Stefan Grabiński – polski Lovecraft i Poe w jednym

Na wstępie muszę Was przeprosić za łatkę, którą w tytule wirtualnie przyszywam Stefanowi Grabińskiemu. Robię to z premedytacją, bo przecież większość osób obytych z literaturą wie, kim byli Howard Phillips Lovecraft czy Edgar Allan Poe. Niestety sam Stefan Grabiński dla tych samych osób może być tajemnicą, bo kto to taki, co napisał i dlaczego nikt o nim nie mówi?

Zaczęło się od tweeta

Od czasu do czasu ktoś pyta mnie skąd biorę pomysły na teksty. Odpowiadam wtedy, że z kosmosu, podpowiada mi je podróżujące między wymiarami prosię. Szepce do ucha koncepcje, które ja muszę przelać w tekst. Czasami jednak sam na coś wpadnę obserwując to, co mnie otacza. Tak jak w tym wypadku, bo wszystko zaczęło się od tego:

I już miałem napisać odpowiedź, gdy pojawiło się to:

I ja mówię, no tak, przecież to świetny temat. Stefan Grabiński. Wszyscy o Lovecrafcie, o Poe, czy współczesnych nam pisarzach jak Neil Gaiman, a przecież w Polsce mieliśmy kogoś, kto pisał wcale nie gorsze rzeczy od wspomnianych. Z tą różnicą, że miał fatalnego managera, bo gdyby miał świetnego, to nie musiałbym o nim pisać z myślą, że może będzie to dla Was coś nowego.

Kim jesteś panie Grabiński?

Stefan Grabiński
Tak wyglądał Stefan Grabiński/Fot. Domena Publiczna

Stefan Grabiński przyszedł na świat w 1887 roku w Kamionce Strumiłowej nad Bugiem. To tereny dzisiejszej Ukrainy. Chłopak, który w przyszłości zostanie nazwany “księciem powieści grozy” miał normalną, dobrze sytuowaną rodzinę. Uczęszczał do liceum bernardyńskiego we Lwowie, a później rozpoczął studia w tym pięknym mieście na tamtejszym uniwersytecie. Kierunek wybrał ściśle związany ze swoimi zainteresowaniami bowiem padło na filologię polską. W trakcie nauki poznał kilku panów, których powinniście kojarzyć, jeżeli uważaliście na lekcjach języka polskiego lub historii. Wśród wspomnianych znajomości byli: Stanisław Kot, Juliusz Kleiner, Tadeusz Sinka, Stanisław Łempicki oraz Stefan Wierczyński. I tak studiował sobie nasz mistrz grozy, a w jego głowie kiełkowały kolejne pomysły na opowiadania. Pomysły, które formowane były przez dwie niezwykle istotne rzeczy:

  • Religię – bowiem Grabiński był bogobojnym człowiekiem.
  • Gruźlicę – kiedy ciąży na Was widmo śmierci, to nie ma siły, aby na Was to nie wpłynęło.

W 1911 roku ukończył naukę, a kiedy zaczynał pracę jako nauczyciel miał już na koncie jeden zbiór opowiadań. Wydany w 1909 roku tom zatytułowany “Z wyjątków. W pomrokach wiary”. Choroba postępowała i jak się później okaże będzie miała niebagatelny wpływ na losy pisarza. Grabiński podróżował po Europie, nauczał, ale i chłonął literaturę – w tym jednego z jego idoli, czyli wspominanego Edgara Allana Poego – oraz studiował zapiski na temat demonologii i magii. Okultyzm choć stał w sprzeczności z wiarą Grabińskiego fascynował go i podobnie jak gruźlica czy Bóg odcisnął swój ślad na jego twórczości. I tak jak sam kontemplował swoje życie i miejsce na świecie przez pryzmat wiary tak pewne wydarzenia z jego życia skłaniały go do poszerzenia horyzontów. Jednym z takich wydarzeń była wizyta u znachora, który uratował Grabińskiemu zakażoną po ukłuciu piórem rękę. Świat rzeczywisty starł się z obrzędami, których Grabiński do końca nie rozumiał.

