25 najlepszych filmów 2014

Zapraszam Was na ćwiartkę. Nie ćwiartkę wódki, choć tego prawie nigdy nie odmawiam, a 25 filmów, które uznałem za najlepsze w roku 2014. Czemu jest ich aż tyle? Bo lubię jak jest na bogato i na całe szczęście choć w przeciągu dwunastu miesięcy obejrzałem wiele filmów słabych, to znacznie więcej widziałem tych dobrych produkcji, które z różnych przyczyn zapadły mi w pamięć.

Przed rozpoczęciem czytania należy zebrać drużynę i zapoznać się z kilkoma uwagami:

  • Lista jest subiektywna – Jak się z nią nie zgadzasz to świetnie. Napisz mi o tym w komentarzu. Jak się z nią zgadzasz to też super. Też o tym napisz, od tego są komentarze.
  • Kolejność filmów nie odzwierciedla ich jakości – nie wiem na podstawie jakich kryteriów “Boyhood” to lepszy film niż “Grand Budapest Hotel” dlatego tak jak w prawie wszystkich swoich listach, w których coś Wam polecam, nie wartościuję. To po prostu najlepsze filmy w swoich kategoriach i zarazem w całym 2014 roku.
  • Niektóre z nich miały premierę jeszcze w 2013, ale na liście znalazły się dlatego, że dopiero w tym trafiły do szerokiej dystrybucji.
  • Mimo wysiłków nie wszystko udało mi się też obejrzeć – np. “Bogów” – dlatego pewnie niektórych bardzo dobrych filmów brakuje i z tego powodu czekam na komentarze, co mam nadrobić i dlaczego!

Wszyscy gotowi? Można zaczynać? Zatem otwieram nasz program już. Tik tak tik tak tik tak tik tak…

1. Lego Przygoda

Lego Przygoda
Spaceship!!!!!!!

To miała być totalna katastrofa. Kolejna produkcja, która powstała tylko po to, aby reklamować produkt. W tym wypadku klocki. Sklejona na zasadzie “wsadźmy tam, co się da, stwórzmy coś, co imituje scenariusz i jakoś to będzie”. Po premierze okazało się, że ktoś nas oszukał i zamiast toksycznego wyziewu śmierdzącego spalonym plastikiem otrzymaliśmy zabawną komedię – o co wcale nie jest tak łatwo – dla małych i dużych, która pełnymi łyżkami czerpie z popkultury. Zdecydowanie jedno z największych zaskoczeń tego roku i absolutny top nie tylko jeżeli chodzi o animacje, ale o filmy w ogóle. Co ciekawe bawi zarówno w wersji oryginalnej, jak i wersji z polskim dubbingiem. Po seansie będziecie mieli ochotę odkurzyć swoje zestawy klocków Lego albo nagle zapragniecie wybudować statek kosmiczny. A może jedno i drugie?

2. Duże złe wilki

Duże złe wilki
Wilk jest zły

W ubiegłym roku objechał festiwale na całym świecie, a w tym trafił do kin. Celnie określił ten film recenzent Onetu, który swoją recenzję opatrzył tytułem “Zabawa w zemstę”. Bo właśnie o tym są “Wielkie złe wilki”. O zemście. Niby jest to kalka najlepszych zagrań Quentina Tarantino, ale przecież sam Tarantino to chodzący zlepek dobrze posklejanych klisz. Film Aharona Keshalesa i Navota Papushado momentami rozłazi się w szwach, ale mimo to ogląda się go z prawdziwą przyjemnością. Przede wszystkim dlatego, że bardzo dobrze rozładowuje napięcie między poszczególnymi scenami. Co chwilę reżyser puszcza do widza oko, co sprawia, że choć temat jest poważny, to dostajemy chwilę wytchnienia. Przemoc idzie tu za rękę z absurdem, a my choć pod koniec domyślamy się, co się stanie brniemy w historię pewnego nauczyciela, który jest, a który może jednak nie jest pedofilem. Kto to wie…

3. Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
Na plakacie nuda

W kategorii filmów Marvela to jedna z najlepszych produkcji w historii studia. Jako film akcji zrealizowano go z ikrą. Sprawnie i przy okazji mądrze. Choć to film o superbohaterze to odnosiłem wrażenie, że jest bardzo… prawdziwy. Na tyle dobrze nakręcony, że ogląda się go z przyjemnością nawet nie będąc fanem komiksów, bo bracia Russo zaproponowali nam zabawę z konwencją politycznego thrillera. Ten miesza się na ekranie z zagraniami stricte komiksowymi i co ważne taka mieszanka okazuje się wyjątkowo strawna. Nie wiem czyja to konkretnie zasługa, ale wiem, że filmy na podstawie komiksów mogą być interesujące też na innych poziomach niż walka dobra ze złem. Jakościowy skok w stosunku do pierwszej odsłony przygód Kapitana jest tak duży, jak Galactus, a ponad dwie godziny seansu mijają szybciej niż sprint Flasha dokoła globu. Ciekawy czarny charakter, bardzo dobre sceny akcji i zafrasowany Chris Evans. Oscara raczej nie będzie, ale zabawy jest w tym cała masa.

