Black Mirror – serial, który dał mi w mordę

Kiedy ostatnio pisałem na blogu o serialu padło na “Utopię”. Rewelacyjna seria wyświetlana na kanale 4 skradła mi serce i nie pozostawiła wątpliwości, że trzeba szukać dalej podobnych perełek. Poszukiwania trwały wyjątkowo krótko, bo oto zaraz po “Utopii” na horyzoncie pojawiła się inna produkcja prosto z Channel 4, “Black Mirror”. Po dwóch sezonach już wiem, że można kochać kilka kobiet gorącą i bezwarunkową miłością. Zacznijmy jednak od początku.

Uwaga! Tekst zawiera drobne spoilery

Witajcie w “Strefie Mroku”

Gdybyście byli tak starzy, jak ja, to byście pamiętali nowatorski serial stworzony przez Roda Sterlinga. Pan Sterling miał łeb na karku. Postanowił sobie, że stworzy serię, która po pierwsze będzie balansować na granicy horroru, dramatu i sf, a przy okazji będzie antologią. Jego szefowie drapali się po swoich pokrytych brylantyną włosach i pytali:

Antologia? Ale to się nie sprzeda, gdzie główni bohaterowie, gdzie ludzie, których widz może pokochać?

Sterling cierpliwie odpowiadał na ich pytania i na koniec przedstawił im matkę wszystkich odpowiedzi:

Jak to gdzie? W dupie!

To musiało przekonać wszystkich do jego pomysłu, bo w 1959 roku na ekranach telewizorów wyświetlono pierwszy odcinek “Strefy Mroku”. Gdy w Polsce odbywała się premiera filmu “Inspekcja Pana Anatola” Amerykanie mogli oglądać coś nowego. Prawdziwy telewizyjny powiew świeżości. Każdy odcinek był osobną historią, która zabierała widza w podróż, w której czekały na niego nowe pytania. Odpowiedzi nie zawsze musiały się nam podobać.

Brooker, who?

Zachodzę w głowę, dlaczego tak rzadko sięga się po format antologii? Wiem, że przez 45-50 minut ciężko opowiedzieć w przekonujący sposób jakąś zamkniętą historię, ale czemu nie próbować? Podobne pytanie musiał sobie zadawać Charlie Brooker. Ten urodzony w Reading miłośnik herbaty i satyryk stwierdził, że jego kolejny program będzie nawiązywać do najlepszych tradycji telewizyjnych antologii takich jak wspominany serial czy produkcja BBC “Tales of the Unexpected”. Z pomysłu zrodziło się “Czarne Lustro”, w które naprawdę warto patrzeć, choć to co zobaczymy raczej się nam nie spodoba. Po jego obejrzeniu napisałem na Twitterze tak:

Charlie Brooker
Sam Beckwith/Flickr.com

W zasadzie w tym miejscu mógłbym skończyć. Mógłbym, ale niestety będziecie musieli jeszcze chwilę mnie znosić. Nie spodziewałem się, że “Black Mirror” wywrze na mnie tak duże wrażenie. Serial wziął mnie z zaskoczenia. Napadł na mnie, gdy przechadzałem się ciemną uliczką brytyjskiej telewizji. Wyskoczył z za rogu machnął z półobrotu i śmieje mi się w twarz, gdy ja leżę. Skąd ten hurraoptymizm? Stąd, że przez dwa sezony i sześć odcinków każda z prezentowanych historii jest jakaś. Nie ma tam zapychaczy, nie ma bezsensownych pomysłów. Weźmy pierwszy odcinek. Oto do kancelarii premiera Wielkiej Brytanii trafia film, w którym postawiony jest warunek. Musi odbyć stosunek płciowy ze świnią. Wszystko będzie przekazywane na żywo na każdym kanale telewizyjnym w kraju. Jeżeli tego nie zrobi ukochana księżniczka zginie. To zaskakujące zawiązanie akcji jest przyczynkiem do tego, aby widz obserwował jak zmieniają się postawy ludzi. Jak jedna drobna rzecz potrafi wpłynąć na to, jak się zachowujemy. Jak myślimy. Patrzymy na tłum, który po fazie poparcia i współczucia przechodzi do fazy krzyku i niechęci.

W zasadzie każdy z epizodów niesie ze sobą sporo pytań o naszą przyszłość, obecność nowoczesnych technologii w życiu każdego z nas. Oto jak zaczynają nad nami dominować, jak przywiązujemy się do swoich kont społecznościowych, wspomnień uwiecznianych na zdjęciach i puszczanych na Instagramie. Jak tracimy element prawdy, rzeczywistość coraz częściej przypomina tą oglądaną przez okno – pisał o tym jakiś czas temu Wojtek u siebie na blogu, polecam abyście tam zajrzeli w wolnej chwili. Padają pytania o moralność, sprawiedliwość (odcinek zatytułowany “White Bear” z drugiego sezonu to mistrzostwo świata), poczucie własnej wartości. Niby banały, ale gwarantuję Wam, że daleko scenarzystom w tym odkrywaniu oczywistości do najwyższej formy tuzów pokroju Coelho czy Wiśniewskiego. Tu bawimy się na poważnie, tu będzie krew, pot i łzy. W jednym z wywiadów Brooker został zapytany skąd bierze pomysły. Nie wie:

Bóg raczy wiedzieć skąd przychodzą pomysły. Zwykle myślisz o jednej rzeczy, gdy nagle zupełnie od niej oderwana pojawia się inna myśl, która uderza w tą pierwszą tworząc coś nowego. Ty jesteś tylko widzem. Chryste zabrzmiało jak tekst z “Pseuds’ Corner” [rubryka z satyrycznego periodyku “Private Eye”, w której pojawiają się takie “natchnione” teksty z różnych mediów].

