10 filmów, które możesz wpisać do swojego kalendarza na 2017

Możesz je w sumie wpisać wszędzie. Do kalendarza. Do notesiku. Do egzemplarza Biblii, którą dostałeś z okazji pierwszej komunii świętej. Możesz wyryć na ścianie lub na tabliczce, takiej specjalnej glinianej. Możesz zapisać na kartce. Możesz zapisać w jakimś poprawiającym produktywność programie. W końcu możesz je po prostu zapamiętać lub zapisać na pudełku po kociej karmie. Twój wybór. Za to mój wybór padł na 10 tytułów, które zwróciły moją uwagę. Wszystkie są tutaj. W tym miejscu. Zebrane razem. Przeze mnie. Autora. Bo ile można pisać o filozofii w filmach o przygodach kartofli lub historii związanych z komiksami, których i tak nikt nie czyta. Wiem to. Znam statystki. Zresztą jak mawiał Arystoteles:

Dobry film jest więcej warty niż najlepsza zapiekanka*.

Poniżej to nie będą tylko dobre filmy. Przecież ja nawet nie wiem, czy one będą dobre, ale wiem, że bardzo chcę je zobaczyć z różnych względów. Być może Wy też będziecie chcieli, więc pasujemy do siebie jak Flip i Flap. Dobra, koniec tych dygresji i jak mawiał Platon, jedziemy z tematem.

“T2: Trainspotting”, reż. Danny Boyle

Premiera na świecie: 27 stycznia 2017
Premiera w Polsce: Żuk go wie

Kontynuacja filmu, który bardzo często pojawia się na listach ulubionych filmów nie tylko u ludzi. Poważnie. Mam wrażenie, że jeżeli jest jakiś film o narkotykach, który spodoba się nawet żukom gnojarzom, to będzie to “Trainspotting” choć żuki na pewno mają jakąś owadzią wersję tej historii. I tak jak nie byłem przekonany do tego, aby kręcić kontynuację, tak jak usłyszałem, że wraca cała stara gwardia, zmieniłem zdanie. Są wszyscy. Starsi, ale po pierwszym zwiastunie jestem spokojniejszy. Nie jest to spokój z gatunku: leżę na plaży i piję napoje uważane za wyskokowe. Bardziej spokój, że to może być przynajmniej przyzwoity film. Niech będzie przyzwoity. Po prostu. Jako fanboy Jonny’ego Lee Millera cieszę się podwójnie.

“Wilson”, reż. Craig Johnson

Premiera na świecie: 24 marca 2017
Premiera w Polsce: Jak dobrze pójdzie to w ogóle do niej dojdzie

Daniel Clowes nie stworzył Iron Mana czy Jokera. Zamiast tego stworzył Wilsona. Rozwiedzionego mizogina, który nie jest typem człowieka, z którym chcecie umawiać się na kawę. Na inne potrawy też nie chcecie się z nim umawiać. Co ciekawe postać Wilsona to amalgamat charakteru ojca autora i tego, co Clowes wyczytał w biografii Charlesa M. Schulza – ojca “Fistaszków”. Czytał ją, gdy ojciec leżał umierający w szpitalu. Pomysł na powieść graficzną i jej wykonanie spodobał się w Hollywood, które kilka lat po premierze sięgnęło po komiks i oto mamy jego ekranizację. Z Woodym Harrelsonem w roli głównej, co jest świetną informacją. Jeszcze lepszą informacją jest to, że partneruje mu Laura Dern. Z tych dwóch powodów warto o “Wilsonie” pamiętać. Uprzedzam, że nie będzie tam starć z kosmitami i czubków przebierających się za nietoperze. Choć nie, to drugie może się tam pojawić. Czekając na film możecie sięgnąć po inną ekranizację komiksów Clowesa. Po “Ghost World” z młodziutką Scarlett Johansson. Świetny film i świetny komiks. Scarlett też świetna, dlatego jak czytam, że ktoś nie widział nigdy jej dobre roli, to naprawdę mało widział.

“LEGO Batman: FILM”, reż.  Chris McKay

Premiera na świecie: 8 lutego 2017
Premiera w Polsce: 10 lutego 2017

To może być najlepszy Batman od czasów tych z Adamem Westem. Zabawny – tak, wbrew temu, co wmawiają Wam na lekcjach religii, Batman też może być zabawny, na swój mało zabawny sposób – pełen akcji, przeciwników, których wszyscy znają i kochają. Zasadniczo to może być w ogóle najlepszy film, jaki obejrzycie w przyszłym roku. Po poprzedniej produkcji z klocków LEGO oczekiwania są wysokie. Zresztą oddajmy głos specjaliście:

Zajebiście wysoko, ale co tu może się nie udać? No przecież całość zapowiada się na hit z kilometra, jak nie z dwóch. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jeżeli chodzi o dubbing Batmana, to Will Arnett zajmuje w tej kategorii pierwsze miejsce. Jest bezbłędny.

