Stanisław Lem
Stanisław Lem

Stanisław Lem – od czego zacząć przygodę z mistrzem?

Zbierałem się za ten tekst ruski rok. Prawda jest jednak taka, że pytanie o to od czego zacząć czytanie Stanisława Lema słyszałem często. Jeżeli też się nad tym zastanawiacie, to świetnie trafiliście. Postaram się Wam pomóc.

Zacznijmy jednak od tego, że tak jak niektórzy mogą uznać pytanie z tytułu za dziwne. W końcu odpowiedź na nie powinna brzmieć:

Pasjami czytać, pasjami.

Miał bowiem Lem niesamowitą wyobraźnię napędzaną przez atomowy wręcz intelekt. Tam, gdzie wydaje nam się, że zaczyna się “klasyczna” powieść science fiction tam tak naprawdę zaczynała się trzeźwa i czasami bolesna ocena rzeczywistości i nas samych. Coś jak u Philipa K. Dicka z tą różnicą, że mniej w tym wszystkim było psychotropów i problemów ze świadomością. Wróćmy jednak do clue tego tekstu i kluczowego pytania z tytułu.

Daję sobie rękę uciąć, że gdyby zapytać o to tych, którzy Lema czytali to nagle okaże się, że odpowiedź wcale nie jest taka prosta. Ba, jest spora szansa, że Ci czytający zamiast oświecić nas informacjami o tym od czego zacząć przekazaliby nam komunikat zgoła inny. Taki, z którego jasno by wynikało od czego przygody ze Stanisławem Lemem nie zaczynać.

No właśnie, to od czego Lema nie zaczynać?

I to jest moi drodzy pytanie jeszcze trudniejsze. Gdy sięgniecie pamięcią do czasów radosnego uczęszczania do szkół podstawowych, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że już jakiś kontakt ze Stanisławem Lemem macie za sobą. To znaczy wydaje mi się, że możecie mieć, a przynajmniej powinniście. Weźmy takiego statystycznego mnie. Lema pierwszy raz przeczytałem właśnie w szkole podstawowej. Tam zaczyna się spokojnie od:

  • “Cyberiady” – aktualnie, czyli na chwilę, w której piszę ten poradnik, przerabiane są fragmenty. Wydaje mi się, ale ręki obciąć sobie nie dam, że my mieliśmy do przerobienia całość. Mowa o pierwszej połowie lat 90., dlatego jest spora szansa, że nie pamiętam lub, co wielce prawdopodobne, przerobiliśmy fragmenty, a ja sięgnąłem po całość. Tytuł to opowiadania, których bohaterami są dwa roboty Trurl i Klapaucjusz. Skoro roboty, to prosta droga do…

Idiotów uszczęśliwić można byle czym, z rozumnymi jest gorzej. Rozumowi niełatwo dogodzić. Rozum bezrobotny to wprost jedna zmartwiona dziura, nicość, potrzebne mu są przeszkody. Szczęśliwy przy ich pokonywaniu, zwyciężywszy, wnet popada we frustrację, a nawet wariację. Trzeba mu więc stawiać przeszkody wciąż nowe, podług jego miary. – “Cyberiada”

  • “Bajek robotów” – to kolejny zbiór opowiadań. Spisanych, a jakże, w formie baśni. Wiecie, że baśnie bardzo cenię. Te klasyczne, a nie te w wydaniu od Disneya czy innego Dreamworksa. Wydawać by się mogło, że “Bajki robotów” to taki Lem dla dzieci, ale wierzcie mi, że z nimi jak z baśniami braci Grimm, przeczytajcie je uważnie teraz, a jest szansa, że dostrzeżecie coś czego nie dostrzegliście w przeszłości. No i to tutaj dowiecie się o starciu maszyny różnicowej ze smokiem.
  • “Opowieści o pilocie Pirxie” – to też lektura, która chyba właśnie przez fakt bycia lekturą kojarzy się po prostu źle. Tymczasem dostajemy tutaj historię o człowieku, który zmienia się na naszych oczach. Bohaterze, który nie jest rycerzem na białym koniu. Emocjonując się dojrzewaniem serialowych bohaterów zapominamy, że była już historia, która to dojrzewanie i zmianę pokazywała. Pirxa warto znać, bo Pirx jest taki jak Ty czy Ja. I pani też, droga pani. Ma słabości. Nie jest bez skazy. Czy przez to nie możemy odcisnąć piętna na świecie? Czy to jest zarezerwowane tylko dla “wybitnych” jednostek. Nie. Co nie zmienia faktu, że sam Lem po latach specjalnie z tych opowiadań zadowolony nie był.