Wiosenne świty młodości mojej pogasły dawno; dziś sklepi się nad osędziałą, zwichrzoną wiatrami drożnymi głową szary zachód odarty z pokrwawia słońca, co przerażone starczym chłodem skryło swe ognie gdzieś za zwałami burych chmurzysk” – “Puszczyk” ze zbioru “Z wyjątków. W pomrokach wiary”.

Gdyby Lovecraft potrafił lepiej pisać

We wszystkich zachwytach nad twórczością Lovecrafta często zapomina się o tym, że owszem wpływ na literaturę miał wielki, wyobraźnię wspaniałą, ale pisarzem był w najlepszym wypadku przeciętnym. Nie był mistrzem słowa, ocierał się wręcz o grafomanię. Wiedząc to albo przynajmniej dopuszczając do wiadomości wyobraźcie sobie sytuację, że za wyobraźnią podąża wyjątkowy talent. Efektem tego połączenia jest Stefan Grabiński. Ze względu na wspominaną religijność jego twórczość przepełniona jest motywami walki dobra ze złem. Często sięga po motywy nadprzyrodzone, a język, którym się posługuje, ma w sobie poetykę charakterystyczną dla takich twórców jak choćby Bolesław Leśmian, Leopold Staff czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Całą trójkę znacie, nawet czytaliście ich dzieła, a o Grabińskim cisza.

Rdzeń jego twórczości można sprowadzić do trzech elementów:

  • Mistycyzmu,
  • Wierzeń ludowych,
  • Świata przyrody.

Pierwsze dzieła nie były zbyt ciepło przyjęte przez krytyków. Przełom nastąpił w 1918 roku, gdy pojawił się zbiór zatytułowany “Na wzgórzu róż”, ale dopiero “Demon ruchu” – bodaj najbardziej znane dzieło Stefana Grabińskiego – ukazał pełnię jego możliwości. Demon jest zbiorem opowiadań, które powstały w oparciu o motyw przewodni, którym jest kolej. U niego kolej stała się z jednej strony symbolem postępu, a z drugiej reprezentowała strach przed tym, co nieznane. Stąd w pociągach, które majaczą z kartek “Demona ruchu” mieszkają demony, nieszczęśników opętują siły zmuszające ich do robienia rzeczy, których normalnie by nie zrobili, a przy torach spotkać można martwych – ale bardzo dziarskich jak na trupy – dróżników.

Pięć lat temu, jadąc osobowym do Bąska, zoczył go Boroń między dwoma wozami przejeżdżającej mimo towarówki, która zdążała ze strony przeciwnej do Wierszyńca. Smoluch siedział w kuczki na zderzakach i bawił się łańcuchami. Koledzy, którym zwrócił na to uwagę, wyśmiali go, nazywając bzikiem. Lecz najbliższa przyszłość przyznała mu rację; towarowy, przejeżdżając przez podmulony most, runął w przepaść tej samej nocy. Przepowiednie Smolucha były nieomylne; gdziekolwiek zjawił się, groziła niechybna katastrofa. Trzykrotne doświadczenie umocniło Boronia w tym przekonaniu, ukształtowało głęboką wiarę kolejarza związaną ze złowieszczym pojawem. Konduktor żywił ku niemu cześć bałwochwalczą zawodowca i lęk jak przed bóstwem złym i niebezpiecznym. Otoczył swoje zjawisko specjalnym kultem, urobił sobie oryginalny pogląd na jego istotę. Smoluch tkwił w organizmie pociągu, przepajał sobą jego wieloczłonowy kościec, tłukł się niewidzialny w tłokach, pocił w kotle lokomotywy, włóczył po wagonach. Boroń wyczuwał jego bliskość wkoło siebie, obecność stałą, ciągłą, lubo nienaoczną. Smoluch drzemał w duszy pociągu, był jego tajemnym potencjałem, który w chwilach groźnych, w momencie złych przeczuć wydzielał się, zgęszczał i przybierał ciało. – fragment “Smolucha” z “Demona ruchu”, Stefan Grabiński, s. 11.

