Zakazane książki, czyli komu i dlaczego przeszkadza słowo pisane

Ray Bradbury w “451 stopni Fahrenheita” napisał bardzo znamienne i prawdziwe zdanie na temat książek. Prezentuje się ono tak:

Książka to naładowana broń w sąsiednim domu. Spal ją, rozładuj broń. Rozbij mózg człowieka. Skąd wiadomo, kto mógłby się stać celem oczytanego człowieka?

Oczywiście napisał to w trochę innym kontekście niż ten, który poruszę w tekście, ale mimo wszystko pasuje. Bo tutaj będzie o książkach, które z różnych przyczyn były zakazywane. A jak nie były zakazywane, to znajdywały się na cenzurowanym lub wzbudzały niezwykle silne emocje. Najczęściej jedno i drugie szło ze sobą w parze. Wiemy przecież, że jak w człowieku burzą się emocje, to rozsądek bierze sobie wolne. Najczęściej są to dość długie wakacje. U niektórych wręcz permanentne. Przyczyny, dla których ta lub inna książka została zakazana są różne. Czasem to kwestia religii, czasem użytego języka, a czasami przemocy, która straszy słabszych psychicznie czytelników.

Co nas boli?

Wszystko. Nie ma chyba takiej rzeczy, która nie mogłaby zostać pretekstem do tego, aby podjąć próbę zakazania czytania konkretnej książki. Najlepszym przykładem jest “Biblia”, która od momentu powstania nie ma łatwego życia i często lądowała na szczycie książek zakazywanych czy dopuszczonych do obiegu, ale po solidnej cenzurze. W końcu w “Starym Testamencie” jest jak w filmach Tarantino, czyli seks, przemoc i boskie interwencje. Zgodnie ze starym eskimoskim przysłowiem:

Jak się chce uderzyć niedźwiedzia, to lepiej uciekać do iglo.

No może nie o to przysłowie chodziło, ale zasadniczo zawsze można znaleźć powód, aby czegoś zakazać. Może być absurdalny. Mógłbym podawać dalej przykłady podobne do “Biblii”, takie, które same przychodzą na myśl, jak na przykład “Manifest Komunistyczny” czy “Mein Kampf” pewnego niespełnionego malarza z jednym jądrem. Mógłbym, ale celowo je ominę. Nie ma to sensu. Zamiast tego skupię się na tytułach, które niektórzy czytają pasjami, ale nie koniecznie myślą o tym, czy przypadkiem nie obcują z książką, która wzbudza strach.

Rzeczywistość

Tak było z “Nowym wspaniałym światem” Aldousa Huxley’a. Utwór, który toczył korespondencyjny pojedynek z “1984” George’a Orwella o to, jak może wyglądać przyszłość ludzkości wzbudził wielkie emocje. Głównie wśród tych, którzy bali się, że czytelnicy zaczną kwestionować pożądane przez władzę status quo. Przykładem są Stany Zjednoczone, gdzie podejmowano próby zakazania książki pod pretekstem szerzenia przez nią postaw defetystycznych. Oczywiście tu nie o defetyzm chodziło, a o fakt, że Huxley mocno piętnuje kulturę opartą o konsumpcjonizm. Resztę możecie dopowiedzieć sobie sami. Tak samo jak Huxley problemy miał jeden z moich literackich mistrzów, czyli John Steinbeck.

Henry Miller Zwrotnik Raka
Podobno należy unikać tej książki

Kiedy w 1939 roku pojawiły się fenomenalne “Grona gniewu” zachwyt wymieszany był z szokiem. Paradoksalnie słynny pisarz z jednej strony cieszył się z Nagrody Pulitzera, a z drugiej musiał stawić czoła oskarżeniom o kłamstwa i oczernianie dobrych obywateli takich stanów jak Oklahoma czy Teksas. Co bolało najbardziej? Fakt, że Steinbeck opisał zjawisko wysiedlania farmerów z ich ziemi, którzy nie radzili sobie w efekcie Wielkiego Kryzysu. To był policzek dla władz wspomnianych stanów, bo sugerował, że nie potrafiły zadbać o swoich obywateli. Książkę palono, autora oczerniano, ale ostatecznie okazało się, że to Steinbeck miał rację.