Z wyjątkiem dwóch, trzech opowiadań jest to zbiór niezbyt szczęśliwy. Pierwszą przyczynę tej słabości stanowi jego wtórność wobec Bildungsroman. Właściwie tylko dwa fragmenty mi się do dzisiaj podobają: Ananke i Terminus. – Stanisław Lem o “Opowieściach o pilocie Pirxie”

Jak udacie się na stronę oficjalną pisarza to nagle okaże się, że on sam odradzał pewne tytuły. Oprócz Pirxa warto wymienić tytuły takie jak:

  • “Astronauci” – Pisałem je – na przykład Astronautów wydanych w 1951 roku – z pobudek, które i dziś rozumiem, choć przedstawiony w nich świat zdecydowanie przeczy wszystkim moim życiowym doświadczeniom.
  • “Człowiek z Marsa” – Pierwociny pisarskie autor bardzo często chciałby na zawsze pogrzebać gdzieś “na cmentarzu ogólnej nieczytelności”.
  • “Eden” – Pisarsko to chyba niewypał, gdyż skażony jest schematyzmem bohaterów i płaskim widzeniem świata, choć jest to, powieść, którą się “czyta”.
  • “Obłok Magellana” – “Obłok Magellana” uważam za utwór dosyć słaby, szczególnie ze względu na swoją warstwę językową. Pamiętam, że w czasie pisania tej książki chodziłem z zeszytem, w którym zapisywałem kwiecie stylistyczne, które właśnie wymyśliłem i bałem się zapomnieć.
  • “Powrót z gwiazd” – Razi mnie sentymentalizm tej książki, krzepa bohaterów, papierowość bohaterki. Coś mi tam zalatuje Remarkiem z jego Trzech towarzyszy. Jest w tym jakieś gówniarstwo.  – to jest absolutnie wyborny komentarz. Choć do tej książki jeszcze wrócę.

Powyższe absolutnie nie ma być odpowiedzią na to od czego Lema nie zaczynać. Przytaczam te tytuły, bo na przykład pierwsza trójka z historii o podstawówce pojawia się, gdy ktoś zamiast doradzać, odradza. Dlaczego? Bo lektury, bo dla dzieci (nawet jeżeli to prawda, to w literaturze dla dzieci dorosły może odnaleźć więcej niż się z pozoru wydaje), bo jak przeczytacie to już nie sięgnięcie po nic innego.

Ostatnie stwierdzenie jest kluczowe. Widzicie. Stanisław Lem był autorem, który swoją twórczość i samego siebie traktował ze zdrowym dystansem. Wskazują na to choćby jego komentarze do powieści, z których nie był zadowolony. Jest szansa, że Lem mógłby nigdy Lema nie przeczytać. Na przekór Lemowi. Z kolei Wy też możecie się zatrzymać na jednej książce i nigdy nie sięgnąć po inne. Bez względu na to od czego zaczniecie. No dobrze, ale nie przyszliście tutaj po jakieś filozoficzne wywody. Przyszliście się dowiedzieć…

Od czego zacząć?

Nim przejdziecie dalej chciałem kilka rzeczy wyjaśnić. Jak zapewne się domyślacie wybór jest absolutnie subiektywny. Wydaje mi się, że nie ma idealnej “ścieżki”. Kierowałem się “swoim nosem”, czyli przeczuciem, że to może być dobra droga. Można się ze mną nie zgadzać. Jak zwykle, choć staram się wyjaśnić dlaczego wybrałem te tytuły, które wybrałem.

Zacznę od książki, którą Lem sam odradzał, czyli od “Powrotu z gwiazd”. Fakt, jest tu pewien wątek, który tą książkę w pewnym sensie skaził. Jest wspomniany przez samego Lema sentymentalizm, ale jest też coś jeszcze. Jest pomysł. Konkretnie pomysł na to, aby napisać książkę o tym, co się dzieje, gdy standardowo jakaś historia się już kończy. Wiecie, co się dzieje z kowbojem, który rusza w kierunku tego zachodzącego słońca. Co dalej? I tutaj to jest. Jest też egzystencjalizm, ale i wizja naszej planety jako miejsca, które nagle stało się obce.

