Mały Książę
Mały Książę i kreatywnosć

Ważna lekcja Małego Księcia

Nim zaczniesz drogi czytelniku czytać dalej, na co bardzo liczę, muszę Ci się do czegoś przyznać. Zaliczam się do grona ludzi, którzy nie mogą nazwać się fanami “Małego Księcia”. Nie obrażaj się jednak na mnie. Bo to, że nie przepadam za tą książką nie oznacza, że odsądzam ją od czci i wiary. Wręcz przeciwnie. Uważam, że Antoine de Saint-Exupéry odwalił kawał dobrej roboty. Napisał książkę, którą pokochały miliony, a która przy okazji porusza jeden szczególnie bliski mi temat.

Powiastka filozoficzna, którą jest “Mały Książę” mówi o wielu istotnych rzeczach, ale jedna z nich zawsze wybijała się na pierwszy plan. Kreatywność. Zaskoczony? Spodziewałeś się pewnie przyjaźni. Miłości. Kilku innych rzeczy, ale nie kreatywności. Tymczasem dla mnie Antoine de Saint-Exupéry chcąc nie chcąc zwrócił mi uwagę na to, że nasza kreatywność jest mocno powiązana z dzieciństwem.

Czym jest geniusz? Możliwością stania się małym chłopcem na zawołanie. – J.M. Barrie

Cytat z autora “Piotrusia Pana” pojawia się nieprzypadkowo, bo Barrie bardzo słusznie zauważył, że geniusz ma sporo wspólnego z dzieckiem. Tak jak dziecko geniusz nie widzi barier. Nie zastanawia się nad nimi, a jak się nad nimi zastanawia, to po to, aby je przekraczać. Działa. Potwierdza coś, co dla innych wydaje się zupełnie niepotrzebne. Sprawdza. Próbuje. Marzy, ale i te marzenia stara się realizować. Podobnego zdania był zresztą Charles Baudelaire. Autor “Kwiatów Zła” twierdził:

Geniusz to nic innego jak dzieciństwo odzyskane na życzenie. Dzieciństwo wyposażone we wszystkie cechy potrzebne do wyrażania siebie oraz umysł analityczny, który pozwala mu uporządkować sumę doświadczeń, mimowolnie zgromadzonych.

Barrie i Baudelaire zwracali uwagę na to, że geniusz i związana z nim kreatywność łączą się nierozerwalnie z pozostaniem dzieckiem. Nie chodziło im jednak o zdziecinnienie, a o fakt wyzbycia się ograniczeń, które pojawiają się z wiekiem.

Granice

Dorastając zaczynamy zwracać uwagę tylko na rzeczy, które uznajemy za istotne. Stajemy się częścią bezmyślnej pogoni nie wiadomo tak naprawdę za czym. To zresztą znajduje swoje odzwierciedlenie w “Małym Księciu”. W końcu dorośli w tej historii są tymi, którzy zachowują się irracjonalnie. Gnają przed siebie nawet wtedy, gdy ewidentnie nie wiedzą już za czym jest owa pogoń. Nasze zmysły zostają przytępione, tracimy z oczu drobne rzeczy, które rozpalały nas, gdy byliśmy dziećmi.

Mały Książę
Rys. Antoine de Saint-Exupéry

Tymczasem będąc dzieckiem jesteśmy jednostkami niezwykle świadomymi. Chłoniemy informacje, świat, z prędkością, której już nigdy nie uda się nam osiągnąć. Przetwarzamy je, podziwiamy to, co widzimy, a nie tępo obok tego przechodzimy. Zadajemy proste pytania o skomplikowane rzeczy. Drążymy. Dociekamy. Odkrywamy. Wszystko jest nowe, wszystko może nas zaskoczyć. Z czasem ulatuje gdzieś to zainteresowanie. Może nie tyle ulatuje, co zostaje ukierunkowane. Skanalizowane tylko dla rzeczy ważnych. Oczywiście jest to zrozumiałe. Cierpimy na deficyt czasu. Nagle stajemy się odpowiedzialni za innych. Pracujemy, przejmujemy się coraz większą ilością rzeczy.

Błądzę w ciemnościach wspomnień i w rezultacie mylę się w rzeczach bardzo zasadniczych. – “Mały Książę”

Zaczynamy wierzyć, że tak już musi być. Tamto widziałem, tamto zrobiłem, to mnie nie interesuje, nie mam siły, chęci, nie czuję potrzeby. Tamto jest głupie, nad tym nie chce mi się zastanawiać, a tego synek nie ma sensu próbować, bo sobie krzywdę zrobisz. Mija czas, gdy naszym głównym zadaniem było uczyć się, przyswajać, poznawać. Pojawiają się wspominane już granice, które z biegiem lat oddalają się od nas. Ich przekroczenie staje się coraz trudniejsze. Schematy coraz bardziej wygodne.

A gdyby tak zostać dzieckiem?

W 2010 roku zostały przeprowadzone badania, które miały sprawdzić, czy zostawiając za sobą dzieciństwo zostawiamy gdzieś znaczną część naszej kreatywności. Zresztą nie tylko kreatywność, ale i to co nas pcha do tego, aby próbować podchodzić do rozwiązywania pomysłów inaczej. Eksperyment, który przeprowadziła grupa psychologów, był bardzo prosty. Zebrano studentów i poproszono ich o napisanie krótkiego tekstu na zadany temat. Zaproszonych badanych podzielono na dwie grupy.

