“Ciemny Kryształ”, czyli koszmary z dzieciństwa

Są filmy, które oglądamy mając lat kilka. Nie do końca rozumiejąc, co autor miał na myśli. To znaczy wiemy o co mu chodziło ogólnie. Nie wyłapujemy większego obrazka, wybaczcie kalkę z bułgarskiego*. Takim filmem jest “Ciemny Kryształ” w reżyserii Jima Hensona i Franka Oza. Film, który dla mojego młodego umysłu stał się energią do tego, aby szukać dalej. Niedawno go sobie odświeżyłem i choć czas nie obszedł się z nim łaskawie, to zrozumiałem w końcu o co Jimowi Hensonowi chodziło.

Wbrew Disney’owi

Henson miał plan. Chciał stworzyć baśń, która stanie w opozycji do tego, co przez dziesięciolecia kreował gigant w postaci Walta Disneya. Razem z Frankiem Ozem (drugi reżyser), Davidem Odellem (scenariusz) i Brianem Froudem (projekty postaci) oddał nam opowieść o tym, że jest dobro i zło. Tak, oglądaliśmy to setki razy, ale kiedy wiele historii w pierwotnym zamyśle skierowanych do młodych ludzi pokazuje nam walkę dobra ze złem, gdzie to drugie musi w końcu przegrać, Henson pokazuje nam co innego. U niego dobro i zło się uzupełniają. Świat nie jest tylko dobry, nie jest tylko zły. Zło jest komplementarną częścią dobra. Są nierozerwalne.

Skeksowie
Skeksowie

To wszystko sprawia, że “Ciemny Kryształ” zbliża się do klasycznej baśni. Tak potrzebnej współczesnemu widzowi. Karmionemu przez lata cukierkowymi obrazami. Faszerowanego bezrefleksyjnymi historiami o triumfie miłości. Historia wychodzi od bardzo prostego konceptu. Oto w innym świecie panuje rasa Urskeksów. Zdają sobie sprawę ze swojej wielkości i jak często w takich wypadkach bywa tracą do niej dystans. Stają się przepełnieni pychą do tego stopnia, że ostatecznie niszczą źródło swojej potęgi. Magiczny kryształ, który traci swoją dobroczynną moc. Urskeksowie znikają. Świat toczony przez zepsucie dzielą miedzy siebie Mistycy i Skeksowie. Ci pierwsi łagodni, powolni, spokojni są zaprzeczeniem brutalnych, nadpobudliwych, sępowatych Skeksów. Czas ciągłego chaosu trwa. Zbliża się kolejna koniunkcja, która zadecyduje o losach całego świata.

W tym całym bałaganie poznajemy głównego bohatera, Jena, który za radą swojego mistrza rusza w podróż, aby naprawić Ciemny Kryształ. Z biegiem czasu Jen coraz lepiej poznaje nie tylko świat, w którym mieszka, ale i siebie. Zaczyna rozumieć nauki przekazywane mu przez mistrza, którego śmierć nie była przypadkowa. W historii Hensona sporo jest podobieństw na przykład do “Gwiezdnych Wojen”. Co nie jest przypadkowe, bo obie opowieści czerpią sporo z podstawowych zasad opisywanych przez Josepha Campbella w “Bohaterze o tysiącu twarzy”. Obie w pewnym sensie przedstawiają nam wizję jak mocno związane są ze sobą dobro i zło. Jak wzajemnie się napędzają. Jak jedno potrafi być źródłem drugiego.

Bohater ryzykuje wyprawę ze świata powszedniości do krainy nadnaturalnych dziwów; spotyka tam fantastyczne siły i odnosi rozstrzygające zwycięstwo, po czym powraca z tej tajemniczej wyprawy obdarzony mocą czynienia dobra ku pożytkowi swych bliźnich. – J. Campbell, “Bohater o tysiącu twarzy”, s. 7

Jest w tej historii sporo niepokoju. Dwuznaczności. Henson i spółka dotykają w niej nie tylko kwestii komplementarności dobra i zła, ale oferują nam też swój punkt widzenia na emocje. Nie tylko te towarzyszące zwycięstwu, które tutaj wcale nie jest przesadnie celebrowane, ale przede wszystkim stracie.

Czas wojny i niepokoju

Jako dziecko oglądałem “Ciemny Kryształ” na VHS-ie. Z tego, co pamiętam, seanse były dwa i w zupełności wystarczyło to do odciśnięcia na mnie piętna na całe życie. Najbardziej zapadali w pamięć Skeksowie. Obrzydliwe istoty, które karmią się esencją życia innych. Zło w czystej postaci. Po latach film nie robi już takiego wrażenia za sprawą warstwy wizualnej. Ba, możecie wręcz powiedzieć, że to ramota, która wygląda po prostu fatalnie. I niech tak będzie. Dlaczego w takim razie w ogóle zabrałem się za ten film raz jeszcze? Głównie dla  fabuły. Chciałem w końcu zrozumieć wizję Hensona. Dlaczego człowiek kojarzony z przyjaznymi Muppetami i Fraglesami zapragnął wykorzystać swój talent do stworzenia opowieści, która już tak miło kojarzyć się na pewno nie będzie. Oz przyznawał, że Henson inspirował się klasycznymi baśniami Braci Grimm. Nie miał problemu z tym, aby dzieci poczuły strach. Ten potrafi być inspirujący.

