Mad Max: Fury Road
Mad Max: Fury Road/Fot. fragment plakatu do filmu

5 powodów, dla których “Mad Max: Fury Road” jest lepszym filmem od “Avengers: Age of Ultron”

Ostatnio rzadko chodzę do kina, ale jak już chodzę to tylko na filmy, na których widzowie napędzani są colą i popcornem. To pierwsze krąży im w żyłach pompowane przez słomki prosto do krwioobiegu, a to drugie natłuszcza palce i dostarcza niezbędnej dla lepszego odbioru ilości soli do organizmu. Blockbustery rządzą się swoimi prawami i po tym, jak zobaczyłem teoretycznie dwie najgorętsze premiery ostatnich miesięcy stwierdzam, że w wielu wypadkach mniej znaczy lepiej. To starcie tytanów wygrał film zrealizowany przez człowieka, który ma 70 lat na karku, a w portfolio takie hardcorowe tytuły dla prawdziwych mężczyzn jak: “Happy Feet: Tupot małych stóp” czy “Babe: Świnka w mieście”. George Miller w pewnym sensie za namową swoich dzieci uznał, że nadszedł czas, aby wrócić na pustkowia, które portretował w trzech legendarnych już filmach. Mało tego, udało mu się przekonać studio, że współczesnemu widzowi nie jest potrzebny remake czy reboot, restart, reset, preset, enter, spacja uniwersum. Że nie trzeba mu wszystkiego tłumaczyć od samego początku. Zapowiadał, że “Mad Max: Fury Road” będzie reminiscencją poprzednich odsłon serii i miał rację, bo liczba nawiązań czy wręcz cytatów z nimi związanych jest ogromna. Po drugiej stronie stanął Joss Whedon i żeby nie było wątpliwości napiszę, że jego twórczość cenię i z radością oglądam każdy film jaki nakręci. Problem jednak w tym, że kontynuację swojego hitu sprzed kilku lat przekombinował i trzeba sobie jasno powiedzieć, że jego starszy kolega wypunktował go jak wytrawny bokser.

Cios pierwszy: Akcja kontra niepotrzebna gadanina

Film akcji powinien być filmem akcji. AKCJI. Wychowałem się na kinie lat 80. i początku 90. XX wieku. Kinie, w którym testosteron unosił się prosto z porów prawie każdego mężczyzny pojawiającego się na ekranie. Gdzie często trafiały się takie bohaterki jak Furiosa. Równorzędne dla swoich kolegów, nie czekające na ratunek czy gadające ze swoimi koleżankami o szydełkowaniu. Potrafiące wziąć sprawy w swoje ręce. Nie ważne, czy są to ręce naturalne czy mechaniczne. Na przekór tego, co od jakiegoś czasu dzieje się z postaciami kobiet w kinie. Miller ograniczył dialogi do absolutnego minimum. Głupota? Nie czysty geniusz. Dzięki temu udało się zachować płynność akcji. W “Avengers: Age of Ultron” najbardziej bolało mnie to, że świetnie zrealizowane sceny akcji przerywano momentami, w których bohaterowie starają się wszystkim widzom wytłumaczyć, dlaczego coś robią i wręcz opisują swoje działania. My to przecież już wiemy, nie trzeba nam wszystkiego wyjaśniać.

[Laboratorium Tony Stark ma zamiar zbudować Ultrona, ale nim to zrobi przekonuje swojego kolegę, że nie ma innego wyjścia. Ma mocne argumenty.]

Tony: Wiesz co Bruce, zaraz zbuduję Ultrona. Taką superinteligencję, która ma ochronić świat.

Bruce “Sałata od Marvela” Banner: Nie możesz Tony. To niebezpieczne.

Tony: Muszę.

Bruce: Ok. To ci pomogę.