Bohaterowie u Grabińskiego z reguły zaczynają swój literacki żywot tak samo. Na początku nic nie zwiastuje niczego niezwykłego, ale z czasem – tym samym budujemy napięcie – okazuje się, że dzieją się wokół nich rzeczy niezwykłe. Nie są to przy tym postacie z tektury. Zmieniają się na naszych oczach, a sam autor dba o aspekty psychologiczne swoich bohaterów. Jednocześnie bardzo dbał o szczegóły. Studiował terminy naukowe, gdy o czymś pisał chciał mimo wszystko być w zgodzie z rzeczywistością, co w połączeniu z motywami nadprzyrodzonymi daje wyjątkowo interesujące efekty. Dokonując dokładniejszej granulacji jego dzieł możemy zauważyć, że kilka motywów regularnie powraca.

  • Kwestia tożsamości – tu przykładem może być opowiadanie “Problemat Czelawy”, na podstawie którego nakręcono w 1985 roku film telewizyjny “Problemat profesora Czelawy”. A że dobry ze mnie żuczek, to możecie go obejrzeć tutaj:

  • Zaburzenia rzeczywistości.
  • Życie po śmierci – na przykład “Sygnał”.
  • Postęp technologiczny.
  • Szaleństwo.
  • Demony – co ciekawe motyw demonizmu związany jest z kobietami.

Grabiński świetnie buduje napięcie. Dawkuje nam informacje i spokojnie snuje swoją opowieść prowadząc nas do finału. Jego twórczość to też spory wpływ filozofów, jak choćby Platona, Henriego Bergsona czy pana, który wieścił śmierć Boga, a którego znamy jako Fryderyka Nietzschego. Brzmi ciekawie? Mam nadzieję, że tak, dlatego teraz pozostaje zadać ostatnie pytanie, czyli…

Co poszło nie tak?

Grabiński był z natury samotnikiem, ale w zawieraniu znajomości nie pomagała mu też postępująca gruźlica. W 1931 roku po przejściu na przymusową emeryturę zamieszkał w Brzuchowicach pod Lwowem. Miejscowość wybrana była nieprzypadkowo, bo jest to uzdrowisko. Niestety Grabiński coraz bardziej podupadał na zdrowiu, a brak stałego dochodu sprawiał, że i nędza była coraz większa. Nieliczni przyjaciele zniknęli, a on coraz biedniejszy, coraz bardziej chory, a w końcu i literacko zmęczony popadał w zapomnienie. Zmarł pięć lat później, 12 listopada 1936 roku, a jego grób znajdziecie na cmentarzu Janowskim we Lwowie.

Za życia był niedoceniany, bo jego twórczość uwierała współczesnych mu krytyków, którzy lekceważyli jego fascynację siłami nadprzyrodzonymi. To nie był czas dla powieści fantastycznych i tym samym to nie był czas Grabińskiego. Ten tak naprawdę nigdy nie nadszedł, bo nawet pomimo renesansu zainteresowania jego twórczością po II wojnie światowej nie można powiedzieć, że trafił do pierwszej ligi polskich pisarzy fantastycznych – a może nie tyle ligi, co grupy tych najczęściej wymienianych.

Jeżeli chcecie się sami przekonać, jak pisał bohater tego tekstu, to zajrzyjcie na stronę wolnelektury.pl, gdzie jest zbiór dzieł Stefana Grabińskiego do pobrania zupełnie legalnie i za darmo.

PS. Filmów powstało więcej niż ten powyżej! Mam też nadzieję, że choć w minimalnym stopniu tym tekstem przywrócę go świadomości polskiego czytelnika, bo na to zasługuje.

Opowiadania:

  • Stefan Żalny (pseud.), „Z wyjątków. W pomrokach wiary”, Księgarnia Maniszewskiego i Meinhardta, Lwów 1909.
  • „Na wzgórzu róż”, Księgarnia J. Czerneckiego, Kraków 1918.
  • „Demon ruchu”, Księg. J. Czernecki, dawniej Księg. Spółki Wydaw. Polskiej, Warszawa 1919.
  • „Szalony pątnik”, Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1920.
  • „Niesamowita opowieść”, Wyd.. Dzieł Pogodnych, Lwów 1922.
  • „Księga ognia”, Księgarnia Polska, Łódź 1922.
  • „Namiętność” („L’appassionata”), “Renaissance-Universum”, Warszawa 1930.