4. Grand Budapest Hotel

Grand Budapest Hotel
Ta obsada

110% Wesa Andersona w Wesie Andersonie. Jego najnowszy film to jest ten punkt, do którego reżyser starał się dotrzeć w poprzednich produkcjach. Tu wszystko się zgadza. Wysmakowane ujęcia powstałe z chorobliwą wręcz dokładnością jeżeli chodzi o zachowanie proporcji. Rewelacyjna obsada wywiązująca się ze swoich ról lepiej niż dobrze. Ciekawy scenariusz, a dodatkowo ten film jest po prostu zabawny. Nie tak wymuszeniezabawny, a po prostu autentycznie śmieszny w całym swoim absurdzie charakterystycznym dla filmów Andersona. Jeżeli ktoś mówi mi, że “Grand Budapest Hotel” to taki sobie film, to ja mu mówię, że seksu z tego raczej nie będzie. I mówię to ja, który jest przede wszystkim fanem innego reżysera o nazwisku Anderson – i nie chodzi mi o pana, który obsadza żonę w roli heroiny walczącej z zombie. Dlatego jeżeli szukacie tego jednego filmu Wesa Andersona, który powinniście obejrzeć, to jest to właśnie “Grand Budapest Hotel”.

5. Locke

Locke
On i BMW

Tom Hardy jest smutny. Tom Hardy ma problem. Tom Hardy będzie miał dziecko i ma na głowie wiele ton betonu. “Locke” trzeba obejrzeć z powodu roli Hardy’ego, który wziął na swoje barki cały film. Zrealizowany w trakcie jazdy po autostradzie rozgrywa się tylko w samochodzie głównego bohatera. To skromny dramat obyczajowy, który zręcznie wykorzystuje talent Hardy’ego. Świetną robotę odwalają też ci, których nie widzimy. Aktorzy rozmawiający z nim przez telefon mają tak dobrze napisane kwestie, że całość filmu Stevena Knighta spokojnie sprawdziłaby się jako słuchowisko radiowe. Nie warto zbyt wiele o nim czytać, czy nawet oglądać trailery, bo zdradzają zbyt wiele z tego, co rozgrywa się na ekranie przez około 1,5 godziny.

6. Babadook

Plakat Babadook
Zdecydowanie warto

To jeden z najbardziej niedocenionych przez widzów filmów tego roku. Wielu z tych, którzy wypowiadają się na jego temat negatywnie oczekiwała filmu grozy. Czegoś, co po prostu ich przestraszy. Rzecz w tym, że “Babadook” to coś więcej niż film grozy. Wykorzystuje znane z gatunku zagrania po to, aby zwrócić uwagę widza na problem, który jest głównym tematem tego obrazu. To nie jest kolejny film, który ma wywołać ciarki na plecach. “Babadook” trzeba obejrzeć od początku do końca bardzo uważnie, a następnie pomyśleć, co jest prawdą, co nią nie jest i co może wydarzyć się dalej. Jennifer Kent sięga po klasykę filmów grozy – “Dziecko Rosmary” na przykład – i miesza ją z thrillerem psychologicznym. To nie jest wystawne kino, to jest po prostu kino przez wielkie K, które czerpie z wielu gatunków i przy okazji zmusza widza do refleksji. Jak się zawiedliście za pierwszym razem to dajcie mu drugą szansę. Warto choćby dla fantastycznej kreacji Essie Davis, która gra na takiej rozpiętości emocji, że zapiera dech w piersi.

7. Starred Up

Starred Up
Męskie kino

Jack O’Connell (“Skins”, “Harry Brown”, “Eden Lake”) jest specjalistą od ról wkurwionych nastolatków. W “Starred Up” wspina się na wyżyny jako młody więzień, który zostaje przeniesiony z zakładu dla nieletnich do ośrodka dla dorosłych. Na miejscu wyrok odsiaduje jego ojciec, który do świętych nie należy, a który ma swoje plany wobec syna. “Starred Up” jest filmem brutalnym, w którym przemoc wykorzystywana jest przez reżysera z chirurgiczną precyzją. Jest to w końcu film bazujący tylko na aktorstwie. W tym wypadku chodzi o talent wspomnianego O’Connella, ale i grającego jego ojca Bena Mendelsohna – ten aktor ma coś takiego w twarzy, że nie mogę przestać na niego patrzeć – i znanego z serialu “Homeland” Ruperta Frienda, który stara się odkupić swoje winy pomagając więźniom. W “Starred Up” napięcie między bohaterami można kroić maczetą. To jeden z tych filmów, których oglądanie jest niewygodne, ale i tak brniemy dalej. Tak jest dobrze.

