Black Lightning
Black Lightning

“Black Lightning”, czyli pozytywne zaskoczenie

Release Date
23 Styczeń 2018
Stacja
CW
Odcinków w sezonie
10
Obrzejrzyj

Zapewne zastanawiacie się, kim do ciężkiej cholery jest Black Lightning? Dlaczego ktoś – w tym wypadku stacja CW – produkuje o nim serial oraz czy w ogóle warto siadać do serialu, który w chwili jak piszę te słowa zadebiutował na Netflixie?

Zastanawiacie się tym bardziej, jeżeli znacie pozostałe seriale superbohaterskie produkowane przez CW. “Arrow” czy “Flash” nie są “dziełami sztuki”, ale mimo wszystko swoich fanów mają. Wiedząc to co wiemy na ich temat pojawia się pytanie, jak na ich tle wypada “Black Ligthning”? Jestem zaskoczony, że to piszę, ale wypada naprawdę dobrze.

Black Lightning, czyli kto?

Jefferson Pierce narodził się dzięki wyobraźni Tony’ego Isabelliego oraz Trevora Von Eadena. Ten pierwszy ma swój wkład w “rewolucję” jaka rozpoczęła się w Marvelu od debiutu T’Challi (Black Panther) i rozwijała się wraz z kolejnymi postaciami. Tą rewolucją był fakt, że na kartach komiksów zaczęli pojawiać się czarnoskórzy superbohaterowie. Dla Was jest to może bez znaczenia, ale dla czarnoskówych dzieciaków zachwycających się komiksami w latach 60. czy 70. XX wieku jednym z marzeń było to, aby w końcu mieć herosów, z którymi można się naprawdę identyfikować. Takich jak wspomniani T’Challa czy później Blade i właśnie Black Lightning.

Black Lightning
Tak wyglądał w pierwszych komiksach/Fot. DC Comics

Zobaczyć czarnego superbohatera było fantastyczne! Wiedziałem, że musi być ktoś czarny, Azjata, Latynos, herosi z wszystkich ras. – Darryl McDaniels, czyli D.M.C o tym, jak zareagował na czarnych superbohaterów, gdy był dzieckiem

I tak jak Marvel zapoczątkował zmiany tak DC Comics zaczęło mu w tym wtórować choć trzeba było poczekać do końcówki lat 70. XX wieku. Jefferson Pierce zadebiutował w kwietniu 1977 roku jako pierwszy czarnoskóry superbohater z domu Batmana i Supermana. Od razu we własnej serii. Jednak nim ona powstała szefowie DC mieli trochę inny koncept. Chcieli bowiem, aby pierwszym czarnym herosem był Black Bomber. Biały rasista, który pod wpływem stresu zmienia się w czarnego superbohatera. Nie muszę chyba wspominać o tym, jak obraźliwy był ten pomysł. Tak naprawdę obraźliwy dla wszystkich. Na szczęście koncept upadł. Tu na scenę wchodzi wspomniany Tony Isabella, który zaproponował, że skoro kiepski pomysł mamy już za sobą, to można wprowadzić do powszechnej świadomości koncept, nad którym zaczął pracować z Von Eadenem.

Tym samym czytelnicy poznali Pierce’a. Dyrektora szkoły średniej. Ojca dwóch córek. Rozwodnika. Człowieka wychowanego w cieniu traum dzieciństwa, który przy okazji ma takie talenty jak ciskanie piorunami czy generowanie pola elektrostatycznego. Więcej możecie o nim poczytać w innych miejscach. Możecie też zacząć oglądać serial, bo okazuje się, że…

Black Lightning jest naprawdę solidny

Wprawdzie miałem dostęp tylko do dwóch pierwszych odcinków, ale biorąc pod uwagę to co zobaczyłem jestem pod wrażeniem – biorąc poprawkę, że to ciągle produkcja CW. Zacznijmy od tego, że klimat panujący w serialu odbiega od tego, który znany jest choćby w “Arrow” czy “Flashu”. Jeżeli jesteście przyzwyczajeni do lekkości i humoru, to przynajmniej na początku w ogóle go nie doświadczycie. Widać, że twórcy postanowili pójść w trochę innym kierunku. Głównie dlatego, że “Black Lightning” stara się po pierwsze pokazać nam bohatera w średnim wieku, który wcale nie ma zamiaru być bohaterem. Już nie. Skupia się na rodzinie i ich relacjach. Społeczności – siłą rzeczy czarnoskórej – oraz próbuje poruszyć tematy z gatunku tych poważniejszych niż walka z kolejnym potężnym wrogiem, który chce zniszczyć miasto, planetę, wszechświat i okolice.