[Widz widzi jak Tony i Bruce nie chcom, ale muszom]

Dorzućmy do tego sposób w jaki poupychano na siłę jak najwięcej postaci i wątków, co nigdy nie jest najlepszym wyjściem. W “Mad Maxie” widz dostaje informacje, które są mu najbardziej potrzebne. Dostaje esencję. Bohaterów poznajemy krótkimi jak zmiana biegów w samochodzie strzałami. Bez niepotrzebnych ekspozycji czy innego wydziwiania. Wiemy od A do Z o co chodzi i wcale nie czujemy się z tym źle. I nie przeszkadza w tym fakt, że mamy wrażenie, iż oglądamy trwający dwie godziny wielki samochodowy pościg – czy twórcy “Szybkich i Wściekłych” to widzą – choć w rzeczywistości tak nie jest, co potwierdza świetne porównanie poszczególnych części, które przygotował serwis Vox.com:

Porównanie różnych części Mad Maxa
Źródło: Vox.com

Cios drugi: Powaga

Największym plusem “Mad Maxa” jest to, że nie stara się być czymś, czym nie jest. Nie sili się na powagę, puszcza oko do widza, bohaterowie śmieją się z samych siebie, a dodatkowo udało się to zrobić w taki sposób, że nie wpadają w autoparodię. Z kolei w “Avengers” gdzieś uleciał luz i chemia między członkami drużyny. Powaga wylewa się z ekranu, a Tony Stark przebił skorupę swojego wizerunku i przeszarżował w byciu Tonym Starkiem. Wiem, że to nie takie proste, bo niby bohaterowie się zmieniają, MCU to duży projekt i w ogóle “Marvel krul”, ale mimo wszystko wiele elementów filmu po pierwsze widza przytłacza, a po drugie jest niepotrzebna. Ten film jest – cytując Pawła Opydo – przemarvelowany. A przecież poprzednie produkcje udowadniały, że można lepiej. Dziwi mnie to o tyle, że ta ilość powagi i kwaśnych min pasowałaby do filmu, który faktycznie będzie otwarciem konfliktu między Tonym a tym prawym do porzygu blondynem z gwiazdą na piersi. Tymczasem zamiast otworzyć drzwi i wpuścić wszystkich chętnych do środka ktoś ledwo przekręcił klucz.

Cios trzeci: CGI

Efekty specjalne, a nie CGI, to klucz do stworzenia filmu, który będzie się z przyjemnością oglądać wiele lat od teraz. George Miller nie stroni od komputera, ale przy okazji stara się zrealizować tradycyjnymi metodami tak dużo scen jak tylko się da. Dlaczego? Bo inaczej nie potrafi, bo w ten sposób realizowane były najlepsze filmy s-f w historii. Wiem, a przynajmniej przypuszczam, że w “Avengers” trzeba było posiłkować się CGI w większym stopniu niż w “Mad Maxie” i przyznaję, że jest tam kilka sekwencji, które zrealizowano po mistrzowsku. Jednocześnie rzuca się w oczy to, że w wielu z nich poszli na łatwiznę rezygnując z kaskaderów na rzecz wygenerowanych komputerowo postaci. Całość razi plastikiem, co jest dla mnie o tyle dziwne, że w poprzednich filmach nie było tego problemu. Mój stosunek do CGI zna każdy, kto regularnie czyta LO. Nie widzę w tym nic złego, zresztą nie tylko ja, ale i ludzie zawodowo zajmujący się filmem, pod warunkiem, że CGI wspiera pozostałe efekty specjalne, a nie dominuje nad nimi. Kiedyś CGI było narzędziem, młotkiem, którego używałeś, aby zrobić coś z niczego. Teraz jest jak proteza, bez której nie możesz żyć. Rian Johnson, który wyreżyseruje dwa filmy z uniwersum Gwiezdnych Wojen, powiedział tyle:

Wydaje mi się, że coraz więcej ludzi odczuwa coś na kształt uderzenia masą krytyczną wszystkich scen opartych o grafikę komputerową, w których fizyka wylatuje przez okno, wszystko dzieje się tak szybko.

Jeżeli w pierwszej części “Avengers” efekt WOW pojawiał się, bo oszczędnie dawkowano nam niesamowitości, tak tu mamy wrażenie, że to wszystko już było tylko teraz bardziej spuchło. Teoretycznie “Mad Max” to jeden wielki efekt WOW, po którym zbierałem szczękę z podłogi, ale estetycznie to klasa sama dla siebie. Inne części ciała też zbierałem z podłogi. W ogóle leżałem w kinie. Metaforycznie rzecz jasna, ale gdybym spotkał George’a Millera, to pewnie bym przed nim uklęknął.