Być może dobrym, a nawet lepszym, pomysłem będzie rozpoczęcie od pakietu, w którego skład wchodzą:

  • “Dzienniki gwiazdowe”,
  • “Kongres futurologiczny”,
  • Wspominana już “Cyberiada”,
  • “Pokój na Ziemi”.

Pierwsza książka, to podobnie jak “Cyberiada”, zbiór opowiadań. Problem z nią jest taki, że to rodzaj publikacji, którą albo pokochacie, albo jest spora szansa, że Was od Lema odrzuci. Tymczasem warto wiedzieć, że jest to zbiór, który powstawał kilkadziesiąt lat. Konkretnie minęło trzydzieści lat między publikacją pierwszego z nich, a tego, które uznaje się za “najmłodsze” w całym zbiorze. Ich bohaterem jest gwiazdokrążca Ijon Tichy, który łączy w sobie trochę barona Munchhausena, a trochę też Guliwera. Jednocześnie jest to jedna z najbardziej znanych postaci wykreowanych przez Lema. Choć wspomniałem o tym, że może dojść do tego, że ktoś zostanie odrzucony od pisarza po lekturze “Dzienników”, to i tak mocno polecam. Podobnie jak “Kongres futurologiczny”, bo ten jest związany z “Dziennikami gwiazdowymi”. Opowiadanie, długie, w którym Lem kpi z futurologii. Jest to też, jak mówił o nim Lem:

Parabola konsumpcyjnego społeczeństwa, społeczeństwa skierowanego właśnie na wszechułatwienie jako wartość naczelną egzystencji, i to skierowanie rodzi zapaść wartości autentycznych, tych, co powstawały historycznie, „psychemia” zaś stanowi ultymatywną i uniwersalną technologię owej łatwizny.

Z kolei “Pokój na Ziemi” to powieść, której bohaterem znowu jest Tichy. Postrzegana jako zainspirowana przez relacje między zimnowojennymi mocarstwami opowiada o tym, co by się stało, gdyby zabrać cały arsenał militarny z Ziemi. Nie zniszczyć, przenieść. Jeżeli jesteście ciekawi, co by się stało, to już wiecie, gdzie szukać.

Jak szukacie czegoś co nie będzie ze sobą wzajemnie powiązane – w mniejszym lub większym stopniu – to na początek można rozważyć, którąś z tych pozycji:

  • Niezwyciężony” – to idealna pozycja na start dla kogoś, kto kocha temat podróży pośród gwiazd. Mamy tutaj wyprawę ratunkową na planetę Regis III. Jak oglądaliście takie filmy jak np. “Obcy – 8 Pasażer Nostromo”, to wiecie jak takie wyprawy ratunkowe mogą się skończyć. Ta odkrywa, że zarówno poprzednia wyprawa, jak i cała cywilizacja planety zawinęły się na herbatkę do Abrahama. Pytanie dlaczego i co z tego wynika. Również polecane dla fanów opowieści o kontaktach z obcą cywilizacją. Warto dodać – o czym uświadomił mi swego czasu niestatystyczny.pl – że jest dostępny audiobook w nomen omen gwiazdorskiej obsadzie. Usłyszycie w nim m.in.: Krystynę Czubównę, Eryka Lubosa, Daniela Olbrychskiego, Arkadiusza Jakubika i Mirosława Zbrojewicza. Czy muszę reklamować dalej?
  • “Eden” – wiem, że Lem nie do końca był z niej zadowolony – w końcu niewypał – ale z drugiej strony przyznaje, że się ją czyta. No i tu ma rację, bo faktycznie “się czyta”. Na “Eden” patrzę trochę jak na wprawkę przed “Solaris” – o której później. Tym bardziej, że przez “specjalistów” jest to książka zaliczana do kanonu pisarza, która ów kanon otwiera. Żelazny zestawu pozycji, które wypada znać. W skrócie jest to opowieść o grupie astronautów, którzy lądują na obcej planecie. Pod wieloma względami bardzo obcej i dla nich niezrozumiałej.
  • “Wizja lokalna” – to z kolei przykład ciekawy, bo mocno skupiający się na kreacji obcej cywilizacji. Wydaje mi się wręcz, że owa kreacja jest tutaj ważniejsza niż sama akcja. Może nie porwie narracją, ale na pewno może zainteresować światem przedstawionym.
  • “Solaris” – i tu należy się zatrzymać na chwilę. Oczywiście jest to powieść słynna. Dla niektórych jest to wręcz opus magnum pisarza. Rzecz w tym, że nie jestem do końca przekonany, czy to na pewno dobra książka na początek. Można, ale mimo wszystko jeżeli już ktoś ma zaczynać, a jest ciekawy zwierza zwanego Lemem, a nie koniecznie jest oblatany w gatunku science fiction, to niech wybierze coś z powyższych propozycji. Książka od lat fascynuje, a niektórzy doszukuję się w niej więcej niż umieścił sam pisarz.