Nie czytałem tej rzeczy. Nie pozwalam sobie na uniesienie z powodu twórczości jakiegokolwiek pisarza fikcji. W Oklahomie mamy tak dobrych obywateli, że szczycić nimi mógłby się i stan, w którym pan mieszka… Radziłbym panu, aby zaczął pan z powrotem czytać magazyny kryminalne – Gubernator Oklahomy w wywiadzie dla Oklahoma Times

Jak widzicie bolało. Bardzo. Nie pomogło nawet to, że powoływane komisje udowadniały, że poziom ubóstwa prezentowany w książce był zbliżony do rzeczywistości. Niektórych niestety nie przekonasz w żaden sposób, a już na pewno nie za pomocą mocnych argumentów. Zresztą inna słynna powieść Steinbecka, czyli “Myszy i ludzie” też nie miała łatwego życia. Dobrze chociaż, że nie obrywało się im od strony krytyków, którzy uznawali powieści laureata Nagrody Nobla za sentymentalne i mimo wszystko niewarte większej uwagi.

Seks

Wyuzdanie. Seks. Orgie. Kazirodztwo. Pedofilia. Homoseksualizm. Wymieniajcie, co chcecie. Skoro rzeczywistość może boleć, to co dopiero ten paskudny seks. Przekonał się o tym Henry Miller. Jego powieść “Zwrotnik Raka” ukazała się w 1934 roku. Jak tylko trafiła do sprzedaży zaczęła się prawdziwa psychoza. Aż do 1964 roku wydawca książki musiał bronić tego, co wydał i samego autora w sześćdziesięciu sprawach sądowych, które mu wytoczono. Z różnych przyczyn. Trzy lata po wydaniu Sąd Najwyższy zakazał jej dalszego wydawania, a nawet wwożenia na teren USA kopii książka z powodu poruszanej tam tematyki, a przede wszystkim wszechobecnego seksu.

To nie jest książka. To jest szambo, otwarty ściek, dół rozkładu, oślizgły zbiór wszystkiego, co zgniłe w resztkach ludzkiej deprawacji. – Tak o książce mówił sędzia Sądu Najwyższego Michael Musamanno. Raczej mu się nie podobała

Kilka lat musiało minąć nim ludzie dorośli do tego, co opisał Miller. Podobnie zresztą jak w przypadku wydanej w 1955 roku “Lolicie” Vladimira Nabokova. To chyba jeden z najczęściej podawanych przykładów książek, które oprotestowywano lub wręcz zakazywano. Nabokov nie przebierał w środkach, gdy opisywał historię “skomplikowanej relacji” między Humbertem Humbertem i Lolitą. Oburzenia nie kryli nie tylko czytelnicy, którzy pewnie i tak potajemnie czytali bezeceństwa wypisywane przez Nabokova, ale i krytycy. Do “Lolity” szybko przylgnęła łatka najobrzydliwszej książki w historii. Oczywiście później pojawiły się i inne, przy których “Lolita” okazała się być czytanką do szkółki niedzielnej, ale kto by się nad tym zastanawiał. Zakazano jej m.in. we Francji, Argentynie i Nowej Zelandii.

Kadr z filmu "Lolita"
Kadr z filmu “Lolita” w reżyserii Adriana Lane’a

Podobnie za tematykę seksualną oberwało się wcale nie takiej starej książce. W końcu wydana w 1999 roku nowela “Charlie” lub “The Perks of Being a Wallflower” Stephena Chbosky’ego to nic innego jak przykład na to, że seks nadal jest jednym z głównych powodów, dla których mówi się czytelnikom, że to nie jest książka dla nich. Prawdopodobnie wynika to z tego, że rzeczywistość nie lubi próżni i gdy wszyscy już przyzwyczaili się do “Lolity”, to trzeba było znaleźć sobie coś nowego. No i znaleziono. Co ciekawe “Charlie” miała podwójnego pecha, bo jest inspirowana ukochaną książką wszystkich psychopatów, czyli “Buszującym w zbożu” J.D. Sullingera.