8. Na skraju jutra

Na skraju jutra
Ach Emily

Filmów o przeżywaniu przez bohatera ciągle tego samego dnia było kilka, ale to “Na skraju jutra” przypomniało, jak ten patent należy ograć w kinie. Blockbuster, który jest soczystym filmem akcji z interesującą postacią kobiecą – Emily Blunt podnosi jakość każdego filmu – jest wręcz hołdem złożonym życiu Toma Cruise’a – w końcu dla niego czas stanął w miejscu. Zręczność z jaką zrealizowano ten spektakl science-fiction sprawia, że nie zwracamy uwagi na płaskie jak deska postacie czy wykorzystywany do porzygu motyw inwazji obcych. To co mnie naprawdę urzekło w “Na skraju jutra” to fakt, że choć jest to film za grube miliony, to czułem się jakbym oglądał trochę bardziej wyszukaną produkcję. Nie ma tu rzucania nam w twarz dziesiątkami scen, w których mamy cieszyć oczy milionami zielonych wydanymi na CGI – które przecież jest chorobą – kamera skupia się na bohaterach i tym, co się z nimi dzieje. No i dodatkowe brawa za to, że przy wielu scenach korzystano z efektów praktycznych przez, co film w kategoriach widowiskowości kasuje konkurencję.

9. Frank

Frank
Ta głowa ma znaczenie

Apoteoza kina niezależnego, która jednych doprowadzi do szewskiej pasji, a innych uwiedzie sposobem narracji i interesującym finałem. “Frank” to przede wszystkim próba odpowiedzi na pytania dotyczące tworzenia. Tego, gdzie kończy i zaczyna się sztuka. Jak powinna (?) wyglądać relacja między artystą a widzami. Jest w filmie Lenny’ego Abrahamsona sporo uczuć, które zna każdy z nas nawet, gdy nie może powiedzieć o sobie per twórca. Strach przed śmiercią, zapomnieniem, odrzuceniem. W ogóle strach odmieniany przez wszystkie możliwe przypadki. Może się Wam nie podobać, ale nie zostawi Was obojętnymi na to, co właśnie zobaczyliście. Dla tych, którzy są zainteresowani, kto gra wielkiego artystę, który nawet się kąpie mając na sobie wielką sztuczną głowę, to jest to Michael Fassbender. Naprawdę, on jest wszędzie.

10. Ewolucja planety małp

Ewolucja planety małp
Lepsze niż 1. część

Skoro zrobił na mnie wrażenie blockbuster, w którym wykorzystano sporo efektów praktycznych, to na liście powinien się też znaleźć taki, który opiera się o CGI. W tej kategorii każdy film korzystający przede wszystkim z grafiki komputerowej powinien wyglądać właśnie tak. To chyba pierwszy film, w którym czułem, że bohaterowie wygenerowani przez komputer są ważniejsi niż ludzcy aktorzy. Choć pokazuje nam naszą rasę na skraju wyginięcia przez cały seans nie miałem wrażenia, że ktoś chce nas zrobić w konia. To ekranowy pojedynek na uwodzenie widza między Jasonem Clarkiem a Andym Serkisem, który kolejny raz użycza swojego talentu postaci zrodzonej przez procesor. Są tu momenty ckliwe, są zabawne, ale i takie, które zapierają dech w piersi. Kilka scen to prawdziwy majstersztyk sztuki operatorskiej. Jest też sprawa, o którą warto walczyć, jest pycha i miejsce na zdradę. Możecie mi wierzyć lub nie, ale wszystko to wygląda naturalnie. Mówiąc krótko o taką Planetę Małp wszyscy walczyliśmy. Charlton Heston jest dumny.

11. Strażnicy Galaktyki

Strażnicy Galaktyki
Czego chcieć więcej?

Nie mogę zrozumieć, jak to jest, że “Strażnicy Galaktyki” choć tak wychwalani pod niebiosa ostatecznie pojawiają się w co czwartym czy wręcz co piątym zestawieniu najlepszych filmów 2014. O samym filmie napisałem już sporo. Że to hołd złożony kinu nowej przygody, że są pełni nawiązań do całego uniwersum Marvela, że na drugą część czekam jak na pierwszy seks. W kategorii kina czysto rozrywkowego jest to mistrzostwo świata. Szefowie Disneya są pewnie sukcesem zespołu, w którego skład wchodzi wielkie humanoidalne drzewo i szalony szop, tak samo zaskoczeni, jak widzowie, ale to nie jest ważne. Najważniejsze jest to, że duch “Gwiezdnych Wojen” i “Indiany Jonesa” żyje wiecznie i jak trafi na utalentowanego reżysera, to otrzymamy kino dla widza w każdym wieku. Trochę się boję, że to właśnie Strażnicy są spadkobiercą tego, co najlepsze w kinie nowej przygody, a nowe Gwiezdne Wojny nie dorosną im do pięt. Mam nadzieję, że będę się mylić.

