Jak ty to robisz panie O. Russell?

Dwa słowa “American Hustle”. Jeżeli ktoś jeszcze tego filmu jakimś cudem nie widział, to czym prędzej niech przestanie czytać i idzie oglądać. David O. Russell, człowiek który zaczynał od dobrych, ale tylko dobrych filmów, kolejny raz udowadnia że ma w sobie wyjątkową zdolność budzenia w aktorach tego, co najlepsze. Jego najnowszy film to kino w starym stylu. Utrzymane w klimatach produkcji, w których liczyły się dwie rzeczy:

  • dialogi wypowiadane przez zajebistych aktorów
  • dobrze skrojona historia

Owszem, te dwie rzeczy nadal są ważne, ale odnoszę wrażenie, że coraz częściej aktorzy stanowią tło, marny zapychacz scen z wybuchami, pościgami i CG. W filmach O. Russella jest coś innego. Jak mało który aktualnie reżyser w Hollywood potrafi tak poprowadzić nawet bardzo dobrych aktorów, że ci grają po prostu wybitnie. W “American Hustle” aktorsko jest bez zarzutu. Christian Bale nawet z brzuchem i łysiną ma w sobie wyjątkowy magnetyzm, a Amy Adams i jej dekolty, to temat na osobny tekst. Szkoda, że pewnie kolejny raz zamiast Oscara będzie mogła tylko klaskać jak odbiera go ktoś inny. Bradley Cooper w swoich kręconych włosach jest tak wkurzający, że aż chce się go walnąć w twarz. Podobnie jak Jennifer Lawrence, która w wieku 23 lat ma już Oscara na koncie i całkiem realne szanse na kolejnego. Co z tego, że odgrywa podobną rolę do tej, która jej tą nagrodę przyniosła. Ważne, że wypada w niej naprawdę dobrze. Jeremy Renner przyzwoicie, ale jakoś ciągle nie mogę się przekonać do tego aktora, który zawsze wydawał mi się wyjątkowo jednowymiarowy.

Wszyscy wymieni plus kilku innych wcale nie gorszych aktorów prezentują nam trochę tandetną, ale mimo wszystko prawdziwą paradę oszustów. “American Hustle” to film o oszustwie właśnie. O tym, jak sami siebie okłamujemy nawet w trakcie zakupów. Jak staramy się przekonać do wielu decyzji. Jakże prawdziwy jest zwrot, który pada z ekranu kilka razy o tym, że wierzymy w to, w co chcemy wierzyć. W pewnym sensie film O. Russella mimo tego, że jest o kłamstwie, to paradoksalnie jest wyjątkowo prawdziwy. Wielki przekręt, który oglądamy jak za starych dobrych czasów ma kilka warstw. Na szczęście – boże jak ja się z tego cieszę – scenarzyści nie traktują widza jak idioty i nie dokonują 10 efektownych wolt, z których 9 to kompletny debilizm. Humor jest tu subtelny, a ironia ostra. Pewnie wielu z widzów “American Hustle” będzie się wydawało nudne. W końcu na pierwszy rzut oka nie dzieje się tu wiele. Postacie prowadzą swoje słowne boje, a sama akcja powoli zmierza do nieuniknionego końca. Nie jest to na pewno tempo “Wilka z Wall Street”. Mi to nie przeszkadza, bo dzięki temu mogę spijać wirtuozerię gry aktorskiej. Tym bardziej, że towarzyszy jej FENOMENALNA muzyka. Duke Ellington, Electric Light Orchestra, Mayssa Karaa czy Elton John, to tylko część z tego, co można usłyszeć w filmie. U mnie też, a co:

Jeżeli ktoś spodziewa się lekkiego filmiku z przekrętem w tle, to srogo się zawiedzie. David O. Russell dokonuje dekonstrukcji słynnego American Dream, które tutaj sprowadzone zostaje do przekrętu. Wszystko jest ściemą. Każdy jest oszustem, każdy jest złodziejem, jeżeli chce do czegoś dojść. Nie ważne są powody, ważne jest to, że pieniądze przechodzą z ręki do ręki. Przy okazji bardzo dosadnie pokazuje jak ciężko jest zrzucić maskę, za którą wielu z nas się chowa. Maskę, która często chroni nas przed światem zewnętrznym. Czy “American Hustle” to film wybitny? Nie. Raczej aspirujący do tego miana. Niestety ostatecznie brakuje tu czegoś, co sprawi, że można tak o nim powiedzieć. Przypomina to trochę sytuację, gdy idąc na przyjęcie w świetnie skrojonym garniturze okazuje się, że buty są trochę przybrudzone. Niby nic, a jednak rzuca się to w oczy. W “American Hustle” takimi brudnymi butami są sceny, które powinny mieć w sobie więcej energii. Tak, jakby reżyser cały swój talent przeznaczał na uszczypliwe dialogi głównych bohaterów, a resztę traktował trochę po macoszemu.

Nie zmienia to jednak faktu, że bawiłem się świetnie i mam nadzieję, że każdy, kto obejrzy ten film za jakiś czas też będzie mógł tak napisać.