Cios czwarty: Immortan Joe kontra Ultron

Główni adwersarze teoretycznie są tak samo prości, jeżeli chodzi o motywację. Z tą różnicą, że jeden po prostu wsiada za kółko swojego samochodu i rusza przez pustynię oddychając ciężko przez tlenową maskę, a drugi opowiada czego to nie zrobi ludzkości, dowcipkując przy tym jakby właśnie wyszedł z zajęć szkółki niedzielnej. Pierwszy jest przekonujący, bo działa, a drugi bawi i budzi wątpliwości, bo w całej swojej wymuszonej straszności staje się parodią. Choć przy okazji oddaję cześć Jamesowi Spaderowi. Faktem jest jednak, że po trosze skopiował swoje z zagrania z serialu “Blacklist”, co mi nie przeszkadza, ale nie mogłem się pozbyć wrażenia, że to nie Ultron, a Red Reddington gnębi Avengers.

Cios piąty: Szczegóły

Ten cios jest dla mnie decydujący, ale jednocześnie nie jest winą samego Whedona. Pomimo tego, że od samego początku “Mad Maxa” wrzuceni jesteśmy w sam środek burzy, akcja jak zwalnia, to zwalnia dosłownie na chwilę, aby znowu przyśpieszyć, to jestem pod wrażeniem tego z jakim pietyzmem udało się zbudować świat przedstawiony. Chodzi mi głównie o szczegóły, drobnostki, które budują klimat. System wierzeń, zdeformowani ludzie walczący o przetrwanie przewijający się w tle, przetaczanie krwi, choroby, malowidła, pomieszczenia. W końcu KAPITALNIE wyglądające samochody, które zawsze były integralną częścią Mad Maxa. Jednocześnie choć film Millera jest osobną, zamknięta historią, dodaje do całego świata coś nowego i to jest w sumie najbardziej zaskakujące, że w tym rollercoasterze udało się o świecie powiedzieć więcej niż w trzech poprzednich odsłonach. Z kolei w “Avengers” całość jest podporządkowana budowaniu MCU. Wszystkiego zaczyna być za dużo, a jednocześnie są to rzeczy, które odnoszą się do wydarzeń jakie będą miały miejsce za jakiś czas, a o których wielu z Was i tak zapomni, nie wie, nic ich to nie obchodzi. Widz zaczyna się gubić albo po prostu nie zwraca na pewne rzeczy uwagi. Jakby tego było mało tym razem nie doszło do jakiegoś przełomu, czy faktycznego pchnięcia MCU do przodu. Coś, co powinno zwiastować zmiany na miarę wydarzeń z pierwszej części “Avengers” stało się ledwie nudnawym przystankiem w dalszej drodze, przed którą przecież trzeba zebrać drużynę. Odnosiłem wrażenie, że w filmie Whedona nic nie jest bardzo ważne, akcenty są źle rozłożone, a bohaterowie zmęczeni swoimi rolami.

Pewnie fani Avengers zjedzą mnie za to, co napisałem. Trudno. Nie bawiłem się na “Avengers: Age of Ultron” źle, ale mimo to czuję zmęczenie materiału i niebezpieczne zbliżanie się do momentu, w którym Marvel przekracza próg bycia zbyt fajnym. W kategorii blockbusterów “Mad Max: Fury Road” zwyczajnie zjada ich na śniadanie. Niestety nie oznacza to, że pojawi się wielu naśladowców Millera, bo nowego “Mad Maxa” postrzegam jako ciekawostkę przyrodniczą, film, który powstał wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo jakie inne studio oddaje w ręce reżysera 150 milionów dolarów z pełną kontrolą nad dziełem w momencie, gdy on ostatni film akcji nakręcił wiele, wiele, wiele lat temu? Szkoda, bo stary wilk ma ostre zęby i młodzi wilcy sporo się mogą od niego nauczyć.

Wersja tl;dr – idźcie do kina. 14/8,5. George Miller na króla Polski.

Sprawdź:

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Uniwersum DC powstaje od dupy strony” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/filmowe-uniwersum-dc-powstaje-od-dupy-strony/” target=”_self” nofollow=”false”]

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Najgorsze filmy 2014″ url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/10-najgorszych-filmow-ktore-obejrzalem-w-2014-roku/” target=”_self” nofollow=”false”]

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Sceny, których nie było w scenariuszu” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/ulubione-sceny-ktorych-nie-bylo-w-scenariuszu/” target=”_self” nofollow=”false”]

 

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Książki erotyczne
Co czytało się przed Greyem