12. Jodorowsky’s Dune

Jodorowsky Dune
To miało być wielkie

Pasjonujący dokument o próbie nakręcenia filmu na podstawie jednej z najwybitniejszych książek w historii. To w zasadzie pozycja obowiązkowa dla każdego, kto uważa, że interesuje się współczesną popkulturą. Przede wszystkim dlatego, że choć ostatecznie “Diuna” nie powstała, to przez lata kolejni twórcy wykorzystywali pomysły na jakie wpadli pracujący przy tym filmie artyści. To w końcu przykład na to, jak brak funduszy może uciąć skrzydła ambicji i sprawić, że ostatecznie nic z naszych planów nie zostanie. Film Franka Pavicha to kronika tego, jak wielki miał to być projekt, a następnie jego upadku. Dlatego jak ktoś uważa, że kocha serię “Obcy” i nie wie skąd Giger wziął większość projektów wykorzystanych przez Scotta albo nie wie, kim jest Jean Giraud, to wyślijcie go na seans. Zdecydowanie musicie to zobaczyć, bo z każdą minutą filmu rośnie w nas nieopisany żal, że “Diuna” w interpretacji Jodorowsky’ego jednak nie powstała. Projekt po prostu okazał się większy niż marzenia i nie udało się zebrać wystarczających funduszy, aby go zrealizować.

13. Zaginiona Dziewczyna

Zaginiona Dziewczyna
Affleck i jego szczęka

Tego filmu miało tu nie być. Ostatecznie zrewidowałem swoją opinię na jego temat i uznaję, że choć pierwsze kilkadziesiąt minut mnie zmęczyło i znudziło, to już dalej było tylko lepiej. Dlatego muszę przyznać, iż myliłem się. To jest dobry film. To jest bardzo dobry film Finchera, który pozwala wierzyć, że ten reżyser jednak nie skończył się na “Kill’em All”. Biję się w pierś i sypię głowę żużlem. Wielkie brawa należą się w szczególności Rosamund Pike, która sprawiła, że pierwszy raz od dawna miałem ochotę kogoś udusić. Prowadzona dwutorowo narracja broni się, a im bliżej finału tym większe emocje towarzyszą każdemu, kto obserwuje wydarzenia na ekranie. Znowu mamy do czynienia z kinem stawiającym na minimalizm, w którym klimat budowany jest zarówno przez ujęcia jak i bardzo dobrze dobraną muzykę. Jak lubicie inteligentne zwroty akcji to “Zaginiona Dziewczyna” jest dla Was.

14. The Raid 2

The Raid 2
Koniecznie

O tym, że jest dobrze pisałem już przy okazji recenzji. Teraz tylko wszystkich utwierdzę w przekonaniu. To jeden z najlepszych filmów akcji ostatnich lat. Sceny pojedynków to absolutne mistrzostwo i to dla nich należy “The Raid 2” zobaczyć. Co z tego, że próba rozbudowania fabuły nie zalicza się do udanych. Co z tego, że główny wątek widzieliśmy już w kinie pierdyliard razy. Co z tego, że sens w tym filmie przede wszystkim skupia się na dawaniu sobie w mordę raz za razem. To nie jest ważne. Prawdziwą siłą filmu Evansa jest adrenalina, która pompowana jest w hektolitrach i tłoczona bezpośrednio do naszych żył. To, co dzieje się na ekranie ciężko opisać słowami. Jeżeli chodzi o pracę kamery czy choreografię pojedynków tu nie ma słabych punktów, a przyszli królowie kina akcji z Hollywood powinni znać ten film na pamięć. Wy też powinniście. Ostrzegam jednak, że po seansie będziecie chcieli zapisać się na kurs sztuk walki.

15. Mapy gwiazd

Mapy Gwiazd
Zjadliwa krytyka

Cronenberg postanowił, że nie będzie się cackać ze środowiskiem i wymierza tęgie razy całemu Hollywood. Może to robić, bo on Fabrykę Snów ma w dupie. Jak zwykle jego kino, to kino autorskie i choć i wielu z widzów może irytować podciąganie wydarzeń do granic absurdu, to nie można mu odmówić, że wie, co chce nam przekazać. Jak napisałem w podsumowaniu recenzji to jest smutny film o smutnych ludziach, którym czasem, od tego wszystkiego w czym muszą się babrać, mieszają się maski. Przez to zdarza im się umrzeć ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Po seansie doceniłem Julianne Moore, która daje tu prawdziwy popis. W zasadzie wszyscy aktorzy są klasą samą dla siebie. John Cusack jako śliski typ żerujący na innych, Olivia Williams jako jego znerwicowana żona czy ich zagubiony i wiecznie niezadowolony synek. Nawet Pattinson się postarał, ale o nim jeszcze napiszę.