Przemoc

Skoro szokuje seks, to musi szokować też przemoc. I faktycznie szokuje. W końcu wystarczy sięgnąć po “American Psycho” Breta Eastona Ellisa, aby się o tym przekonać. Jego historia odnoszącego sukcesy biznesmena, który w wolnych chwilach od solarium jest seryjnym mordercą tak bardzo oddziaływała na wyobraźnię, że oberwało się jej nie tylko w ojczyźnie pisarza. W Niemczech ograniczono sprzedaż, aby przypadkiem nie dostała się w zbyt młode ręce. Przez wiele lat zakazana była w Kanadzie, a w Australii nadal są stany, w których posiadanie tej książki jest uznawane za przestępstwo.

Na drugim biegunie ukazania brutalnej rzeczywistości jest “Rzeźnia numer pięć” Kurta Vonneguta. Nie pomagało to, że pisarz pokazał opinii publicznej czym było bombardowanie Drezna. Mocno zaskoczeni byli Amerykanie, którzy nie byli przyzwyczajeni do tego, że ktoś śmie im zarzucać, iż wojnę wygrali bez rozlewu krwi i cierpienia cywilów. Co bardziej krewcy obywatele protestowali, że jak to tak, przecież nie mogło być tak źle, a z drugiej strony nawet jak było, to my w dobrej sprawie. Ci sami pewnie nigdy nie widzieli człowieka płonącego żywcem. Najlepiej dziecka.

O właśnie skoro o przemocy i dzieciach mowa to jest przecież “Władca much” Williama Goldinga. Świetna powieść, ale dostawało się jej od wszystkich za wszystko. Wystarczy wymienić:

  • przemoc,
  • wątki seksualne,
  • religię,
  • rasizm,
  • dyskryminację kobiet,

W zasadzie każdy powód, który pojawia się w przypadku innych dzieł literackich można odnieść do “Władcy much”. Pamiętacie to przysłowie o niedźwiedziu polarnym? No właśnie. Ono tu nie pasuje. Chyba.

American Psycho
Patrick bardzo się cieszy/Fot. Lionsgate

Cała reszta

Jak łatwo wystawić się na krytykę i zebrać cięgi przekonali się też Jack London i Mark Twain. Ten pierwszy wydał książkę “Zew krwi”. Jej bohaterem jest pies imieniem Buck i na pierwszy rzut oka jest to taka sama opowieść jak choćby nasze swojskie “O psie, który jeździł koleją”. Prawda jest jednak taka, że książka Londona szybko znalazła się na cenzurowanym przez to, że będąc powieścią dla młodszych czytelników ma drugie dno. Buck nie był zwykłym psem. Był wyjątkowo inteligenty. Walczył o przetrwanie nie tylko bazując na instynkcie, ale i na wyobraźni. Czytelnicy szybko dostrzegli, że “Zew krwi” wcale nie jest o psie, że pies jest tylko narzędziem. Tym samym książka nadal jest uznawana za pozycję bardziej dla dorosłych niż dzieci. Jak jesteście na bieżąco z serialami, to jeden z bohaterów bardzo dobrej “Długiej nocy” poleca ją współwięźniowi jako pozycję, która pomaga przetrwać w więzieniu.

Wiecie już za co oberwało się Londonowi, to teraz pora na Twaina. Mark za “Przygody Hucka” zbierał cięgi głównie za język, którego używał w powieści oraz wszechobecny rasizm. W sumie nadal za to obrywa. I ciekawe, co sobie myśli patrząc na nas z góry. Swoje odcierpieć musiał Salman Rushdie, który po publikacji “Szatańskich wersetów” ściągnął na siebie gniew wyznawców Allaha.

