10 zasad, jak zbudować kinowe uniwersum

Kiedy piszę te słowa fani przygotowują się do premiery “Avengers: Infinity War”. Nie wiem, czy Marvel spodziewał się jak ogromnym sukcesem okaże się największy filmowy projekt w historii kina. Dziesięć lat budowania i rozwijania świata. Miliony fanów i miliony dolarów płynące szerokim strumieniem zaraz za ich plecami.

Ze względu na to, że prawie wszyscy lubimy pieniądze mieć zamiast ich nie mieć, nie powinno dziwić to, że kolejne studia próbują powtórzyć wspomniany sukces. Próbują. Próbują. Próbują. Raz na jakiś czas uda się pojedynczy film. Próbują. Są z DC. Próbują. Próbują. Próbują i… nic. Dlatego uznałem, że przyda się kilka ogólnych rad dla tych, którzy – tak, zaraz padnie to słowo – próbują stworzyć coś, co będzie mogło konkurować ze światem Marvela. Ewentualnie nie będzie filmową abominacją.

Tak naprawdę ten tekst miał był zatytułowany:

Szok. Anonim z Polski odkrył, jak zarabiać na filmach miliardy dolarów. Sam nie zarabia, ale Ty możesz. Naprawdę. Kliknij.

Lub jakoś tak.

Dobrze. Przejdźmy do najważniejszego, czyli do zasad, które jeżeli jesteście producentami lub właścicielami studia filmowego, warto wziąć pod rozwagę.

1. Miej spójny plan, którego się trzymasz

Szok i niedowierzanie, ale najpierw należy wszystko sobie zaplanować, a następnie starać się tego planu trzymać. Nie wiem czy pamiętacie, ale tuż po premierze “Iron Mana” Marvel zapowiedział cztery kolejne filmy:

  • “Iron Mana 2”,
  • “Thora”,
  • “Kapitana Amerykę: Pierwsze Starcie”,

I w końcu “Avengers”. Dla wielu szokiem było to, co studio zrobiło. Nie tyle skupiło się na sequelach, co na filmach, które będą samodzielnymi historiami związanymi między sobą jakimś większym punktem kulminacyjnym. Kamieniem milowym, który jeżeli uda się go osiągnąć otworzy drogę do kolejnego kamienia milowego, a ten do kolejnego. I tak dalej. Z perspektywy zarządzania projektami MCU jest świetnym przykładem tego, jak kolejnymi małymi krokami buduje się coś większego.

2. Znajdź coś, co spaja historię i sprawi, że fani będą chcieli więcej

Dla Marvela tym czymś, a w zasadzie kimś, w początkowej fazie budowy uniwersum stał się Nick Fury. Z kolei ciekawość rozbudzały sceny po napisach, które zostały stałym elementem całego uniwersum. W tym miejscu warto też zaznaczyć, że nie wszystko musi być ze sobą powiązane. Warto też ograniczać niepotrzebne ekspozycje. Nawet Marvel od czasu do czasu się na tym wykłada. “Iron Man 2” cierpi na przykład od zbyt wielu informacji, które twórcy starają się przekazać widzowi. Informacji, które ostatecznie często mamy w pewnym miejscu na cztery litery.

3. Najpierw daj nam poznać bohaterów, a później rzucaj ich do jednej klatki

Pisałem o tym trzy lata temu, więc pozwólcie, że się powtórzę:

Teraz popatrzcie na Marvela, który zanim pokazał “Avengers” zaprezentował pięć filmów składających się w logiczną całość. Niech tę część podsumują dwie liczby: 5 lat = 30 filmów. Dziękuję, pozdrawiam, nie mam więcej pytań.

Jeżeli planujesz wielki crossover to dobrze by było, aby fani najpierw poznali tych, którzy w tym wydarzeniu wezmą udział. Polubili ich lub nie, ale grunt, że poznali. Możesz też uznać, że nie jest to nikomu do szczęścia potrzebne. Możesz.

4. Zatrudniaj reżyserów, którzy chcą spróbować czegoś innego

Ilu z Was wiedziało, kim jest James Gunn przed premierą “Strażników Galaktyki”? W Polsce pewnie ze cztery osoby z Łukaszem Stelmachem na czele oraz być może jeden pies, chomik i pewna kaczka z mazurskiej wsi. Może drugi film już nie był takim powiewem świeżości, ale nie można powiedzieć, że Gunn nie próbuje. Zresztą tu nie tylko o szaleństwa chodzi. Bardziej o to, aby wszyscy sobie zdawali sprawę z tego, że istnieją też różne gatunki filmowego np. film szpiegowski, komedia, heist movie, film w reżyserii Taiki Waititiego. Owszem, możecie tego nie widzieć, gdy w Waszym świecie panuje wieczny mrok. Wtedy jest trudno zobaczyć cokolwiek oprócz czubka własnego nosa.