Black Mirror
Black Mirror – screen z odcinka “White Bear”

Ja też nie wiem, ale podziwiam ten potok myśli. Zresztą te sześć odcinków jest skonstruowane tak, że zestawiając dwa sezony ze sobą zobaczymy, że w sumie one są mocno związane z efektem lustra. Całość zaczyna się jako ostra polityczna satyra, później przenosimy się do przygnębiającej wizji dystopijnego społeczeństwa, aby na koniec przyjrzeć się na rozpad związku między ludźmi, który napędzany jest przez obsesję. W drugim sezonie sytuacja się delikatnie odwraca. Zaczyna się od kwestii relacji między ludźmi, aby później obserwować wypaczoną przyszłość naszego społeczeństwa, Kończymy na zjadliwej satyrze politycznej. Nie bójcie się jednak, to oba sezony prezentują każdy z tematów inaczej. Nie grozi Wam zakrzyknięcie, że już to widzieliście w pierwszym. W “Black Mirror” przewijają się idee i ogólne założenia. Scenariusze są w każdym wypadku unikalne.

Nadstawcie twarz, ruszcie głową, pomyślcie chwilę. To Was nie zabije

Wystawcie się na razy. Na silne ciosy, które wybiją Wam zęby. Z każdym kolejnym ciosem będziecie mieli ochotę na więcej. Będziecie prosić o kolejne. Jest w człowieku coś takiego, że potrzebuje raz na jakiś czas porządnego sponiewierania. Nie mam tu na myśli bójki. Raczej wywołanie w nas odpowiednich emocji. Dlatego właśnie oglądamy horrory. Dlatego uwielbiam produkcje, które wymagają ode mnie jakiejś, nawet drobnej, autorefleksji.

Podziwiam twórców “Black Mirror”, że w każdym wypadku udaje im się przedstawić w mniej niż godzinę historię, która jest poprowadzona sprawnie. Zawsze z inną obsadą, zawsze na inny temat, ale zawsze na odpowiednio wysokim poziomie. Owszem na sześć odcinków zdarzy się pewnie taki, który komuś się nie spodoba. Mi na przykład najmniej do gustu przypadł “Be Right Back”. Choć teraz jak o nim myślę, to chciałbym, aby i w innych serialach zdarzały się takie “słabsze momenty”.

Black Mirror
The Waldo Moment

Brooker jest pracoholikiem do czego się przyznawał. Sezony powstały w całości, to znaczy, że jak usiadł do pisania, to napisał skrypt każdego odcinka (drugiego sezonu, bo w pierwszym pojawiali się i inni scenarzyści, ale przy współpracy z Brookerem). Ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Na przykład o grach, w które lubi grać czy o tym, jak postrzega Twittera. Obejrzyjcie materiał:

Jest typem człowieka, który z jednej strony chce bawić, a z drugiej nie chce nikogo pozostawić obojętnym. “Black Mirror” uwiera. Daje przyjemność z oglądania, by na koniec został kac, z którym trzeba sobie poradzić. To jest ten poziom rozrywki, którego szukam nie tylko w serialach. Ma swędzieć, ma boleć, ma zmuszać do myślenia, bo inaczej wróćmy na drzewa i obrzucajmy się gównem.

  • Zdecydowanie czuję się zachęcona. Mimo że naprawdę kocham seriale na na mojej liście TOP znajduje się na przykład “Homeland”, “House of cards”, “Sons of anarchy” czy “Deadwood”, przed każdym nowym odczuwam drżenie w sercu i obawę, czy mi się spodoba, czy może uznam, że to nie dla mnie. Jestem teraz w takim momencie, że wiele seriali zakończyło swoje sezony, a wiele startuje dopiero zimą. Z tym “Black Mirror” wstrzeliłabym się idealnie, dzięki 🙂

    • Tym bardziej, że to raptem 3 odcinki na sezon, a każdy po 50 minut. Dwa wieczory i po balu 🙂 Wracaj po seansie i dziel się wrażeniami. Jestem bardzo ciekawy opinii tych, których udaje mi się do czegoś zachęcić 🙂

      • Jeśli nie zapomnę, to dam znać (mam podobnie :P), a na pewno napiszę u siebie 🙂

  • Kurczę, kolejny serial do obejrzenia. Przez wakacje przestałem się wyrabiać z serialami. Możliwe, że to dlatego, że zaczynałem oglądać miernoty.

  • shanti93

    Oglądałam “Czarne lustro” już jakiś czas temu, może z rok. Nadal pamiętam jak ten serial mną wstrząsnął. “Utopię” nadrobiłam dopiero w te wakacje.

  • Berserker

    zgadzam sie. BM to genialny serial. kazdy odcinek to przemyslana i mocna historia. +1 do szacunku.