16. Wolny strzelec

Wolny Strzelec
Lou i jego okulary

Lou Bloom to zdesperowany człowiek, który jest gotowy na wszystko byle pokazać swoją wartość i osiągnąć cel. Film Dana Gilroya trzyma widza za jaja od pierwszej sceny głównie za sprawą mistrzowskiej kreacji Jake’a Gyllenhaala. Wychudzony, dziwnie spokojny bohater ma w twarzy coś z pająka, który czeka na odpowiedni moment do ataku. W jego oczach kryje się chłód, który maskowany jest przez sztuczny, groteskowo wyglądający uśmiech. Gdyby ktoś mnie pytał, czy Gyllenhaal nadaje się do roli Jokera, to mogę odpowiedzieć, że jak najbardziej. Bloom jest bowiem do niego podobny wzbudzając w widzu poczucie zagrożenia. Balansuje na granicy między normalnością a szaleństwem, które podsyca tylko chaos jaki powoduje, aby zgarnąć kilka dodatkowych banknotów. Zdecydowanie wśród faworytów do Oscara za główną rolę męską. Sam film to maźnięta ostrą kreską krytyka współczesnych mediów, które żerują na dramatach zwykłych ludzi. Nie ma tu znaczenia czy mowa o tabloidach, czy “poważnych stacjach telewizyjnych”. Wszystkie są takie same i we wszystkich pracuje Lou Bloom.

17. Calvary

Calvary
Zabić księdza

Co byście zrobili, gdyby ktoś przyszedł do Was i powiedział, że za tydzień Was zabije? Nie na zasadzie straszenia, tylko tak po prostu przyjdzie i strzeli w łeb za siedem dni od teraz. Główny bohater “Calvary” to ksiądz, który w trakcie spowiedzi usłyszał taką obietnicę od jednego ze swoich wiernych. Nie wie od kogo, dlatego musi się tego dowiedzieć. Film Johna Michaela McDonagha zaczyna się jak thriller by później skręcić w rejony zarezerwowane dla produkcji starających się odpowiadać na pytania dotyczące wiary. To z jednej strony pojedynek dobra ze złem, a z drugiej filozoficzna rozprawka na temat natury człowieka. Nie bójcie się jednak o to, że będziecie mieli do czynienia z kinem dziwnym i mało zrozumiałym. “Calvary” oferuje humor i świetne kreacje aktorskie. Refleksja przychodzi mimochodem.

18. Chłód w lipcu

Cold in july
Oni nie żartują

Znowu kameralne kino. Tym razem podane w sosie powstałym z połączenia szorstkiej męskiej przyjaźni i tęsknoty za czasami VHS. Bliżej mu jednak do produkcji pokroju “Brudnego Harry’ego” czy “Życzenia śmierci” niż kina spod znaku Stallone’a i Van Damme’a. “Chłód w lipcu” uwodzi klimatem i dobrze napisanymi bohaterami. Pierdołowaty Dean i ponury Russel są tak różni, jak to tylko możliwe, ale znajdują wspólny cel, który prowadzi nas do emocjonującego finału. Wkurzająca żona Deana robi z kolei wszystko, aby widza denerwować tak samo, jak denerwuje swojego męża, który znalazł się w sytuacji, w której nikt z nas znaleźć się nie chce. To po prostu kryminał spod znaku hard-boiled, który docenią przede wszystkim ci, którzy kochają kino klasy B i nie trują na forach o tym, jak cudowne jest kino moralnego niepokoju z Bangladeszu. Ono nie jest cudowne, bo cudowna to jest woda z Lichenia.

19. Boyhood

Boyhood
Chłopięcy świat

Wow. Tyle mogłem powiedzieć po prawie trzech godzinach seansu. Przełomowe pod względem realizatorskim dzieło Richarda Linklatera to tak naprawdę film o niczym i o wszystkim zarazem. Na przestrzeni kilkunastu lat obserwujemy losy rodziny, która boryka się z problemami znanymi dla wielu z nas. Rozstania, pogoń za marzeniami, alkoholizm bliskich, potrzeba akceptacji. Linklater rozpoczął prace nad tym filmem ponad jedenaście lat temu i założył, że jego bohaterowie będą starzeć się razem ze swoimi postaciami. Z pozoru szalony pomysł wypalił, bo “Boyhood” pomimo tego, że nie opowiada jakiejś nieprawdopodobnej historii uderza w widza naturalnością i potrafi uwodzić przez cały seans. Udało mu się w jedną, spójną całość, złożyć to, co składa się na nasze życie. Zrobił coś czego nie zrobił przed nim żaden reżyser i cholera, zrobił to świetnie.