Czytałem jej omówienia tak uczone, że mało, co z nich sam rozumiałem. Zaczynając oczywiście od wykładni czysto freudowskiej, przy czym ów amerykański krytyk, anglista, dość paskudnie wpadł, bo wyławiał psychoanalitycznie pewne diagnozy z angielskiego tekstu, nie wiedząc o tym, że w polskim odmienna idiomatyka upoważnień do takiego diagnozowania nie daje. – Stanisław Lem o “Solaris”

Dobrym pomysłem na początek mogą też być książki, które mają w sobie coś z rasowego kryminału, ale i thrillera. Zbliżone pakiety proponuje na przykład autorka bloga pierogiruskie.pl – zerknijcie, jak lubicie literaturę ogólnie, a nie tylko science fiction. Typy ode mnie to:

  • “Śledztwo”,
  • “Głos pana” – to akurat pozycja, która ma mniej z kryminału, a więcej z powieści, która może momentami czytelnika przestraszyć. Warto też nadmienić, że z tej dwójki i tak postawiłbym na “Śledztwo”. Jest lżejsze, łatwiejsze do czytania. “Głos pana” interesujący, ale musicie się przygotować na cięższą przeprawę.

Zbliżamy się do końca odpowiadania na pytanie od czego zacząć czytanie Stanisława Lema, a na końcu czai się zestaw nieoczywisty. Wrzucam w charakterze ciekawostki i dobrego początku dla kogoś, kto chce “spróbować” Lema w oryginalny sposób. Chodzi o pozycje:

  • “Wysoki zamek” – autobiograficzna opowieść o tym, jak kształtował się Lem. Są tu wspomnienia, jest humor. Dobre otwarcie, aby poznać autora, być może i polubić, a następnie zabrać się za kolejne powieści.

Jeśli chodzi o to dziecko, którym wówczas byłem, bez wątpienia w książce tej opisałem wszystko możliwie wiernie, niemniej nie miałem jeszcze wtedy świadomości, że byłem w istocie dzieckiem samotnym, że gustowałem w tej swojej samotności, że nie potrzebowałem zanadto kolegów, że przekładałem swoje ówczesne dziwaczne rozmyślania nad towarzystwo innych. Widocznie byłem naturą od początku dosyć samotniczą. A że dziecko nie ma możliwości dokonania takiego porównania, więc dziś dopiero widzę, że nie było to całkiem zwyczajne dzieciństwo. – Stanisław Lem o “Wysokim zamku”

  • “Szpital przemienienia” – to z kolei historia rozgrywająca się w latach 40. XX wieku. Miejscem akcji jest szpital, w którym lekarze zastanawiają się, czy zostawić swoich pacjentów. Dylemat wynika z tego, że hitlerowcy chcą się chorych pozbyć. Znowu nie ma tu fantastyki, raczej pytania o naturę człowieka.

I tym zestawem kończę. Nie ma za bardzo sensu rzucać się na kolejne pozycje. Głównie dlatego, że to co widzicie powyżej i tak jest jakimś początkiem przygody. Celowo piszę “jakimś”, bo choć chciałbym odpowiedzieć wprost, jednoznacznie i kategorycznie od czego macie zacząć, to dla mnie Lem jest po prostu autorem, dla którego nie powinno się szukać tytularnego początku, a po prostu powinno się zacząć czytać.

Możesz sprawdzić:

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Lovecraft – od czego zacząć?” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/jak-czytac-lovecrafta-poradnik/” target=”_self” nofollow=”false”]

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Philip K. Dick – od czego zacząć?” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/od-czego-zaczac-philipa-k-dicka-co-przeczytac/” target=”_self” nofollow=”false”]

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
Horrory
Dlaczego kochamy horrory?