Black Lightning
Fot. CW

Samo zawiązanie akcji – na posterunku policji, z którego trzeba odebrać jedną z córek – kieruje uwagę widza w inne rejony niż kolejny origin i odkrywanie tego, że z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Pierce już to wie. Od dziewięciu lat nie korzysta ze swoich umiejętności, bo pamięć o przeszłości skutecznie go przed tym powstrzymuje. Stracił wiarę. Uznał – być może słusznie – że więcej zdziała dla społeczności, gdy będzie pracować u podstaw. Nie za pomocą piorunów, a za pomocą edukacji. Dogaduje się z gangami, zarządza szkołą, stara się nie wchodzić w konflikt z prawem, czy zwracać niepotrzebnej uwagi. Oczywiście do czasu.

Możecie domyślić się, że Jefferson Pierce nie będzie wiecznie trwać w swoim postanowieniu sprzed lat. Nie będę jednak zdradzać, dlaczego. Zamiast tego skupię się na tym, że przynajmniej po tych dwóch odcinkach odnoszę wrażenie, że pod względem aktorskim jest to prawdopodobnie najlepszy serial CW. Grający główną rolę Cress Williams może nie zgarnie za swoją rolę Złotego Globu, ale wypada naprawdę przekonująco jako twardy dyrektor z zasadami, który wieczorami ciska gromami na lewo i prawo. Podobnie dobrze wypada Christine Adams jako jego była żona czy William Catlett jako gangster Lala. Głównym antagonistą będzie jednak nie Lala, a jego nieobliczalny szef, czyli Tobias Whale grany przez Marvina ‘Krondona’ Jonesa III.

Uzależnienie

Serial stanowi ciekawą, choć przy okazji znaną już jeżeli chodzi o formułę, podejścia do tematu superbohaterów. Twórcy starają się nakreślić nam paralelę między heroizmem a uzależnieniem. Te pytania oczywiście padają wielokrotnie zarówno na kartach komiksów, jak i pojawiały się w kontekście seriali takich jak choćby “Daredevil”. Nie wiem, czy w kolejnych epizodach temat będzie rozwijany, ale mam nadzieję, że tak, bo nawet pomimo swoich wad “Black Lightning” może ostatecznie się stać jednym z najciekawszych seriali wyprodukowanych na licencji DC Comics.

Black Lightning
Fot. CW

No właśnie. Wady. To dobry moment, aby o nich wspomnieć. Dobry, bo wady serialu łączą się bezpośrednio z fabułą. Mianowicie sposób prowadzenia narracji momentami kuleje. Głównie przez nieodpowiednie rozłożenie akcentów. Przykład? Początek wydaje się mieć swoje tempo, które będzie nam towarzyszyć do samego końca. Poznajemy postacie, oswajamy się z nimi. Dostajemy też informację, że Pierce nie chce wracać do tego, co robił w przeszłości. Nagle fabuła przyśpiesza, jakby ktoś ją gonił, bo trzeba jak najszybciej pokazać, że z planu na życie Pierce’a nic nie wyjdzie. Jakby to powiedział niezastąpiony Stefan “Siara” Siarzewski:

I cały misterny plan w pizdu…

Na szczęście jak przymkniecie na to oko lub oczy, to dostaniecie całkiem strawny serial. Przynajmniej na początku robiący lepsze wrażenie niż pozostałe produkcje, których “dotyka” CW. Niby skierowany jest przede wszystkim do nastolatków, ale mam wrażenie, że i ich rodzice znajdą tutaj też coś dla siebie. Owszem, Black Lightning ciągle jest historią o gościu, który nocami ubiera się w cudaczny kostium, ale jeżeli przy okazji będziemy otrzymywać dobrze poprowadzony wątek relacji głównego bohatera z jego córkami, byłą żoną i aktualną partnerką, to szykuje się produkcja, z której nie będziemy się śmiać tylko zaczniemy czekać na jej kolejne odcinki. Czego sobie i państwu życzę.

PS. Mam szczęście do znajdywania komentarzy, które burzą moją krew. Przy okazji “Black Lightninga” oczywiście musiałem trafić na “ekspertów”, którzy już zaczęli oceniać serial przez pryzmat tego, że to produkcja propagująca tą straszną poprawność polityczną. Jeżeli też tak twierdzicie, to nim zaczniecie tak twierdzić sprawdźcie czym jest poprawność polityczna. Nie bądźcie jak wspomniani “eksperci”.

Przeczytaj:

[powerkit_button size=”md” style=”link” block=”false” title=”Nowe seriale, na które czekam w 2018″ url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/nowe-seriale-ktore-czekam-2018/” target=”_self” nofollow=”false”]

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
James Bond
Najlepszy Bond nie istnieje