK, Hunter Thompson, że tak powiem, made my day. Rozkład zajęć jak u bogatego studenta. Krzyknąłbym “chapeau bas!”, gdyby nie to że jednak na koniec wychodzi z niego śpioszek. EDIT. A nie, coś pomyliłem w liczeniu. Spał regularnie 7 godzin. W takim razie chylę czoła.

    • Trzeba się zregenerować skoro tyle do roboty jest kolejnego dnia. Mój ulubiony moment to: 4:40 – 5:05 i 3x kokaina. Monotonnie, ale przynajmniej regularnie 😉

      • Żeby utrzymywać taką regularność w zażywaniu tak różnorodnych używek, facet musiał mieć nie lada charakter 😀

        • Przykłady takich osób jak Thompson, Ozzy Osbourne czy Keith Richards udowadniają, że ludzki organizm jest w stanie wiele przetrawić i znieść.

          • Jędrzej Cieślak

            A u Osbourne’a nie wykryto jakiegoś genu neandertalczyka przypadkiem? 😀

          • Nie wiem, ale jak sam przyznał lekarze mówili mu, że nie potrafią wytłumaczyć jak to jest, że on jeszcze żyje 🙂

  • Fakt. Witkacy balował jak mało kto 🙂 Jest w planach tekst o dziwnych przyzwyczajeniach artystów – oj trochę tego jest, a jednym z faworytów jest Friedrich Schiller, który nim zaczął pisać otwierał szafkę i brał głęboki wdech. Co takiego wdychał? Zapach zgniłych owoców 🙂 Co do Thompsona to fakt, że przeżył tyle lat jest niesamowity. Choć przed samobójstwem ciało odmawiało już mu posłuszeństwa.