Którą wersję “Blade Runnera” obejrzeć? Która jest najlepsza i ile tak naprawdę tych wersji jest?

Zgodnie z teorią o światach równoległych istnieje nieskończona liczba wersji “Blade Runnera”, ale mimo to przeciętny widz chciałby poznać odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie:

Którą wersję do ciężkiej cholery obejrzeć?

Pytanie ważne. Nawet bardzo. Takie, na które odpowiedź może sprawić, że w Waszym życiu dojdzie do nieodwracalnych zmian. To jedno z tych pytań, które definiują to kim jesteśmy, a w zasadzie kim się staniemy. Najpierw zacznijmy od tego dlaczego w ogóle to pytanie się pojawia. Ano dlatego, że przez ponad 30 lat pojawiło się kilka wersji filmu. Części oczywiście już nie zobaczycie, ale jeżeli moje poszukiwania przyniosły oczekiwane owoce, to od 1982 roku było siedem wersji “Blade Runnera”:

  • Wersja kinowa z 1982 roku,
  • Wersja na festiwal w San Diego też z 1982 roku – w zasadzie różniła się od innych trzema scenami, których później nie było w wersji kinowej.
  • Wersja pierwsza, która nie pojawiła się w kinach w 1982 roku – była wyświetlana widowni na pokazach testowych.
  • Wersja międzynarodowa – trochę dłuższa, ale i brutalniejsza od tej znanej w USA.
  • Wersja dla telewizji w 1986 roku – z powodu tego, że była pokazywana w telewizji ingerowano w język i sceny przemocy oraz nagości. Cel był taki, aby było łagodniej.
  • Wersja reżyserska (Director’s Cut) z 1992 roku,
  • Wersja ostateczna z 2007 roku (Final Cut).

Siłą rzeczy poniżej nie będę rozwodzić się na temat różnic między wersjami, których nie możecie obejrzeć. Dlatego odpowiadając na pytanie, którą wersję “Blade Runnera” skupię się na trzech:

  • Oryginalnej kinowej,
  • Director’s Cut,
  • Final Cut.

Być może na sam koniec będziemy też w stanie odpowiedzieć, która wersja jest najlepsza. Kto wie? W końcu są na Ziemi rzeczy, które nie śniły się filozofom, ale które widział Roy Batty.

Harrison Ford
Fot. Warner Bros.

“Blade Runner” – Wersja oryginalna

Cały ambaras rozpoczął się od tej wersji. Tej, która pokazywana była w kinach w 1982 roku. Ambaras, bo jak się później okazało nie była to w stu procentach wizja reżysera – co ciekawe Director’s Cut wbrew nazwie też nią nie jest, ale o tym będzie później. “Blade Runner” delikatnie mówiąc nie spotkał się z przychylnością widzów i krytyków. Teraz jest to niewyobrażalne, ale wtedy było sporym problemem. Film kręcony na motywach dzieła Philipa K. Dicka pod względem wizji celował w estetykę kina noir (teraz powiemy, że to po prostu neo-noir). Choć akcja rozgrywała się w przyszłości twórcom zależało na nadaniu mu sznytu klasycznego kina z lat 40. i 50. XX wieku. Ten sznyt miały wprowadzić na przykład wstawki z komentarzem Ricka Deckarda granego przez Harrisona Forda.

To, że w ogóle się pojawiły jest głównie zasługą studia, które nalegało, aby ubogacić narrację właśnie poprzez komentarze Deckarda rzucane z offu. Dodatkowo według autora książki “Future Noir: The Making of Blade Runner”, Paula Sammona, Ridley Scott specjalnie się im nie sprzeciwiał. Mało tego, podobała mu się ta koncepcja, bo podobne zabiegi stosowano w filmach, do których “Blade Runner” nawiązywał, a podobne rozwiązania pojawiały się już w pierwszych wersjach scenariusza. Ford podobno na ten koncept zareagował mniej entuzjastycznie. Drugą różnicą w stosunku do wersji kolejnych jest zakończenie filmu. To w wersji oryginalnej było mówiąc krótko szczęśliwe. Widzowie zwracali uwagę na to, że klimat filmu jest naprawdę przygnębiający. Choć to nie tylko ich opinie zaważyły na tym, że film kończy się inaczej od wersji, która pojawiły się wiele lat później.