  • Grupa pierwsza miała napisać tekst na temat: Wyobraź sobie, że zajęcia w szkole zostały odwołane. Co byś zrobił, pomyślał i czuł?
  • Grupa druga miała napisać tekst dokładnie na ten same temat. Dostała jednak dodatkową instrukcję. Był nią fakt, że owo odwołanie lekcji nastąpiło, gdy masz siedem lat.

Uczestnicy mieli pięć minut na opisanie swoich reakcji na fakt, że nie będzie zajęć. Po napisaniu tekstu zostali poproszeni o wypełnienie testu na kreatywność, czyli “Torrance Tests of Creative Thinking”. W wersji skróconej i przeznaczonej dla dorosłych. Pewnie zastanawiasz się jakie były wyniki?

Te z jednej strony były takie, jakich spodziewali się naukowcy. Okazało się bowiem, że grupa, która otrzymała informację o tym, że ma siedem lat wykazała dużo większą oryginalnością niż grupa pierwsza, ta, która nie musiała podczas odpowiedzi na zadane pytanie szukać siebie sprzed lat. Potwierdziły to zarówno same odpowiedzi, jak i wyniki testu TTCT. Ci “zmuszeni” do sięgnięcia po swoje wewnętrzne dziecko okazywali się bardziej kreatywni. Niejako potwierdzając przytaczane słowa Barriego czy Baudelaire’a.

Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym. – “Mały Książę”

Zresztą wspomniane badania nie są jedynymi, które przeprowadzono. Wyniki bardzo często były zbliżone. Najbardziej interesujące jest jednak to, że kluczowy dla naszej kreatywności nie jest wiek, a nastawienie. Możemy mieć dzieci, które są nad wyraz dojrzałe jak na swój wiek, a które pod względem oryginalności będą “przegrywać” ze swoimi “mniej poważnymi” rówieśnikami. Nastawienie nie jest na szczęście przyznane nam na stałe. Możemy zmuszać się do tego, aby pobudzać w sobie ciekawość oraz pielęgnować wewnętrzne dziecko. O ile tego chcemy, bo przecież nigdzie nie jest powiedziane, że to konieczne.

Sztuka dostrzeżenia słonia tam, gdzie inni widzą kapelusz

Sam się coraz częściej łapię na tym, że uciszam w sobie małego chłopca. Jestem ojcem, pracuję, mam dawać przykład. Mam być poważny. Racjonalizuję sobie świat. Układam. Pytanie tylko, czy to zawsze jest nam potrzebne? Nie wiem. Kiedy byłem dzieckiem myślałem, że jak dorosnę będę miał mniej wątpliwości. Tymczasem jest odwrotnie. Im jestem starszy wątpliwości przybywa. Niczego nie jestem już pewny. A kreatywność? Skoro tekst jest związany z “Małym Księciem”, to zakończę go barankiem.

Zawsze ulega się urokowi tajemnicy. Pomimo niedorzeczności sytuacji – byłem bowiem o tysiąc mil od terenów zamieszkałych i grozi mi niebezpieczeństwo śmierci – wyciągnąłem z kieszeni kartkę papieru i wieczne pióro. W tym momencie przypomniałem sobie, że przecież uczyłem się tylko geografii, historii, rachunków i gramatyki, więc zmartwiony powiedziałem chłopcu, że nie umiem rysować. Ale on odrzekł:

– To nic nie szkodzi. Narysuj mi baranka.

Mały Książę
Rys. Antoine de Saint-Exupéry

Ponieważ nigdy w życiu nie rysowałem baranka, pokazałem mu jeden z dwóch rysunków, jakie umiałem zrobić: rysunek węża boa zamkniętego. Ku memu zdziwieniu chłopczyk odpowiedział:

– Nie, nie. Nie chcę słonia połkniętego przez węża boa. Boa jest zbyt niebezpieczny, a słoń za duży. Mam za mało miejsca. Potrzebny mi jest baranek. Narysuj mi baranka.

Narysowałem baranka. Mały przyjrzał się uważnie i rzekł:

– Nie, ten baranek jest już bardzo chory. Zrób innego.

Narysowałem.

Mały przyjaciel uśmiechnął się grzecznie z pobłażaniem:

– Przyjrzyj się. To nie jest baranek, to baran. On ma rogi.

Zrobiłem nowy rysunek, ale został odrzucony tak jak poprzedni:

– Ten baranek jest za stary. Chcę mieć baranka, który będzie długo żył.

Tracąc już cierpliwość – chciałem bowiem jak najprędzej zabrać się do naprawy motoru – nabazgrałem ten obrazek i powiedziałem:

 To jest skrzynka. Baranek, którego chciałeś mieć, jest w środku.

Byłem bardzo zdziwiony, widząc radość na buzi małego krytyka.

– To jest właśnie to, czego chciałem. Czy myślisz, ze trzeba dużo trawy dla tego baranka?

– Dlaczego pytasz?

– Bo mam tak mało miejsca …

– Na pewno wystarczy. Dałem ci zupełnie małego baranka.

Pochylił główkę nad rysunkiem.

– Nie taki znowu mały. Zobacz, zasnął …

Tak wyglądał początek mojej znajomości z Małym Księciem.

Mam nadzieję drogi czytelniku, że będziesz rysował jak najwięcej właśnie takich baranków.

 

W tekście wykorzystałem fragmenty “Małego Księcia” w tłumaczeniu Jana Szwykowskiego.

 

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
Paper Girls, czyli powrót do przeszłości