20. Ida

Ida
Ona wystarczy, że jest

Są w “Idzie” takie sceny, że klękajcie narody. Niesamowite oczy Agaty Trzebuchowskiej i ekranowa charyzma Agaty Kuleszy wystarczą, aby spijać każdą minutę tego filmu. Szał na “Idę” jest zrozumiały, bo w polskim kinie dawno nie było obrazu tak ujmującego i wysmakowanego. To w końcu pierwszy nasz kandydat do Oscara od wielu, wielu lat, który broni się w starciu z rywalami nie tylko według nas, ale i według krytyków z innych państw. Nie jest to rozbuchane widowisko o heroicznej walce o prawdę czy lepszy los. Nie stoi za tym żadne znane na zachodzie nazwisko, które powinno gwarantować nam zdobycie nagrody. To po prostu dobrze nakręcona opowieść o zwykłych ludziach i ich poplątanych życiorysach. Podoba mi się sposób w jaki pokazano Polskę i to, jak można dyskutować o wierze i jej wpływie na człowieka. Finał trzyma poziom i zaskakuje swoim spokojem. “Ida” ma swoje wady, ale choćby dla strony technicznej – praca kamery! – warto go obejrzeć, bo naprawdę już dawno w polskim kinie nie pojawiło się nic podobnego.

21. X-Men: Przeszłość, która nadejdzie

X-Men: Przyszłość, która nadejdzie
Plakat marny

Ostatni z komiksowych filmów na liście, który znalazł się tu z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że porządkuje sprawy, które wymknęły się spod kontroli po premierze “X-Men: Ostatni Bastion”. Gdy piszę “sprawy” mam na myśli to, co decydowało, że filmy o X-Men są po prostu fajne. Po drugie dlatego, że pomimo swoich wad ciągle jest to bardzo dobry film, który ogląda się przyjemnością i ma do zaoferowania kilka perełek jak choćby scenę w więzieniu. Po trzecie, bo aktorsko trzyma poziom, którego nie powstydziłoby się kino stroniące na co dzień od pokrytych futrem bohaterów czy tych noszących metalowe hełmy i podnoszą siłą woli całe stadiony piłkarskie. Choć stoję na stanowisku, że Matthew Vaughn sprawdził się lepiej jako reżyser przygód mutantów niż Bryan Singer, to i tak bawiłem się na tyle dobrze, że film obejrzałem dwa razy. Co nie zdarza mi się często.

22. Lewiatan

Lewiatan
A to dla odmiany świetny plakat

Rosja Putina z perspektywy dna butelki wódki. Tak w jednym zdaniu można opisać film Andrieja Zwiagincewa. Akcja rozgrywająca się na rosyjskiej prowincji nie pozostawia widzowi złudzeń, że to nie będzie wesoły film. Tu karty rozdaje sam diabeł, a szczęście przeciętnego człowieka polega na tym, że nikt nie zwraca na niego uwagi. Na zachodzie recenzenci zastanawiają się, co się stało, że ta krytyka na rosyjską rzeczywistość, zepsucie systemu i obnażenie tego, jak bardzo skorumpowana jest władza, stała się oficjalnym kandydatem do Oscara. Przecież car Putin nie jest w tym filmie pozytywnym bohaterem. Nie wiem, kto podjął decyzję w Rosji, ale dobrze się stało, bo film Zwiagincewa to kolejna pozycja, dzięki której rosyjskie kino zyskało. Antymetafizyczny, trudny i smutny. Tak, jak lubię. To jest też przykład na to, czym jest prawdziwe kino. Próbą wyciśnięcia odrobiny magii z człowieka pojawiającego się na ekranie, a nie zabawą dużych chłopców w to, kto wygeneruje większą ilość pikseli na metr kwadratowy za sprawą komputera.

23. The Rover

The Rover
Kino drogi

Reprezentant kina postapokaliptycznego, w którym to nie apokalipsa odgrywa główną rolę. Nie wiemy co się tak naprawdę stało, ale wiemy, że efekty nie są przyjemne. W takich okolicznościach przyrody poznajemy bohaterów filmów granych przez Guya Pearce’a i Roberta Pattinsona. O tym, że ten pierwszy potrafi grać już wiemy, co do drugiego wszyscy mają wiele wątpliwości. Po seansie zmienicie zdanie, bo Pattinson udowadnia, że oprócz bycia smutnym wampirem, którego klata połyskuje, gdy wyjdzie na słońce potrafi w przekonujący sposób zagrać osobę z autyzmem. David Michod zabiera nas do Australii, która tym razem wygląda jak przedsionek piekła i jak podobała się Wam “Droga”, to i “The Rover” docenicie za klimat i bezkompromisowość. Tylko, że zamiast śniegu poczujecie wchodzący w zęby piasek.