5. Zrozum postacie

Jeżeli budujesz na fundamentach świata, które wiele osób zna, podobnie jak zna postacie, które ów świat zasiedlają, to dobrze by było, gdybyś wiedział, kim te postacie są. Zrozum ich motywacje, charakter, przeszłość. Tak, wiem, że to tylko komiksy – jeżeli korzystasz z licencji komiksowej – ale za takim podobno nudnym Supermanem stoją dziesięciolecia rozwoju. Może nie wszystko się przez ten czas udało, o niektórych rzeczach warto zapomnieć, ale jak nie rozumiesz, że te latający gość w rajtuzach nie jest mordercą, to może lepiej zajmij się czymś innym? W skrócie musisz po prostu rozumieć, czuć, markę, nad którą pracujesz.

6. Niech to nas obchodzi

Wiecie, że film “Król Artur: Legenda miecza” miał być pierwszym z całej serii, która ostatecznie skończy się wydarzeniem na miarę “Avengers”. Miał, ale pomijając już to, że nie był to wielki hit, to jego największym grzechem był fakt, że nikt w tym filmie mnie nie obchodził. Dodatkowo fanów nie tylko obchodzą postacie, ale i to, czy film jest po prostu udany. Jeżeli po kilku kiepskich filmach z rzędu wierzysz, że fani skoczą za Tobą w ogień, to chyba czas udać się do lekarza. Być może do ortopedy.

7. Film jest najważniejszy

To jest wypadkową poprzedniego, tak jak poprzedni punkt jest wypadkową tego. Najpierw jest film i jego jakość, a później jest całe uniwersum. Ono paradoksalnie nie jest ważniejsze od jakość jego części składowych.

8. Współpracuj, słuchaj, wymagaj

Po tym, jak Edgar Wright przestał być reżyserem “Ant-Mana” wiele osób zastanawiało się, czy przypadkiem ten film nie będzie pierwszą poważną wpadką studia. Nie był. Wcześniej napisałem, aby współpracować z tymi, którzy mogą spróbować czegoś nowego i mają swoją wizję, ale istotne dla utrzymania spójności świata jest też to, aby twórcy mimo wszystko podporządkowali się jego ramom. Wspomniany Edgar Wright dobrze to podsumował:

Chciałem nakręcić film Marvela, ale nie sądzę, aby oni naprawdę chcieli, abym nakręcił film Edgara Wrighta.

Dlaczego to dobre podsumowanie? Bo masz być kreatywnym, ale musisz też dopasować swoją wizję do większej całości. Ostatecznie nad Tobą i Twoją wizją jest jeszcze ten, który Cię zatrudnił i który odpowiada za powodzenie projektu.

9. Nie pozwól, aby scenarzyści chodzili na skróty

Skróty są kuszące. Czasami wybieramy je nieświadomie. Budując spójny świat warto ich unikać. Przykładem skrótu może być próba zaprezentowania zbyt wiele za jednym zamachem. W martwym już “Dark Universe” w pierwszym filmie robiono wszystko, aby pokazać widzom, że tam jest coś więcej. Dlatego musieliśmy zobaczyć m.in. wampirzą czaszkę, pazur potwora z Mrocznej Laguny czy też samego Doktora Jekylla i jego radosne alter ego. Podobnie robiło DC, czy wcześniej Sony, gdy w “Niesamowitym Spider-Manie 2” przygotowywano nas na Sinister Six.

Topher Grace
Eddie w wersji kinowej. Tak bardzo płakałem/Fot. Columbia Pictures

10. Konflikt nie może być przypadkowy

W końcu dochodzimy do tego, co bardzo często napędza świat przedstawiony. Do konfliktu. Ten może być albo przypadkowy, okolicznościowy, albo systemowy. Ten pierwszy to nic innego jak scenariusz, w którym:

Coś mi się przydarzyło na co muszę odpowiedzieć. Trudności piętrzą się przede mną, z którymi muszę sobie poradzić. Ostatecznie to ja mam rację, moja prawość staje się latarnią dla widzów, którzy mogą się ze mną utożsamiać. Osiągam cel. Podróż się kończy. Konflikt wygasł.

Z kolei konflikt o podłożu systemowym to coś dużo bardziej skomplikowanego.

Świat zbudowany jest na wzorcach konfliktu i jego przesłankach. Jednostki starają sobie z tym wszystkim poradzić, ale indywidualnie często po prostu wchodzą sobie w drogę. Przeszkadzają sobie. Ostatecznie razem uczą się jak wspólnie radzić sobie z problemami. Odnajdują wzorce oraz rozwiązania. Nawet jak jest gdzieś w tle jeden wróg, to i tak na scenie ściera się wiele frakcji.

Ten drugi przykład dobrze widać na przykład w “Grze o Tron”. To nie musi zadziałać, ale jeżeli zrobisz wszystko dobrze, to widzowie pójdą za Tobą w ogień.

Pewnie można wspomnieć o wielu innych zasadach, ale żadna nie przychodzi mi w tej chwili do głowy. Dlatego zostańmy przy dziesięciu. I tak jestem idiotą, że taką wiedzę rozdaję za darmo. Oszalałem…