Card Hunter, czyli co mi “zjada” czas

Rzadko piszę na blogu o grach. To dziwne, bo przez wiele lat o nich pisałem. Jak się nad tym zastanowić, to przede wszystkim o nich. Od momentu, gdy założyłem Lekturę Obowiązkową poszły w odstawkę, to znaczy nie poszły tak do końca, bo ciągle gram, ale same gry i chęć pisania o nich gdzieś uleciała. Na szczęście od czasu do czasu pojawia się taki tytuł, który sprawia, że chce mi się znowu coś napisać. Głównie po to, aby inni się o nim dowiedzieli, bo nie jest to żadna wielka produkcja. Zresztą nie jest też nowa, bo z fazy beta wyszła jakieś trzy lata temu.

Zaciukaj smoka na przerwie

Nie wiem, ilu z Was wychowywało się w latach 90., ale jak ja byłem dzieckiem – teraz jestem starym dziadem – to przerwy w szkole wykorzystywaliśmy na wymienianie się karteczkami, opowiadaniem sobie fabuły filmów, które oglądaliśmy, cierpieniu, że zaraz zaczyna się lekcja, a przerwy nie są wystarczająco długie i od czasu do czasu grom RPG. Mógł to być na przykład Magic, mogło być coś innego – na przykład w podstawówce sporo gier planszowych – ale i systemy RPG. Oczywiście takie, które pozwalały na rozegranie szybkiej przygody na przerwie obiadowej. Nawiązaniem do takich systemów jest Card Hunter, którego odkryłem już w ubiegłym roku, ale ostatnio do niego wróciłem i uznałem, że skoro wróciłem, to znaczy, że warto o nim napisać.

Card Hunter bazuje na bardzo prostym pomyśle. Wcielamy się w gracza, który prowadzi swoją drużynę trzech bohaterów przez kolejne przygody przygotowywane przez początkującego mistrza gry. Gary zwędził wszystko swojemu doświadczonemu starszemu bratu i uznał, że “przewiezie” nas po krainie, w której będziemy polować na koboldy, jaszczuroludzi czy nawet smoki – bo gra RPG bez smoków, to jak Lektura Obowiązkowa bez czytelników. Card Hunter korzysta z mechaniki gry karcianej i to właśnie karty stanowią podstawę w trakcie walki. Te uzyskujecie z przedmiotów, w które wyposażacie swoich bohaterów, które z kolei zdobywacie po każdej misji – generowane losowo ze skrzyń – albo kupujecie w sklepie. Jednym słowem idziecie od przygody do przygody. Zbieracie graty, sprzedajecie te, które nie są Wam potrzebne i znowu ruszacie do boju. Jak w papierowym RPG-u.

Karty i fakt, że nie macie pewności z czym zaczniecie każdą rundę sprawia, że z jednej strony jest obecny aspekt losowy, a z drugiej, że musicie starcia dokładnie planować i wykorzystywać dostępne karty najlepiej jak to jest tylko możliwe. Same bitwy  rozgrywane są na małych, złożonych z kwadratowych pól arenach. Całość sprawia wrażenie, jakby ktoś do jednego kotła wrzucił “Dungeons & Dragons” i “Magic: The Gathering” , wymieszał i uzyskał grę, która przypomina skrzyżowanie turowego RPG z grą karcianą.

Grać?

Powyżej w wielki skrócie zamknąłem to do czego się sprowadza gra. Card Hunter z założenia nie jest skomplikowany, ale nie jest też prostacki. Im dalej w las, tym więcej wymaga od gracza skupienia, planowania oraz podejmowania decyzji, jaki zestaw kart jest tym, na który chcemy postawić. I to jest jedna z jego największych zalet. Nie grafika – choć nie mogę powiedzieć, że Card Hunter jest brzydki – nie wciągająca fabuła – ta niby jest, ale sama narracja jest oszczędna, ale przy okazji zajmująca i świetnie oddająca klimat sesji RPG w gronie przyjaciół – ale to, że gracz musi myśleć i eksperymentować. Tak, wiem, że to nic specjalnego. Żeby wyjaśnić, dlaczego to takie fajne muszę odnieść się do ostatniej rzeczy.

Do wspomnień i nostalgii. Cała stylizacja Card Huntera ma jeden cel. Oddawać charakter pierwszy sesji RPG. Trochę nieporadnych, ale będących fantastyczną przygodą, która dla wielu graczy kończyła się miłością na wiele, wiele lat. To jak gra wygląda też nie jest przypadkowe, bo plansze, postacie, porozrzucane kostki czy karty przygód jak żywo przypominają pierwsze wydania wspominanego już “Dungeons & Dragons”. Bo D&D ma w sobie moc, która sprawia, że gdy pomyślę o swoich początkach, to coś wewnątrz mnie chlipie z tęsknoty za dzieciństwem. Jeszcze raz oczami wyobraźni widzę, jak chwytam za miecz i ruszam naparzać potwory. Choć tak między nami mówiąc preferuję magów, bo miecze są dla lamerów. Magia, magia to jest potęga.

I Card Hunter taką magię w sobie ma. To świetna gra na krótkie sesje, gdy nie macie czasu na nic bardziej wymagającego, a chętnie byście w coś pograli. Jest za darmo. Można grać w przeglądarce, a ten tekst to nie jest recenzja, więc wszystko się zgadza. Jak chcecie zobaczyć grę w akcji, to możecie to zrobić choćby w tym materiale:

tym miejscu możecie się zarejestrować i zacząć grać. Warto. Naprawdę. Polecam. Musicie mi wierzyć. Proszę. Uwierzcie mi. Nie kłamię. Poważnie. Nikt mi za to nie zapłacił. A szkoda.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/abandonware-piractwo-czy-nie/”]Abadonware – piractwo czy nie?[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/slynni-pisarze-sluzbie-gier-komputerowych/”]Słynni pisarze i gry komputerowe[/button]