24. Dwa dni, jedna noc

Dwa dni jedna noc
Ma tylko weekend

Nie jestem fanem Marion Cotillard, ba, nie jestem też fanem braci Dardenne, ale ich nowy film sprawia, że nawet ja muszę przyznać, że rozumiem, dlaczego od lat uchodzą za najciekawszą parę reżyserów w Europie. Można im zarzucić, że kolejny raz kręcą film o tym samym, ale jak mało kto potrafią pokazać historie zwykłego człowieka. Tym razem jest to opowieść o młodej matce, która dowiaduje się o tym, że jej współpracownicy zgadzają się na jej zwolnienie w zamian za dodatkowe pieniądze. Sandra podejmuje próbę przekonania ich, aby zmienili zdanie. Ma na to jeden weekend i wierzcie mi, że jej walka nie należy do najłatwiejszych. Długo zastanawiałem się, czy polecać ten film, bo to przykład na kino, które nie trafia do każdego, a w szczególności tych, którzy mają dość własnych problemów i uciekają w filmy, aby o nich zapomnieć. Później stwierdziłem, że problemy problemami, ale jak film jest dobry, to trzeba go polecać. W końcu nikt nikogo nie zmusza do oglądania.

25. Pride

Pride
Tęczowa duma

Rasowy komediodramat z Wielkiej Brytanii. Tym razem pokazujący, jak aktywiści środowisk gejowskich dogadują się z szorstkimi górnikami z Walii. Te dwa odmienne środowiska trzymane razem muszą generować tarcia na płaszczyźnie wzajemnych kontaktów, dlatego w “Pride” jest śmiesznie, jest strasznie i przy okazji mądrze. Głównie dzięki temu, że reżyser filmu Matthew Warchus znalazł złoty środek między odpowiednia porcją dramatu i komedii. Klasą jest też obsada, wśród której pojawili się m.in. Andrew Scott, Bill Nighy i Paddy Considine.

Tak kończę swoją listę najlepszych filmów 2014. Chętnie poznam Wasze propozycje i pospieram się na temat własnych wyborów. Jednocześnie życzę Wam wszystkich samych dobrych filmów w roku przyszłym. Te życzenia mogą się spełnić, biorąc pod uwagę jakie filmy pojawią się w kinach.

Sprawdź:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/filmy-ktorych-nie-chcecie-przegapic-w-2015/”]Filmy, których nie chcesz przegapić w 2015[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/10-najgorszych-filmow-ktore-obejrzalem-w-2014-roku/”]10 najgorszych filmów 2014[/tw-button]
  • Bogów pominąłeś? 😮
    Ja w 2014 jeszcze oglądałem serię “oscarowych”. Za udane uważam Nebraskę i Dallas Buyers Club. Ale pewnie łapią się na 2013 rok.

    • Nie widziałem, więc o nich nie napisałem – dodałem stosowny punkt wyjaśnienia po Twoim komentarzu – dlatego teraz czekam na tytuły, których brakuje mi do pełni szczęścia 🙂

  • StacjaKosmiczna

    Bardzo dobre zestawienie. Ja bym dodał do tego jeszcze przejmujący Future-Western “Young One’s” Jacka Paltrow’a i wspomnianych przez Michała poniżej “Bogów” 🙂

    • “Young One’s” – czeka na swoją kolejkę. Gdybym na święta został w domu, to pewnie już dawno bym ten film obejrzał.

      • StacjaKosmiczna

        To polecam po seansie lekturę recenzji na Stacji (nie będę linkował, bo nie wypada) 🙂

  • Marek Buklarewicz

    To namącę, uwaga. 😉 Połowy nie oglądałem, więc i z całością rankingu polemizował nie będę, ale “Lego: Przygoda” aż tak Ci się podobała? Mnie pozytywnie zaskoczyła, ale nie postawiłbym jej na 1. miejscu, choć by mnie chrześniak miał wykląć na wieki. 😉 Nie wyrzuciłbym zupełnie, nie ustawiłbym też na piedestale. “Grand Budapest Hotel” natomiast ostatecznie przekonał mnie, że Anderson mistrzem jest i basta, po “Locke’u” to samo myślę o Hardym.