Łowca androidów
Jesteś prawdziwa czy nie? Fot. Kadr z filmu “Blade Runner” w reż. Ridley’a Scotta

“Blade Runner: Director’s Cut”

Z tą wersją wiąże się ciekawa historia. To znaczy mnie ciekawi, Was może nudzić, bo ja jestem trochę nienormalny. Mianowicie choć nazwa sugeruje, że to wersja reżyserska, to tak naprawdę Ridley Scott miał przy jej powstaniu niewiele do powiedzenia. Zapytacie, ale jak to? Przecież musiał wiedzieć, że powstaje. Wiedział, ale nie do końca. Scott był zajęty pracami przy filmie “1492: Wyprawa do raju”, a wcześniej w 1991 roku kręcił “Thelmę i Louise”, więc owszem uznał ją za reżyserską, ale w życiu nie nadzorował prac nad jej powstaniem.

Kto w takim razie nadzorował prace? Michael Arick, który w Hollywood zajmował się przede wszystkim odnawianiem starych filmów. Pracował m.in. przy “Na wschód od Edenu” i “Buntowniku bez powodu”. Arick podczas “produkcji” tej wersji bazował na notatkach Ridley’a Scotta i oryginale filmu nagranym na taśmę 70 mm, a wprowadzone zmiany zakładały:

  • Wycięcie głosu z offu,
  • Dodanie sceny z jednorożcem – nie będę jej tu opisywać, ale jest ona związana z odwieczną dysputą, czy Deckard jest replikantem czy człowiekiem i m.in. przyczyniła się w ogóle do tego, że spór rozgorzał wśród fanów filmu.
  • Usunięcie szczęśliwego zakończenia.

Zmiany wprowadzone w tej wersji nie były najszczęśliwsze, bo co sprawniejsze oko dostrzeże, że w “nowych” fragmentach brakowało porządnej post-produkcji. Na przykład widać, że róg jednorożca nie jest taki do końca zrogowaciały, bo plastik wręcz śmieje się do widza.

Blade Runner
Czy ma Pan chwilę porozmawiać o człowieczeństwie/Fot. Warner Bros.

“Blade Runner: Final Cut”

Tym samym dochodzimy do ostatniej wersji. “Final Cut” pojawiła się w 2007 roku z okazji 25-lecia “Blade Runnera” i to już jest ta wersja, która według Ridley’a Scotta jest tą ostateczną. Taką, którą on chciał pokazać światu. Taką, nad którą sprawował pieczę. I jest to też wersja, która przez wielu fanów filmu jest uważana za najlepszą. Najważniejszą zmianą w tej wersji jest jej wysoka rozdzielczość. Choć są tacy, którym bardzo pasuje wizualny klimat wersji oryginalnej – jest mroczniejsza – to jednak dla nowoczesnych ekranów rozdzielczość “Final Cut” jest najbardziej przystępna.

W warstwie narracyjnej zmieniono kilka rzeczy w stosunku do wersji “Director’s Cut”. Całość jest dłuższa, pojawiają się sceny z wersji międzynarodowej oraz poprawiono też niektóre efekty specjalne. Muzyka skomponowana przez Vangelisa – ciągle jeden z najlepszych soundtracków w historii kina – została cyfrowo odnowiona. Z ciekawostek dodam, że film w tej wersji stracił jedno przekleństwo. W poprzednich wersjach w jednej ze scen Roy Batty rzuca do swojego stwórcy:

 

Chcę żyć dłużej, skurwielu.

W tej skurwiela zamieniono na ojca. W sumie ciągle pasuje do klimatu filmu.

No dobrze, to którą wersję “Blade Runnera” obejrzeć?

Osobiście jestem fanem wersji “Final Cut”. Ze względu na to, że ustrzegła się “grzeszków” “Director’s Cut” oraz, że wizualnie wygląda po prostu najlepiej nawet jeżeli przez doświetlenie niektórych scen straciła na mroku charakterystycznym dla wydania z 1982 roku. Oglądając mam wrażenie, że obcuję z ostateczną wizją reżysera. Jednak odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka jednoznaczna. Jeden ze scenarzystów filmu “Blade Runner 2049”, Michael Green, powiedział tak:

Prawda jest taka, że to nie ma znaczenia. Wszystkie są interesujące. Myślę, niestety, że niektórzy ludzie powiedzieli mi, że go nie widzieli, bo boją się, że to co oglądają to nie jest “właściwa wersja”. Jest to o tyle niefortunne, że każda z nich jest warta obejrzenia. Dodatkowo dlatego, że nie będąc pewnym wchodzimy w narrację na temat “Blade Runnera”.

Mówiąc krótko nie chciałbym, podobnie jak Michael Green, definitywnie sugerować jednej wersji. Najlepiej obejrzeć każdą, dać się wciągnąć, bawić w znajdywanie różnic. Bo to “Blade Runner”. Film, obok którego naprawdę ciężko przejść obojętnie.

Przeczytaj:

Dolina Niesamowitości - co nas w niej przeraża?
Total
98
Shares