Informuję dumnych muzułmanów na świecie, że autor książki “Szatańskie wersety” – która jest przeciwko islamowi, Prorokowi i Koranowi – jak i wszyscy, którzy są uwikłani w jej publikowanie i są świadomi jej zawartości, niniejszym są skazani na śmierć – Ruhollah Chomejni w irańskiej telewizji

O ile wcześniej wspomniani pisarze nie musieli obawiać się o swoje życie, o tyle Rushdie ciągle musi uważać. Tak jak i jego współpracownicy. Tłumacz pierwszego wydania na język japoński został zamordowany, a inny został wielokrotnie pchnięty nożem. Wydanie książki wiązało się nie tylko z zakazami publikacji, ale i podkładaniem bomb pod księgarnie, które chciały ją sprzedawać.

Słowo potężniejsze od miecza

Wymieniać można w nieskończoność, bo książek, które są zakazywane lub oprotestowywane są dziesiątki, a w zasadzie setki. Z jednej strony mnie to nie dziwi, ale z drugiej przeraża, jak łatwo potrafimy wpaść w amok zakazów bez chwili oddechu. Bez zastanowienia się, czy aby na pewno mamy rację. Odnosi się to nie tylko do książek, ale i do każdej innej sfery naszego życia, w którą inni chcą ingerować. A wystarczy czasami się opamiętać. Choć to trudne, a wręcz niewykonalne, jak pokazuje historia. I to mnie smuci najbardziej…

Nieprzeczytane.plTekst powstał dzięki księgarni internetowej nieprzeczytane.pl

Przeczytaj:

[button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/niekonczaca-sie-opowiesc-co-mowi-o-ludziach/”]Co “Niekończąca się opowieść” mówi o naturze świata[/button] [button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/slynni-pisarze-i-seks/”]Życie seksualne słynnych pisarzy[/button]

 

  • Jeleń samotnik

    Ehh, ludzie zawsze się czepiali, czepiają, i będą czepiać. Dosłownie wszystkiego 😛 Dobry tekst!

    • Dziękuję. To prawda. Ludzie czepiają się wszystkiego, czasami słusznie, ale niestety w większości przypadków zostaje tylko płacz i zgrzytanie zębów.

  • Och, kilka ładnych dyskusji na temat Lolity (a także “Śmierci w Wenecji” Manna) prowadziłam, udowadniając, że książka ta raczej piętnuję pedofilię, niż ją propaguję. Że rozmowy były prowadzone z osobami książki nieczytającej, dopowiadać nie muszę?

    Czytałam Zew Krwi dzieckiem będąc i zrobiła wtedy na mnie bardzo duże wrażenie… Przy czym, fakt, wypadałoby ją znowu przeczytać. Tak dla porównania wrażeń 🙂

    • “Śmierci w Wenecji” Manna nie czytałem. W sumie jego to chyba czytałem tylko “Czarodziejską Górę”, ale rozumiem jak piszesz o tym, że rozmawiałaś z osobami, które krytykują książki, których nawet nie czytały. Bolesne doświadczenie 🙂

  • Sasha

    Odnośnie Biblii, to dodam, że z historii wynika, iż motywowacją kleru do palenia Pisma Świętego na jednym stosie razem jego posiadaczami, było to, że woleli oni utrzymać swoich wiernych w niewiedzy i zakłamaniu. Bez zadawania niewygodnych pytań o finansowanie kościoła, o wszystkie pogańskie farmazony, które zaczęto nazywać “chrześcijańskimi” i które nieodłącznie wiązały się z kieszeniami parafian. Nie daj Boże, jeszcze taki jeden zacznie czytać i skapnie się że to wszystko z Bogiem nic wspólnego nie ma… Bo przecież jak powiedział Stalin “Ciemnotą łatwiej rządzić” ( a miał w tym spore doświadczenie- i w szerzeniu zakłamiania, i w rządzeniu milionami). A dziś… Dziś już ludzi przestały interesować fakty. I nie trzeba nikogo palić na stosie

    A artykuł świetny:)