“Split”, reż.  M. Night Shyamalan

Premiera na świecie: 26 września 2016
Premiera w Polsce: 20 stycznia 2017

Zaskoczeni? Ja bardzo, bo w nowożytnej historii bloga nie spodziewałem się, że będę czekać na film w reżyserii człowieka, który stworzył historię o zabójczych roślinach – to autentyczny kadr z filmu i tak wyglądałem jak go oglądałem:

Film o łysym białym chłopcu, który wmawia wszystkim, że jest Azjatą:

I w końcu udowodnił to, że Jaden Smith nie może być biologicznym synem Willa. Nie ma takiej siły na niebie i ziemi, która przekona mnie, że nie jest adoptowany. Nie wierzycie? Obejrzyjcie “1000 lat po Ziemi”. Wolałbym jednak, abyście go nie oglądali, bo ten film sprawia fizyczny ból. Chyba że lubicie ból. Wtedy proszę bardzo. Każdemu jego porno. Kiedy wszyscy myśleli, że Night Shyamalan skończył się na “Kill’em All” reżyser najpierw dostarczył udaną i zaskakującą “Wizytę”, a teraz serwuje interesujący “Split” i choć zwiastun zdradza więcej niż powinien, to choćby dla roli Jamesa McAvoy’a warto poczekać. W końcu pojawia się tam w sukience.

“John Wick: Chapter Two”, reż. Chad Stahelski

Premiera na świecie: 8 lutego 2017
Premiera w Polsce: Kiedyś

Pierwsza część to ekranizacja tego do czego jest zdolny każdy, kto stracił ukochane zwierzę. Keanu wrócił w niej do tego, co potrafi najlepiej, czyli:

  • Mało mówi,
  • Świetnie wygląda,
  • Jeszcze lepiej się bije,
  • Fantastycznie strzela.

W zasadzie wszystko w tym filmie się zgadzało. Fabuła jest oczywiście pretekstowa, ale nie jest tam potrzebne nic więcej oprócz pretekstu, gdy dostajemy pierwszorzędnie wyreżyserowane sceny akcji. Choć przy okazji trzeba oddać twórcom, że mieli kilka świetnych pomysłów – z moim ulubionym, czyli hotelem dla płatnych morderców. W drugiej części wszystkiego będzie więcej i to może kontynuację pogrzebać, ale i tak dam jej szansę. Czego się nie robi dla pamięci ukochanego pieska.

PS. Jest szansa, że Neo w końcu zabije Morfeusza.

“Ghost in the Shell”, reż. Rupert Sanders

Premiera na świecie: 29 marca 2017
Premiera w Polsce: Chętnie się dowiem

Nic nie wzbudza we mnie większych wątpliwości niż to, co tworzy Rupert Sanders. No może tylko dywagacje na temat wyższości Pepsi nad Coca-Colą mogą się z tym równać. Nie wiem czy ten film jest potrzebny. Nie wiem, dlaczego nie postawiono na obsadę pod względem pochodzenia zgodną z pierwowzorem. Nie mam zielonego pojęcia, co z tego wyjdzie podobnie jak miliony potencjalnych widzów na całym świecie. “Ghost in the Shell” to dla wielu z nich świętość. Owszem można się sprzeczać nad wyższością mangi nad anime. Nad tym, czy “Stand Alone Complex” był potrzebny i tak dalej, i tak dalej. Nie można jednak sprzeczać się z tym, że dla cyberpunku dzieło Masamunego Shirowa to rzecz ważna. Z kolei film w reżyserii Mamoru Oshiiego dla mojego pokolenia to jeden z symboli dorastania. Wspomnienia związane z pierwszym seansem są ciągle żywe i być może dlatego tak emocjonalnie podchodzę do wersji aktorskiej. Dam im szansę, ale jak Sanders to spieprzy, to postaram się, aby nie dostał roboty nawet przy liczeniu kawioru we Władywostoku.

“Gifted”, reż. Marc Webb

Premiera na świecie: 12 kwietnia 2017
Premiera w Polsce: Dopłacę

Marc Webb nakręcił swego czasu chyba jedną z niewielu komedii romantycznych, które da się oglądać bez chronicznego bólu zębów. Wprawdzie “500 dni miłości” to momentami bardziej dramat – a jak wiemy komedia i dramat mocno się ze sobą wiążą – to nie zmienia faktu, że to po prostu dobry film. Sprawdził się w superhero uśmiercając kolejna serię przygód Spider-Mana, a teraz w końcu wraca do nas z dramatem. I to dramatem, w którym pojawiają się dwie rzeczy, które automatycznie sprawiają, że film skradnie nasze gołębie serduszka:

  • Chris Evans – przystojny jak zwykle, a do tego tutaj jest ojcem wujkiem genialnej córki,
  • Genialna córka – oczywiście genialna i odpowiednio pewna siebie.