Powieści:

  • „Salamandra”, Wydawnictwo Polskie, Lwów 1924.
  • „Cień Bafometa”, Wydawnictwo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Lwów 1926.
  • „Klasztor i morze”, F. Hoesick, Warszawa 1928.
  • „Wyspa Itongo”, F. Hoesick, Warszawa 1936.
  • „Motywy docenta Ponowy” [rękopis].

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/jak-czytac-lovecrafta-poradnik/”]Od czego zacząć Lovecrafta?[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/jak-czytac-wiedzmina-chronologia-wydarzen-i-kolejnosc-ksiazek-i-opowiadan/”]Chronologia czytania Wiedźmina[/button]

 

  • Tom

    Od lat marzy mi się, by ktoś nakręcił, właśnie na podstawie zbioru “Demon ruchu”, mroczny serial fantastyczny. Który działby się w rzeczywistości retro, ale nie w faktycznej przedwojennej Polsce, tylko w podrasowanym wyobrażeniu o niej, albo i w świecie całkiem fikcyjnym. Może nawet lekko podkręconym steampunkowo, by należycie wykorzystać te motywy technologiczne, z symbolizowanymi przez nie zagrożeniami i nadziejami, tak by zwiększyć artystyczną siłę rażenia “ducha w maszynie”. Potrzeba by w tym było odejścia od pełnego realizmu, raczej lekko gotyckiego klimatu, oddziaływania nastrojem bardziej niż samą akcją. Np. z nieco demonicznie zaprojektowanym “Błędnym pociągiem” lub z zapomnianą stacyjką przycupniętą u monumentalnej ściany nieistniejących u nas gór z “Ultima Thule”. Te kolejowe opowiadania dają chyba najlepszy budulec pod ciekawą wizję plastyczną takiego obrazu filmowego.
    Myślę, że to mogłoby by być oryginalne – treściowo i formalnie – dzieło, w całości oparte na polskich pomysłach, a dające szanse na docenienie i za granicą. Tyle że chyba brak w Polsce twórców filmowych, gotowych pomyśleć niekonwencjonalnie, albo przynajmniej w konwencjach u nas dotąd nieuprawianych. A nawet jeśli się tacy znajdą, to na pewno brak stacji telewizyjnej, gotowej zainwestować w tak nietypowe, jak na Polskę, a więc w pojęciu naszych decydentów ryzykowne, przedsięwzięcie filmowe. Szkoda, bo w razie sukcesu, kolejne tomy opowiadań Grabińskiego z powodzeniem służyć by mogły za podstawę następnych “sezonów”.

    • Grabiński jest znany wśród wielu zagranicznych twórców fantastyki – nie tylko pisarzy – więc może kiedyś ktoś np. z Hollywood stwierdzi, że mamy tu coś wyjątkowego i warto po to sięgnąć. Choć z drugiej strony z nim jest trochę jak z Lovecraftem, jest spora szansa, że nie uda się oddać w pełni klimatu książek.

      • Tom

        Może i nie trzeba by tak dokładnie odzwierciedlać tego klimatu, ale pokusić się o własną inwencję. Pamiętajmy, że czasy się zmieniły od chwili, gdy Grabiński pisał swoje opowiadania, bazując na współczesnej sobie rzeczywistości i na aktualnych wówczas konwencjach literackich. Nie wykluczam, że aby zainteresować odbiorcę “filmowo” dziś potrzeba byłoby nieco więcej, bo mamy już inny ogląd świata i inne przyzwyczajenia artystyczne, a więc i odmienne oczekiwania wobec twórców. Dlatego właśnie zaproponowałem, by podrasować np. steampunkowo czy gotycko konwencję tych historii – w oryginale osadzonych w dość realistycznym świecie przedstawionym, z dodanymi tylko elementami fantastyki, które rozpoznajemy dopiero w miarę rozwoju akcji. Ale może się mylę, może te historie nadal obronią się bez zmian, a siła ich oddziaływania będzie polegać właśnie na niespodziewanym wykrzywieniu realizmu przez mistyczne wtręty. Tak czy owak, warto by było, by jacyś filmowcy – w ten lub inny sposób – przymierzyli się do tych opowiadań. Ja zacząłem je czytać w późnej podstawówce, czyli w latach 80. i wywarły na mnie niezatarte po dziś dzień wrażenie, dla którego co jakiś czas do nich wracam.