Pokazy kontrolne okazały się klapą. Widzom “Ciemny Kryształ” bardzo się nie podobał. Jedną ze zmian po pokazach było to, że Skeksowie zaczęli mówić tak, aby można było ich zrozumieć.

Pierwsze 12 minut filmu to jedna wielka ekspozycja, która wprowadza nas w meandry świata. Jednocześnie pokazuje, że żyjemy w ciągłym strachu przed śmiercią. Przemijanie jest nieodłączną częścią naszej egzystencji i na przykładzie Skeksów i Mistyków twórcy pokazują nam dwa podejścia. Spokojne pogodzenie się z faktem, że nie jesteśmy wieczni oraz histeryczną walką o ostatni oddech. Zdecydowanie takie podejście do tematu w filmie, który w zamyśle miał być produkcją familijną wywołało konsternację. Widzowie nie za bardzo wiedzieli, jak do tego podejść spodziewając się historii pokroju Muppetów, a krytycy zaznaczali, że “Ciemny Kryształ” jest momentami zbyt mroczny, a sceny za długie z czym percepcja dziecka mogła sobie nie poradzić.

Ciemny Kryształ
Propozycja jak miał wyglądać Umierający Las

To nie był film dla każdego. Był i jest dziwny. Wizja twórców jest oryginalna i odkładając na bok wykonanie techniczne nadal potrafi zrobić wrażenie. Jest psychodeliczna, niepokojąca. Pokazała mi, że nie ma problemu w tym, aby odkrywać. Spróbować zrobić coś inaczej niż inni. Pokazała, że historia fantasy nie musi być pełna elfów i krasnoludów. Że można puścić wodze fantazji. Ta odwaga nie do końca opłaciła się Hensonowi, który miał plan, aby rozwijać swoje uniwersum dalej. Planował kontynuację, która całkiem niedawno pojawiła się w formie komiksu. Choć “Ciemny Kryształ” na siebie zarobił, to niestety ok. 40 milionów dolarów przy 15 milionach, które pochłonęła produkcja nie zrobiły na nikim wrażenia. Szczególnie, gdy w tym samym roku – 1982 – w kinach rządził “E.T.” zgarniając wielokrotność tego, co zarobił film Hensona i Oza.

Pochwała kreacji

Choć marzenie Hensona o kontynuacjach ostatecznie się nie spełniło, to dla mnie “Ciemny Kryształ” jest jednym ze sztandarowych przykładów, że zawsze jest miejsce na autorską wizję. Odwaga, pomysłowość, twórców są inspirujące. Zresztą, jeżeli będziecie kiedyś mieli okazję kupić wydanie Blu-Ray, to jest ono napakowane dodatkami, w których dokładnie wyjaśniono proces produkcji. “Ciemny Kryształ” ciągle jest w historii kina jedną z najbardziej zbliżonych do klasycznych baśni produkcji. Warto dać mu drugą szansę. Szczególnie, gdy rozumiemy trochę więcej. Warto zaryzykować koszmary. W końcu one też są nam potrzebne.

* Tak, wiem, że to z angielskiego. Wyjaśnienie tylko dla tych, którzy odwiedzają LO pierwszy raz.

Total
29
Shares
  • rob

    a to był niezły film choć czy dziwny nie powiedziałbym dziwna to była Fantastyczna Planeta ;p podobieństwo do SW może i nawet choć tu starchaser legend of orin bije DC na głowę 😉 w sumie film bardziej mi się z fraglesami kojarzył mam wrażenie że były w nich easter eggi do DC ale może to tylko projekcja obie produkcje oglądałem już dawno 🙂

    • rob

      nawiasem czy mi się zdaje czy partnerka naszego bohatera wygląda jak dziewczyna z Ekipa ameryka ?;))

      • Przypomina, ale to raczej jest tylko efekt tego, że w oby wypadkach mówimy o lalkach 🙂

  • TheKingInYellow

    Te ‘ptako-stwory’ bardzo przypominaja rase Arrakoa z World Of Warcraft Blizzarda. Kto wie czy scenarzysta/designer w Blizzardzie nie czerpal inspiracji z tego filmu. Podobienstwo jest wrecz uderzajace (moim zdaniem), tylko oczywiscie Warcraft jest mocno ‘kreskowkowy’. Tutaj probka do porownania: http://i.imgur.com/YmrMSlx.jpg
    Natomiast te mala humanoidy przypominaja Szninkle z komiksu Van Hamme/Rosinskiego.

    Sam film wyglada imho dobrze, uwielbiam taka ‘dziwna’, mroczna troche groteskowa stylistyke… obejrzalem trailer na Youtube i dopisalem na liste ‘do obejrzenia’.

    PS. Chcialem sie tez oficjalnie przywitac, czytam od jakiegos czasu ale skomentowalem po raz pierwszy. 😉

    • Oficjalnie witam 🙂 Być może czerpał, bo “Ciemny kryształ” ciągle inspiruje artystów 🙂

  • “U niego dobro i zło się uzupełniają. Świat nie jest tylko dobry, nie jest tylko zły. Zło jest komplementarną częścią dobra. Są nierozerwalne” – lubię takie ujęcie sprawy. Od razu chce się czytać dalej. Fajnie to ogarnąłeś. Mnie zaciekawiłeś i to bardzo. Fajny smaczek, a seans myślę, że obowiązkowy.

  • Piotr Raudisz

    Scena śmierci Imperatora do dziś wywołuje uczucie dyskomfortu, a w dzieciństwie – szczerze przerażała! Do dziś nie wiem, jak ją nakręcono…