Ameryki ten film nie odkrywa, ale często nie chodzi o to, jaką historię opowiadasz, a o to, jak ją opowiadasz. Webb potrafi opowiadać historie, dlatego dostaje u mnie spory kredyt zaufania.

“Life”, reż.  Daniel Espinosa

Premiera na świecie: 23 marca 2017
Premiera w Polsce: Jest spora szansa, że świat do premiery przestanie istnieć**

Kino science fiction, w którym ludzie kolejny raz spotykają na swojej drodze obcą formę życia. Ze zwiastuna wynika, że ta forma nie chce grać z nimi w Monopoly, więc możemy założyć, że zamiast tego postanowi rozegrać partyjkę w “Manhunt”. Też dobrze. Dla widza oczywiście, bo bohaterowie filmu Espinosy raczej skończą jako karma dla marsjańskiego organizmu żywego. Jeżeli ten tekst przeczyta Elon Musk lub ktoś inny zaangażowany w wysłanie ludzi ma Marsa apeluję:

Nie lećcie tam. Oni nie chcą z nami grać w Monopoly! Raczej chcą grać nami w kręgle!

Tylko nie mówcie później, że Was nie ostrzegałem.

“Dunkirk”, reż. Christopher Nolan

Premiera na świecie: 19 lipca 2017
Premiera w Polsce: 21 lipca 2017

Może tego nie widać po blogu, ale jestem gigantycznym fanem kina wojennego. Po prostu nie było jeszcze okazji, abym dał wyraz swojej miłości. Dlatego z niesamowitą wręcz ekscytacją wypatruję na horyzoncie nowego filmu Christophera Nolana. Choć nie zaliczam*** się do wyznawców tego reżysera to cenię to, co próbuje osiągnąć kręcąc swoje filmy na granicy między kinem gatunkowym a artystycznym. Tym razem postanowił złożyć hołd wielkiej odwadze alianckiej armii i opowiedzieć o słynnej ewakuacji z plaż Dunkierki. Na plus muszę zapisać to, że już w trailerze jest więcej emocji niż w niektórych filmach akcji w całości.

“Valerian i miasto tysiąca planet”, reż. Luc Besson

Premiera na świecie: 20 lipca 2017
Premiera w Polsce: pewnie gdzieś w okolicach premiery światowej

Znowu wielka niewiadoma. Besson na fali ekranizacji komiksów postanowił przygotować swoją. I trzeba przyznać, że na papierze wszystko wygląda przynajmniej dobrze. Wybrał komiks europejski. Uznany. Dodatkowo w klimatach science fiction, które najzwyczajniej w świecie lubi. Nie oczekuję, że wyjdzie z tego film na miarę “Piątego elementu”, ale hej, akcji nie zabraknie, więc jako letni blockbuster Valerian może się sprawdzić lepiej niż dobrze. Obsada wygląda zacnie i wbrew niektórym cieszę się, że w Valeriana wciela się Dan DeHaan. O czym jest komiks? O agentach, którym zadaniem jest utrzymywanie porządku na terenach zmieszkałych przez ludzi. Sęk w tym, że ci agenci podróżują zarówno poprzez przestrzeń jak i czas. Valerian pochodzi z XXVIII wieku, a Laurelina z XI. Ot różnica wieku.

To oczywiście nie wszystkie filmy, na które czekam. Nie chcę obiecywać, że wszystkie w tej czy innej formie trafią na bloga, ale może trafią. Choć u mnie nic nie jest pewne.

* Arystoteles oczywiście tak nie mówił. Choć czort go wie. Znał ktoś Arystotelesa? Nie. Przecież on nie żyje. Jeszcze okaże się, że to jak z Szekspirem lub Elvisem albo nie daj Boże z Kopernikiem.

** Zawsze jest taka szansa. Każdego dnia.

*** Potrafię podać przynajmniej pięć powodów, dla których się nie zaliczam do fanów. Jednym z nich jest spaghetti****.

**** Nie pytajcie.

  • Dorota Kk

    Dobra lista. Ghost in the Shell to będzie wtopa wszech czasów albo stworzy modę na mangę w Hollywood. Choćby dlatego trzymam kciuki za ten projekt. Dodałabym numer 11 http://www.filmweb.pl/film/The+Lost+City+of+Z-2017-478112

  • Kamil Szólc

    Dodaje kilka filmów do swojej listy 🙂

    Co do “Gifted” – czasem nie chodzi o relację wujek – siostrzenica? 🙂

  • Ja czekam na “Piękną i bestię”. 😛

  • Gustavo Woltmann

    Większości z tych filmów już nie mogę się doczekać. Szczególnie dobrze wyglądają nowy “Trainspotting”, “Wilson” i “Split”.

  • kanis

    Split miał premierę we wrześniu zeszłego roku, a w Polsce dopiero na styczeń. Porażka.

  • jacek

    zabrakło numero uno Wiedźmin !!

    • Jakby miał oficjalną datę, to by się znalazł, a na razie praktycznie nic o tym filmie nie wiadomo 🙂