    Zawiodłem się jednak na tych Strażnikach. Może za mało ogarniam komiksy, żeby nawiązania wyłapać (i docenić), może podchodzę do tego zbyt racjonalnie (choć nastawiałem się na “rozrywkową komedię” jak nigdy! żona mi świadkiem), a może to już naprawdę zbyt ograne wszystko. Postaci jednowymiarowe, każdy charakter jak z podręcznika scenarzysty kinowych hitów, tą (bo nie “tę”) fabułę już też przeżywałem – za dużo tej tendencyjności. I mógł tu oczywiście przeszkadzać dubbing, na który byłem skazany, ale much too much of the obvious jak dla mnie.

    A o “Bogach” pogadamy, jak obejrzysz (podobnie jak o nieobecnym tu “Interstellar”, który ja akurat bym tu umieścił). Ja tej wyjątkowości filmu nie widziałem, lepsze polskie filmy w tym roku oglądałem.

    Czekam na ranking seriali, maestro!

    • Miejsca nie mają znaczenia – napisałem o tym na samym początku 🙂 Nie wartościuję, który jest lepszy, a który gorszy.

      Co do Strażników, to już nie chodzi o nawiązania do komiksów, ale popkultury w ogóle. Np. nazwa statku Star-Lorda – Milano, to hołd dla aktorki Alyssy Milano – jest tego więcej przede wszystkim w stosunku do lat 80. i 90. XX wieku. Dodatkowo chodzi o to, że SG to po prostu kino zrealizowane w duchu kina przygodowego dla młodzieży i dorosłych. Takiego, które przez wiele lat święciło triumfy, a później coś się zepsuło i tyle go widziano. Nie jest to też film idealny, ale to już kwestia na inną dyskusję.

      Rankingu seriali raczej nie przygotuję, bo mam trochę dość wszystkich list, ale może jeszcze się złamię i tą ostatnią w tym roku napiszę 🙂

      • Marek Buklarewicz

        My bad, rzeczywiście. Czytałem wstęp pobieżnie i zapadła mi w pamięć jedynie subiektywność rankingu 😉
        Za cholerę nie pamiętam, żeby jego statek nazywał się Milano. Nie wiem czy to wypadło z polskiej wersji czy po prostu nie skupiłem się na tym. Inna sprawa, że ja też nie tęsknię za kinem przygody, stąd więc film mnie zupełnie nie porwał.
        Z serialami no pressure, po tej liście i miesiącach zbierania i tak zaległości mam poważne. 🙂

        • Oglądałeś z dubbingiem, więc w sumie można powiedzieć, że obcowałeś z upośledzoną wersją filmu 🙂

  • Tak uważam, bo w takim duchu nakręcono ten film 🙂

  • Przyklaskuję ochoczo całemu rankingowi (widziawszy 3/4 wymienionych filmów). I nawet nie wiesz, jak cieszy mnie myśl, że nie tylko ja widzę w Guardians of the Galaxy przebłysk tego dawnego kina przygodowego z lat 90-tych (i wcześniejszych) który potem kompletnie przepadł (jeśli nie liczyć Sommersa i kilku pojedynczych filmów).
    Also: Nie widziałam “Gone Girl” (czekam na moment by przeczytać książkę, a potem sięgnąć po film), ale wiem już że będę go mocno przeżywać. Jeśli miałeś ochotę kogoś udusić, to dla mnie osobiście jest to istotny wyznacznik jakości – ogromnie lubię gdy postać autentycznie doprowadza człowieka takiej frustracji, że ma ochotę zrobić jej krzywdę. W moim odczuciu świadczy to o tym, że twórca/aktor spełnił swoją rolę 🙂

    • O tak, zdecydowanie Rosamund Pike znalazła się na liście aktorek, którym groziłem śmiercią w trakcie seansu. Na gorąco miałem bardzo mieszane uczucia, ale jak myślałem nad rankingiem i patrzyłem na listę, którą trzeba było okroić do 25 pozycji stwierdziłem, że nie mogę wywalić filmu Finchera, bo trzymał mnie w napięciu i mimo pewnych wad jest bardzo dobrze zrealizowany – zwracam uwagę na minimalizm całej produkcji w wielu jej warstwach 🙂

      • Mnie bardzo interesuje porównanie książki i filmu. Sporo osób, które książkę czytały miały skrajne różne opinie na temat różnic/podobieństw obu wersji historii. Jestem ciekawa która bardziej do mnie przemówi 🙂

        • Gdzieś widziałem wyliczenie różnic i jest tego całkiem sporo. Na przykład w kwestii zakończenia, wycięcia postaci, które są obecne w książce i okazują się całkiem istotne. Może przeczytam, ale dopiero gdy wspomnienia z filmu będą bardziej mgliste, bo na razie książka mnie nie zaskoczy.

  • to ja

    połowy nie widziałem, ale dzięki liście chętnie nadrobię
    też się dziwie, że nie ma jednak interstellara, i fargo 😉